Aaaach co to był za rok!

Mnóstwo wycieczek, łapania w kadr nowych miejsc i zachwytów nad nieznanymi zakątkami Polski! Cieszyliśmy się zarówno prawdziwie śnieżnymi zimowymi pejzażami, lekko oziębłą wiosną, sielankowymi letnimi widoczkami, jak i przepięknie złotą jesienią. Chodziliśmy, jeździliśmy i zajadaliśmy się smakołykami, a Wy nam w tym wszystkim dzielnie kibicowaliście- dzięki! Ba, wpadły nawet jakieś nagrody…, stąd też i dodatkowa motywacja. Zapraszamy na nasze fotostory. Strach pomyśleć, co przyniesie kolejny rok…! 😉

Rok 2017 zaczęliśmy ,,z grubej rury”- na Trzech Króli postanowiliśmy wybrać się w góry, skoro wolne i wszyscy gdzieś jadą, jednak jednej rzeczy nie przewidzieliśmy… To był bodaj najzimniejszy weekend roku, a temperatury spadały do -25C. Jeśli w tamten weekend byliście w Pieninach i mijaliście parę okutanych po uszy eskimosów, to mogliśmy być my. 

Co by nie mówić, było warto, szczególnie dla takich widoków. Przeczytaj więcej o Trzech Koronach i Wysokiej.

Zima nad morzem? Czemu nie, w styczniu dojechaliśmy też na przeciwległy kraniec Polski. Spacery w Gdańsku, wizyta w świetnym Muzeum Emigracji w Gdynii, a wieczorem musical w Teatrze Muzycznym. Kto powiedział, że zimę należy przespać?

Śniegiem cieszyliśmy się również nieco bliżej domu- Ojcowski Park Narodowy w zimowej szacie jest równie malowniczy, co… zapomniany przez turystów :).

W lutym postanowiliśmy spróbować czegoś nowego- skoro lubimy góry, śnieg i wysiłek to może… skitoury? Jak spadać to z wysokiego konia, stanęło więc na Zakopanem. Tatry były dla nas wyjątkowo życzliwe i obdarowały nas prawdziwie słonecznym dniem, chyba dla osłody tego niemałego wysiłku :).

W lutym udało nam się również zobaczyć ośnieżony Beskid Sądecki. Długie niespieszne zimowe spacery, a wieczorami rytuały saunowe… Takie klimaty musimy koniecznie powtórzyć również w nowym roku!

W lutym zawitaliśmy też pierwszy raz do Poznania i to nie z byle powodu. Mieliśmy zaszczyt odebrać tytuł Ambasadora Roku z rąk Polskiej Organizacji Turystycznej. Wielka gala POT-u, dwa dni targów turystycznych, poznawanie Poznania, a w tym wszystkim my! To był emocjonujący weekend, który dał nam niezłego kopa do działań!

Niewątpliwym ,,wydarzeniem miesiąca” w marcu stała się wycieczka nad Biebrzę. Było pieruńsko zimno (i to stwierdzenie przewijać się będzie kilka razy w 2017 roku), ale te rozlewiska, zachody słońca, przeloty ptaków… 

Nigdy nie sądziliśmy, że oglądanie ptaków przez lornetkę może być takie ciekawe :).

W kwietniu nieśmiało odkurzyliśmy nasze rumaki. Tak, było zimno jak diabli, ale nie poddawaliśmy się i penetrowaliśmy podkrakowskie dolinki, przygotowując się do letnich wyzwań rowerowych. Gdy przejedziemy je wszystkie, poczynimy stosowny wpis.

ojcowski-park-narodowy-dolina-saspowskaZawitaliśmy również do Cieszyna na zlot blogerów podróżniczych, a przy okazji aby odnaleźć rotundę z PLNowego banknotu. Idziemy o dyszkę, że również ją kojarzycie :).

W kwietniu nadarzyła się także okazja do spacerów w okolicy Muszyny spodobało nam się tak bardzo, że wróciliśmy tam pół roku później. Ale o tym to zaraz…

Najpierw majówka! Długo wyczekiwana i jeszcze nie do końca opisana wyprawa na Kaszuby okazała się strzałem w dziesiątkę (poza tym, że było zimno)!

Jej, ile tam ciekawych miejsc- w tydzień przejechaliśmy trasę od Tucholi do Kartuz, najedliśmy się pysznych ryb, powciągaliśmy tabaki (mamo, mam nadzieję, że tego nie czytasz) i nawet pobraliśmy lekcję haftu kaszubskiego, ha! My już wiemy, gdzie jest polskie zagłębie truskawkowe, a Wy?

W maju trafiło się nawet kilka ciepłych dni (szok-niedowierzanie!), więc spacerowaliśmy, ile się dało. Byliście kiedyś w maju w Łazienkach Królewskich w Warszawie? Najlepiej dojechać tam publicznym rowerem– widać więcej, a Warszawa nagle robi się taka nieduża!

W ramach wyzwania parków narodowych [LINK] dotarliśmy również do Kampinoskiego Parku Narodowego– miejsca, w którym przyroda łączy się z historią. Zjechaliśmy raptem tylko część parku, ale już wiemy, że w 2018 zawitamy do niego ponownie.

W czerwcu zamarzył nam się biwak na dziko. Mówisz ,,dziko”, myślisz… Beskid Niski! 

Jeśli szukacie samotności, ciszy, spokoju i delikatnie pofałdowanych krajobrazów okraszonych drewnianymi cerkiewkami, koniecznie ruszajcie w Beskid Niski.

Żeby zrównoważyć bytowanie na łonie natury, tydzień później wzięliśmy udział w Industriadzie, imprezie promującej zabytki przemysłowe na Śląsku. Nie mogliśmy przypuszczać, że kopalnia srebra w Tarnowskich Górach, którą przy tej okazji odwiedziliśmy, jeszcze w tym samym roku zostanie wpisana na listę UNESCO!

Boże Ciało, z kolei, spędziliśmy w Górach Stołowych (aha, było zimno!)-kto jeszcze nie był, niech czym prędzej wyrusza. Wrażenia spisaliśmy tu i tutaj, tym samym dopisując do wyzwania Korony Gór Polski dwa nowe szczyty.

Nie zdążyliśmy jeszcze dobrze odpocząć po pieszych wycieczkach, a już pędziliśmy w stronę Żuław. Okolice Gdańska i Malborka to doskonałe tereny na rozpoczęcie rowerowej przygody, a ile przy okazji do zobaczenia. Musieliśmy mocno się starać, aby nie rzucić wszystkiego i nie zakupić… domu podcieniowego. Co konkretnie kręci nas w Żuławach, dowiecie się tutaj.

W lipcu tak jakby wrzuciliśmy na luz. Po sześciu z rzędu weekendach poza domem tym razem trochę więcej czasu poświęciliśmy na Kraków, zbierając materiały na nasz megaprzewodnik po Krakowie (premiera w 2018!).

Udało nam się również wrócić do Poznania, który w letnim wydaniu prezentował się jeszcze lepiej niż w lutym. A ile dobrego tam zjedliśmy…

Szczęśliwie spontaniczna wycieczka na Radziejową pozwoliła nam spalić co nieco z tych kalorii :). 

Korzystając z letniej pogody, eksplorowaliśmy rowerowo Kraków i jego najbliższe okolice- Zakrzówek, Lasek Wolski, Kryspinów czy trasę na Tyniec – nie trzeba wyjeżdżać z miasta, aby odpocząć na łonie natury. Kto wie, może i z tego będzie jakiś artykuł o zielonym Krakowie?

Hitem sierpnia była nasza rowerowa wycieczka przez Podlasie. I wiecie co? Tym razem nie było zimno! Na dodatek przez ponad tydzień nie spadła na nas ani kropla deszczu, a to chyba tylko podkręciło nasze pozytywne asocjacje z tym regionem.

Jeziora,  doskonałe trasy rowerowe, kajaki, trzy parki narodowe, śliczne wioski i urocze miasteczka (nasz wymarzony Tykocin!), bociany i sianokosy. Żyć, nie umierać (i jeździć po Podlasiu)!

Wrzesień to między innymi wypadzik do Wrocławia– niby mamy tak blisko, a jakoś zawsze bywamy tylko przejazdem. Tym razem na spokojnie spacerowaliśmy wzdłuż Odry, odwiedzaliśmy tajskie knajpy i objadaliśmy się lodami. Niestety były to ostatnie podrygi lata…

W Muszynie załapaliśmy się na ostatni letni akord lub, jak kto woli, na pierwszy jesienny. Tym razem muszyńskie wzniesienia atakowaliśmy rowerami, nieźle się swoją drogą przy tym męcząc, ale zajawka była z tego pierwszorzędna! Endorfiny strzelały pod sufit, gdy co raz to okazywało się, że jesteśmy w stanie wjechać jeszcze wyżej i jeszcze dalej. Będzie tego więcej w 2018 roku, oj będzie!

Prawdziwe nadejście jesieni świętowaliśmy z przytupem- w niezwykle malowniczo ozłoconym Beskidzie Śląskim. Szlak na Czantorię to jedno z najmilszych tegorocznych wspomnień, było tak pięknie, że ciężko oddać to na zdjęciach.

Na tej energii jak na skrzydłach polecieliśmy w Tatry, zdobywając zupełnie spontanicznie, w środku tygodnia, w jeden z cieplejszych październikowych dni, samego Króla Tatrzańskich Turystów- Giewont. Wejście przypłacone kontuzją, ale zdecydowanie było warto :)!

Z resztą do Zakopanego wróciliśmy, gdy tylko noga odzyskała sprawność. Raptem dwa tygodnie później, znów spacerowaliśmy tatrzańskimi dolinami, zaglądaliśmy do muzeów i relaksowaliśmy się- tym razem z samego miasta. 

Jednak najciekawszym wypadem listopada była wycieczka do Tarnowa, na coroczną imprezę Tarnowskie Dionizje. Nie dość, że dogłębnie poznaliśmy Tarnów, to jeszcze zafascynowaliśmy się produkcją lokalnych win. Pozostały nam tylko wspomnienia- niestety butelki już dawno zdążyły opustoszeć.

Grudzień to z kolei czas relaksu, odpoczynku i pracy nad blogiem. Nadrabialiśmy zaległości, pisaliśmy teksty i planowaliśmy kolejny turystyczny sezon. Czasem i my musimy zwolnić (i najeść sie ciastek)- ale tylko po to, by od stycznia znów wystrzelić jak z procy! Będzie się działo i już nie możemy się doczekać. Zapraszamy w podróż!kawiarnia Nad&Greg na Podgórzu w Krakowie

Aha- jednym z wyzwań na ten rok była produkcja wideo z naszych wycieczek, pierwsze przymiarki dostępne są na naszym kanale Youtube. Dajcie znać, czy zmierzamy w dobrym kierunku :)!

A plany na 2018? Głowa pełna pomysłów, aby tylko starczyło czasu i $$$ :).

Będziemy raportować na bieżąco! A jak to wygląda u Was?

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment