Listopadowa pogoda jak na razie mocno nas rozpieszcza, a ciepłe i słoneczne dni (jak na tę porę roku), zachęcają do górskich spacerów. W ramach inspiracji do spacerów  każdej porze roku, mamy dla Was propozycję na wędrówkę po Beskidzie Śląskim. Nie jest to nam zupełnie obcy ,,rewir”, gdyż mamy już na koncie Baranią Górę, Skrzyczne czy Czantorię.  Tym razem postanowiliśmy skierować swoją uwagę na inny zakątek Beskidu Śląskiego- trasę z Ustronia do Wisły przez Równicę – Beskidek – Orłową – Trzy Kopce Wislańskie. I choć, jak pewnie zorientujecie się ze zdjęć, trasę pokonaliśmy latem, wierzymy, że doskonale nada się również w pozostałe pory roku.

Górski szlak dla każdego w Beskidzie Śląskim

Wyruszyliśmy spod kwatery, kierując się na czerwony szlak pieszy w stronę Gościńca Równica. Trasa szybko przeszła z asfaltowej drogi w dość strome leśne podejście pod baldachimem buczynowych liści. Letnie słońce szybko wzeszło wysoko ponad nami, a my cieszyliśmy się, że przed ostrym słońcem chroniła nas piękna buczyna. Na dobry start trafiło nam się chyba najdłuższe i najbardziej męczące podejście – co po wycieczce potwierdził profil trasy. Mimo wczesnej godziny, na szlaku spotkaliśmy kilka kolonijnych grup, które niczym górskie kozice z lekkością pokonywały kolejne przewyższenia – to tylko uświadomiło nam, jak niespożyte pokłady energii drzemią w dzieciach. Pewnie i z nami tak kiedyś było;).

Ciekawostką tego odcinka jest potężny głaz, ulokowany koło samej Równicy. To niegdysiejsze miejsce modlitwy ewangelików, którzy po wojnie trzydziestoletniej stracili możliwość legalnego odprawiania mszy. Spotykali się więc w ustronnych miejscach, takich jak to pod Równicą, aby tu modlić się w swoim obrządku. Na głazie do dziś widnieją wyryty kielich mszalny i inne symbole religijne.

W Gościńcu Równica mogliśmy odpocząć chwilę po podejściu i napić się porannej kawy, oglądając (z lekką zazdrością) wspinających się po asfaltowym podjeździe rowerzystów. Ta okolica to cała siatka dróg, dróżek i ścieżek i na pasmo górskie, które przemierzaliśmy, można spokojnie wjechać ubitym podjazdem. Jak myślicie, co zrobimy z tą obserwacją… :)?

Trasa widokowa

Po kawce w Gościńcu Równica mieliśmy znów sporo energii aby pokonywać kolejne kilometry. Szlak dalej był już dość łagodny, z delikatnymi zejściami i podejściami. Taka wędrówka w spokojnym tempie sprzyjała towarzyskim rozmowom ze znajomymi, których zabraliśmy na tą wycieczkę. Jeśli nie lubicie zalesionych szczytów – spokojnie. To przejście idealnie łączy ze sobą komfort, jaki daje las w upalny, letni dzień, oraz możliwość cieszenia się widokami. Dość regularnie na całej trasie pojawiają się prześwity, z któych roztaczały się przepiękne panoramy na zielony Beskid Śląski.

Na jednej z hal, Pod Orłową, po prostu położyliśmy się w trawie i cieszyliśmy widokiem falujących na wietrze traw… Eh, gdyby na takie niespieszne wędrówki można było chodzić codziennie…

Rozleniwił nas również fakt, że dalej ścieżka prowadziła lekko w dół, pozwalając rozluźnić mięśnie, i tylko przed samymi Trzema Kopcami Wiślańskimi znów trzeba było się trochę zmobilizować do wspinaczki.

Domowe ciasto w Telesforówce na Trzech Kopcach Wiślańskich

Nazwa Trzech Kopców Wiślańskich wywodzi się z tego, że leżą one na styku trzech miejscowości – Wisły, Brennej i Ustronia. Ten fakt został podkreślony na trzech potężnych głazach, symbolizujących te ośrodki. Bale skoszonych traw aż zachęcały do harców, tym bardziej, że z przewyższenia rozpościerały się piękne widoki – m.in. na Ustroń, Czantorię i Skrzyczne. Jednak głód zawiódł nas w zgoła inne miejsce – do schroniska ,,Telesforówka”. Jej, jak dobrze tam karmią! Domowe ciasto z jabłkami i kruszonką było eksplozją maślanego smaku i przyznajemy, że wróciliśmy po dokładkę… Ale czemu sobie czasem nie dogodzić- nie tylko kulinarnie…? Z tą myślą w głowie po prostu legliśmy w trawie i pozwoliliśmy sobie na zwykły relaks. Drzemka w słońcu, z pełnym brzuchem i mile zmęczonymi nogami to dobry pomysł na weekend poza miastem. Baterie naładowały nam się w mgnieniu oka!

Po takim finale, pozostało tylko zejść żółtym szlakiem do samej Wisły (trasa głównie asfaltowa i raczej już zabudowana), wsiąść do autobusu i dowieźć te naładowane baterie do Krakowa. Czego i Wam życzymy!

2 komentarze

  1. Znam tereny dobrze. Choć lata nie byłem. W zasadzie to już mi pulsuje lampka z napisem powroty 😉 . Przyjemnie było popatrzeć.
    Jak mniemam urządzicie tam wypad rowerowy, super, na rowerze tam nie jeździłem, więc chętnie poczytam jak Wam poszło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz