Lackowa – najwyższy i najtrudniejszy szczyt Beskidu Niskiego

Oj dawno, bardzo dawno, nie wspinaliśmy się na jakiś szczyt Korony Gór Polski. Wszystkie najbliższe Krakowa szczyty zdążyliśmy już obejść, ale jeden kazał na siebie czekać dłużej – to Lackowa, najwyższe wzniesienie Beskidu Niskiego. Niepozorne 997 metrów wysokości, zalesiony szczyt i dogodne wyjście z dużego ośrodka jakim jest Wysowa Zdrój powodowały, że początkowo typowaliśmy Lackową jako doskonały cel jakiejś zimowej wyprawy. Mijały jednak kolejne zimy i coś do Beskidu Niskiego nie było nam po drodze, zdecydowaliśmy więc na podejście w pełni wiosennej krasy. A że z Beskidem Niskim mamy od zawsze przemiłe asocjacje (o czym na końcu tekstu), nasz kolejna wizyta w tych pięknych górach stworzyła sposobność do zaliczenia i tego szczytu.

Widok na Lackową w Beskidzie Niskim.
Lackowa wśród wiosennej zieleni.

Ruszamy z Ropek

Na trasę ruszyliśmy z niewielkiej agroturystyki w Ropkach (psst! Polecane przez nas noclegi znajdziecie na mapce), zmierzając niebieskim szlakiem w stronę Wysowej. Za namową naszej gospodyni, na wysokości charakterystycznej ławeczki na szczycie podjazdu od strony Wysowej, skręciliśmy w łąki, zmierzając wyraźnie wydeptaną polną drogą. Choć nie wiedzie tędy żaden szlak, trasa bardzo wyraźnie prowadzi w głąb lasu i właściwie wystarczy tylko trzymać się ubitej traktu.

W ten sposób maszerowaliśmy dobrych 30-40 minut, opowiadając sobie o Beskidzie Niskim i wspominając nasze poprzednie wycieczki w te strony. Nie byliśmy sami- dołączyły do nas dwa małe psy gospodarzy, które na swoich krzywych łapkach dzielnie trzymały nam kroku. Początkowo baliśmy się, że nie będą w stanie wrócić same do domu, ale po jakimś czasie zrozumieliśmy, że bynajmniej do tego domu wracać nie zamierzają… Teraz pytanie- czy to my powinniśmy dopłacać do takiej ośmionożnej usługi turystycznej, czy może wystawić rachunek naszym gospodarzom za usługę wyprowadzania psów – tak, tak, coś takiego istnieje i ludzie za to płacą – z angielskiego ,,dog-sitting” :).

Psy dość szybko zarobiły na podwójną kiełbasę, bo gdy droga rozwidliła się i wahaliśmy się, czy iść dołem czy skręcić mocno w prawo i kierować się ku górze, psy, szybciej niż my, wybrały właściwą opcję. Zaraz więc karnie szliśmy do góry, dochodząc do wzniesienia pod Ostrym Wierchem i czerwonego szlaku ciągnącego się wzdłuż granicy ze Słowacją. Idąc grzbietem wzniesienia, widoków z niego żadnych nie uraczyliśmy, więc podążyliśmy za czerwonym szlakiem, delikatnie lawirując wokół słupków granicznych ze Słowacją, co by nie narazić się na niezamierzoną kwarantannę :).

Pułaski i Konfederaci Barscy

Trasa prowadziła mocno w dół, ku przełęczy Pułaskiego. Skąd tu nagle ta postać? Cóż, tereny Beskidu Niskiego stały się areną walk i odpoczynku partyzantki związanej z Konfederacją Barską. Konfederaci, nie mając szans w otwartej walce z silnymi oddziałami rosyjskimi, obejmowali pozycję w różnych zakątkach Beskidów, zbierając siły i organizując wypady zbrojne. Kazimierz Pułaski, późniejszy bohater narodowy Stanów Zjednoczonych, do boju wprawiał się właśnie w czasie tych walk.

Na Lackową – marsz!

Skoro trasa prowadziła w dół, jedno było jasne – pod Lackową przyjdzie nam jeszcze podchodzić. Kto liczy na miły spacerek między dwoma szczytami – Pod Ostrym Wierchem i Lackową – z niedużą różnicą wzniesień, ten się rozczaruje. Choć Beskid nazwano ,, niskim”, spokojnie da się tu zmęczyć. Tym niemniej podejście od tej strony okazało się całkiem przyjemne (szczególnie porównując z alternatywą, o której niebawem), a odwracając się, złapaliśmy jakiś widoczek przebijający się między drzewami na beskidzkie wzniesienia po słowackiej stronie – rzecz rzadka w zalesionym  zazwyczaj Beskidzie Niskim.

Szczyt Lackowa w Beskidzie Niskim.
I kolejny szczyt zdobyty!
Odpoczynek na szczycie Lackowej w Beskidzie Niskim.
Chwila wytchnienia z widokiem na Słowację.

Kilka fajnych prześwitów między drzewami można dostrzec również na samej Lackowej – oczywiście po tym, gdy zrobi się już pamiątkową fotkę do kroniki Korony Gór Polski :). Obfotografowani, chcieliśmy już schodzić ku dolinom, wyszukiwaliśmy więc drogi na przełaj ze szczytu, która doprowadziłaby nas do nieistniejącej już wsi Bieliczna. Wiemy, że da się tak skrócić trasę, więc musicie się rozglądać lub, alternatywnie, podążyć naszym śladem i pomaszerować kolejnych kilka kilometrów kierując się szlakiem czerwonym w stronę Przełęczy Beskid (kierunek na Krynicę Zdrój). W ogólnym rozrachunku cieszymy się, że poszliśmy dalej szlakiem czerwonym, bo zrozumieliśmy niesławę tego podejścia na Lackową, ale jak coś, informujemy – można łatwiej i krócej.

Beskidzka ,,ściana płaczu”

Skoro już wiecie, że wybraliśmy dłużej i trudniej, spieszymy doprecyzować, o co chodzi. Otóż w kilku źródłach czytaliśmy, że podejście pod Lackową jest najbardziej stromym w Beskidzie Niskim, jak i jednym z bardziej stromych w polskich górach w ogóle (oczywiście poza Tatrami).

To jest naprawdę strome zejście.

By tego doświadczyć, trzeba udać się szlakiem czerwonym w kierunku wschodnim od strony Izb. Rzeczywiście, potwierdzamy – hasło ,,ściana płaczu”, nie wzięło się znikąd, i musicie się liczyć z bardzo mocnym nachyleniem oraz koniecznością użycia wszystkich dostępnych kończyn, również tych chwytnych :). Liczne pnie i korzenie troszkę ułatwiają sprawę i trasa, przy dobrej pogodzie i porządnych butach, może być ciekawym sportowym wyzwaniem. Natomiast chyba odradzalibyśmy szturmowanie Lackowej z tej strony przy dużej ilości błota lub zimą – można elegancko polecieć na śliskich kamieniach. I, tak jak my, przygotujcie się na schodzenie na czworaka- przetestowanie, da się :). Aha, małe wiejskie kundelki z pokrzywionymi łapkami radził sobie w tych warunkach niczym górskie kozice.

Zielone doliny i nieistniejąca wieś

Po przygodzie ze ,,ścianą płaczu”, szlak powoli schodził ku Przełęczy Beskid, z której skręciliśmy w stronę Izb. W drodze do wspomnianej wsi rozkoszkoszowaliśmy się widokami na przepiękną dolinę. Polany polnych kwiatów aż bzyczały od pracy owadów, a przebijające zza chmur słońce gwarantowało doskonały spektakl wiosennym światłem. Za stanicą konną, skręciliśmy za drogowskazem prowadzącym do Bielicznej – niegdyś wsi z ponad 30 domami, dziś właściwie pustej doliny.

Tam znajduje się niewielka cerkiewka (ponoć zawsze otwarta) i nieduży cmentarzyk- ostatnia pozostałość po miejscowości. Tu właśnie spotkaliśmy kilku mijanych w drodze na Lackową turystów, którzy za pewne zeszli niedostrzeżonym przez nas skrótem. Przez Bieliczną wije się niewielki strumień, który ewidentnie spodobał się jakiejś bobrzej rodzince-  zdecydowała się wznieść na nim swoje piętrowe konstrukcje, co spowodowało spiętrzenie się wody. Przygotujcie się więc na brodzenie po płytkiej wodzie- jakże beskidzkim elemencie każdej wędrówki.

Ostatnia prosta… pod górkę!

Skoro zobaczyliśmy uroczą cerkiewkę, nie pozostało nam nic innego, niż wracać powoli do Ropek – tym bardziej, że nasi gospodarze czekali z pysznym obiadem. Podążyliśmy więc niebieskim szlakiem konnym, wdrapując sie na jeszcze jedno zalesione wzgórze ( i nieźle przy tym dysząc…), z którego zeszliśmy, łapiąc szlak żółty. Ten doprowadził nas do cmentarza w Ropkach, skąd trafiliśmy już do agroturystyki.

Bardzo polecamy spacer doliną wsi Ropki – to naprawdę malownicze miejsce z kilkoma zabytkowymi chatami oraz połaciami łąk, na których można dostrzec czasem pasące się sarny, przemykające ukradkiem lisy i krążące nad łąkami dostojne, drapieżne ptaki. Polecamy też zatrzymać się na chwilę przy cmentarzyku, a szczególnie przy tablicy, na której obecni mieszkańcy upamiętnili swoich poprzedników – Łemków, Żydów i Cyganów, którzy do 1947 roku, nie pomni wielkiej polityki, żyli na tych terenach od pokoleń… Historia Beskidu Niskiego pełna jest takich miejsc – dobrze co nieco poczytać o ich przeszłości.

Tu kończy się nasza przygoda z Lackową, ale zdecydowanie nie z Beskidem Niskim. Ta kraina oferuje masę tego, co definiujemy jako ,,turystyczną przyjemność”- przepięknej przyrody (i brak zasięgu!), klimatyczne miejscówki,

fascynującą historię i arenę do aktywnych wakacji. Polecamy nasze poprzednie wpisy o Beskidzie Niskim: z pieszej wędrówki z Wysowej do Gorlic oraz z rowerowej objazdówki po tych okolicach, śladem Szlaku Architektury Drewnianej. Jeśli bardziej przemawia do Was forma filmu, dysponujemy również i takowymi.

Gdzie spać w Beskidzie Niskim?

Tym razem zatrzymaliśmy się w Ropkach, w agroturystyce Swystowy Sad – niezwykle klimatycznym miejscu z historią. Jeśli lubicie wegetariańskie jedzenie, miejsca na uboczu i nocowanie w domu pachnącym starym drewnem- Swystowy Sad jest dla Was. Doskonałą bazą wypadową będzie również centrum Wysowa-Zdroju z wieloma opcjami noclegowymi. My korzystaliśmy z Apartamentów Wysowa – nowocześnie urządzonych z aneksem kuchennym, w pobliżu kilku resturacji i sklepów. Jeśli rezerwujecie przez Booking, użyjcie naszego linka – dla Was cena pozostanie bez zmian, a my będziemy mieć kilka gorszy na rozwój strony.

6 komentarzy do “Lackowa – najwyższy i najtrudniejszy szczyt Beskidu Niskiego”

    • Nie pamiętam i nie chcę wprowadzić w błąd. Na podstawie czasu wykonania zdjęc wychodziliśmy o 10 a po 17 bylyśmy znów we wsi. Jeśli ktoś nie fotografuje dużo i nie ogląda każdej kapliczki i krzyża po drodze to da się trasę zrobić szybciej:)

      Odpowiedz
  1. Wprowadzanie w błąd przed publikacją jakiś informacji powinno się je weryfikować, najwyższym szczytem Beskidu Niskiego jest Busov (1002 m n.p.m) a Lackowa jest najwyższym szczytem Beskidu Niskiego który znajduje się na terenie Polski (częściowo)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz