Podsumowanie roku 2020

Jaki był ten 2020 rok? Siedzimy w ciemnym od kilku godzin pokoju, choć ledwie wybił wieczór. Pijemy kolejną herbatę, ze świadomością, że to pewnie najbardziej ekscytujące, co tego wieczoru nam się przytrafi. Jesteśmy w środku ,,narodowej kwarantanny” i nie widać perspektyw na to, żeby w najbliższym czasie epidemia miała zostać opanowana. W takich warunkach nietrudno złapać jakiegoś ,,smęta” i podsumować mijający rok niecenzuralnym słowem.

Ale…

To byłoby za proste, prawda? I choć może niełatwo jest przekonać samych siebie do obiektywnego spojrzenia wstecz, to jednak jeśli się do tego (trochę) zmusić to… roczny bilans wygląda naprawdę całkiem nieźle! Chcecie się przekonać, co ciekawego przydarzyło nam się w 2020 roku? Zaparzcie sobie porządny kubek herbaty, bo okazuje się, że wspomnień mamy co niemiara!

Egzotyczny start

Na blogu piszemy głównie o Polsce, jednak wiadomo – podróżujemy również poza granicami kraju. Przełom 2019 i 2020 spędziliśmy na wspaniałej podróży po Kambodży i Wietnamie, zachwyceni nowymi kulturami, nieznanymi nam smakami, orientalną historią, której nie uczą w szkołach i… ciepełkiem, rzecz jasna!

Ach, co to była za wspaniała wycieczka! Nawet dziś z rozrzewnieniem przeglądamy zdjęcia, wspominając śmieszne sytuacje, pyszne posiłki jedzone w totalnie ,,nierokujących” miejscach i to miłe swędzenie w głowie, towarzyszące poznawaniu zasad nieznanych nam religii czy historii cesarzy, o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy…

Gdy wracaliśmy z Azji, coś powoli zaczynało się przebąkiwać w mediach na temat jakiejś dziwnej choroby, ale wtedy absolutnie nie mogliśmy przypuszczać, że jakaś potrawka z nietoperza odciśnie takie piętno na 2020 roku!

Póki co żyliśmy jednak w błogiej nieświadomości, a nawet udało nam się wpaść na jeszcze jeden kontynent, zawijając (służbowo) do Londynu i Kataru. Lekki kontrast w stosunku do Azji jeszcze nikomu nie zaszkodził, prawda :)? 

Wyjazd miodowy

A żeby już tak wszystkich zirytować, pierwsza połowę lutego spędziliśmy na… Karaibach, świętując perspektywę pięknego, wspólnego życia. Zupełnym przypadkiem wybrany kierunek ,,na zachód” okazał się bardzo trafiony w czasie, gdy globalny wschód stawał się coraz mniej niedostępny. Świat swoje, a my swoje- byliśmy zbyt zajęci korzystaniem z pocztówkowych plaż, odwiedzaniem plantacji trzciny cukrowej i destylarni rumu oraz nurkowaniem z żółwiami, żeby czytać wiadomości z odległych krajów i prowincji…

Nabuzowani endorfinami i w doskonałych humorach wróciliśmy do Polski, żeby… znów wbić na plażę.

Ledwie wylądowaliśmy w Krakowie, a już kolejny weekend spędzaliśmy w Sopocie, spacerując wzdłuż Bałtyku, odwiedzając gdyńskie muzeum i zaliczając ciekawe trójmiejskie spektakle. Do tego kilka wizyt u rodziny i można było nabierać rozpędu na szaloną wiosnę, gdy nagle…

Brzydkie słowo na ,,K”

… i nas dopadło najmodniejsze słowo tego sezonu. Od połowy marca nasz dom stał się biurem, salą do ćwiczeń i centrum telekonferencyjnym, a my, podobnie jak wielu nam podobnych, powoli oswajaliśmy się z nową sytuacją i próbowaliśmy rozeznać się w ciągle modyfikowanych zakazach i wytycznych.

Nie ukrywamy, że było to dla nas dość zaskakujące, ale zaległości z poprzednich sezonów pozwoliły nam produktywnie wykorzystać ten czas. Wczasy na balkonie, bieganie po najbliższej okolicy, odkrywanie Krakowa na rowerze, nowe lektury i drobne przyjemności z domowego gotowania – nasz marzec i kwiecień wpisywał się w ogólnopolski trend. 

Majowe odrodzenie

Przez majówkę politycy przytrzymali nas jeszcze ,,na miejscu”, ale już raptem weekend później zaczęliśmy nieśmiałe wypady po najbliższej okolicy. Pierwszy raz zawitaliśmy w okolice Beskidu Małego, zdobywając szczyt Leskowiec i przeczuwając, że większość roku spędzimy w… lesie.

Od Beskidu Małego zaczęliśmy nasze pandemiczne podróże

Ta pierwsza wyprawa okazała się praktycznie terapeutyczna, a przy okazji zaintrygowała nas tym, że takie ,,niepozorne” pasmo mamy tak blisko domu. Do tego rytualna kremówka w Wadowicach i voila- można zaczynać sezon turystyczny :). 

Zamki i skanseny Małopolski

Udało nam się także dotrzeć do Dobczyc i obejrzeć tamtejszy zamek w promieniach zachodzącego słońca, a także zawinąć na północ Krakowa, w okolice Olkusza. Tam mieliśmy okazję zwiedzić zamek w Rabsztynie, poznać nietypową historię Pustyni Błędowskiej i zajrzeć do sypialni niejakiego Kocjana, o którym, wstyd się przyznać, wcześniej nie słyszeliśmy.

Taki oto dumny Rabsztyn

Wpadliśmy też do wygiełzowskiego skansenu, w którym właśnie budziła się wiosna – tym razem trochę inna, ale wciąż, jak to wiosna, mile energetyzująca. 

Widok na Pustynię Błędowską ze platformy widkowej na Wzgórzu Dąbrówka
Widok z platformy widokowej na Wzgórzu Dąbrówka na Pustynię Błędowską

W przyrodę!

Raptem tydzień później bawiliśmy w Beskidzie Niskim, który dobrze znaliśmy już z siodełka rowerowego, ale tym razem przemierzaliśmy pieszo. Lackowa, najwyższy szczyt w paśmie i kolejny klejnot do Korony Gór Polski, okazała się dość ciekawym podejściem, a wiosenny chill w zabytkowej łemkowskiej chacie poprawił nam humor.

Wędrówki po Beskidzie Niskim z pożyczonym psim towarzyszem- zgadnijcie, kto bardziej się zmęczył…

Do tego przy okazji odświeżyliśmy sobie wspomnienia ze Skamieniałego Miasta– nieco deszczowego, ale wciąż niezwykle intrygującego, oraz załapaliśmy się na pocztówkową wręcz wiosnę w Nowosądeckim Parku Etnograficznym. Może czas napisać coś niecoś o naszych ulubionych skansenach w Polsce? Ten zdecydowanie załapałby się na listę. 

Wąwóz Czarownic w Skamieniałym Mieście ma swoją atmosferę!
Przepiękny skansen w Nowym Sączu

W maju udało nam się również objechać rowerami kilka dolinek podkrakowskich, tycząc trasę jednodniowej wycieczki, która pozwoli poznać różne oblicza tego rezerwatu. Ten temat czeka jeszcze na opisanie, ale teksty o poszczególnych dolinkach już znajdziecie na blogu.

Niedługo staniemy się prawdziwymi ekspertami od Dolinek Krakowskich!

Wpadliśmy też na chwilę na Śląsk, oczywiście rowerami. Zaczęliśmy od zrewitalizowanego kompleksu w Jaworznie, znanego, być może ciut na wyrost, jako ,,polskie Malediwy”, a następnie popedałowaliśmy w stronę zamku w Będzinie, a następnie Katowic- by wpaść na kawę do naszego ulubionego Nikiszowca.

Będzin- niepozorna miejscowość z bogatą historią

Jazda po aglomeracji śląskiej okazała się… hmm… podróżą w czasie? Momentami było dość przerażająco, ale, jak to my- daliśmy radę! Na plus zaskoczyły nas Katowice- finisz wycieczki na ,,Nikiszu” to zawsze dobry pomysł, ale odkrycie, że stolica Śląska jest aż tak zielona, okazało się nowością. 

Śląskie Malediwy, czyli zalew w Jaworznie

Po roztoczańskich pustkowiach

W czerwcu nadszedł czas na trochę śmielsze kroki – za cel pierwszej ,,większej” wyprawy obraliśmy Roztocze Wschodnie. O tej krainie najpierw solidnie poczytaliśmy (w końcu czasu mieliśmy na to aż w nadmiarze), a potem… ruszyliśmy przed siebie.

O kamieniarce Roztocza Wschodniego jeszcze napiszemy!

Tekst z relacją już prawie gotowy, więc wypatrujcie niebawem opowieści o trudnej wielokulturowej historii, zmieniających się granicach, uzdolnionych kamieniarzach i… pustce. Roztocze Wschodnie to dla nas wschodni odpowiednik Beskidu Niskiego- naprawdę wiele łączy te dwie krainy. 

Po 100 kilometrach- ciągle wyglądamy jako tako 🙂

Co by jednak nie jeździć tylko na wschód, w czerwcu załapaliśmy się też na wypad do Świdnicy, dzięki czemu zebraliśmy kolejny ,,okaz” do naszej kolekcji polskich zabytków wpisanych na Listę Światowego Dziedzictw UNESCO.

Kościół Pokoju wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO

Przy okazji zajrzeliśmy też do słynnego Książa (ten czeka jednak na trochę pisarskiej weny) i odświeżyliśmy znajomość z Wrocławiem, poznając lepiej Halę Stulecia (też na liście UNESCO) i wrocławski ogród japoński – bardzo warty wizyty!

Porządnie wykręcony lipiec

Lipiec upłynął nam bardzo rowerowo. Zaczęło się od szalonej eskapady rowerowym Szlakiem Orlich Gniazd, który pokonaliśmy w jeden weekend. Trasa liczy dobrze ponad 200 kilometrów, a że po drodze polowaliśmy także na ładne ujęcia piastowskich zamków, więc aby z tym wszystkim zdążyć, wstawaliśmy o 4 rano, do bazy dojeżdżając po zmroku.

Takie tam o 4 rano…

Grafik okazał się rzeczywiście intensywny, ale ten wyjazd bardzo nam ,,siadł”- wspomnienia pozostaną z nami na długo. Fajnie było też zobaczyć, ile nowego powstało na tej trasie, odkąd ostatni raz pokonywaliśmy ją kilka lat temu.

Jura zachwyca!

Dosłownie tydzień później zaczynaliśmy urlop na Suwalszczyźnie – najpierw objeżdżając krainę pogranicza z Litwą, następnie robiąc wypad w stronę Gołdapi i Puszczy Rominckiej, aby całość zakończyć penetracją Suwalskiego Parku Krajobrazowego.

Z Suwalszczyzny przywieźliśmy przepiękne wspomnienia!

Suwalszczyzna totalnie podbiła nasze serca, a historia tajemniczego rodu Jaćwingów musiała konkurować z pysznymi smakami kuchni regionu i malowniczo pofałdowanymi pejzażami.

Tak pięknie jest tam na każdym kroku!

Poranne kąpiele w pustych jeziorach, kartacze wcinane ze smakiem po setkach kilometrów i totalnie puste tereny w samym szczycie wakacyjnego sezonu- tak zapamiętamy tę część województwa podlaskiego

Najszczęśliwsze krowy w całym kraju :)?

Pomorski gotyk podlany małopolskim winem

Niewiele później, przy okazji kolejnej wizyty w Malborku, podążyliśmy śladem pomorskiego gotyku- odwiedzając krzyżackie warownie w Sztumie, Kwidzynie i Gniewie oraz przepiękną katedrę w Pelplinie. Jeśli jeszcze nie byliście w tych miejscach, koniecznie dodajcie je do listy inspiracji na 2021 rok- szczególnie przepiękne sklepienia w Pelplinie i potężny kwidzyński zamek zrobiły na nas ogromne wrażenie. Wystarczy jeden dzień, żeby zobaczyć kilka mniej znanych niż Malbork, ale równie interesujących miejsc.

Imponująca twierdza w Kwidzynie

Lipiec zakończyliśmy w gronie miłośników wina, eksplorując ofertę najbardziej urokliwie położonych małopolskich winnic. Sprawdzaliśmy jakość lokalnego wina oraz ofertę enoturystyczną.

Malownicza winnica w nieznanej nam jeszcze części Małopolski, na północ od Grybowa.

Naprawdę jest w czym wybierać, a i buteleczki przywiezionego wtedy wina, poddawane regularnym testom jakości, do dziś przypominają nam o wysokim poziomie małopolskiego winiarstwa.

Małe miasteczka z wielką historią

Skoro o Małopolsce już było, przyszedł czas na Wielkopolskę- okolice ,,sierpniówki” spędziliśmy, poznając mniej znane lokalizacje w centralnej Polsce. Był czas na Kórnik, Szamotuły, Ląd, Śmiełów, Pyzdry i jeszcze kilka innych mniej znanych lokalizacji.

Piękna kórnicka rezydencja

No i wpadliśmy na ulubiony sernik w Poznaniu- gdzie go szukać, przeczytacie w naszym przewodniku po mieście. Rozpędzeni, przejechaliśmy też kawałek Szlaku Piastowskiego. Choć w Biskupinie czy Gnieźnie ,,ongiś się bywało”, to jednak dobrze tak zobaczyć je ,,po dorosłemu” i porównać obecne wrażenia z dziecięcymi wspomnieniami. Zdradzimy, że zupełnie nam się te dwa zbiory nie zgadzały :).

Gdy po deszczku w Poznaniu wychodzi słońce…

Przez góry i rzeki

A że sierpień obdarzył nas 30-stopniowymi upałami, dla odmiany od podróży z kulturą i historią w tle, zrealizowaliśmy kolejny pomysł mikro-wycieczek- spływ kajakowy na świętokrzyskiej Nidzie. Och, jaki to był wspaniały wybór…! Przy tych temperaturach spływ spokojną rzeczką, z licznymi przystankami na leniwe kąpiele, okazał się strzałem w dziesiątkę…. 

Nida to bardzo łatwa do spływania rzeka

Również w sierpniu wpadliśmy w częściowo już rozpoznane okolice Nowego Targu i przejechaliśmy po pętli trasy Velo Czorsztyn, pokazując uroki małopolskich tras rowerowych gościom z Mazowsza. Pogoda udała się wybitnie, a ten wyjazd, choć krótki, do dziś powoduje uśmiech na mazowieckich twarzach :). 

Takie widoki o poranku…

Do tego należy doliczyć kolejne rowerowe eskapady po Dolinkach Krakowskich i pieszą wycieczkę w Beskid Sądecki. Bo wiecie, jeśli nagle zamarzy Wam się noc w namiocie, to takie marzenia należy realizować- i to dosłownie ,,z marszu”! Zdobycie Hali Łabowskiej i nocleg wśród odgłosów rykowiska przypomniały nam, że przecież obok jeżdżenia na rowerze, my bardzo lubimy te spacery po górach! Nawet jeśli się przy tym zdrowo zasapiemy…

Kiedy natura wzywa- jedziemy!

W tym roku staraliśmy się korzystać z opcji pracy z domu, przemieszczając się po Polsce w trakcie tygodnia i planując lokalizację mobilnego biura pod kątem ciekawych weekendów. We wrześniu nadarzyła się okazja na pracę z Malborka, co zaowocowało dwoma, odrobinę przełużonymi, weekendami.

Bałtyk rowerem to absolutny hit!

Pierwszy wykorzystaliśmy na objazd brakującego kawałka trasy R10 z Władysławowa do Krynicy Morskiej. Recenzja z tej eskapady już się pisze, ale odcinek od Sopotu do Krynicy Morskiej już możecie dodać do ,,ulubionych”! Polecamy również gotowe elementy Wiślanej Trasy Rowerowej w okolicach Tczewa- będzie ta traska kiedyś naprawdę niezwykle miłą!

Warming, czyli poznawanie Warmii.

Z kolei następny weekend spędziliśmy na Warmii, poznając nieznaną nam do tej pory krainę sąsiadującą z Mazurami i biorąc udział w festiwalu Sztuka w Obejściu. Zakończenie lata w starych warmińskich gospodarstwach z duszą, w artystycznej aurze i z odrobiną lokalnych przysmaków- tak, to był zdecydowanie udany pomysł :).

Jesień turystycznej rywalizacji 

Jesień sponsorowała nam literka ,,L”. Pierwszy weekend października spędziliśmy w Lublinie, gdzie pozwoliliśmy sobie na luksus spokojnego ,,city tripa”- niespiesznie zwiedzaliśmy lubelskie stare miasto, skansen i ogród botaniczny. Choć wiele muzeów pozostawało zamkniętych, pogoda dopisała na tyle, że nawet Lublin w wersji ,,pandemicznej” miał swój urok. 

W bocznych uliczkach Lublina

Tydzień później, i to dosłownie rzutem na taśmę, zmierzaliśmy z kolei w stronę województwa lubuskiego, które mieliśmy przyjemność reprezentować w ramach Turystycznych Mistrzostw Blogerów, organizowanych przez Polską Organizacją Turystyczną.

Jest pięknie jesienią w Lubuskim!

Druga fala koronowirusa już wisiała w powietrzu, a my uciekliśmy przed nią do jednego z najbezpieczniejszych wtedy zakamarków kraju. Udało nam się odwiedzić kolejny park narodowy- Ujścia Warty oraz przemierzyć ponad 600 kilometrów w województwie w poszukiwaniu ciekawych zamków i pałaców.

W trzebiechowskim pałacu uczy się lokalna gawiedź. Co będzie z nim dalej?

Kiedy jednak w połowie października epidemia zaatakowała po raz kolejny – tym razem karnie pozostaliśmy w domu. Literka ,,L” zamieniła się w małą porcję ,,leniuchowania”, przeplataną aktywnymi działaniami w ramach Mistrzostw Blogerów. W listopadzie ruszyliśmy ponownie w trasę, tym razem jednak odświeżając sobie atrakcyjne miejsca w pobliżu domu, takie jak rezerwat Pazurek czy Ojcowski Park Narodowy.

Fajne miejsca czasami są dosłownie za rogiem 🙂

Pewnie w normalnych czasach ten listopad upłynąłby nam pod znakiem intensywniejszych eskapad, ale odrobina lenistwa tym razem wyszła nam na dobre (choć czasami z nudów chodziliśmy już po ścianach)… Ale co się naczytaliśmy, to nasze! Ostatnim akordem był wypad do Kościeliska i okołoświąteczne pobyty nad morzem i w stolicy. Nasze sylwestrowe plany pokrzyżowała ogłoszona na ostatnią chwilę (a potem odwołana) ,,narodowa kwarantanna”- ale cóż… Wszystkiego mieć nie można, a w tym dziwnym roku możliwość posiedzenia na kanapie z najbliższymi ma podwójną wartość. 

Malownicza szutrowa trasa rowerowa przez Łaki Pychowickie w Krakowie
Wypoczynek na świeżym powietrzu najlepszy na wirusa!

Brzmi imponująco? Naszym zdaniem jak najbardziej. A przecież do tego wszystkiego wypadałoby dodać niezliczone mikrowypady, które w powyższej narracji trochę się ,,pogubiły”- wycieczka do Konstancina-Jeziornej, na Nową Hutę czy po krakowskich kawiarniach.

Tych wrażeń, szczególnie z cieplejszych miesięcy, uzbierało się tyle, że w sumie na dyskach nadal zalegają nieopisane wyprawy, nieskatalogowane zdjęcia i niezmontowane filmy. Słowem- jakiekolwiek dalsze restrykcje, jakbyśmy sobie ich nie życzli, raczej nie będą wiać nudą. Tylko żeby się przypadkiem za bardzo nie rozleniwić…

A blogowo?

Z punktu widzenia rozwoju bloga, też udało się zrobić zaskakująco wiele (choć oczywiście kolejne ciekawe projekty przed nami)- poza ,,tradycyjnymi” formami współpracy, w postaci relacji dla marek czy regionów, postawiliśmy nasze pierwsze kroki w tworzeniu oferty komercyjnej w formie webinarów i prelekcji dla firm. Mogliśmy połączyć nasze zawodowe doświadczenie w pracy z korporacjami z pasją do opowiadania o Polsce, a to wszystko z dowolnego miejsca w kraju- mega! 

Do tego w tym roku ponownie zakwalifikowaliśmy się do finału Turystycznych Mistrzostw Blogerów i choć znów znaleźliśmy się poza pudłem, jesteśmy niezwykle dumni z imponujących zasięgów, jakie udało nam się ,,wykręcić”.

Statystyki nie są w czołówce naszych ,,czynników motywujących”, ale miło jest uzmysłowić sobie, że to, co robimy, jest dobrze odbierane przez coraz większe grono podróżników. W tym dziwnym roku, gdy podróże po Polsce nagle zyskały na zainteresowaniu, na nasze treści trafiało rekordowo wiele osób- jeśli jesteś jednym z nich, dziękujemy, że wpadłeś!

Nie da się tu też nie wspomnieć o kilku ważnych technicznych zmianach, które mają to do siebie, że kosztują ogromnie dużo energii i mimo tego, że są absolutnie kluczowe, mało kto je dostrzega ,,gołym okiem”. Ale uff- najważniejsze, że te najcięższe już za nami! Dzięki temu jest czas na kolejne kroki, które zapewnią ciągły rozwój bloga. Ale o nich więcej w nowym roku…

No to jak z tym 2020?

Czy więc, pisząc te słowa przy krótkim dniu i depresyjnej pogodzie, mamy prawo jakkolwiek narzekać na mijający rok? Nie był on, nie był, w żadnej mierze ,,standardowy”, ale naprawdę bylibyśmy dla siebie niesprawiedliwi, gdybyśmy nie przyznali sobie jakiegoś orderu w kategorii ,,umiejętność adaptacji”.

A że rok 2021 zapowiada się jeszcze mniej standardowo, jesteśmy wdzięczni mijającemu 2020 za to, że tak nas pięknie zahartował. Czujemy, że nabyliśmy ,,przeciwciała” na kolejne, nieuniknione pewnie, zawirowania. 

Roku 2021, jesteśmy gotowi! 

8 komentarzy do wpisu „Podsumowanie roku 2020”

  1. Mimo pandemii mieli Państwo bardzo ruchliwy rok. Mam nadzieję, że ten nowy będzie lepszy. Dzięki Wam byliśmy już pod Poznaniem. Zobaczymy co przyniesie 2021 rok 🙂

    Odpowiedz
  2. dzieki za wspaniala inspiracje,pokazujecie nam jak mozna wypoczywac i cieszyc sie z przebywania w plenerze,czy mozecie zdradzic o planach na 2021,

    Odpowiedz
    • Dziękujemy za miłe słowa! Na 2021 mamy sporo pomysłów, ale z racji na obecną sytuację, trochę trudno w tym momencie coś konkretnie planować, nie wiedząc nawet, kiedy będzie można korzystać z miejsc noclegowych… Na razie więc pracujemy w trybie ,,skarbnicy pomysłów” (która to skarbnica co roku się nawarstwia :D, jakby nic z niej nie odchodziło…) i w miarę warunków będziemy wyciągać ,,asy z rękawa” :). Najważniejsze w tym wszystkim to nie zgnuśnieć i być elastycznym- jak nie w tym roku, to w następnym i tyle :)! Pozdrawiamy!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz