I znów następuje to, co nieubłagane… Kolejny rok zmierza ku końcowi, naszło nas więc na małą refleksję… A im dłużej ,,refleksjowaliśmy”, tym bardziej dziwiliśmy się temu, ile nam się w tym roku udało zobaczyć- mimo pracy na pełen etat i wykończania nowego mieszkania oraz przeprowadzki. Ciekawi, ile można ,,wycisnąć” z jednego roku? Zapraszamy do naszego podsumowania!

Rok zaczęliśmy niespiesznie. Wiele sobotnich i lutowych weekendów spędziliśmy w domu (w głównej mierze pracując nad tym o to blogiem ;))- przy niepewnych prognozach pogody i lekkich przeziębieniach wycieczka w góry nam się nie uśmiechała. Poza tym tym razem zaplanowaliśmy wypad w zgoła cieplejsze rejony, spędzając luty w Tajlandii. O niektórych z naszych wrażeń napisaliśmy nawet krótkie teksty.

Ale, ale, wracając do Polski- bo przecież pewnie to interesuje Was bardziej :). Z polskimi szlakami przywitaliśmy się w okolicy Wielkanocy, którą obchodziliśmy w Szczyrku. Kiedy w lany poniedziałek za oknami ujrzeliśmy śnieg, trochę się zdziwiliśmy… ale dzięki temu udało nam się nacieszyć się ,,zimowym górskim pejzażem” jeszcze w pierwszej połowie roku.

Śnieg śniegiem- od 2 kwietnia zaczęły się niespotykane wręcz upały, które trwały właściwie cały sezon. Nie mogliśmy niczego z tym nie zrobić :)- dzięki sprzyjającej aurze to lato było chyba jednym z najbardziej aktywnych, jakie pamiętamy!

Na górską rozgrzewkę wybraliśmy Lubomira w Beskidzie Wyspowym, gdzie szukaliśmy pierwszych w 2018 roku śladów wiosny.

Widok z punktu piknikowego pod szczytem Lubomira.

Więcej wiosny udało się złapać w Gorcach- w tym roku zamiast szturmować Dolinę Chochołowską, uderzyliśmy w praktycznie puste Gorce. Bardzo polecamy taki manewr, bo nie dość, że na spokojnie można przyjrzeć się kwiatkom, to jeszcze przy dobrej widoczności fioletowe ,,łebki” wdzięczą się na tle ośnieżonych szczytów Tatr, Gorców czy Babiej Góry.

Wypad wydłużyliśmy jeszcze o zdobycie Mogielicy– z wieży widokowej na jej szczycie roztacza się chyba najpiękniejsza górska panorama, jaką ostatnio widzieliśmy…

Kwiecień to również miesiąc, w którym wróciliśmy do dojeżdżania do pracy na rowerze i rozpoczęliśmy pierwsze rowerowe wycieczki. Na ,,pierwszy ogień” poszła Wiślana Trasa Rowerowa na odcinku Oświęcim-Kraków- to nowy projekt Małopolski i po przetestowaniu trasy, polecamy go z całą odpowiedzialnością. Ostrzymy zębatki na kolejne etapy WTRki w 2019 roku.

W ten sam weekend udało nam się jeszcze wyskoczyć pod Tarnów i zdobyć rowerem pasmo Brzanki

A to wszystko w ramach przygotowań do niezwykle udanej majówki- tym razem na Dolnym Śląsku. Rowerowo okazało się to być sporym wyzwaniem, ale o dziwo podołaliśmy ;). A przy okazji poznaliśmy kolejną fantastyczną krainę z niesamowitą przyrodą, pięknymi zamkami i górskimi szczytami. Wrócimy tam!

W Dolinie Pałaców i Ogrodów wyróżnia się pałac Wojanów.
Pałac Wojanów to jeden z najpiękniej odrestaurowanych pałaców na Dolnym Śląsku.

Po powrocie do Krakowa kontynuowaliśmy rowerowanie po bliższych nam rejonach- wszak dolinki krakowskie i okolice Ojcowskiego Parku Narodowego to jedne z naszych ulubionych terenów. 

Udało się również zajrzeć do perełki Śląska- zamku w Pszczynie z niesamowitą wręcz historią. I wcale nie chodzi nam o figurę kapryśnej Sisi, którą tak chętnie promuje się miasto, ale o całą historię zamku i jego rolę w I wojnie światowej. 

Dla balansu kolejny majowy weekend spędziliśmy na Pomorzu, spacerując po Malborku i Gdańsku.

Taki odpoczynek był nam potrzebny przed kolejną rowerową objazdówką, tym razem po południowo-wschodniej części świętokrzyskiego. Opatów, Sandomierz, Krzyżtopór, świetokrzyskie zdroje, a to wszystko wśród kwitnących maków i chabrów. Pięknie, prawda?

W Sandomierzu tak spodobało nam się picie polskich win, że z przyjemnością poszerzyliśmy naszą wiedzą z tego zakresu również w pobliskich jurajskich winnicach. Piknik JuRajski udał się setnie! 

Tydzień później pokusiliśmy się o lekko szalony, ale w konsekwencji bardzo udany pomysł- wyjechaliśmy na weekend… w okolice Suwałk! Tak, to jakies 9 godzin w jedną stronę aby trochę pokręcić wokół jeziora Wigry, ale było warto :). Obudzić się w namiocie nad jeziorem… bezcenne! 

Końcówka czerwca przyniosła również wycieczkę do Opola– po części turystyczną, po części sportową… Otóż Kasia debiutowała w triathlonie, a Tomek w tym czasie zwiedzał miasto :). Wszystko można przecież jakoś połączyć 🙂 

,,Na deser” wpadła też wycieczka na Żuławy, kontynuacja trasy z zeszłego roku. Tym razem szukaliśmy mennonickich pozostałości na wschód od Malborka. Dojechaliśmy aż do Elbląga :)!

Początek lipca spędziliśmy w Krakowie- dobrze czasem sobie przypomnieć, że w końcu mieszkamy w jednym z najładniejszych miast tego kraju ;). 

A i takie piękne miejsca z klimatem jak Lanckorona mamy w sumie pod ręką…

O Puszczy Niepołomickiej nie wspominając… 

No i Tatry- właśnie, Tatry! W lipcu testowaliśmy odcinek Szlaku Wokół Tatr i już ostrzymy zęby na pełną tatrzańską pętelkę. 

Udało nam się również wyskoczyć do Łańcuta– oprócz zamku, zachwyciła nas synagoga. Byliście tam? 

W sierpniu wróciliśmy na chwilę na rowerowe szlaki wokół Ojcowskiego Parku Narodowego, przygotowując nowy wpis dla Rowertouru. 

W sumie to cały miesiąc wyszedł nam mocno rowerowy, bo chwilę potem szalaleliśmy (oczywiście z głową :P) po ścieżkach kujawsko-pomorskiego, wypatrując krzyżackich zamków i zachwycając się pięknem Wisły. 

Bez chwili wytchnienia udaliśmy się następnie na rajd wzdłuż Bałtyku- przygodę, na którą naprawdę długo czekaliśmy. Dzikie plaże, piękne zachody słońca, coraz porządniejsza infrastruktura rowerowa i ponad 500 kilometrów wykręconych w nogach- działo się!

Przystanek na plaży, wśród wrzosów i dzikich róż...

Wrzesień przywitał nas ,,prozą życia”. Owszem, ruszyliśmy rowery w stronę Tenczyna, ale poza tym nadganialiśmy niepodróżnicze obowiązki- a tych w tym roku nie brakowało. Nie śmielibyśmy narzekać, w końcu będziemy mieć nową ,,bazę”, do której aż będzie chciało wrócić się z każdej podróży, jednak wiadomo- doba ma tylko tyle godzin, ile ma, wszystkiego na raz się nie da…

W październiku udało nam się wystartować ze współpracą z RMF FM- na ich portalu Bajeczna Polska piszemy o naszych ulubionych górskich kierunkach, innych niż tatrzańskie. Nie żebyśmy mieli coś przeciwko najwyższym polskim górom, jednak nie czarujmy się- w sezonie dojazd do Zakopanego może popsuć humor na cały wyjazd, a szlaki bywają mocno zatłoczone. Poza tym ostre tatrzańskie szczyty mogą nie być najlepszym wyborem dla początkujących czy rodzin z dziećmi. Dlatego też polecamy aż 10 innych kierunków, które stanowią doskonałą górską alternatywę. Ale żeby nie było, w październiku właśnie wybraliśmy się ponownie na Czerwone Wierchy i naprawdę ustrzeliliśmy doskonałą pogodę!

Wyjątkowo ciepłą końcówkę jesieni spożytkowaliśmy, wyjeżdżając na weekend do Szczawnicy i relaksując się na słynnej trasie Szczawnica-Czerwony Klasztor.

Trzy Korony w jesiennej krasie!

Również w październiku dowiedzieliśmy się, że redakcja Rowertouru postanowiła nominować nasz tekst o Żuławach do konkursu Nagroda Rowertouru 2018! Na dodatek, dzięki Waszym głosom, udało nam się przejść do finału! Jeszcze raz bardzo dziękujemy- i mam nadzieję, że widzimy się na Gali Rowertouru w styczniu!

W listopadzie zdecydowaliśmy zwolnić. Miesiąc zaczęliśmy przyjemnie relaksującym weekendem w Busku-Zdroju, gdzie bezkarnie leżakowaliśmy, łapaliśmy ostatnie kolorowe momenty jesieni i relaksowaliśmy się w saunie. Zdecydowanie tego trzeba nam było!

Park zdrojowy w Busku to atrakcja turystyczna w świętokrzyskim
Park zdrojowy w Busku-Zdroju zachęca do niespiesznych spacerów.

11 listopada obchodziliśmy 100-lecie niepodległości Polski. Ten historyczny moment uczciliśmy z dala od wszelkich marszów, w sercu Krakowa- na Rynku, u stóp kościoła Mariackiego. Nasza transmisja z hymnu granego na trąbce zamiast hejnału podbiła Wasze serca- to chyba najbardziej popularne wideo na naszym całym FB. Nic dziwnego, sami byliśmy mocno wzruszeni…

Jedyna szansa usłyszeć z Wieży Mariackiej nie hejnał, a hymn- właśnie dziś, w samo południe. Jak śpiewał klasyk ,,następna będzie może za sto lat"...

Opublikowany przez Polska Po Godzinach Niedziela, 11 listopada 2018

Grudzień to z kolei czas pełen zamieszania. Poza tradycyjną świąteczną gorączką udało nam się wykończyć mieszkanie i przeprowadzić! Uff, to było naprawdę coś… Choć do dziś ciągle potykamy się jeszcze o jakieś kartony, mamy nadzieję, że już niebawem naszą głowę będą zaprzątać ciekawsze problemy niż kolor fug i lista specjalistów do obdzwonienia… Ale, ale, jak już skończymy, będzie gdzie tworzyć!

Tymczasem życzymy podróżniczego 2019 roku! Dziękujemy, że jesteście z nami!

4 komentarze

  1. Pięknie i bogato. Ja też turystycznie nie mam powodów do narzekania.

    Wam życzę dużo nowych ciekawych pomysłów na wypady a sobie… żebym mógł o nich poczytać równje fajne relacja jak z tego roku.

  2. Czytam tak sobie tego waszego posta i dociera do mnie o jak wielu pięknych miejscach w Polsce nie miałem pojęcia. Przykładowo ten ‚Pałac Wojanów’. Bajkowo wygląda ten budynek przecież 😮

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz