Nietuzinkowe pomysły na weekend w Gdańsku

,,Lubię wracać tam, gdzie byłem już…” śpiewał niegdyś niezapomniany Zbigniew Wodecki. I choć ogromną przyjemność sprawia nam odkrywanie nowych miejsc, mamy też takie, które odwiedzamy regularnie. Choć jeśli głębiej pomyśleć o tym, dlaczego te powroty są nam tak miłe, okazuje się, że dlatego, że ciągle w tych miejscach dostrzegamy coś nowego… Dziś zapraszamy Was na weekend do Gdańska – ale z dala od Neptuna i standardowych atrakcji. Dziś propozycja odkrycia trochę mniej turystycznych ścieżek po stolicy województwa pomorskiego. Łapcie gotowy pomysł na weekend!

Piątkowe popołudnie w industrialnym klimacie: Stocznia Cesarska 

O Europejskim Centrum Solidarności słyszał już chyba każdy (i świetnie!), ale mało kto zajrzał na jego ,,tyły”, czyli w okolice dawnej Stoczni Cesarskiej. To miejsce doskonale zobaczyć właśnie w piątkowe popołudnie. Niedaleko ul.  Narzędziowców znajdziecie sporą planszę z mapą i zaznaczonymi na niej ciekawymi miejscami na terenie kompleksu – takimi jak np. żuraw M3 z platformą widokową.

Spacer zrobił na nas spore wrażenie – kiedy zaglądaliśmy przez wybrakowane okna do dawnych hal produkcyjnych, towarzyszył nam lekki dreszczyk emocji, a gdy weszliśmy do kuźni, skrywającej ogromny młot kuźniczy o nacisku 800 ton, poczuliśmy posmak ,,urbexu” – ogromny hangar, spotęgowane odgłosy gniazdujących pod sufitem gołębi i półdziki charakter tego miejsca. A jednocześnie kawał przemysłowej historii, bo stocznia odegrała ważną rolę w przemyśle stoczniowym Prus – to tu produkowano m.in. niemieckie ubooty. 

Ogromny młot kuźniczy w Stoczni Cesarskiej.

Podobały nam się też artystyczne smaczki tego miejsca. Najbardziej znani są  ,,Rozbitkowie”, czyli instalacja przedstawiająca postacie wychodzące z morza, która na stałe wpisała się w tą postoczniową przestrzeń. W budynku dawnej kawiarni ,,Mleczny Piotruś” znajdziecie jeszcze więcej rzeźb i dzieł sztuki – wiele o naprawdę zastanawiającym kierunku. Słowem: jest co interpretować.

Rozbitkowie.

Budynki stoczniowe zyskują właśnie drugie życie, którym tętnią szczególnie w piątki i weekendy – dziś Ulica Elektryków czy 100cznia to modne miejscówki gastronomiczne i klubowe. Foodtrucki z kuchnią z różnych zakątków świata w portowych kontenerach, boisko do kosza i strefa chillu w ogromnym hangarze, skatepark, neony i murale oraz świetnie pomyślane bary serwujące doskonałe wino i nietuzinkowe nalewki zamiast sztampowych koktajli. To wszystko wymieszane w robotniczo-morskim sosie. Choć niekoniecznie z nas wielcy imprezowicze, spokojnie odnaleźliśmy się w tym miejscu, najedliśmy dobrym jedzeniem i napiliśmy lampki wina. Chętnie wrócimy tu kiedyś… tylko we dwoje.

100cznia
Scrapyard.

Sobota: Muzealne przedpołudnie z historią gdańskiego bogactwa

Piękno gdańskich kamienic zachwyca nas za każdym razem, gdy przechadzamy się okolicami Długiego Targu. Na pierwszy rzut oka widać, jak bogate było to miasto. Ale skąd tak naprawdę taki status Gdańska? Odpowiedzi na to pytanie warto poszukać w muzeach – proponujemy więc zacząć sobotę od wizyty na jednej z dwóch wystaw (ambitni oczywiście mogą obskoczyć je obie, czemu nie!). 

Długi Targ.

Pierwsza to wystawa w oddziale Muzeum Archeologicznego ,,Błękitny Baranek”, która gromadzi nie tylko zabytki archeologiczne z okolic Trójmiasta, ale przede wszystkim uzmysławia, jak wyglądał handel gdańskimi towarami. To stąd dowiedzieliśmy się, że na przełomie XIV i XV wieku 75% obrotów handlowych całych Prus realizowano w Gdańsku lub że w okresie świetności na Wyspie Spichrzów stało aż 130 spichrzów. 

Gdański rzemieślnik obrabiający bursztyn. W muzeum jest cała alejka ze średniowiecznymi zawodami.

Dziś, gdy chodzimy po współczesnej Wyspie Spichrzów, trudno sobie wyobrazić ogrom i wartość towarów składowanych niegdyś w tych ceglanych murach. Wizyta w tym wyjątkowym miejscu – bo musicie wiedzieć, że oddział muzeum znajduje się w oryginalnym XVI wiecznym spichrzu – pozwoli Wam docenić ekonomiczną rolę Gdańska przez wieki i zrozumieć, skąd wzięła się świetność tego miasta.

Podobnie rzecz się ma z Narodowym Muzeum Morskim i oddziałem w Spichlerzach na Ołowiance. Tu polecamy wystawę o żegludze i roli Gdańska jako portu. Choć trochę trąci myszką jeśli chodzi o formę (niektóre informacje figurują na pisanych ręcznie planszach), to stanowi prawdziwą kopalnię informacji o tym, jaką rolę ekonomiczną, polityczną i społeczną odgrywała żegluga rzeczna górą Wisły i morska oraz jaki wpływ miało to na historię Gdańska. Informacji tu momentami aż nadto, ale i nie trzeba czytać wszystkiego, żeby zbudować zrozumienie historii miasta. Z kolei na najniższym poziomie muzeum znajduje się  fantastyczna (i zupełnie nowoczesna) jest wystawa o archeologii podwodnej – koniecznie tam zajrzyjcie, tak powinny wyglądać dziś muzealne wystawy!

Ciekawa i nowoczesna wystawa o podwodnej archeologi.
Działa wydobyte ze szwedzkiego okrętu „Solen” zatopionego w 1627 w „Bitwie pod Oliwą”

Gdański obiad

Po intensywnym poranku wypada naładować trochę baterie. Choć Gdański Bowke to restauracja raczej zaliczająca się do flagowych w mieście, nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności zjedzenia czegoś nad samą Motławą. Bowke serwuje pyszne ryby, a specjalnością zakładu są nalewki… Jeśli szukacie miejsca z klasą nad samą rzeką – polecamy!

Nowe budownictwo nad Motławą nawiązuje do dawnych spirzchów.

Spacer śladami dawnych fortyfikacji

Po obiedzie udaliśmy się w stronę ul. Toruńskiej. Dlaczego właśnie tam? Cóż, wrzućcie ten adres w Google Maps i oddalcie trochę widok mapy. Waszym oczom ukażą się wyraźne ślady po dawnych miejskich fortyfikacjach i fosach. 

Postanowiliśmy wdrapać się na Bastion Żubr – jeden z 14 takich bastionów, którym otoczono miasto w XVII wieku. Oczywiście z biegiem czasu i w miarę rozwoju sztuki wojennej te obwarowania traciły na znaczeniu, a część z nich zasypano. W tej dzilenicy jednak nadal wyraźnie widać zarys fortyfikacji i  bastionów formujących charakterystyczną ,,zębatkę”, a wejście na ,,Żubra” to nie tylko okazja żeby poczuć się jak prawdziwy obrońca Gdańska ;), ale także żeby podziwiać panoramę Głównego Miasta – z trochę innej niż zazwyczaj strony. 

Widok z Bastionu Żubr.

Teren ten niebawem powinien przejść gruntowną rewitalizację – trzymamy kciuki za ten projekt. Co ciekawe, widzieliśmy na wodzie wielu kajakarzy, a wracając w stronę centrum, minęliśmy nawet przystań Żabi Kruk, w której można wypożyczyć sprzęt wodny i spłynąć nim w stronę gdańskiego Żurawia. To pomysł na kolejną wizytę w Gdańsku!

Bastion Żubr.
Kamienna Śluza, dalej Bastion Wilk, Bastion Wyskok i zarys dalszych fortyfikacji bastionowych.
Brama Nizinna.

Kolacja z lotu mewy

Tak intensywny dzień warto zakończyć ,,z przytupem”- a skoro jego część kręciła się wokół spichrzy, to czemu nie zajrzeć do nowych lokali, które właśnie na Wyspie Spichrzów wyrosły? My zdecydowaliśmy się na miejsce z jednym z lepszych widoków w mieście – Roof Top by Sassy. Udało nam się wejść do środka przed zachodem słońca i złapać stolik z fantastycznym widokiem na kościół mariacki, wieżę ratuszową i imponującą Bramę Chlebnicką. P.S. Nie jest to miejski punkt widokowy, więc dostęp do niego zarezerwowany jest dla klientów restauracji.

A może jeszcze koktajl?

Jeśli ,,noc jest jeszcze młoda”, polecamy jedno z naszych ulubionych miejsc na fantazyjny koktajl . To piwnica Flisak’76, działająca w Gdańsku od 1976 roku. Kiedyś był to dość pospolity bar, ale dziś przyciąga niebanalnym wystrojem i kartą koktajli nawiązujących do historii sztuki- to ze względu na sąsiedztwo z Akademią Sztuk Pięknych. Kilka razy miło się tu zaskoczyliśmy, a niebanalny koktajl będzie idealnym zwieńczeniem wieczoru. 

Niedziela: Bocznymi uliczkami Głównego Miasta

Niedziela rządzi się swoimi prawami i powinna być kwintesencją relaksu. Dlatego proponujemy zacząć ją na luzie, od dobrej kawy i domowej drożdżówki. Kawiarni w Gdańsku nie brakuje, ale naszym ostatnim odkryciem jest kawiarnia Leń – przyznajcie, że nazwa idealnie wpasowuje się w niedzielne klimaty. Na pięknej porcelanie serwowane są tu zarówno kawy speciality, jak i klasyki gatunku – obie równie pyszne. Do tego w Leniu jedliśmy wspaniałe świeże drożdżówki i doskonałe serniki – a może smakowały tak dobrze, bo ze świetnym widokiem na ul. Piwną? 

Ulica Piwna.

Po kawie dobrze trochę rozprostować nogi. Póki pozostajemy w centrum miasta, spróbujmy spojrzeć na nie z innej strony. Ciekawą opcją dla tych, którzy lubią dowiedzieć się czegoś nowego o mieście, ale niekoniecznie odnajdują się w klasycznym zwiedzanie z grupą, są darmowe audiobooki nagrane przez Visit Gdansk – oficjalną miejską organizację turystyczną. Na popularnej aplikacji Spotify znajdziecie dwie ciekawe playlisty. 

Jedna to nowocześnie opowiedziane gdańskie legendy, które zmuszają do spojrzenia na detale gdańskich budynków czy rzeźb i ożywienia ich w wyobraźni. To doskonała opcja dla rodziców, którzy chcą zaciekawić miastem dzieci – a i sami pewnie czegoś się dowiedzą, bo przecież w każdej legendzie jest ziarnko prawdy :). 

Na tych bardziej zainteresowanych niuansami historyczno-architektonicznymi czekaj playlista o ciekawostkach gotyku ceglanego. Krótkie, kilkuminutowe nagrania z ciekawostkami, które ,,czytała Krystyna Czubówna”, zamienią zwykły spacer po Gdańsku w VIPowską wycieczkę ;). I choć wydawało nam się, że już sporo wiemy o mieście – daliśmy się parę razy zaskoczyć…

Zdobywamy Gradową Górę!

No dobrze, ale ruszajmy poza Główne Miasto! Kto przyjeżdża do Gdańska pociągiem, z pewnością kojarzy intrygującą bryłę dworca Gdańsk Główny (oraz jego wiecznie remontowane wnętrze ;)). Tory kolejowe i tunele pod nimi to dla wielu turystów taka naturalna granica miasta, ale zachęcamy, żeby w odkrywaniu mniej oczywistych miejsc ją przekroczyć i zapuścić się poza nie. 

Tym bardziej, że spacer w stronę Góry Gradowej to gwarancja świetnych widoków na całe miasto. Z góry jak na dłoni widać zarówno historyczne zabudowania, jak i stoczniowe dźwigi. Do tego możecie zajrzeć do Hevelianum – popularnego interdyscyplinarnego centrum edukacyjnego, skierowanego głównie do rodzin z dziećmi. Tu nauka przeplata się z historią, a nowoczesnej wystawy ,,uczą, bawiąc”. 

W wersji ,,bezdzietnej” proponujemy pogaduszki przy kawie lub lampce wina w Wozowni Gdańskiej – restauracji urządzonej w budynku XIX-wiecznej wozowni artyleryjskiej, służącej jako magazyn wojskowy i punkt składowania lawet. Skąd taki budynek wśród tej zieleni? Cóż, zbocza Góry Gradowej to dawne zabudowania forteczne, o czym można dowiedzieć się więcej z bezpłatnej wystawy ulokowanej w dawnych fortyfikacjach. Prowadzi wzdłuż nich ścieżka spacerowa, więc niezależnie od zainteresowania historią militariów, można pospacerować ,,ponad” miastem. 

Sporo hałasu o Wrzeszcz

Skoro i tak już zbliżyliśmy się do Dworca Głównego, sugerujemy podjechać trójmiejską SKM-ką lub tramwajem (trzeba przyznać że działa to sprawnie i transportem publicznym można zwiedzić całe miasto) do stacji Gdańsk Wrzeszcz i poznać ten ostatnio coraz bardziej modny zakątek miasta. 

Jeśli zastanawia Was nazwa tej dzielnicy, uspokajamy – z decybelami wszystko w porządku :). Genezy nazwy należy szukać raczej w starej formie słowa ,,wrzos” – ,,wrest”/,,wrzost”.  We Wrzeszczu najlepiej obrać azymut na ul. Wajdeloty, która stała się w ostatnich latach główną osią dzielnicy, z wieloma knajpkami (polecamy wegańskie Avocado) i ładnie odnowionymi kamieniczkami. Na obiadokolację proponujemy udać się w stronę Garnizonu – nowego osiedla w Gdańsku, na którym również znajdziecie niezłe to i owo – na kolację możemy polecić Oranżerię, na drinka Eliksir (pisaliśmy o nim tutaj [link]), a na deser nasze ulubione Umam, które tworzy cudowne cukiernicze monoporcje. W sumie śniadanie na Garnizonie też da się zjeść – każdy polecał nam Marmoladę, Chleb i Kawę, ale jeszcze nie mieliśmy okazję tam zajrzeć. A jeśli po tym wszystkim nadal Wam mało – 5 kilometrów dzieli Was do plaży w Brzeźnie :). 

Jak zwiedzać Gdańsk? 

Najlepiej dogłębnie :)! Jeśli planujecie bardziej intensywny tryb zwiedzania, warto rozważyć opcję poznawania miasta z Kartą Turysty, w ramach której otrzymujecie darmowe wejścia do wielu obiektów i zniżki w kolejnych miejscach. Do wyboru są różne warianty tematyczne- od bardziej muzealnych po ofertę dla rodzin, różne opcje długości trwania karty i powiązania jej z biletami komunikacji miejskiej. My testowaliśmy trzydniowy Pakiet Zwiedzanie, w ramach którego za darmo weszliśmy np. do Muzeum Archeologicznego i Narodowego Muzeum Morskiego, a zniżkę mieliśmy w Gdańskim Bowke. Przy intensywniejszych planach zwiedzania można zaoszczędzić trochę pieniędzy na pamiątkowy magnesik z Neptunem :).

Zwiedzając Gdańsk korzystaliśmy z Karty Turysty.

Do zobaczenia, Gdańsku!

Powodów do wracania do Gdańska jest wiele – w jeden weekend nie da się zobaczyć nawet tych najbardziej kluczowych atrakcji miasta, a jak widzicie, te mniej popularne też składają się na pełen emocji wypad. Dlatego do gdańskich tematów będziemy jeszcze wracać na naszym blogu, a jeśli naszła Was nagła potrzeba zaplanowania wycieczki (zupełnie zrozumiałe!) i potrzebujecie czegoś tu i teraz, polecamy zajrzeć na stronę Visit Gdańsk, gdzie skrywa się sporo inspiracji. Tymczasem zostawiamy Was jeszcze z ostatnim widokiem na Bałtyk z gdańskiego Brzeźna.

Taki zachód słońca podziwialiśmy na plaży w Brzeźnie.
Taki zachód słońca nie trafia się często.

Opcji jest mnóstwo, a szczególnie teraz o nocleg nietrudno, bo zdecydowanie ubyło zagranicznych turystów. Jeśli planujecie rezerwować nocleg przez Booking, zachęcamy do użycia naszego linku afiliacyjnego, dzięki czemu Booking podzieli się z nami swoją prowizją. Dziękujemy!

W Gdańsku gościliśmy na zaproszenie Gdańskiej Organizacji Turystycznej- dziękujemy! Jak zawsze w przypadku takich współprac, wszystkie opinie prezentowane w tekście są tylko i wyłącznie nasze własne :).

2 komentarze do “Nietuzinkowe pomysły na weekend w Gdańsku”

  1. Jakiś czas temu zostały uruchomione w moim mieście szybkie połaczenia do Gdańska. Istnieje mozliwość dostania się pociągiem do miasta w ciągu 5 godzin. NIgdy jeszcze w Gdansku nie byłam ale bardzo chciałabym zaplanować sobie taką podróż, szczególnie, że planuję to już od wielu lat 🙂

    Dziękuje również za pomysły ciekawych miejsc do odwiedzenia. Na pewno się wybierzemy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz