Rezydencje Wielkopolski – TOP3 naszego roadtripa

Wielkopolska jesienną porą totalnie nas oczarowała – w czasie naszej październikowej objazdówki po tym regionie nie tylko udało nam się poznać najważniejsze rezydencje tego regionu, ale na dodatek zobaczyć je w pełni złocistej jesieni. Oprócz malowniczych kadrów zebraliśmy dla Was pełne garści ciekawostek, po lekturze których niewątpliwie spakujecie plecaki i ruszycie… No właśnie, dokąd najpierw? Poznajcie nasze Top-3!

Zamek w Gołuchowie – ten z najpiękniejszą kolekcją sztuki

To miejsce zna chyba każdy Wielkopolanin, ale czemu tak mało mówi się o nim poza regionem? Przyznajemy się bez bicia – nigdy nie mieliśmy go na naszej ,,liście marzeń”, bo najzwyczajniej w świecie o nim nie wiedzieliśmy… A przecież spokojnie mógłby konkurować z osławionymi zamkami Dolnego Śląska! Poznajcie jego historię…!

Odrobina Francji w Wielkopolsce 

Dziś bryła jako żywo przypomina wspaniałe rezydencje znad Loary, ale to dopiero efekt późniejszej przebudowy. Pierwszy zamek powstał 400 lat temu, jako dwór obronny, wzniesiony przez Rafała Leszczyńskiego, kasztelana i marszałka Sejmu, który potem przekazał siedzibę synowi, Wacławowi. Wacław szybko, bo już w XVII wieku, przekształcił miejsce w rezydencję magnacką, inspirowany trendami przywiezionymi z zagranicznych podróży. Niestety, odkąd w 1695 roku Leszczyńscy sprzedali obiekt, zaczął on popadać w ruinę – kolejni, z resztą często zmieniający się właściciele, nie dbali o to miejsce z należną uwagą. 

Losy Gołuchowa odwróciły się w 1853 roku – wtedy miejsce to zakupił Tytus Działyński, hrabia, działacz patriotyczny i miłośnik sztuki. Jego syn, Jan, z resztą też zasłużony dla Rzeczypospolitej, poślubił Izabellę Czartoryską, córkę Adama Czartoryskiego, przywódcę ugrupowania Hotel Lambert. 

Ciekawostka: Zaaranżowane małżeństwo Izabelli Czartoryskiej  z Janem Działyńskim nie należało do udanych, ale kto mówił, że łatwo jest być dziećmi hrabiego i niekoronowanego ,,króla Polski”. Związek uchodził za mezalians, bo Działyńscy, choć na warunki wielkopolskie niezwykle bogaci, nie mogli konkurować w tym względzie z fortuną Czartoryskich. Podobno w czasie narzeczeństwa Izabella lubiła podkreślać wyższość swojego statusu, nie zgadzali się także w tematach politycznych. Jednak zainteresowanie kolekcjonerstwem – dzielili oboje. 

Izabella – pani na Gołuchowie

Cóż to była za postać!  „Dziwne ma gusta – sztychów starych zebrała zbiór, skupując je przez lata po paryskich bukinistach. Pedanteria jakaś przebija w tym. Lecz dobrze jej nikt nie zna, bo się pokazuje, ale się nie zadaje, rozmawia, ale się nie zwierza, ni spowiada. Postać prześliczna i poważna, i wytworna, i giętko-smukła.” – pisał o młodziutkiej Izabelli sam Zygmunt Krasiński. Za tą zasłoną tajemniczości krył się doskonały gust i artystyczne ambicje, którym pomagały paryskie znajomości z mistrzami pędzla i talent do języków (posługiwała się aż siedmioma!). Izabella o pamiątkach patriotycznych gromadzonych przez Czartoryskich mówiła z ironią jako o ,,rupieciarni”, a Gołuchów sprzed remontu określała mianem: ,,małej średniowiecznej kasztelanii po ataku i złupieniu”. Miała światowy gust, co na dobre wyszło gołuchowskiemu zamkowi. 

Czas na remont!

Izabella niezmiernie lubowała się w sztuce i … zdecydowanie mniej w swoim mężu, dla którego musiała choć część roku pomieszkiwać w Wielkopolsce. Zajęła się więc gruntownym remontem Gołuchowa – posiadłości męża. A że zarówno pieniędzy, jak i wizji jej nie brakowało, zmieniła go nie do poznania. Zatrudniła francuskich architektów, którzy zaprojektowali bryłę taką, jaką można podziwiać do dziś. I choć już z zewnątrz zamek robi imponujące wrażenie, warto dowiedzieć się, co skrywa w środku…

Dekoracja gołuchowskich wnętrz jest bowiem nieprzypadkowa – Izabella chciała w tych murach pokazać najznamienitsze okazy z jej wspaniałej kolekcji sztuki, ale … w nie byle oprawie! Skupowała więc fragmenty dekoracji wnętrz i małą architekturę, którą następnie komponowała w całość. Dlatego spacerując po Gołuchowie, koniecznie trzeba zwracać uwagę na detale – ozdobne kominki, nadproża czy klatkę schodową. Efektowne dekoracje wnętrz miały bowiem podkreślać wyjątkowość tego miejsca i tworzyć elegancką oprawę dla zgromadzonej kolekcji – i już same w sobie są wyjątkowe. 

Ciekawostka: Izabella Czartoryska, córka tego Adama… nie umiała polskiego! Nauczyła się go dopiero z czasem, jako kolejnego języka, ale nigdy nie opanowała go zupełnie płynnie. Językiem ówczesnych europejskich elit był raczej francuski. 

Przez długą część życia to w Paryżu czuła się ,,u siebie”, ale po przebudowie zamku na modłę francuską i urządzeniu tych wysmakowanych wnętrz, chyba przekonała się do tego miejsca- w końcu kazała się tutaj pochować i nazywała je swoim ,,ziemskim rajem”. 

Ciekawostka: na początku lat 70-tych XIX wieku Izabella przejęła od Jana dobra gołuchowskie w posiadanie. Jej mąż, bowiem, zaciągnął u niej dług (mieli intercyzę) związany z udziałem w powstaniu styczniowym i żeby go spłacić, przepisał na Izabellę cenną kolekcję waz greckich i Gołuchów właśnie. 

Kolekcja na światowym poziomie 

Za sprawą tej pary miłośników sztuki udało się w Gołuchowie zgromadzić imponującą jej kolekcję. Co znamienne, zamiast skrywać ją za murami – zamku i swojej klasy społecznej – udostępniali ją światu. Zamek służył jako przestrzeń muzealna, a para mieszkała w sąsiadujących budynkach. W tamtych czasach trudno było na naszych terenach o porządną kolekcję sztuki – im udało się stworzyć ją na prawdziwie europejskim poziomie. I choć wszyscy słyszeli o krakowskim Muzeum Czartoryskich czy o kolekcji z Puław, o Gołuchowie mówi się zdecydowanie za mało. 

Zamek pozostawał w rękach Czartoryskich do II wojny światowej, a zbiorami zawiadywała ordynacja, która dbała o niepodzielność i dostępność zbiorów. Niestety w czasie II wojny światowej kolekcja rozproszyła się po kraju i zagranicy, a część zaginęła bezpowrotnie. Obecnie gospodarzem obiektu jest Muzeum Narodowe w Poznaniu. 

Gołuchowskie Arboretum

Dużo mówiliśmy o Izabelli, ale jeśli chodzi o otaczający zamek park – to  zdecydowanie był ,,konik” Jana! Najpierw przyszykował teren przed zaślubinami, ale także w trakcie małżeństwa dalej dosadzał kolejne gatunki roślin. Podobno nawet ,,na wygnaniu” zbierał nasiona i sekretnie przesyłał je do Wielkopolski. Efekty widać  zarówno w Gołuchowie, jak i w Kórniku – innej ważnej dla Działyńskich rezydencji. W Gołuchowie doliczono się ponad 600 gatunków roślin, a ok. 250 drzew osiągnęło wymiary pomnikowe. Na terenie parku znajdziecie także mauzoleum oraz… dawną niedźwiedziarnię! Oczka wodne, delikatne pagórki i przepięknie kolorowe drzewa-  jesień w Gołuchowie była naprawdę malownicza! 

Oko w oko z żubrem

Zdecydowanie jest tu gdzie spacerować, a nawet biegać – teren parku stoi otworem od świtu do nocy, dostępny bezpłatnie. Bardzo podobało nam się to, że park płynnie przechodzi w lasy z wytyczonymi ścieżkami – fajna opcja np. na wycieczkę rowerową. My wybraliśmy się na spacer do zagrody pokazowej, skrytej w leśnym gąszczu. Nawiązuje ona do tradycji utrzymywania zwierzyńców w magnackich włościach. To miły dystans na spacer, nawet z małymi dziećmi, które do marszu zmotywować powinna perspektywa zobaczenia dzików, danieli, koników polskich z Roztocza oraz… białowieskich żubrów! Zwierzęta dobrze widać ze specjalnych platform, a przyzwyczajone do obecności człowieka, nie są nawet bardzo płochliwe. 

Ciekawostka: Poza byciem przyrodniczą atrakcją Gołuchowa, stado żubrów to część projektu ochrony genów populacji z Białowieży. Żubry z Gołuchowa pochodzą właśnie z białowieskiej grupy, a samce regularnie wymienia się między lokalizacjami, żeby wzmocnić geny tego najsłynniejszego stada.

Z wizytą w Muzeum Leśnictwa 

Obecnie te tereny należą do Lasów Państwowych, które prowadzą w przypałacowych zabudowaniach Muzeum Leśnictwa. W środku czeka na Was kilka tematycznych wystaw związanych z lasem i leśnictwem.

Porady praktyczne

Zwiedzanie i bilety

Wejście do środka w dobie pandemii niestety nie należy do najprostszych. Grupa do 20 osób wpuszczana jest raptem raz na godzinę, w ścisłym reżimie sanitarnym. Nam udało się wejść ,,rzutem na taśmę”, ale niektórzy, mimo odkolejkowania, odchodzili z kwitkiem… Zamek zwiedzaliśmy z przewodnikiem.

Noclegi

Na zamku niestety nocować się nie da, ale my zatrzymaliśmy się w pobliskim Domu Pracy Twórczej. Bliżej zamku się chyba już nie da :), więc jeśli liczycie na wczesnoporanne zdjęcia lub romantyczny wieczorny spacer – rozważcie to miejsce. 

Atrakcje w pobliżu zamku

Na zwiedzanie zamku i spacer po parku należy zarezerwować sobie co najmniej pół dnia- to naprawdę rozległy teren. Ale jeśli będziecie mieć jeszcze chwilę, polecamy zajrzeć do pobliskiego Kalisza – jednego z najstarszych miast w Polsce. Warta odwiedzenia jest wystawa historyczna w kaliskim ratuszu, a na miłośników średniowiecza czeka Rezerwat Archeologiczny, przy którym zaczyna się słynny Szlak Piastowski. Z kolei odpocząć można w Parku Miejskim, podziwiając panoramę na Teatr im. Bogusławskiego – podobno jeden z najładniejszych w Polsce.  

Zamek w Rydzynie – największy w Wielkopolsce

Kiedy dziś patrzymy na rydzyńskie mury, wyobrażamy sobie magnackie życie, pełne luksusu i elegancji. Początki zamku w Rydzynie są jednak zdecydowanie bardziej ,,surowe” – na początku XV wieku Jan z Czernicy, kasztelan międzyrzecki, wzniósł tu rycerski zamek, otoczony fosą, murami z wieżą bramną. Obiekt wykorzystywał naturalne uwarunkowania bagnistego terenu, które utrudniały jego zdobycie – jednak to nie uchroniło go przed najazdem Szwedów. 

Mijały kolejne stulecia, zmieniały się mody i arkana sztuki militarnej – więc gdy teren nabyli Leszczyńscy, szybko przystąpili do kapitalnego remontu, w latach 1690-1694 przeobrażając Rydzynę w nowoczesną posiadłość magnacką. Następne przekształcenia miały miejsce w XVIII wieku. Te prace zaowocowały nie tylko imponującą bryłą, największym powierzchniowo zamkiem w Wielkopolsce, ale także znakomitymi wnętrzami, słynącymi m.in. ze wspaniałych fresków projektu Pelloniego.

Ciekawostka; to właśnie w zamkowym teatrze po raz pierwszy wystawiono po polsku popularną do dziś sztukę Moliera ,,Mieszczanin szlachcicem”.

O królu Stasiu…

Z rodu ,,tych” Leszczyńskich pochodził Stanisław Leszczyński – elekcyjny król Polski w latach 1704-1709 i 1733-1736. Podobno nawet jako koronowana głowa chętnie przebywał w Rydzynie, skąd przyjmował poselstwa i zarządzał państwem. 

Ciekawostka: Stanisław Leszczyński był teściem króla Francji – wydał swoją córkę, Marię, za Ludwika XV. Nie dziwi więc, że po drugiej abdykacji z tronu polskiego został księciem Lotaryngii i Baru. Był najdłużej żyjącym królem Polski – zmarł w wieku 89 lat.

Elitarne gimnazjum

Następnie zamek należał do rodziny Sułkowskich, a z czasem przeszedł w ręce administracji pruskiej. Od 1928 roku służył za siedzibę prestiżowego, eksperymentalnego gimnazjum  z internatem, słynącego z wysokiego poziomu nauczania. Skąd nagle szkoła w tym miejscu? Celem ochrony dóbr rydzyńskich, w 1775 roku August Sułkowski ogłosił ordynację, według zapisu której, po wymarciu rodu, Rydzyna miała zasilić majątek Komisji Edukacji Narodowej. Choć gdy ten warunek się spełnił, na początku XX wieku, KEN była już przeszłością, powstałemu wtedy na zamku gimnazjum nadano patronat rodziny Sułkowskich. 

W czasie wojny, obiekt przejęło Hilterjugend, a w 1945 obiekt podpaliłą Armia Czerwona. Szczęśliwie po wojnie szybko zabrano się za odbudowę, którą ukończono w latach 60-tych. Wnętrza udało się odtworzyć między innymi dzięki zachowanym archiwalnym fotografiom. 

Ciekawostka: Historia lubi skupiać się na rodzie Leszczyńskich, ale i Sułkowscy zapisali się na kartach dziejów – między innymi w walkach u boku Napoleona. To nazwisko widnieje na Łuku Triumfalnym w Paryżu.

Kiedyś zamek w Rydzynie dopełniał przepiękny ogród z pomarańczarnią i zameczkiem myśliwskim, ale obecnie teren, choć utrzymany w porządku, nie zachwyca założeniem parkowym. Natomiast w letnich miesiącach z pewnością można rozłożyć kocyk na rydzyńskim trawniku i pomarzyć o magnackim życiu :).

Zajrzyjmy do środka…

Polecamy zwiedzić odrestaurowane piętro reprezentacyjne – wystarczy zakupić bilet w recepcji hotelu. Goście hotelowi bilet mają w cenie noclegu. Piękna sala balowa, imponująca klatka schodowa czy pokoje z zachowanymi fragmentami pierwszej zamkowej bryły – tego możecie spodziewać się w czasie zwiedzania. Warto także zajrzeć na dziedziniec- szczególnie jesienią pięknie prezentuje się tam wspinający się po ścianach, barwny bluszcz. 

Barokowa Rydzyna

Samo miasto Rydzyna jest także ciekawe i koresponduje z założeniem zamkowym. Wystarczy stanąć na moście łączącym rezydencję z miasteczkiem, żeby dostrzec piękną oś widokową, zakończoną ciekawym budynkiem ratusza. Daje to efekt spójności pomiędzy miejską i ,,wielkopańską” częścią miasta. Po zwiedzeniu zamku polecamy spacer w stronę rynku – znajdziecie tam urokliwe kamieniczki i charakterystyczną, barokową rzeźbę Trójcy Świętej – postawioną po zakończeniu epidemii dżumy.

Porady praktyczne

Zwiedzanie i bilety

Godziny otwarcia wnętrz zamkowych dobrze sprawdzić telefonicznie –  choć podane są na stronie internetowej, często mają w nich miejsce imprezy zamknięte, co uniemożliwia zwiedzanie. Goście hotelowi mają bilet w cenie noclegu, a osoby z zewnątrz muszą takowy nabyć w recepcji.

Noclegi

Jeśli chcecie poczuć się jak król(owa) Polski, obiekt oferuje prawie 100 miejsc noclegowych i zamkową restaurację. W cenie pokoju zawarty jest także bilet na zwiedzanie wnętrz, dostępnych od samego rana. To duża zaleta, bo spokojnie można pooglądać odrestaurowane wnętrza zanim dojadą pozostali turyści. Dobra wiadomość – obiekt akceptuje Bon Turystyczny! 

Ciekawostka: Czy wiecie, że przedłużono długość Bonu Turystycznego? Zamiast do końca marca 2022, można go wykorzystać do końca września 2022! Jeśli więc jeszcze nie skorzystaliście z tej możliwości, planujcie kolejny sezon! Mapa miejsc, w których można zapłacić Bonem dostępna jest tutaj: bonturystyczny.polska.travel 

Co zobaczyć w okolicy

Rydzyna oddalona jest od Leszna o ledwie 10 kilometrów – można więc połączyć wizytę w tych dwóch miejscach. Niedaleko jest również do świetnego Muzeum Młynarstwa i Rolnictwa w Osiecznej, o którym więcej w osobnym artykule. 

Pałac w Rogalinie – ten ze słynnymi dębami

Tyle razy byliśmy w Poznaniu, a do Rogalina nie udało się wcześniej dotrzeć. Szczęśliwie tym razem udało się wypełnić białą plamę na naszej mapie kolorami niezwykle barwnej jesieni….

Choć początki wsi Rogalin sięgają XIII wieku, to tak naprawdę zyskała na znaczeniu w momencie kiedy najpierw stała się posiadłością Eliasza Arciszewskiego – pastora braci polskich. 

Ciekawostka: W Rogalinie urodził się Krzysztof Arciszewski- generał holenderskiej artylerii i pierwszy Polak-konkwistador, którego noga postała w Brazylii. Walczył ze Szwedami w Inflantach, ale musiał uciekać z Polski na skutek popełnionego morderstwa. Służył w armii francuskiej i holenderskiej, w tej ostatniej prowadząc wiele bitew w Ameryce Południowej. Po latach, kiedy zapomniano o jego wyroku banicji, wrócił do kraju i służył Władysławowi IV. `Na ścianie przy rogalińskiej klatce schodowej wisi tablica upamiętniająca tę jakże barwną postać. 

Między dziedzińcem a ogrodem

Jednak historia Rogalina, jaki znamy dziś zaczęła się w 1768 roku, kiedy dobra rogalińskie zakupił Kazimierz Raczyński, starosta Wielkopolski i marszałek na dworze Stanisława Augusta Poniatowskiego. Od tej chwili Rogalin należał do Raczyńskich nieprzerwanie do 1945 roku, kiedy obiekt zawłaszczyły władze PRL-u. To właśnie w Rogalinie, Kazimierz postanowił wznieść rezydencję godną jego funkcji – późnobarokową, w typie ,,entre cour et jardin” (po francusku ,,między dziedzińcem a ogrodem”)- słowem przed pałacem rozciąga się długi dziedziniec, a za bryłą skrywa się wypięlegnowany ogród.

Ciekawostka: Raczyńscy to kolejna nietuzinkowa rodzina, która zapisała się w historii Wielkopolski. Miłośnicy Poznania mogą kojarzyć ich z Biblioteką Raczyńskich, założoną przez Edwarda Raczyńskiego, ale to niejedyna zasługa tej rodziny. Spójrzcie tylko na tych Edwardów:

  • Edward Raczyński – społecznik, autor opracowań historii Wielkopolski, fundator biblioteki w Poznaniu i inicjator budowy słynnej kaplicy-mauzoleum pierwszych Piastów w poznańskiej katedrze.
  • Edward Aleksander Raczyński- kolekcjoner sztuki, twórca słynnej kolekcji Raczyńskich 
  • Edward Bernard Raczyński – prezydent RP na uchodźstwie w latach 1975-1986, najstarszy i najdłużej żyjący prezydent RP

Każde z kolejnych sześciu pokoleń coś w pałacu zmieniało, a wpływ na dzisiejszą bryłę obiektu miały wybitne nazwiska architektury, takie jak jak choćby Dominik Merlini – którego możecie kojarzyć z projektu pałacu w warszawskich Łazienkach. Dlatego też w rogalińskim pałacu widać mieszankę stylów: baroku, rokoko, a nawet elementów klasycystycznych.

W czasie II wojny światowej obiekt przejęło Hilterjugend, a wnętrza częściowo zniszczono. Bryła ostała się jednak nieruszona, udało się także zabezpieczyć lub odzyskać po wojnie część cennego wyposażenia, a już od 1948 roku przekazano obiekt na cele muzealne. I choć część rogalińskiego wyposażenia nigdy nie wróciła do pałacu, to co pokazywane jest na wystawie, doskonale pozwala sobie uzmysłowić, jak mieszkano w takich rezydencjach. 

Biblioteka rodem z filmu

Bo choć bryła Rogalina niewątpliwie imponuje, koniecznie trzeba zajrzeć również do wnętrz!

Na nas największe wrażenie zrobiła ukończona niedawno rekonstrukcja pałacowej, neorokokowej biblioteki – cóż za wspaniałe pomieszczenie! To prawdziwa perełka sztuki ciesielskiej i snycerskiej, a ciekawostką jest, że zleceniodawca zadbał o to, żeby prawie całe wnętrze wykonywały polskie warsztaty. Oj, studiowalibyśmy opasłe księgi w takich okolicznościach!

Imponująca musiała być także kolekcja broni prezentowana niegdyś w przearanżowanej na te potrzeby sali balowej- dziś do zobaczenia częściowo w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. 

Ciekawostka: Rogalińska zbrojownia była pierwszą izbą muzealną w Wielkopolsce o takim charakterze. 

Podobno w Rogalinie mieściła się także najlepsza na ziemiach polskich kolekcja sztuki, z dziełami m.in. Boznańskiej, Gierymskiego, Kossaka czy Mehoffera, a część z nich można zobaczyć w Galerii Obrazów. Ciekawym pomysłem jest też spacer do kościoła-mauzoleum pw. św. Marcelina- znajdziecie go w pobliżu parkingu. 

Spacer wokół Pałacu – Rogaliński Park Krajobrazowy

Po obejrzeniu wnętrz, polecamy przespacerować się wokół pałacu. Ogród francuski z kopcem widokowym (niegdyś z panoramą Warty) zachwycił nas swoją elegancją, a gdy późne, popołudniowe słońce rozświetliło stalowe tego dnia niebo, wydobywając złociste odcienie z pożółkłych liści… zadziała się magia! 

Geometryczny, równo przystrzyżony ogród francuski płynnie przechodzi w luźny park angielski, który można by pomylić z lasem, a ten zaś łagodnie doprowadził nas do rogalińskich łęgów – serca Rogalińskiego Parku Krajobrazowego. Ten wyjątkowy park słynie nie tylko z ochrony samych dębów i związanych z nimi owadów, ale także z ochrony przyrody wokół rzeki Warty. 

Tereny wokół rogalińskiego pałacu to gratka dla miłośników dendrologii – podobno w okolicy naliczono ponad 1400 dębów o obwodzie większym niż 2 metry! Szczególnie pięknie prezentują się łęgi na terenie Rogalińskiego Parku Krajobrazowego, które często o świcie i zachodzie słońca spowija tajemnicza mgła. Ten spektakl można podziwiać, spacerując wzdłuż pieszych szlaków lub pedałując po trasie Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego. 

Legenda o Rogalinie oraz Lechu, Czechu i Rusie

Jednak nie trzeba iść aż nad Wartę żeby nacieszyć się widokiem majestatycznych drzew. Najsłynniejsze trzy dęby, wiekowe staruszki, znajdują się raptem rzut kamieniem od pałacu – to Lech, Czech i Rus. Według szacunków specjalistów Rus może liczyć sobie nawet 800 lat, co czyni go najstarszym żyjącym dębem w Polsce. 

Z tymi drzewami związana jest legenda, która również tłumaczy, skąd wzięła się nazwa Rogalina. W trakcie polowania trzej bracia mieli natknąć się na dorodnego jelenia, którego poroże ukoronowałoby łowy. Gonili go tak długo, aż zapędzili zwierzę na polanę. Gdy napinali cięciwy łuków, żeby zabić jelenia, nagle, nie wiadomo skąd, wyłonił się starzec i zakazał strzelania w tym, jak się okazało, świętymi dla pogan miejscu. Bracia posłuchali tajemniczego przybysza, a ten na ich cześć nazwał trzy dęby, które dotrwały do naszych czasów. Miejsce to od tamtej pory nazywa się Rogalin – na pamiątkę dorodnego rogacza. 

Porady Praktyczne

Zwiedzanie i bilety

Na Rogalin dobrze jest zarezerwować sobie kilka godzin, a idealnie byłoby spędzić tam cały dzień – szczególnie jeśli planujecie także spacer po Parku Krajobrazowym. Informacje dotyczące cen i opcji biletów polecamy sprawdzić zawczasu na stronie – kombinacji jest sporo. W ramach najszerszego z biletów, do zwiedzenia zapraszają: Pałac, Galeria obrazów, Gabinet londyński oraz Powozownia

Obecnie liczba osób, jaka może wejść do pałacu, jest limitowana. Sam pałac zwiedzaliśmy z przewodnikiem, który w każdej sali odgrywał nagranie na głośniku – niestety tempo zwiedzania było zdecydowanie za szybkie, a przy takim formacie nawet nie da się zadać żadnych pytań… Tu mocno na minus, bo naszym zdaniem nie wykorzystuje się potencjału tego miejsca. 

Noclegi 

Najłatwiej o nocleg w okolicy będzie w granicach Puszczykowa i Kórnika –  znajdziecie kilkanaście możliwości. Spokojnie można też nocować w Poznaniu – Rogalin oddalony jest od stolicy Wielkopolski o raptem 25 kilometrów. 

Co zobaczyć w okolicy Rogalina

Jeśli kręcą Was zamki, koniecznie należy zajrzeć także do pobliskiego Zamku w Kórniku, oddalonego raptem 15 kilometrów od Rogalina. To fantastyczna rezydencja z równie fascynującą historia. Warto też pamiętać o kórnickim arboretum, do którego również rękę przyłożył wspominany przy okazji Gołuchowa Jan Działyński. Niedaleko jest także do Mosiny i Wielkopolskiego Parku Narodowego, a z kolei w Puszczykowie polecamy Muzeum Arkadego Fiedlera. 

Głodni dalszych wrażeń? 

To oczywiście tylko trzy ze wspaniałych wielkopolskich rezydencji mijanych przez nas po drodze. Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że Wielkopolska takimi pałacykami stoi, a czytając o kolejnych miejscach, mieliśmy deja vu z naszych wycieczek po Dolnym Śląsku czy Lubuskim. Tym razem musieliśmy skupić się na najważniejszych zabytkach, ale wiele wspaniałych obiektów wręcz ,,krzyczało” do nas z drogi – czasem pięknie zaadaptowanych na obiekty noclegowe, czasem pełniących funkcje użytkowe, a niekiedy nadal czekających na swoją kolej. Każda z tych historii zasługuje na uwagę, więc coś nam mówi, że motyw przewodni kolejnych wycieczek po Wielkopolsce będzie dość oczywisty…

Film o Rydzynie, Rogalinie i Gołuchowie oraz o jeszcze kilkunastu miejscach, które warto zobaczyć.

Post powstał we współpracy z Wielkopolską Organizacją Turystyczną, w ramach naszego udziału w Turystycznych Mistrzostwach Blogerów organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną. #visitpoland #mistrzostwablogerow #polskibonturystyczny

10 komentarzy do “Rezydencje Wielkopolski – TOP3 naszego roadtripa”

  1. Dziękuje za kolejną wspaniałą wycieczkę. Tyle historii, piękna i niesamowitych zbiorów. Choć mam blisko do tych pałaców, zamków, to powoli poznaje je z bliska. Wartościowy wpis i świetnie opowiedziane.

    Odpowiedz
  2. Świetne zdjęcia – prawdziwie Złota Polska Jesień! Byłem we wszystkich tych obiektach, ale dzięki takim reportażom widać jak zmieniają się one w czasie. We wszystkich tych przykładach na lepsze. Gratulacje!

    Odpowiedz
  3. Udana nostalgiczna wycieczka online. Dziękuję. Planuję wiosenny weekend, gdy te wszystkie złocone jesienią miejsca zazielenią się.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz