Święta Wielkanocy zazwyczaj kojarzą nam się z przednówkiem i ,,okresem przejściowym”. Owszem, forsycje strzelają swoją ożywczą żółcią, a wierzby pokrywają się puchatymi baziami, ale pozostała część świata przyrody zazwyczaj dopiero ospale budzi się z zimowego letargu. W tym roku aura sprzyjała, a późnokwietniowy termin dawał nadzieję na prawdziwie wiosenny urlop. Tak też się stało- chyba w ramach rekompensaty za zeszłoroczną Wielkanoc, którą spędziliśmy brodząc w śniegu, tym razem mogliśmy poszaleć wśród świeżej zieleni i wystawić policzki do słońca- a szaleć było gdzie, bo wybraliśmy się na Wysoczyznę Elbląską!

Wysoczyzna Elbląska: geograficzny ewenement

Wysoczyzna Elbląska, chroniona prawnie w ramach Parku Krajobrazowego Wysoczyzny Elbląskiej, to oczywiście pozostałość po lodowcu, który nie ,,oszczędził” tych terenów. Ze względu na inny rodzaj pokładów skalnych, w tym akurat miejscu w okresie plejstocenu uformowały się dość znaczące wzniesienie- najwyższe, Góra Srebrna, liczy prawie 200m wysokości. Dla porównania w Marzęcinie i Raczkach Elbląskich, położonych jak wskazuje nazwa, raptem kilka kilometrów od Elbląga, znajdują się najbardziej depresyjne (najniżej położone :P) punkty w kraju (pisaliśmy o nich przy okazji wycieczki po Żuławach). Jest więc Wysoczyzna pewnego rodzaju ciekawostką geograficzną, a dla nas- również turystyczną. Bliskość Zalewu Wiślanego połączona z pofałdowaniami Parku Krajobrazowego brzmiały jak doskonały pretekst do rowerowej eskapady!

widok na Elbląg od strony rzeki

Podróż przez historię: Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu

Trasę zaczęliśmy w Elblągu, do którego szczęśliwie nietrudno dojechać pociągiem. Poza dobrą bazą logistyczno-noclegową jest również Elbląg bardzo ciekawym historycznie miastem, tak więc nim na dobre ruszyliśmy w trasę, zaczęliśmy od wizyty w Muzeum Archeologiczno-Historycznym w Elblągu. Kogo oprócz kręcenia interesuje również historia, ten dowie się i o tajemniczych Gotach zamieszkujących przed wiekami te tereny, i o mitycznym nadbałtyckim porcie Truso, gdzie mieszały się wpływy słowiańskie, pruskie i nordyckie oraz o historii Żuław- krainy wydartej wodzie. Wrażenie robi również historia miasta Elbląg- ubrana w bardzo współczesną formę, w której doszczętnie zniszczone w czasie II wojny światowej miasto wśród gruzów snuje swoją smutną historię. A jest o czym opowiadać, bo Elbląg nie tylko wcześniej niż słynny Malbork był główną siedzibą zakonu krzyżackiego, ale przez długie lata również potężnym ośrodkiem handlowym w tej części kraju. W 1945 roku  osiem wieków historii zostało obróconych w pył w ciągu zaledwie dwóch tygodni walk między Niemcami a Armią Czerwoną. Aż do lat 80-tych miejsce po Starym Mieście straszyło pustką i dopiero od tego czasu powoli odbudowywana jest jego tkanka, nawiązująca do historycznej zabudowy Elbląga.

Czas na siodełka: kierunek plaża!

Naładowani solidną dawką historycznych ciekawostek, wskoczyliśmy na siodełka i przejechawszy przez Rynek, obraliśmy azymut na ulicę Browarną. Jazda koło elbląskiego browaru, znanego z piwa EB czy Specjal, nie należała do najprostszych- nasze nozdrza niebezpiecznie drażnił rozleniwiający zapach fermentującego słodu, który wiódł na pokuszenie. Diabełek na ramieniu kusił: po co męczyć się na rowerach, skoro jeden pstryk kapsla dzieliłby od leniwego słonecznego weekendu…? Szczęśliwie pokusie udało się oprzeć, a endorfiny, które udzieliły nam się po pierwszych kilometrach uczciwego pedałowania, działały lepiej niż alkoholowy rausz.

Na pierwszy ogień poszedł najmniej ciekawy odcinek trasy- ,,długa-prosta” krajową drogą nr 503. W ten dzień akurat wielkiego ruchu nie było, ale na wszelki wypadek polecamy jechać nią możliwie wcześnie rano, najlepiej w weekend. Po cichu liczymy, że ktoś kiedyś pociągnie ścieżkę rowerową z prawdziwego zdarzenia po nasypie kolejowym nieistniejącego już połączenia między Elblągiem a Tolkmickiem… Ale to chyba jeszcze pozostanie długi czas w strefie marzeń….

Za Kamionkiem Wielkim mogliśmy zjechać z głównej trasy i złapać szlak GreenVelo, kierujący nas w stronę Zalewu Wiślanego. W miejscowości Nadbrzeże po raz pierwszy poczuliśmy prawdziwą wiosnę. Na niewielkiej plaży wygrzewało się wodne ptactwo wraz z gromadką tegorocznych pisklaków, a połączenie słońca, plaży i wody przypomniało nam, jak fajnie jest raz na czas zmienić krajobraz. Przyznajcie, że przy dobrym skadrowaniu zdjęcia można się pomylić- czy to Polska czy może… Bali ;)?

Tu też zaczęło się naprawdę przyjemne kręcenie nad samym Zalewem Wiślanym, znów, wzdłuż nieużywanych już torów. Ledwie kilkadziesiąt metrów dzieliło nas od wody, a w otoczeniu kwitnących drzewek i igrajającego w trzcinach ptactwa trasa mijała naprawdę przyjemnie.

Jeszcze tylko krótka przerwa na plaży w Suchaczu, gdzie również, przy nieco cieplejszej pogodzie, można by pobrodzić trochę w rześkich wodach Zalewu i jazda, dalej- do kolejnej plaży, w Kadynach. Ledwie godzina drogi, a już trzy plaże- w sezonie letnim naprawdę można urozmaicić wycieczkę o szybką ,,kąpiółkę”.

Widoki z Tolkmicka

Niespiesznie kręcąc, dotarliśmy do Tolkmicka, gdzie nieopodal uroczego ryneczku, ucięliśmy sobie małą przerwę na lody- dla nabrania siły przed kolejnym etapem wycieczki. Do tej pory trasa prowadziła po dość płaskim terenie, ale za Tolkmickiem planowaliśmy wjechać w bardziej pagórkowaty teren. Na dobry początek podpedałowaliśmy pod wzniesienie nad samym miasteczkiem, z którego rozciągała się doskonała panorama na Zalew Wiślany i delikatnie pagórkowate pola zieleniącą się roślinnością i kwitnącymi drzewami owocowymi. Przy tak idealnej pogodzie mogliśmy nawet dostrzec latarnię morską w Krynicy Morskiej- jedną z dwóch, których brakuje nam do naszej kolekcji nadbałtyckich latarni.  

Następny punkt widokowy to drewniana wieża, na którą natrafiliśmy w pobliżu ulicy Przybytowskiej. Przyznajcie, że wiosna na Wysoczyźnie Elbląskiej jest urokliwa!

Trasą MTB do klasztoru w Kadynach

Najpiękniejsze i najcięższe odcinki okazały się być jeszcze przed nami- wjechaliśmy od lasu, poruszając się najpierw czerwonym szlakiem rowerowym, a potem szlakiem MTB. Zaciągając języka u miejscowych, udało nam się trafić na idealną rowerową trasę- schowaną wśród wiosennego lasu, ze zdrową proporcją szutrowych podjazdów i piaszczystych zjazdów. Nie będziemy ukrywać, że takie podjazdy na początek sezonu miło rozruszały nam nogi, a zjazdy pozwoliły przetestować możliwości naszych nowych rowerów. Jadąc raz z górki, raz pod górkę, dotarliśmy do klasztoru w Kadynach, malowniczo położonego na niewielkim wzniesieniu. Ciekawostką jest, że ten XVIII-wieczny zespół klasztorny zbudowano na miejscu staropruskiego grodu plemienia Pomezanów, a fundatorem był nawrócony na katolicyzm wojewoda inflancki. Klasztor skasowali Prusacy i długo był romantyczną ruiną. Dopiero w ciągu ostatnich dekad dokonano restauracji obiektu i ponownie sprowadzono do Kadyn zakonników.

W klasztorze w Kadynach zgodnie stwierdziliśmy, że jak na rozgrzewkową trasę starczyło nam atrakcji i zdecydowaliśmy się wracać w stronę Elbląga. Znów lasem, ale jednak bardziej w dół niż w górę, kierowaliśmy się na Łęcze, gdzie wsiedliśmy na szlak Green Velo. Dopiero po powrocie do domu zorientowaliśmy się, że w Łęczu mogliśmy podjechać do zabytkowej zabudowy- nie popełnijcie tego błędu i sprawdźcie, jak wygląda sytuacja, bo podobno do zobaczenia są domy podcieniowe.

Gładkim asfaltem prosto do Elbląga

Jeszcze jeden rzut oka z pięknego punktu widokowego i eleganckim oraz dość spokojnym tego dnia asfaltem sunęliśmy w stronę Elbląga. Na pustej i dobrze utrzymanej drodze o lekkim nachyleniu w dół mogliśmy w końcu poczuć ten wytęskniony po zimie wiatr we włosach i docenić długo nieodczuwane zmęczenie w nogach. Trzeba przyznać, że rowerowanie po tak pięknych terenach i w doskonałej wiosennej aurze to coś, co tygryski naprawdę lubią najbardziej!

Zanim jednak doprowadzimy naszą relację do szczęśliwego końca na dworcu w Elblągu, musimy oddać miastu jedno- ścieżki rowerowe mają tam naprawdę bardzo porządne! Odcinek w okolicy Krasnego Lasu to istna przyjemność płynięcia po gładkim jak stół asfalcie. W całym mieście poruszaliśmy się właściwie głównie ścieżkami rowerowymi, mijając wielu innych amatorów dwóch kółek. Może trzeba o tym głośniej i mocniej, skoro Elbląg zdaje się być przyjazny rowerzystom, a dosłownie za jego granicami zaczynają się piękne tereny zielone? My przynajmniej będziemy piewcami tego przekazu. A tymczasem zachęcamy i Was do eksplorowania tych mało znanych terenów. Do zobaczenia na Wysoczyźnie Elbląskiej!

1 komentarz

  1. Znam i zakochany jestem w tym terenie. Tam w ogóle się nie da jednej wycieczki zrobić, tam trzeba na miesiąc codziennej rowerowej szlajaczki po zakątkach i zakamarkach, to wtedy się mniej więcej tę piękną i bogatą krainę pozna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz