Beskid Sądecki rowerem. Trzy szlaki rowerowe wokół Muszyny

Stopa ciężko naciska na pedał. Raz, dwa, raz, dwa, prawa, lewa, prawa, lewa. Całe ciało napina się i przechyla na boki, a podjazd zdaje się nie kończyć. Raz, dwa, raz, dwa, oddech przyspiesza, raz, dwa, raz, dwa, serce wyrywa się z klatki, raz, dwa, raz, dwa, skronie pulsują pod kaskiem. Nagle ściana drzew przerzedza się, nachylenie łagodnieje, a głowa podnosi się znad kierownicy. Euforia: wjechaliśmy! Malownicze widoki pozwalają w mig zapomnieć o trudach podjazdu, a my jesteśmy właśnie najszczęśliwszymi ludźmi na świecie- jakby co najmniej cały świat był u naszych stóp!

trasa rowerowa przez Beskid Sądecki wsród kolorowych jesiennych drzew
Uwielbiamy Beskidy jesienią, kiedy buczynowe lasy pokrywają się kolorowymi liśćmi

Tak, zgadza się – w trakcie naszego ostatniego weekendu w Beskidzie Sądeckim zdecydowaliśmy się poznać go z rowerowego siodełka. Długie turystyczne trasy po płaskim robimy dość często, o czym z pewnością doskonale wiecie, tym razem porwaliśmy się na kolejny poziom rowerowego wkręcenia – i ,,niestety” złapaliśmy bakcyla :)! Endorfiny aż w nas kipią, więc spieszymy podzielić się naszymi propozycjami – od łatwych po te trudniejsze.

Trasa 1: Turystyczna Pętla Muszyńska – na tropach okolicznych cerkwi

Pierwsza rowerowa propozycja to Turystyczna Pętla Muszyńska, oznaczona kolorem czerwonym. Trasa daje możliwość przejechania 32-kilometrowej pętli wokół Gór Leluchowskich wchodzących w skład Beskidu Niskiego. Droga prowadzi wzdłuż Popradu, granicy ze Słowacją, następnie zapomnianymi przez świat połemkowskimi wioskami, aby wreszcie przewieźć zalesionymi wzgórzami i malowniczymi halami.  

Płynący przez Muszynę Poprad
Pętla zaczyna się na urokliwych popradzkich bulwarach w Muszynie

Pierwsze kilometry wiodły w kierunku granicy ze Słowacją do miejscowości Leluchów. Po wyjechaniu z Muszyny skończyła się osobna ścieżka rowerowa i od tej pory dzieliliśmy szosę z samochodami. Choć szczęśliwie w sobotni poranek nie było ich zbyt wiele, trzeba mieć ich obecność na uwadze. Trasa prowadzi delikatnie pod górę, ale o tym nachyleniu można zupełnie zapomnieć, ciesząc oczy widokiem doliny Popradu.

Po jednym bardziej forsownym podjeździe dojechaliśmy do Leluchowa, z pewnym rozrzewnieniem patrząc na przygraniczne targowisko i przejście graniczne. Niegdyś stały tu sznury samochodów czekające na odprawę, dziś kwitnie handel absolutnie wszystkim, a język polski i słowacki mieszają się w każdej rozmowie. Większość szyldów wypisana jest w języku słowackim, aby zachęcić południowych sąsiadów do zakupów. Na wszelki wypadek raz i drugi sprawdziliśmy, czy aby nie zboczyliśmy z trasy- tak, to była jednak ciągle Polska :). Tam, gdzie skończył się przygraniczny handelek mydłem i powidłem, ustał również jakikolwiek ruch samochodowy, a my głęboko odetchnęliśmy. Oto naszym oczom ukazała się pierwsza tego dnia cerkiew w Leluchowie, z 1861r.

Cerkiew w Leluchowie
Na dawnym przycerkiewnym cmentarzyku można odszukać ślady przeszłości

Jechaliśmy dalej, a krajobraz stawał się coraz bardziej sielski. Wyobraźcie sobie szum strumienia, dumnie szybującego  nad okolicą jastrzębia, ciepłe promienie jesiennego słońca i beczenie owiec wypasanych na polanach.

Bobry nie próżnują

Po dość deszczowym wrześniu w końcu doczekaliśmy się prawdziwej złotej polskiej jesieni!

Cerkiew Michała Archanioła w Dubnem na trasie rowerowej wokół Muszyny
Dawna cerkiew św. Michała Archanioła w Dubnem

Miejscowość Dubne wyglądała na niewielką, zapomnianą przez świat wioseczkę – dzięki tej izolacji przetrwały w Dubnem gdzieniegdzie drewniane łemkowskie spichlerze i domy, prawdziwe perełki w dzisiejszych czasach.

Dawna cerkiew św. Michała Archanioła w Dubnem

Na długo pozostanie w nas widok górującej nad wioską bryły cerkwi otulonej żółknącymi w słońcu koronami drzew. Prawdziwa złota jesień! I choć cerkiew była zamknięta, nie mogliśmy powstrzymać się przed krótkim piknikiem wśród jesiennych liści.

W ciepłych jeszcze promieniach słońca z przyjemnością szukaliśmy najlepszych kadrów, tak aby te słoneczne chwile móc przywołać w jakiś mroźny zimowy dzień…

Za takie widoki kochamy polską jesień

Dubne stało się więc przystankiem bardzo sielankowym, jednak wiedzieliśmy doskonale z profilu trasy, że przed nami najcięższy jej etap. Za Dubnem skończył się asfalt, a zaczął leśny dukt o dość dużym nachyleniu. Przy nierównej i błotnistej nawierzchni musieliśmy kilka razy wpychać jednoślady na górę. Zmachaliśmy się przy tym ,,konkretnie”, ale jednocześnie napełniała nas duma- udało się wiernymi, acz starymi rowerami przekroczyć kolejną barierę- tym razem zdobytej wysokości. Najwyższy punkt Turystycznej Pętli Muszyńskiej, Kraczonik, liczył aż 936m n.p.m.

Nabraliśmy apetytu na więcej, szczególnie gdy wyjechaliśmy na szeroką polanę w drodze do Wojkowej. Ozdobiona jesiennymi barwami beskidzka buczyna dekorowała pagórki i doliny Beskidu Sądeckiego, a my ten piękny spektakl oglądaliśmy z góry!

Na wysokości Wojkowej szlak rowerowy połączył się z pieszym, opisywanym w tekście o pieszych szlakach z Muszyny. Tym razem udało się wejść do środka cerkwi i obejrzeć świeżo odrestaurowany ikonostas- mieliśmy ogromne szczęście, bo całość odsłonięto raptem kilka dni przed naszym przyjazdem. Mamy nadzieję, że ten przepiękny obiekt będzie udostępniany w lato w ramach Szlaku Architektury Drewnianej– niestety w te wakacje nie uzyskał dofinansowania. A szkoda, bo obiekt naprawdę zachwyca, a renowacja z użyciem najbardziej szlachetnych kruszców uświadamia, jak wiele musiało kiedyś kosztować społeczność ubogich Łemków postawienie tak bogato zdobionego obiektu.

Za Wojkową trasa rowerowa prowadzi dość ruchliwą szosą łączącą Krynicę z Muszyną, jednak na wysokości Powroźnika zaczyna się chodnik, po którym można bezpiecznie przejechać aż do samej cerkwi. Cerkiew w Powroźniku to jedna z najstarszych w polskich Karpatach i najcenniejszych cerkwi wpisanych na listę UNESCO. Dzięki temu otwarta jest właściwie cały rok i można podziwiać ją również od środka. Choć ikonostas przesunięto do tyłu aby dostosować obiekt do rzymskokatolickiej liturgii, jego bogactwo, precyzja wykonania i doskonały stan utrzymania robią niesamowite wrażenie. Koniecznie trzeba zajrzeć również do zdobionej freskami zakrystii – według naukowców to właśnie pozostałość pierwszej cerkwi na tym terenie. Wrażenie robi również scena sądu ostatecznego- dziś wisi po prawej stronie ołtarza, ale kiedyś, usytuowana przy wejściu, musiała działać na wyobraźnię przychodzących do świątyni.

Po Powroźniku pozostaje tylko przerzucić się na drugi brzeg Muszynki i osobną wytyczoną wzdłuż rzeki ścieżką dojechać do muszyńskiego zamku. Turystyczna Pętla Muszyńska domknięta!

Fakty i liczby:

  • Długość: 32 km
  • Różnica przewyższeń: 538 m
  • Długość podjazdów: 15,3 km
  • Odcinek 1: Muszyna – Leluchów – asfalt, niewielki ruch samochodowy do wysokości przejścia granicznego/targowiska
  • Odcinek 2: Leluchów – Dubne – asfalt, zero samochodów podczas naszego przejazdu
  • Odcinek 3: Dubne- podjazd leśną drogą, kamienie, błoto, trawa, na ostatnim etapie bardzo duże nachylenie trasy po ciężkim terenie
  • Odcinek 4: teraz już tylko z górki, trwa, błoto, trzeba uważać na liczne głębokie koleiny
  • Odcinek 5: tuż przed Wojkowa zaczyna się znów asfalt
  • Dla kogo: trasa w znakomitej większości asfaltowa, z wyłączeniem krótkiego odcinka w środku wycieczki. Nasze antyczne, acz w miarę solidne maszyny dały radę, ale warto uprzednio przejrzeć hamulce, bo jeden zjazd polną drogą wymaga właściwie ciągłego hamowania. Zdecydowanie lepiej pokonywać trasę bez sakw, a już na pewno bez przyczepek z dziećmi :P. Opis trasy na stronie Muszyny.

Trasa 2: „Dokrętka” Turystycznej Pętli Muszyńskiej – widoki i mofety

Jeśli po naszej pierwszej propozycji będziecie czuć pewien niedosyt, istnieje dodatkowy wariant Turystycznej Pętli Muszyńskiej, o który można wydłużyć pierwszą wycieczkę. Jest to też doskonały pomysł na krótszą wycieczkę, na przykład następnego dnia. Trasę można zacząć pod muszyńskim zamkiem, kierując się przyjemnym Parkiem Zdrojowym w kierunku Złockiego.

Cerkiew w Złockiem
Cerkiew w Złockiem

Na skrzyżowaniu w Złockiem należy odbić w kierunku Jastrzębika i zmierzyć z kolejnym asfaltowym podjazdem. Warto zboczyć na chwilę z głównej drogi i podjechać jeszcze kawałek do świątyni w Złockiem, którą mijaliśmy również w trakcie pieszego podejścia pod Jaworzynkę Krynicką [LINK].

Cerkiew w Złockiem
Cerkiew w Złockiem

Po obejrzeniu cerkwi jechaliśmy dalej w stronę Jastrzębika, aby dojechać do… mofety. Spokojnie, my też nie wiedzieliśmy, co to za jedna i nie będziemy udawać, że było inaczej.

Mofeta
Mofeta im. prof. Henryka Świdzińskiego

Bulgoczące źródełka o charakterystycznym zapachu przywodziły nam na myśl nasze islandzkie wojaże choć oczywiście na inną skalę. Co ciekawe, jest to największa i najbardziej aktywna mofeta w Polsce, „dysząca” 10m3 CO2 na minutę.

Gdzieś między Złockiem i Jastrzębikiem

Malownicza droga przecinała okoliczne pola- tu kapliczka, tam stado owiec, cisza, spokój i znikomy ruch samochodowy. A do tego piękny jesienny spektakl podziwiany podczas zjazdu…

Przydrożny krzyż

Nawet nie zauważyliśmy, gdy znaleźliśmy się znów przy trasie rowerowej wzdłuż Popradu, a raptem chwilę później odpoczywaliśmy na muszyńskim rynku w kawiarni Szarotka…

Niewiele owiec pasie się obecnie na beskidzch stokach

Fakty i liczby:

  • Długość: 12 km
  • Przewyższenia: 102m
  • Długość podjazdów: ok 5km
  • Dla kogo: To zdecydowanie najprostsza z proponowanych tras, całkowicie wyasfaltowana. Oczywiście, jak to w tej okolicy,  jednak ze względu na relatywnie krótki dystans każdy powinien sobie poradzić.

Trasa 3: ,,Wokół Kotylniczego Wierchu” – górska przygoda rowerowa

To było dla nas zdecydowanie nowe wyzwanie- do tej pory zdarzało nam się wybierać na długie rowerowe przejażdżki, poprzedniego dnia smakowaliśmy pierwszych beskidzkich tras dookoła Muszyny, jednak dopiero pętla ,,Wokół Kotylniczego Wierchu” pozwoliła nam spróbować namiastki górskiego kolarstwa i … zakochaliśmy się w tym smaku :).

Cerkiew w Szczawniku

Najpierw z Muszyny dojechaliśmy do Szczawnika, rzutem na taśmę wchodząc za wycieczką do zabytkowego obiektu. Jeśli i Wam się poszczęści, koniecznie zajrzyjcie do środka!

Wnętrze cerkwi w Szczawniku

Po szybkim obejrzeniu cerkwi minęliśmy stację narciarską Muszyna-Wierchomla i leśną drogą techniczną pomknęliśmy do Bacówki nad Wierchomlą. Za sprawą jesiennego słońca trasa, która mogłaby nużyć się pieszo, stała się jednym z najbardziej malowniczych podjazdów tej wycieczki. A zresztą spojrzyjcie sami: 

Podjazd pod Bacówkę nad Wierchomlą
Podjazd pod Bacówkę nad Wierchomlą

Pod Bacówką czekała nas miła niespodzianka – tego dnia odbywała się impreza kolarska, a mili organizatorzy uraczyli nas profesjonalnym posiłkiem energetycznym. Uwierzcie, urośliśmy na takie traktowanie. Trudy podjazdu wynagrodziliśmy sobie zjawiskowymi widokami rozpościerającymi się z polany pod bacówką. Czuliśmy się jak zdobywcy świata ;).

Pamiątkowe zdjęcie na polance przy Bacówce nad Wierchomlą
Przerwa na herbatę w Bacówka nad Wierchomlą Schronisko Górskie PTTK
Widok na Beskid Sądecki z tarasu Bacówka nad Wierchomlą
Widok na Beskid Sądecki z tarasu Bacówka nad Wierchomlą

Odcinek od Bacówki do wzniesienia Runek, które pamiętamy z naszych listopadowych spacerów w okolicach Krynicy, okazał się największym wyzwaniem ze względu na kamieniste podłoże i momentami dość duże kąty nachylenia.

Walczyliśmy, ale czasem rozsądniej było zejść z roweru i kawałek go podprowadzić, niż skakać po kamieniach i korzeniach na naszych wysłużonych sprzętach.

Swoją drogą to zaskakujące, ile może wytrzymać kupiony przed 10 laty biały damski rower ,,uniwersalny” Decathlonu – pewnie nie spodziewał się nawet, jakiej ,,damie” przyjdzie mu służyć i po jakich trasach jeździć…

W drodze na Runek

Od Runka (1080m. n.p.m.) było już raczej w dół, a gdy szlak rowerowy rozszedł się z pieszym, mogliśmy bez obaw puścić się utwardzoną trasą techniczną i bez ani jednego ruchu nogami dojechać aż do asfaltu w Szczawniku. Kto myśli, że zjazd to sama przyjemność, grubo się myli- dłonie bolały od zaciskania wystawionych na ciężką próbę hamulców, ramiona w spięciu opierały się na kierownicę, wzrok starał się rozróżnić większe kamienie od żwirku drogi, a umysł… umysł za wszelką cenę próbował nie analizować całej sytuacji… Na następne takie numery wypadałoby się jednak gruntowniej przygotować- co nie zmienia faktu, że emocje aż kipiały uszami i pierwszym pytaniem po dojechaniu do Muszyny było: ,,kiedy robimy to znowu?”… Ostrzegamy, to uzależnia!

Fakty i liczby:

  • Długość: 19.9 km
  • Różnica przewyższeń: 678m
  • Długość podjazdów : 10.3km
  • Odcinek 1: do Bacówki- leśna droga techniczna, utwardzona, w dobrym stanie
  • Odcinek 2: z Bacówki do Runka i drogi technicznej- droga leśna, korzenie, kamienie, koleiny
  • Odcinek 3: droga techniczna- utwardzona, z lekkim żwirkiem
  • Dla kogo: podjazd do Bacówki nad Wierchomlą jest ciut długi i wymaga ogólnego obycia z rowerem, ale dzięki bardzo dobrej nawierzchni powinien poradzić sobie z nią każdy w miarę ,,rozjeżdżony” rowerzysta. Na następny odcinek przydałby się jednak rower górski ze względu na nieutwardzoną nawierzchnię ,,urozmaiconą” kamieniami i korzeniami. My daliśmy radę, choć kilka razy musieliśmy zejść z siodełka z obawy o niezbyt grube opony. Opis trasy na oficjalnej stronie Muszyny.

Zastanawiacie się czy warto pojechać do Muszyny? Zapraszamy Was to naszego wpisu Atrakcje Muszyny

Te przygody otwierają nam zupełnie nowe możliwości- skoro na takich trasach poradziliśmy sobie na naszych wysłużonych rowerach, zdobędziemy i kolejne podjazdy. Już ostrzymy zęby na nowe przygody w 2018!

Mapa rowerowych szlaków turystycznych wokół Muszyny

 

2 komentarze do “Beskid Sądecki rowerem. Trzy szlaki rowerowe wokół Muszyny”

  1. Witam.
    Miałem okazję jechać tymi trasami, ale chce się odnieść tylko do 1-szej. My jechaliśmy tą trasę z Tylicza i zrobiliśmy ją w odwrotnym kierunku czyli na początek Wojkowa, Dubne później Leluchów i Muszyna i powrót do Tylicza. Moim zdaniem ten kierunek jest troszkę łatwiejszy se względu na ten podjazd z Dubnego w kierunku Wojkowej. Trasa ogólnie warta wysiłku.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz