Jeśli mielibyśmy polecić wyjątkowe miejsce na aktywny wypoczynek dla dużych i małych, nie wahalibyśmy się za długo. Bezpieczne, w większości wydzielone od ruchu samochodowego ścieżki rowerowe Kaszubskiej Marszruty, fantastyczna przyroda parku narodowego, urokliwe jeziora, malowniczo wijące się rzeki i na dodatek kilka bardzo ciekawych miejsc do zobaczenia w najbliższej okolicy – to wszystko czyni okolice Parku Narodowego Bory Tucholskie jednym z lepszych możliwych wyborów. Miejscowość Swornegacie (której nazwa z gaciami nie ma oczywiście nic wspólnego) doskonale posłuży za bazę wypadową w te okolice. Dziś wszystko, co musicie wiedzieć o Swornegaciach, Kaszubskiej Marszrucie i aktywnym wypoczynku w okolicy Borów Tucholskich!

Swornegacie – doskonała baza wypadowa i atrakcje 

To może tak tytułem wstępu, dla powstrzymania chichotu: nie, nazwa miejscowości nie ma nic wspólnego z bielizną ;). Nazwa Swornegacie bierze się od połączenia dwóch wyrazów: swora (plecionka z gałązek sosnowych) i gacenie (umacnianie brzegów jeziora). Słowem, w tych okolicach umacniano brzegi jezior i cieków wodnych sosnową plecionką, a ślady tej tradycji widać gdzieniegdzie przy liniach brzegowych. Skoro już wyklarowaliśmy ten istotny aspekt naszej opowieści, dodajmy co najważniejsze: Swornegacie to właściwie brama do Borów Tucholskich i południowej części Kaszub. Wioska położona jest w niezwykle urokliwej okolicy jezior i lasów, co czyni ją doskonałym miejscem do aktywnego odpoczynku na łonie natury.

Swornegacie: nocleg i restauracje 

Choć w Swornegaciach nie brakuje pensjonatów i może wydawać się, że miejsce z taką liczbą kwater musi z zasady być bardzo tłoczne, my bynajmniej tego nie odczuliśmy, a byliśmy w okresie weekendu majowego. Podobno trochę więcej ludzi przyjeżdża na samo lato, ale raczej jest tu spokojnie i jakoś tak ,,nieturystycznie”- co oczywiście zapisujemy na plus. W noclegach można przebierać, a na gustujących w kompletnej ciszy czekają kwatery położone bardziej w lesie czy wokół jeziora Karsińskiego. Zaletą noclegu w Swornegaciach jest dostęp do bardzo dobrej bazy sklepowej i restauracyjnej. Jedliśmy w sumie w trzech restauracjach – Leśnej, Jeziorne i w Swornegace – i w każdej udało nam się posilić naprawdę smacznym posiłkiem, z pysznie przyrządzoną rybą w roli głównej. Ten smak to jedno z silniejszych wspomnień naszej kaszubskiej wycieczki, brakowało nam dobrych ryb na naszej suwalskiej trasie kilka miesięcy później[LINK]. Tak więc, narodzie, jedz polskie rybki! 🙂

Spływy kajakowe i sporty wodne

Po posileniu się można w ramach sportowej odmiany skorzystać z oferty jedno- i kilkudniowych spływów kajakowych.

My wybraliśmy kilkugodzinny spływ rzeczką Chociną, z Chocińskiego Młyna do Swornegaci. Akurat zza chmur wyjrzało słonko, a my, niespiesznie wiosłując, mijaliśmy pola, łąki i leśne zakątki, wypływając w efekcie na jezioro Karsińskie. Było naprawdę malowniczo! Dodatkowo w Swornegaciach można wypożyczyć też rowerki wodne i łódki, tak więc do wioseł!

Fascynująca kultura borowiacka i kaszubska 

Gdyby jednak pogoda nie dopisywała, zawsze można zajrzeć do Kaszubskiego Domu Rękodzieła Ludowego, który zajmuje się kultywowaniem odchodzących w zapomnienie lokalnych tradycji. My załapaliśmy się na warsztaty tradycyjnego haftu kaszubskiego i mieliśmy z nich sporo radości. Żeby była jasność, na co dzień niewiele mamy styczności z rękodziełem, o samym haftowaniu nie wspominając, ale choć szło szło nam to trochę opornie, ciekawie było spróbować czegoś zupełnie innego.

Haft kaszubski to wielowiekowa tradycja, a symbolika wzorów i kolorów jest absolutnie nieprzypadkowa, co czyni to ciekawym również z perspektywy zrozumienia lokalnych tradycji. A jeśli dodać do tego fakt, że w tych okolicach można wyróżnić około cztery różne grupy etnograficzne, każda ze swoją wersją lokalnych tradycji, cóż, może się lekko zakręcić w głowie… Borowiacy, Kaszubi, Kociewiacy, Kabuki i Boroce… W Kaszubskim Domu cierpliwie odpowiedzą na Wasze pytania dotyczące tych kulturowych zawiłości. Ponadto w budynku stworzono niewielką wystawę dokumentującą, jak żyło się niegdyś w tych okolicach.

Kaszubska Marszruta – jeden z najlepszych szlaków rowerowych w Polsce

Przez Swornegacie przechodzi również kilka tras rowerowych Kaszubskiej Marszruty. O co chodzi? W powiecie chojnickim dokonano prawdziwej rowerowej rewolucji, przygotowując naprawdę świetny produkt turystyczny dla miłośników dwóch kółek – Kaszubską Marszrutę.Jeśli wszystkie rowerowe inwestycje wezmą z niej przykład, to jesteśmy spokojni, że materiału do opisywania długo nam nie zabraknie. Kaszubska Marszruta to kompleks ok. 160 kilometrów tras rowerowych na terenie powiatu chojnickiego, połączonych w jedną spójną i bardzo ciekawą całość. Na potrzeby stworzenia Marszruty zintegrowano istniejące już i cieszące się popularnością szlaki z nowo powstałymi odcinkami, w efekcie uzyskując wzorcowo  oznaczoną sieć tras rowerowych.

Co wyróżnia Kaszubską Marszrutę to starania, aby oddzielić drogę samochodową od rowerowych ścieżek. Na Zachodzie to już powoli standard, u nas ta praktyka dopiero się rozwija, np. na niektórych odcinkach szlaku Green Velo [LINK] czy w ramach właśnie powstającego Velo Małopolska. W okolicach Borów Tucholskich około 60 kilometrów tras poprowadzono osobnym pasmem w lesie, oddzielonym od ruchu samochodowego i pieszego. Nawierzchnia jest utwardzona oraz wyrównana, a szlak dobrze oznaczony.

Pozostałe 100 kilometrów tras to mało uczęszczane boczne drogi, na których potrafiliśmy nie spotkać ani jednego samochodu. Nic dziwnego, że te okolice doskonale nadają się na rodzinną rowerową przygodę, a sakwiarze i podróżujący z przyczepkami pokochają doskonałe wykończenie tras.

Jakimi trasami Kaszubskiej Marszruty jechaliśmy? 

Start w Chojnicach w kierunku Charzyków był pierwszym pozytywnym zaskoczeniem tej wycieczki- brawo Chojnice za doskonałą ścieżkę rowerową prosto nad Jezioro Charzykowskie. Mimo że temperatura powietrza i wody nie zachęcała do nurkowania w jeziorze, nie mogliśmy się powstrzymać przed małą przerwą na charzykowskiej plaży. Pierwsze jezioro na trasie, a tyle radości :)!

A jak jezioro, to i rytualne gofry z bitą śmietaną- takie tam wakacyjne połączenie, mhmhm… Charzykowy swoją drogą to śliczniutka miejscowość letniskowa, w której musi się naprawdę fajnie żyć- jezioro, ścieżki do uprawiania sportu, dzieci bawiące się na podwórkach i estetyczna architektura. Nie widział ktoś może jakiejś daczy na sprzedaż ;)?

Szlak żółty Kaszubskiej Marszruty wzdłuż Jeziora Charzykowskiego

Z Charzyków wjechaliśmy prosto na żółty szlak Kaszubskiej Marszruty, doskonale zresztą przygotowany- oznaczenia, tablice edukacyjne, miejsca do odpoczynku. Sunęliśmy raz lasem, raz łąkami, innym razem przez małe miejscowości. A ile jagodników widzieliśmy po drodze!

Aż kusi wybrać się w te okolice ponownie w jagodowym sezonie. Słońce miło doświecało nam w trasie, a my trzymaliśmy się leśnej ścieżki aż do Chocińskiego Młynu. Tam skręciliśmy na zachód, przeskakując na prowadzącą wzdłuż drogi czarną Marszrutę, wprost do Konarzyn.

Powodem tej niewielkiej odbitki był mały kościółek z pięknym drewnianym sklepieniem. Czarnym szlakiem można by zrobić jeszcze dodatkową pętelkę, jednak my zdecydowaliśmy się dojechać bliżej Swornegaci i dokręcić jeszcze trasę wokół jeziora.

Szlak niebieski Kaszubskiej Marszruty przez Park Narodowy Bory Tucholskie i wyłuszczarnię nasion

W kolejnych dniach udało nam się dodatkowo skosztować kawałka niebieskiej marszruty, prowadzącej do bardzo ciekawego obiektu w Klosnowie- wyłuszczarni nasion z 1913 roku. Brzmi dziwnie? Spieszymy tłumaczyć! Wyłuszczarnia nasion w Klosnowie powstała w 1913 i była w swoim czasie największą i najnowocześniejszą wyłuszczarnią w Europie. Chodziło o to, aby mechanicznie wydobywać nasiona z szyszek w celu pozyskania materiału do wysiewu nowych lasów. W tamtych czasach lasy wysiewano, tak więc zapotrzebowanie na nasiona było duże- dla porównania, dziś wysadza się podrośnięte już sadzonki drzew, co gwarantuje wyższe prawdopodobieństwo wzrostu zdrowego drzewa. Wyłuszczarnia była skomplikowanym projektem technologicznym z kilkoma kondygnacjami, wykorzystującymi siłę grawitacji i kilkustopniowy cykl suszenia, dzięki czemu szyszki ,,otwierały się”, ale ziarna nie ulegały przegrzaniu. Wbrew pozorom to niezwykle precyzyjna robota! Co ciekawe 100 lat temu wydajność tego zakładu była aż 10 razy wyższa niż dzisiaj, a dziennie wyłuszczano aż 6 ton szyszek (dla porównania dziś 800 kg szyszek)! Wyłuszczarnia funkcjonuje do dziś, choć przy obecnym postępie technologii do jej obsługi wystarczy jedna osoba.

Szlak czerwony Kaszubskiej Marszruty w stronę serca Kaszub

Na deser, wyjeżdżając już ze Swornegaci dalej w kierunku Wdzydz, mieliśmy przyjemność pokonać kolejny, ostatni tym razem, odcinek Kaszubskiej Marszruty- przez Drzewicz, Wielkie Chełmy do Brusów-Jagle.

Ten fragment był bardziej pofałdowany, ale spokojnie pedałowaliśmy pustą o poranku ścieżką, pokonując kolejne pagórki.

Cel był bardzo jasno określony i absolutnie nie mogliśmy się doczekać dojechania na miejsce- w Brusach-Jagle czekał zupełnie inny świat, który totalnie nas oczarował – przeczytaj więcej o nim poniżej.

Park Narodowy Borów Tucholskich- jeśli nie Kaszubska Marszruta, to co?

W sąsiedztwie Swornegaci – sekrety Parku Narodowego Bory Tucholskie

W tej okolicy nie można się nudzić- sporą atrakcją może być sama wycieczka do Parku Narodowego, do którego ze Swornegaci można dojść pieszo. Pamiętacie nasze Wyzwanie Parków Narodowych? Tym razem dopisujemy do listy Park Narodowy Borów Tucholskich.

Maleńki, bo maleńki, ale jakże uroczy. Choć Bory Tucholskie kojarzą się z lasami, i słusznie, bo te stanowią aż 83% powierzchni parku (w tym 98% to bory, skąd nazwa kompleksu), najcenniejsze na terenie parku są torfowiska i ekosystemy wodne.

W parku znajdziemy wszystkie typy jezior nizinnych występujących w Polsce! Nas szczególnie zainteresowały jeziora dystroficzne (tak, tak, trudne słowo)- małe zbiorniki, najczęściej w pobliżu torfowisk, o wysokim poziomie zakwaszenia i charakterystycznym żółtawym kolorze wody. Aż dziw, że mimo tak trudnych warunków, istnieje w nich życie…

Zwróciliście uwagę na logo Parku Narodowego Bory Tucholskie? Widnieje na nim dorodny głuszec siedzący na zwisającej nad taflą jeziora gałęzi drzewa. Czyżby Bory były idealnym miejscem na podglądanie słynnego tokowiska głuszców? Otóż już nie… Według źródeł historycznych te tereny były istotnie rajem głuszców, a tokowiska odbywały się tu nawet trzy razy do roku. Niestety człowiek zniszczył całą populację tych kuraków, uznaje się, że ostatniego osobnika zastrzelono w 1975 roku.

Od tamtej pory zwierzę nie występuje w tych okolicach- umieszczenie jego podobizny w logo parku jest więc gorzkim przypomnieniem o tym, jak ważna jest ochrona przyrody i jaką cenę płacimy, gdy nie traktujemy tego zadania poważnie. Kto wie, może któregoś dnia znów usłyszymy głuszce w kniei…

Szlaki rowerowe i piesze w Parku Narodowych Borów Tucholskich

Zaciekawieni? Mapa w dłoń i ruszamy do lasu! Szlaków na terenie parku narodowego nie brakuje, a zmienny leśno-wodny krajobraz urozmaici wycieczkę. Warto liczyć się z piaszczystymi odcinkami na trasie, ot taka gleba, ale niech to Was nie odstrasza- przecież w lesie jest fajnie! Nam podobał się szczególnie niebieski szlak pieszy na odcinku Małe Swornegacie-Swornegacie oraz żółty pieszy na odcinku Swornegacie-Styporc.

Gdy je połączyć, wychodzi piękna pętelka wokół Jeziora Karsińskiego- spacerowa lub rowerowa, z naprawdę miłymi oku jeziorno-leśnymi widokami. Na terenie samego parku kręciliśmy się to jedną, to w drugą, podglądając życie na śródleśnych jeziorkach. W trybie spacerowym można bawić się tak nawet kilka dni 🙂 – zaplanujcie swoją trasę z pomocą opisu szlaków dostępnych tu.Nie zapomnijcie odwiedzić Dębu Bartuś na niebieskim szlaku pieszym, w jego pustym pniu zmieściłby się niejeden Adaś, Tomuś czy Krzysio :).

Warto również udać się na ścieżkę dydaktyczną Łąki Józefowskie- te dwa punkty koniecznie dodajcie do swoich map.

Co warto zobaczyć w trochę dalszej okolicy Swornegaci?

W promieniu kilkunastu kilometrów od Swornegaci znajdziecie trzy ciekawe miejsca, do których udało nam się zajrzeć- Brusy, Człuchów i Chojnice.

Brusy- Jaglie magiczny świat kaszubskiego Da Vinci

Wyobraźcie sobie, że w drewnianej chacie na ziemi chojnickiej mieszkał kiedyś człowiek, który nie tylko malował, rzeźbił, robił witraże, modelował, poruszając w swojej sztuce tematy polityczne, filozoficzne, religijne i etnograficzne, ale także dodatkowo projektował maszyny i pojazdy.

Tak, był taki ktoś- Józef Chełmowski. Dotrzyjcie do miejscowości Brusy-Jagle (najlepiej oczywiście Kaszubską Marszrutą) i wkroczcie w jego magiczny świat… Spotkanie z pracami nieżyjącego już pana Chełmowskiego zaczęliśmy w lokalnej muzeum Chata Kaszubska, prezentującym pokaźną kolekcję jego dzieł. Kapitalny kustosz z pasją opowiadał o Chełmowskim i lokalnej kulturze, polecamy więc pociągnąć go trochę za język.

Po sąsiedzku z muzeum znajduje się dom, zamieszkiwany dziś przez wdowę po artyście. To w nim mieszkał i tworzył Chełmowski. Jeśli akurat pani Jadwiga będzie mieć wystarczająco sił na kolejną wizytę turystów, z pewnością oprowadzi Was po posesji- poczynając od stodoły, w której Chełmowski majsterkował i pracował zimą, po udekorowane rzeźbami obejście, fantastyczny ogród z artystycznymi ulami i wnętrze domu państwa Chełmowskich pełne małych dzieł sztuki. Józef Chełmowski był artystą niezwykle płodnym, tworzącym bez wytchnienia- w lecie rzeźbił na świeżym powietrzu, zimą zaś głównie malował, najbardziej znany jest z wizerunków aniołów oraz z malunków na szkle.

Jedni porównują go do Nikifora, inni do Da Vinciego, niezależnie od porównań pewne jest, że dzięki jego wrażliwości na otaczającą go rzeczywistość i kulturę jego dzieła mają nie tylko wartość artystyczną, ale często niosą dodatkowy, głębszy przekaz. Zainteresowanym polecamy nowy portal poświęcony artyście. Wizyta w tym miejscu to absolutna konieczność, a gościnność pani Jadwigi Chełmowskiej była wzruszająca-  przecież nie nam jednym otwiera swoje drzwi, a niewątpliwie z każdą taką wizytą duma z osiągnięć mężą miesza się z tęsknotą za zmarłym w 2013 roku Chełmowskim…

Człuchów- krzyżacki zamek nie do zdobycia 

O Malborku słyszeli wszyscy, ale o Człuchowie…? Gdzie to jest na mapie? No właśnie, tak się składa, że całkiem niedaleko, więc gdyby przypadkiem nie dopisała pogoda lub zaistniała potrzeba mniej aktywnego odpoczynku warto podjechać do Człuchowa.

Zamek w Człuchowie był w swoim czasie potężną krzyżacką twierdzą, porównywalną do samego Malborka. Niestety, człuchowski obiekt nie miał aż tyle szczęścia i nie zachował się w tak dobrym stanie jak forteca stolicy Zakonu Krzyżackiego. Krzyżacy wznieśli go jako siedzibę komturstwa na początku XIV wieku, z zamysłem ochrony południowych granic państwa.

Zamek składał się z czterech czterokondygnacyjnych skrzydeł, dziedzińca z krużgankami, potężnej wieży, podziemnego więzienia- czyli wszystkich elementów porządnego krzyżackiego zamczyska. Zamek Wysoki otaczały trzy przedzamcza- z budowlami gospodarczymi, stajniami, zbrojownią czy spichlerz, otoczone fosą i jeziorem. Obiekt stał się potężną warownią, z systemem zabezpieczeń utrudniającym sforsowanie murów, według niektórych źródeł najtrudniejszą do zdobycia na całym Pomorzu.

W czasie wojen krzyżackich z wojskiem polskim Jagielle nie udało się zdobyć warowni, zamek skapitulował dopiero w 1454 przed miastem Gdańsk. Pozostawał on w polskich rękach aż do potopu szwedzkiego, kiedy Szwedom po wielu miesiącach walk udało się go zdobyć- i to głównie za sprawą zamarzniętej fosy i zamkowego jeziora. Pod koniec XVIII wieku, po pożarze Człuchowa, mieszkańcy uzyskali od króla Prus zgodę na pozyskanie z ruin budowli materiału na odbudowę miasta. Ta decyzja doprowadziła do kompletnego zniszczenia zamku- tylko się cieszyć, że w Malborku nikt nie miał takiego pomysłu…

Dziś można podziwiać świadczącą o niegdysiejszej potędze zamkową wieżę, resztki obronnych murów oraz wystawę maszyn oblężniczych prezentowaną w zamkowym parku. Wieża miała aż 13 kondygnacji, w tym dwie podziemne, a więc osiągała wysokość porządnego współczesnego nomen-omen wieżowca. Dziś widzimy dodatkowo ,,doklejony” do niej kościół ewangelicki z początku XIX wieku.

Jeśli zastanawiacie się, jak działały tarany lub na jaką odległość miotał pociski trebusz (lub, co bardziej prawdopodobne, czym w ogóle jest taki trebusz), wizyta w Człuchowie rozwieje wszelkie wątpliwości. To może być szczególnie fajna gratka dla małych miłośników militariów.

Wedle naszych informacji wnętrze zamku można zwiedzać- udostępnione są odkryte mury na terenie dziedzińca, ekspozycje w piwnicach i wystawy oraz tarasy widokowy na wieży. Te możliwości to efekt przeprowadzonej ostatnio renowacji, warto więc zobaczyć jaki przyniosła efekt. My, niestety, nie mieliśmy okazji się o tym przekonać 🙁 …

Chojnice – kawa na uroczym ryneczku

To właśnie w Chojnicach zaczęliśmy trasę Kaszubskiej Marszruty i po nieco deszczowym dniu nad rzeką Brdą cieszyliśmy się słonecznym porankiem. Miejscowość zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie, mimo że zastaliśmy ją w niedzielny poranek trochę jeszcze senną. Chojnice to niewielkie, ale  historyczne miasto, które, podobnie jak sąsiednie miejscowości, odegrało rolę w wojnie krzyżackiej i trzynastoletniej.

O militarnej historii Chojnic świadczą zachowane do dziś resztki murów miejskich z wieżami. Historyczne centrum stanowi rynek z elegancką fontanną, bogato zdobiony budynek ratusza i kilka knajpek, w których na spokojnie można wypić kawę.

Byliśmy mile zaskoczeni, oglądając pozostałości miejskich murów czy spacerując po ładnie odrestaurowanym Parku Tysiąclecia. Gdyby nie naglił czas, chętnie posiedzielibyśmy w słoneczku o wiele dłużej…

DODATKOWE INFORMACJE

Kiedyś działała oficjalna strona szlaku, mapa.wrotaborow.pl, ale jakoś ostatnio nie jesteśmy w stanie jej otworzyć. Teraz można spróbować tej strony.

 

 

2 Comments

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment