Podsumowanie 2022 roku

Czyżby znów kolejny koniec roku…? 

Kiedy to minęło? Rację miał ten, kto powiedział, że upływ czasu najlepiej widać po dzieciach- bo według nas, to dopiero co stukaliśmy się szampanem, a tu już znów pachnie w domu pierniczkami… 

Jaki był ten rok? Chyba stosunkowo najmniej podróżniczy…! Mamy wrażenie, że nawet w covidowym 2020 doświadczyliśmy więcej, ale może to tylko takie wrażenie… Cóż, to właśnie uroki pracy na etatach przy małym dziecku oraz żonglowania innymi prywatnymi priorytetami. Tym niemniej – kolejne ciekawe miejsca w Polsce odkryte, więc skupmy się na tym!

W styczniu cieszyliśmy się śniegiem, najpierw na Żuławach, potem w Małopolsce – tym razem poza górskimi przechadzkami doszła atrakcja w postaci saneczek :). Ciągaliśmy Pogodzinka po tatrzańskich dolinach, a nawet udało nam się liznąć biegówek w Gorcach. Dla Kasi to miły powrót po kilkunastu latach przerwy, ale Tomek miał narty pierwszy raz na nogach. Chwila zawahania, pierwsze chybotliwe kroki i… ruszył! Z Justyną Kowalczyk raczej byśmy nie wygrali, ale ten wypad dostarczył nam rumieńców na twarzy – zarówno z wysiłku, jak i ekscytacji czymś nowym. 

Hyc, hyc – całkiem przyjemny sport, te biegówki!

Niedługo po tym wypadzie… wszystko zamarło. Przez wojnę na Ukrainie nie w głowie były nam ani wycieczki, ani treści podróżnicze. Jakby tego było mało, w marcu złapaliśmy jeszcze rodzinnego covida, który uziemił nas w tym przejściowym okresie. Szczęśliwie zdążyliśmy wykurować się w sam raz na krótki wyjazd do Włoch – pierwszą zagraniczną podróż Pogodzinka. Pokazaliśmy mu Mediolan i Bergamo, ale chyba najbardziej zaskoczyła nas urocza Brescia – wpisana na Listę UNESCO!

Wiosna, cieplejszy wieje wiatr…

Kwiecień to celebracja pierwszych urodzin małego podróżnika i odkrywanie kolejnych miejsc w Warszawie. Ale takie ,,porządne” wiosenne peregrynacje oficjalnie zaczęliśmy dopiero na majówkę – za cel obraliśmy Krynicę-Zdrój, ale nie ograniczyliśmy się tylko do tej najbardziej znanej miejscowości!

Kto był już w odnowionym Muzeum Nikifora w Krynicy?

Poznaliśmy także zapomnianą historię Żegiestowa-Zdroju, a także zajrzeliśmy do elegancko odnowionej pijalni zdrojowej w Piwnicznej-Zdroju. Po drodze nie zapomnijcie zatrzymać się w malowniczym zamku w Melsztynie – to było zdecydowanie niespodziewane odkrycie!

Melsztyn w majowych barwach

Drugą część majówki spędziliśmy w Łodzi – szybko okazało się, że trzy dni na to miasto to stanowczo za krótko! Z przyjemnością przechadzaliśmy się po Centrum Włókiennictwa oraz zajrzeliśmy do nietypowego skansenu, pokazującego drewnianą zabudowę Łodzi.

Bo Łódź to nie tylko przemysłowa cegła… Ciekawa była także wizyta na cmentarzach czterech wyznań, w tym na największym żydowskim cmentarzu w Europie – to prawdziwe świadectwo dawnej wielowyznaniowości tego miasta. 

Po tak intensywnym początku maja aż miło było zawitać do magicznej chaty w środku lasu – w okolicach Puszczy Bolimowskiej. Tu odpoczęliśmy w zaciszu sosen, a także zajrzeliśmy do urokliwych Radziejowic oraz imponującego pałacu w Nieborowie.

Klasyk łodzkiego, czyli romantyczna Arkadia

W tym wszystkim znaleźliśmy także chwilę na wizytę na Żuławach – udało się zobaczyć pola rzepaku, na które polowaliśmy już kilka sezonów!

Rzepak dodaje energii 🙂

Dotarliśmy także w Tatry – w sumie nigdy przedtem nie widzieliśmy ich zielonych. Unikamy Zakopanego w lato, a taka późno majowa wycieczka ,,weszła gładko “- z Pogodzinkiem zdobyliśmy Wielki Kopieniec.

Takie widoki z tatrzańskich wędrówek – piękny Dzień Matki!

Po Tatrach przyszła pora na Gorce- jeśli szukacie nietrudnych tras do rodzinnej wędrówki, polecamy szlak czarny z Klikuszowej do Schroniska pod Kolibą oraz podejście do schroniska na Maciejowej

Z jednego krańca Polski na drugi udaliśmy się już w kolejny weekend – biorąc udział w I Forum Rowerowym w Lidzbarku Warmińskim. Polecamy zajrzeć na tamtejszy zamek – to prawdziwe cudeńko, doskonale zachowany zamek Kapituły Warmińskiej. O tym, jak to się stało, że na Warmii rządzili biskupi oraz jakim cudem ten zamek uchował się w prawie oryginalnym stanie- tego dowiecie się z oprowadzania po obiekcie. Polecamy!

A jak zakończyliśmy wiosnę? Rowerując nad Bałtykiem – najpierw w okolicach Kołobrzegu, a potem bliżej Ustki. Tak właśnie trafiliśmy na Krainę w Kratę i… przepadliśmy! Fajnie (ponownie) przekonać się, że polskie morze to nie tylko parawany ;). Dla nas dodatkowo był to test naszych rowerowych możliwości – zabraliśmy ze sobą przyczepkę rowerową i byliśmy nie do zatrzymania!

Fajnie, że nad polskim morzem można znaleźć też miejscowości z klimatem.

Letnie sukienki i rowerki

Jak widzicie, w sezon letni weszliśmy mocno ,,rozkręceni” – ale to lato nas trochę pokonało. Mieliśmy wrażenie, że fale upałów mijały się na zmianę z burzami. Kilka weekendów w górach i jedną rowerową wycieczkę musieliśmy odwołać – obawialiśmy się burzowych atrakcji z małym dzieckiem. 

Natomiast ten czas wykorzystaliśmy wcale nieźle- finalizując naszego (pierwszego) e-booka: o Ojcowskim Parku Narodowym. To naprawdę wyczerpujące kompendium wiedzy, które sprawi, że wizyta w tym parku narodowym nabierze dodatkowych barw. Po więcej szczegółów zapraszamy na osobną stronę o ebooku.

Polecamy Waszej uwadze przy planowaniu wycieczek w 2023!

Prawie tydzień spędziliśmy we Wrocławiu, poznając to miasto wzdłuż i wszerz. Tekst o najważniejszych atrakcjach jeszcze się pisze, ale jak już się napisze… no, będzie sztos! Co zaskoczyło nas najbardziej? Chyba wizyta w świetnym muzeum Hydropolis!

Ten widok się nie nudzi!

Z Dolnego Śląska płynnie przerzuciliśmy się do Krynicy-Zdroju, gdzie najpierw trochę wypoczęliśmy, a potem przejechaliśmy rowerowe VeloPoprad– z małym pasażerem. Och, jaka piękna to trasa! Naprawdę, jeśli jeszcze jej nie znacie, to koniecznie zaplanujcie ją na przyszły rok!

VeloPoprad to bardzo bezpieczna trasa- w sam raz na dłuższą wycieczkę z dzieckiem.

Ta wycieczka była jedynie rozgrzewką przed rodzinną eskapdą rowerową w okolice Lublina – tym razem zabraliśmy ze sobą pogodzinkową Babcię, więc na rowerach kręciły razem aż trzy pokolenia! Nie dość, że odświeżyliśmy sobie Lublin, to dodatkowo pokręciliśmy po Krainie Wąwozów Lessowych – zaglądając do Nałeczowa, Kazimierza i Puław. W tym ostatnim miejscu byliśmy pierwszy raz, ciekawie było więc zanurzyć się w historii rodu Czartoryskich – tym bardziej, że dobrze znamy ich z krakowskiego muzeum. 

W żółtych płomieniach liści…

Wrzesień to kolejne wizyty u rodziny, w trakcie których staraliśmy się zobaczyć coś nowego – czy to w Warszawie, czy na Pomorzu. Nie inaczej było i tym razem – dojrzałe wrześniowe lato brzmiało nam muzyką Chopina, której słuchaliśmy w dworku w Żelazowej Woli, oraz smakowało słodziutkimi, ciepłymi od słońca jeżynami, objadanymi w starych żuławskich ogrodach. 

Najlepiej znany w Japonii polski dworek, czyli… Żelazowa Wola.

Nie wiedzieć kiedy, nadeszła złota jesień, a jak jesień to… góry, rzecz jasna! Tym razem bawiliśmy w okolicy Zawoi, która przywitała nas absolutnie spektakularnymi kolorami i wyśmienitą aurą do spacerów – z resztą popatrzcie na zdjęcia w poście.

Widok z Mosornego Gronia na Tatry

Jesienne ekskursje zakończyliśmy, odwiedzając niszowe zakątki Małopolski – okolice Limanowej (tu polecamy wejście na Modyń czy Zatoru.

Będzie o czym pisać przez zimę!

Takie kadry poprawiają humor w byle-jaką zimę!

W listopadzie żłobkowe infekcje rozłożyły nas na łopatki, przez co skupialiśmy sie głównie na Krakowie – sami zdziwiliśmy się, ilu tu jeszcze do zobaczenia. Odświeżyliśmy sobie katedrę wawelską, poznaliśmy Muzeum Obwarzanka czy Pracownię Witrażu oraz zajrzeliśmy do Łempickiej i Wyspiańskiego – między innymi! 

Pracownia Witrażu w Krakowie – to jedno z lokalnych odkryć tej zimy!

A gdy w Krakowie spadł śnieg i zrobiło się biało… zatęskniliśmy za górami. Kolejna okazja do saneczkowania w Tatrach!

Hej, 2023! Co tam dla nas szykujesz…?

Bo musicie wiedzieć, że wygląda na to, jakby kolejny rok szykował dla nas wiele ciekawych niespodzianek – i to grubego kalibru…!

To jak, damy mu szansę…?

7 komentarzy do “Podsumowanie 2022 roku”

  1. Żuławy to jedno z miejsc, które również odwiedziłem w kończącym się roku. Zgadzam się co do trasy VeloPoprad. Bardzo lubię tamtędy jeździć. Udało mi się zawitać w tym roku do Piwnicznej Zdrój i Wysowej Zdrój. Kiedyś byłem też w Krynicy Zdrój oraz Muszynie. Nie udało mi się zajechać do Żegiestowa Zdrój. Uzdrowisko chyba najmniej znane z wyżej wymienionych. Muszę się kiedyś tam specjalnie wybrać.
    Arkadia i Nieborów – jedne z moich ulubionych miejsc w województwie łódzkim.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz