Pierwszy raz o Krainie Otwartych Okiennic usłyszeliśmy kilka lat temu, gdy w drodze do Białowieży minęliśmy nietypową, uroczo wyglądającą drewnianą wioskę z pięknie zdobionymi chatami. Szybko sprawdziliśmy, co to za miejsce i po nitce do kłębka doszliśmy w naszych poszukiwaniach do hasła ,,Kraina Otwartych Okiennic”. Odnalezione w czeluściach Google’a zdjęcia zaintrygowały nas, ale przyznamy, że pozostaliśmy ciut sceptyczni. Już nieraz oglądaliśmy sielankowe zdjęcia w internecie, które potem nijak nie miały się do oglądanej przez nas miejscówki. Nauczeni doświadczeniem postanowiliśmy osobiście sprawdzić, czy Kraina Otwartych Okiennic to rzeczywiście miejsce z wyjątkowymi klimatem, czy może kolejna marketingowa zagrywka dla wymęczonych zgiełkiem mieszczuchów. Przy okazji naszego pobytu w województwie podlaskim, objuczyliśmy sakwami nasze jednoślady i ruszyliśmy pod Białystok sprawdzić tę nieznaną nam krainę.

Czym jest Kraina Otwartych Okiennic?

Kraina Otwartych Okiennic to hasło ukute poprzez współpracę trzech wsi – Soce, Puchły i Trześcianka, które postanowiły wypromować swoją okolicę, do tej pory trochę zapomnianą przez odwiedzających Podlasie gości. Unikatowym walorem tej krainy miał być zachowany dawny charakter tych wsi, słynących z osobliwej kultury z widocznymi wschodnimi wpływami. Te trzy niepozorne wioski łączą charakterystyczna zabudowa wsi, przepiękne drewniane cerkwie, słyszalna do dziś gwara czy…  po prostu trochę wolniejsze tempo życia.

W tym regionie dominuje wiara prawosławna, ludzie mówią do siebie ,,po swojemu”, czyli gwarą z mocnymi naleciałościami wschodniosłowiańskimi, a ozdobna stolarka przypomina trochę estetykę widywaną za wschodnią granicą. Tu mieszają się pochodzenie, języki i wyznania, łączy jednak przywiązanie do tej konkretnej ziemi. Na lokalną ludność oddziaływały najróżniejsze koleje historii- zabory, wojny, bieżeństwo i ciągłe przesuwanie granic. Mimo tego pozostali oni blisko związani z ,,ojcowizną” i często określają się jako ,,tutejsi”.

W wielu wsiach zachowały się historyczne układy zabudowy i przedwojenne chaty, które zdobiono w bardzo charakterystyczny sposób- ozdobną snycerką wokół okien, na skrajach ścian i pod skosem dachu. Stąd właśnie nazwa krainy, Kraina Otwartych Okiennic, nawiązuje do tej tradycji zdobienniczej.

Jakie wrażenie zrobiła na nas Kraina Otwartych Okiennic?

Choć na Podlasiu znajdziemy o wiele bardziej ,,medialne” regiony, ten polecamy właśnie dlatego, że… ciągle pozostaje nieodkryty! Na naszej trasie spotkaliśmy ledwie garstkę turystów i często byliśmy atrakcją dla przesiadującej na ławeczkach starszyzny.

Trześcianka

Trześcianka to chyba największa i najbardziej znana z trzech wiosek – również najmniej spokojna, ze względu na przebiegającą przez nią drogę na Białowieżę. Charakterystyczny układ wsi zawdzięcza samej królowej Bonie, która postanowiła to i owo uregulować i na nowo wytyczała wymiary działek mieszkalnych. Za jej sprawą wiele domów do dziś znajduje się na dość wąskich, podłużnych działkach, zwracając się krótszą, często bezokienną stroną do ulicy- ten zabytkowy układ objęty jest ochroną konserwatorską.

Dominująca nad miejscowością zielona cerkiew p.w. Św. Michała Archanioła pochodzi z końca XIX wieku. Co ciekawe, kiedyś Trześcianka słynęła jako ,,kuźnia kadr” dla parafialnych szkół- funkcjonowało tu seminarium nauczycielskie. Koło cerkwi dopatrzyliśmy się też pomnika upamiętniającego bieżeństwo – ciężką tułaczkę ludzi z tych ziem na wschód w okresie I wojny światowej. Choć bieżeństwo dotknęło znakomitą większość ludności, do dziś pozostaje takim podlaskim tematem tabu – nieczęsto więc widujemy na naszych trasach jakieś formy upamiętnienia tej tragedii.

Soce

Soce, podobnie jak Trześcianka, mogą poszczycić się sporą liczbą pięknie zdobionych domów. Jest to wieś trochę dziwna, bo położona wzdłuż dwóch równoległych ulic – warto więc okrążyć ją ze wszystkich stron. To naprawdę miejsce położone bardzo na uboczu- radzimy nie wjeżdżać samochodem w wąskie brukowane uliczki, tylko przejść się na krótki spacer. Kursując między budynkami, spotkaliśmy raptem garstkę osób, sprawiały więc Soce wrażenie miejsca nieco zapomnianego, jeśli nie powoli wymierającego… Na wjeździe do wsi można zobaczyć krzyże- przeczytaliśmy, że ich postawienie uchroniło kiedyś Soce przed zarazą. Choć naszym zdaniem Soce to najbardziej autentyczna z tych trzech miejscowości, mieliśmy wrażenie, że życie w takim miejscu, szczególnie dla starszych osób, musi być po prostu niezwykle trudne. Pomyślcie tylko, jakim wysiłkiem jest np. wizyta u lekarza. Romantyzm, romantyzmem, ale w tym wszystkim poza zachwytami nad ciszą i spokojem, nachodzi zgoła inna refleksja.

Puchły

Puchły przyciągają piękną błękitną cerkwią- jedną z piękniejszych na naszej trasie. Wezwanie Matki Boskiej Opiekuńczej nawiązuje do legendy. Podobno kiedyś pod lipą o uzdrowienie modlił się człowiek z bardzo napuchniętymi nogami – w czasie modlitwy ukazała mu się Matka Boska, która cudownie go uzdrowiła. To miejsce uznano za święte i z czasem wzniesiono cerkiew, dodatkowo od opuchlizny miałaby pochodzić nazwa wsi. Ile w tym prawdy- nie osądzamy, faktem jest, że Puchły to popularny cel prawosławnych pielgrzymek. Niestety poza cerkwią wieś mocno nas rozczarowała i uznajemy ją za najmniej interesującą z tych trzech.

Inne warte odwiedzenia wsie

Jeśli jednak myślicie, że Kraina Otwartych Okiennic to tylko te trzy miejscowości, jesteście w błędzie. Sporo wiosek dookoła tych powyższych jest równie, a czasem nawet bardziej interesująca. Nas zachwyciła architektura wsi Wojszki – i to chyba najbardziej zdobna miejscowość, do której dotarliśmy. Przejechaliśmy przez nią trochę za szybko, spiesząc się do trzech ,,właściwych” miejscowości – teraz wiemy, że trzeba było poświęcić jej zdecydowanie więcej czasu. Pamiętajcie o tym!

Jak dojechaliśmy do Krainy Otwartych Okiennic?

Pewnie Was nie zaskoczy, jeśli powiemy, że do Krainy Otwartych Okiennic postanowiliśmy dojechać rowerem. Złapaliśmy poranny pociąg z Białegostoku do Czeremchy i wysiedliśmy na stacji Zimnochy. Następnie kierując się na południe w stronę Narwi, spotkaliśmy ślad Podlaskiego Szlaku Bocianiego. Z mniejszą lub większą dokładnością trzymaliśmy się go aż do samej Puchł. Tam pokręciliśmy się po okolicy, zahaczając o Soce i Trześciankę. Następnie obraliśmy azymut na miejscowość Narew, gdzie zatrzymaliśmy się na dłuższą przerwę (o tym poniżej). Ostatnim przystankiem na naszej trasie były Odrynki, a zaraz za nimi wsiedliśmy na szlak Green Velo, którym dojechaliśmy aż do samego Michałowa. Tam zdecydowaliśmy się na nocleg, po 90 kilometrach, bowiem nastęnego dnia udawaliśmy się do Supraśla (kolejne 40km, już właściwie po trasie szlaku Green Velo) i woleliśmy zregenerować siły. Można jednak ściąć trasę i z Michałowa pojechać szlakiem do Białegostoku- wtedy wychodzi z tego bardzo długa, ale jednak jednodniowa trasa.

Co jeszcze widzieliśmy na trasie?

Oprócz niezliczonej chyba ilości pięknych widoczków, drewnianych cerkiewek i starych przydrożnych krzyży z niezrozumiałymi dla nas napisami, na naszej drodze znalazły się dwa godne polecenia miejsca.

Narew  

Miejscowość Narew, nad rzeką Narew ;), była niegdyś miastem królewskim, lokowanym na prawie magdeburskim przez samego króla Zygmunta Starego. On też ufundował tu kościół katolicki, którego formę po przebudowie w XVIII wieku można podziwiać do dziś. Jak na obiekt drewniany to naprawdę spora świątynia, choć wielkością chyba ustępuje potężnej cerkwi znajdującej się przy narewskim rynku. Bardzo żałujemy, że była akurat poddawana remontowi, ale liczymy, że po ,,liftingu” będzie jeszcze piękniejsza.

W Narwi natknęliśmy się również na ciekawe Muzeum Wsi- prywatną inicjatywę prowadzoną przez pana Mariana Święcickiego, pasjonata regionu i historii. W jego zbiorach znajdują się najróżniejsze przedmioty- i te rzeczywiście ze wsią związane, i te trochę bardziej przypadkowe, jednak łączy je jedno- pan Marian zawsze zna ich historię i doskonale ją opowiada. Jak na prywatnego kolekcjonera dorobił się naprawdę pokaźnego zbioru, polecamy więc zajrzeć i przygotować się na sporą porcję anegdotek.

Skit w Odrynkach

Skit w Odrynkach to nic innego jak prawosławna pustelnia. W tym miejscu funkcjonował kiedyś prawosławny monaster, jednak dopiero przeprowadzka ojca Gabriela na to miejsce nadała mu drugie życie. Archimandryta Gabriel, przełożony monasteru w Supraślu, został powołany na biskupa diecezji prawosławnej, jednak odmówił i postanowił zostać pustelnikiem. Od jego śmierci w 2018 roku, skit pozostaje niezamieszkały. Można go jednak zwiedzać i dalej odprawiane są tu nabożeństwa.

Choć my nie zdążyliśmy już wejść do środka, z przyjemnością pomoczyliśmy nogi w Narwi i pogapiliśmy się bez celu w nadrzeczny krajobraz. Ta okolica jest tak urokliwa, że aż przez chwilę kusiło nas zostać pustelnikami…

Czego spodziewać się na trasie?

Przede wszystkim absolutnego spokoju i praktycznie minimalnego ruchu samochodowego – poza jednym momentem, gdy wyjechaliśmy na większą szosę, właściwie ciągle poruszaliśmy się mało uczęszczanymi trasami wiejskimi i polnymi. Głównie mijaliśmy kolejne pola, krzyże górujące nad łanami zbóż i kolorowe cerkiewki. Warto wspomnieć, że znalezienie sklepu na trasie może być wyzwaniem- nie dajcie się zaskoczyć i zaopatrzcie się w zapas wody i jedzenia!

Sięgnij po więcej podlaskich inspiracji!

Województwo podlaskie jest naprawdę bardzo zróżnicowane pod kątem atrakcji i każdy subregion ma coś ciekawego do zaoferowania. Jeśli lubicie wodę, polecamy nasze teksty o jeziorze Wigry , atrakcjach Augustowa czy Narwiańskim Parku Narodowym. Miłośnikom rowerów polecamy naszą trasę rowerową Suwałki-Białystok, krótszy odcinek w okolicy Biebrzy albo trasy wokół Białowieży. Jeśli zaś urzekają Was klimatyczne miasteczka, zawitajcie do Tykocina albo Supraśla [LINK]. Po więcej podlaskich inspiracji zapraszamy tutaj.

2 komentarze

  1. O wywołaliście u mnie szczękopad…
    Niby się po Podlasiu kręciłem, ale jakoś tak mniej niż bym chciał.
    Istnieje wszakże szansa powrotu (marzenia o spływie Narwią) to wtedy zalukam tam obowiązkowo.

    • Bardzo polubiliśmy północno-wschodnią część województwa podlaskiego – bo to nie tylko Podlasie – i bywamy tam ostatnio 2 razy w roku:) Pomysłów na kolejne wypady nie brakuje, a spływ Narwią to dobry kolejny dobry pomysł!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz