Rowerem z Miechowa do Krakowa – młyny, dworki i widok na Tatry

Województwo małopolskie to jeden najciekawszych pod względem turystycznych regionów Polski. To tu znajdują się Kraków ze Starym Miastem i Wawelem, kopalnie soli w Bochni i Wieliczce czy piękne drewniane kościółki i cerkwie – wszystko na tyle cenne że wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Małopolska szczyci się aż pięcioma parkami narodowymi, malowniczymi parkami krajobrazowymi Jury Krakowsko-Częstochowskiej, do tego licznymi pasmami górskimi, od wysokich Tatr po łagodne Beskidy. Wisienkę na torcie stanowią świetne trasy rowerowe Velo Małopolska. Nie sposób się tu nudzić!

Wydawałoby się, że już wszystko widzieliśmy. Pozostała jednak na naszej mapie biała plama, taka podróżnicza terra incognita – Wyżyna Miechowska, położona w północno-wschodniej części Małopolski. Teren, z którym nie mamy żadnych skojarzeń, poza tym, że jadą przez nią pociągi w stronę Kielc i Warszawy… Obszar który jakoś mimowolnie ignorujemy, przeglądając rozłożone na podłodze mapy Małopolski. Ignorancja czy słuszność? Przyszedł czas by to zweryfikować.

Spora część trasy prowadzi takimi pustymi drogami.

Miechów – polski krzyżowiec i Zakon Bożogrobców

Oczywiście jeśli zwiedzać, to rowerem :). Dojazd pociągiem do Miechowa nie stanowi najmniejszego problemu. O każdej godzinie z Krakowa wyjeżdżają 2-3 składy Kolei Małopolskich, Polregio i Intercity. Wybraliśmy pierwszą opcję i w nowoczesnym, czystym składzie po 40 minutach dojechaliśmy na miejsce. Przyjemność ta kosztowała raptem 10,5 zł.

Z dworca można ruszyć prosto na południe lub wpaść na chwilę do centrum Miechowa, miejscowości założonej w XII wieku przez Jaksa Gryfita, małopolskiego możnowładcę, który zasłynął jako uczestnik wypraw krzyżowych. Temat polskich krzyżowców jest mało znany, więc wątek ten wydał nam się dość ciekawy.

Rynek w Miechowie z kościołem w tle.

Rycerz ściągnął do Polski z Ziemi Świętej rycerzy z Zakonu Bożogrobców, czyli Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie (w Polsce ze względu na siedzibę w Miechowie zwani miechowitami) i ufundował im tu kościół oraz klasztor. I to właśnie zespół klasztorny bożogrobców jest najcenniejszym zabytkiem Miechowa. W jego skład wchodzi Bazylika Grobu Bożego, klasztor, zamek generałów zakonu i baszta.

Przez kolejne stulecia bożogrobcy zarządzali z Miechowa rozległymi włościami na terenie Polski. W XIX wieku doszło do likwidacji zakonu przez władze zaborcze. Zakon, a raczej stowarzyszenie duchownych i świeckich, odrodziło się dopiero po 1989 roku z siedzibą w Miechowie- i istnieje do dziś. Kompleks klasztorny pozostaje najważniejszym zabytkiem w mieście.

Bazylika Grobu Bożego

Kolejnym miejscem które warto odwiedzić jest Dworek Zacisze, leżący niecały kilometr od miechowskiego rynku. Ten drewniany budynek, ujęty na małopolskim Szlaku Architektury Drewnianej, stanowi przykład rezydencji mieszczańskiej z elementami dworku staropolskiego. Jak widać na zdjęciach, atrakcyjna bryła ładnie prezentuje się z zewnątrz, a i samo wnętrze również można zwiedzać.

Dworek Zacisze.

To by było na tyle jeśli chodzi o Miechów. Wróciliśmy w kierunku dworca PKP i skierowaliśmy się na południe, wzdłuż potoku Miechówka, który szybko wpada do jednej z większych rzek regionu – Szreniawy.

Tuż za Miechowem czekały na nas wiejskie klimaty.

Młyn w Kamieńczycach 

Pierwszy ciekawy obiekt za miastem, który wpadł nam w oko, to dawny młyn wodny we wsi Kamieńczyce, parę kilometrów na południe od Miechowa. Prawdę mówiąc, najpierw przejechaliśmy obok tego nieoznaczonego w żaden sposób zabytku sztuki młynarskiej, ale po wycieczce Doliną Dłubni, coś zaświtało nam w głowie i szybko zawróciliśmy 

Rzeczywiście, drewniany, dwukondygnacyjny młyn na kamiennej podmurówce przypominał inne młyny z tej części Małopolski. Obiekt wybudowano w XIX wieku, ale unieruchomiony został w latach 50-tych XX wieku i pewnie od tego czasu niszczeje. Co ciekawe zachowała się do dziś cała osada młynarska z zabudowaniami mieszkalnymi i gospodarczymi. Niestety, wszystko porastają wysokie chaszcze, a budynki rozsypują się. Kolejna smutna historia utraty materialnego dziedzictwa, a wielka szkoda, bo na Wyżynie Miechowskiej niewiele jest takich zabytków, więc tym bardziej warto o nie dbać… Jeśli ktoś z tych okolic nas czyta: ratujcie młyny!

Drewniany młyn wodny.
Tuż przy młynie wciąż stoją zabudowania osady młynarskiej.

Z nurtem Szreniawy

Przez kolejne kilkanascie kilometrów trasa biegła raz bliżej, raz dalej od Szreniawy, przy okazji kilka razy ją przecinając. Rzeka ma szerokie koryto, wydaje się głęboka i jest malowniczo położona wśród pól i zieleni – zastanawialiśmy się, czy nadawałaby się do spływów kajakowych…?

Na tym odcinku dominował wiejski krajobraz, kwitnące drzewka owocowe i zwierzęta gospodarcze biegające przy drodze. Mijaliśmy liczne rodzinne wycieczki rowerowe, które korzystały z w miarę spokojnych dróg.

Nad Szreniawą.
Pólnocna część trasy rowerowej prowadzi wzdłuż Szreniawy.

We wsi Przesławice warto rzucić okiem na zabytkowy drewniany Kościół NMP Matki Kościoła. Obiekt ten stoi tam od drugiej połowy XX wieku, kiedy to z pobliskiej Gołczy przeniesiono XVIII-wieczny kościół wybudowany na bazie jeszcze wcześniejszej świątyni z XVII wieku.

Drewniany kościół w Przesławicach.

Słomniki

Kilkaset metrów za stacją kolejową Słomniki wjechaliśmy w malowniczo wytyczoną ścieżkę rowerową pośród łąk z ładnym widokiem na umiejscowiony na wzgórzu słomnicki kościół.

Słomniki jako miasto założone zostały przez Kazimierza Wielkiego w XIV wieku, a wyraźną urbanistyczną pamiątką po tym fakcie jest miejscowy rynek, który jednak wymaga rewitalizacji. Z kolei kościół widokowo lepiej prezentował się z wcześniej wspomnianej ścieżki pieszo-rowerowej przy Szrewnianie niż z rynku. Niestety, ale umiejscowienie naprzeciw kościoła wielkiej, kolorowej budy z lodami szpeci widok na wybudowaną w XIX wieku świątynię – brak dbałości o przestrzeń to ogólnopolski problem.

Widok na kościół w Słomnikach od strony ścieżki przy Szreniawie.

Na rynku dostrzegliśmy rowerowy Szlak Kościuszkowski, upamiętniający walki przywódcy Insurekcji w tej części Małopolski i spontanicznie postanowiliśmy kierować się nim w drodze do Krakowa.

Słomniki to trochę pechowa miejscowść, gdyż przebiega przez nią droga S7 Kraków – Warszawa, co powoduje ogromny ruch tranzytowy. Na pewno mieszkańcy nie mogą doczekać się ukończenia budowy nowej trasy S7, omijającej centrum miasta, bo mieszkanie przy tej drodze to musi być jakiś koszmar – nie zazdrościmy.

Przy S7, koło mostu, rzućcie okiem na rozsypująca się synagogę. Budynek wybudowano na przełomie  XIX i XX wieku dla liczącej niemal 1000 mieszkańców słomnickiej społeczności żydowskiej. Zdewastowana podczas II wojny światowej przez Niemców synagoga pełniła po wojnie funkcję kina, warsztatów i magazynu. Odzyskana przez gminę żydowską, popada w ruinę, a jedynym świadectwem dawnej roli są pamiątkowe tablice na elewacji synagogi. Znamy lepsze przykłady wykorzystania tego typu budowli dla celów publicznych przy jednoczesnym upamiętnieniu dawnych mieszkańców – biblioteki, domy kultury, itd.

Synagoga w ruinie. W porównaniu z Bieczem, Wielkimi Oczami lub Żarkami smutny widok.

Za Słomnikami szlak prowadzi koło dawnego kirkutu (cmentarza żydowskiego), również zdewastowanego przez Niemców podczas II wojny światowej. Dziś teren pozostaje uporządkowany, porządnie ogrodzony, z pamiątkowymi tablicami. Takich miejsc widzieliśmy dziesiątki w Polsce podczas swoich wycieczek i za każdym razem przychodzi ta sama refleksja o dawnych mieszkańcach polskich miasteczek i świecie, którego już nie ma. 

Kirkut w Słomnikach.

Wizyta w Niedźwiedziu – pałac i młyn

Tuż za wspomnianym kirkutem ścieżka rowerowego Szlaku Kościuszkowegiego powinna przez pole dojść do Szreniawy i dalej do wsi Niedźwiedź. Niestety wiosną ziemia była przesiąknięta wodą i przejście przez pole okazało się niemożliwe, choć pewnie gdzieś dałoby się złapać alternatywny dojazd. Zawróciliśmy do Słomnik i naokoło dojechaliśmy do Niedźwiedzia, gdzie zza drzew dało się dostrzec okazałą rezydencję. 

Wybudowany w 1808 roku pałac w Niedźwiedziu należał do rodziny Wodzickich. Jednym z najbardziej znanych przedstawicieli rodu był Stanisław, budowniczy niedźwiedzkiego pałacu oraz Prezes Senatu Rządzącego Wolnego Miasta Krakowa- słowem, prawdziwa szycha. Z jednej strony konserwatywny polityk, który ograniczył niezależność Uniwersytetu Jagiellońskiego i zwalczał mieszczaństwo, a z drugiej postać popierająca tak rewolucyjny w tamtych czasach pomysł jak stworzenie publicznego parku – krakowskich Plant. To ostatnie  wynikało pewnie z jego zamiłowania do botaniki i ogrodnictwa, czego wyrazem w Niedźwiedziu był przypałacowy ogród z egzotycznymi roślinami. Dziś pałac pełni funkcję szkoły, a z pięknego niegdyś ogrodu i parku niewiele zostało. 

Pałac Wodzickich w Niedźwiedziu.

W tej samej miejscowości, niedaleko tej rezydencji, warto zatrzymać się też przy dużym młynie wodnym, działającym nieprzerwanie od 1904 roku. Ponoć od poniedziałku do soboty istnieje możliwość zwiedzenia obiektu, niestety w niedzielne popołudnie obiekt pozostawał zamknięty. 

Gdy zwiedzicie młyn i wypchacie sakwy mąką ;), pożegnajcie się z rzeką Szreniawą, która wytyczyła pierwsze 20 kilometrów szlaku między Miechowem i Słomnikami. W  tym miejscu rzeka ostro skręca na wschód i dalej, przez Proszowice i Koszyce, spływa w kierunku Wisły. My z kolei odbiliśmy na zachód.

Działający młyn wodny w Niedźwiedziu.

Szlak Kościuszkowski

Jak już wspominaliśmy, w Słomnikach złapaliśmy rowerowy Szlak Kościuszkowski, którym zdecydowaliśmy kierować się w stronę Krakowa. Za Niedźwiedziem wytyczony został częściowo przez dwa kompleksy leśne. Teren miły dla oka, ale pod względem oznaczenia szlaku i jakości nawierzchni pozostawiał dużo do życzenia. Konkretnie się namęczyliśmy…  W nagrodę, wyjeżdżając z lasu, dostrzegliśmy przepiękną panoramę na Tatry i inne pasma górskie! 

Takie widoczki w okolicy Ratajowa (Kleśnia).
Przez lasy…
Przez pola z bażantami.
Po takie widoczki ze wzgórza koło Goszczy.

W Goszczy pozwoliliśmy sobie na szybki rzut oka przez płot na prywatny, zabytkowy dworek, w którym siedzibę miał podczas powstania styczniowego generał Marian Langiewicz – tu też został ogłoszony dyktatorem powstania. Tutaj natknęliśmy się na krakowskie autobusy, a to oznaczało, że zbliżaliśmy się do celu – Krakowa.  

Dworek w Goszczy.

Przejeżdżając przez Sieborowice, możecie zatrzymać się przy zespole dworskim. Jego centrum to wybudowany w 1882 roku dworek w stylu eklektycznym otoczony parkiem i licznymi zabudowania gospodarczymi. Podobnie jak inne, duże majątki ziemskie został znacjonalizowany za PRL i zamieniony w dom dziecka. Kolejne miejsce, przy którym można się zatrzymać, to drewniany kościół z XVIII wieku w Więcławicach Starych.

Dworek w Sibierowicach.
Drewniany kościół w Więcławicach Starych.

Trasa z widokiem na Tatry i Babią Górę

Za Więcławicami rozpoczął się podjazd ulicą Tatrzańską po prawdziwej ścieżce rowerowej – miła niespodzianka. Z kolei nazwy ulic Tatrzańska, Beskidzka i Babiogórska nie są tu przypadkowe –  ze szczytu wzgórza roztaczał się doskonały widok na Kraków, a w jego tle widzieliśmy Tatry, Babią Górę i inne beskidzkie szczyty.

Takie widoki pod koniec trasy.
Widać Babią Górę i balon nad Krakowem.
Zjazd ku Krakowowi.

Witamy w Krakowie

Rowerową wycieczkę Miechów-Kraków zakończyliśmy przy leżącym na terenie Krakowa Zalewie Zesławice. Z założenia stanowił ujęcie wody dla Nowej Huty i zbiornik retencyjny, ale dziś to także chętnie odwiedzany przez okolicznych mieszkańców teren zielony. Jeśli Wam mało, skorzystajcie z naszej propozycji rowerowej wycieczki po Nowej Hucie i przedłużcie wycieczkę. 

Zalew Zesławicki

Dla kogo ta trasa rowerowa?

Jak podsumowalibyśmy nasze wrażenia? Sama trasa miło nas zaskoczyła i okazała się bardzo przyjemna – no może z wyjątkiem przedzierania się przez lasy. Oczywiście nie jest to poziom tras Velo Małopolska czy Szlaku Orlich Gniazd, ale jeśli szukacie czegoś innego lub po prostu chcecie się przejechać rowerem wokół Krakowa – polecamy.

Mapa z trasy Miechów-Kraków

  • Długośc trasy: 57km
  • Podjazdy: 458m
  • Miechów – Słomniki: głównie asfalt i solidne szutry
  • Słomniki – Goszcza: – asfalt, a środkowy odcinek szutry i leśne ścieżki, alternatywnie można jechać z Niedźwiedzia do Goszczy drogą (trochę bardziej ruchliwa na tle reszty trasy i omija się podjazdy i las)
  • Goszcza – Kraków: asfalt

2 komentarze do “Rowerem z Miechowa do Krakowa – młyny, dworki i widok na Tatry”

  1. KASIUi TOMKU ! Ogromnie mnie wciagneliscie w formule zwiedzania,jest tam wiekszosc innego trendu zwiedzania ,porownujac do Waszych polskich podroznikow.Mam szeroki dostep do innych blogerow idlatego gratuluje WAM.Zdjecia tzn. jakosc wzbudzaja u mnie
    najwyzsza profi-ocene.Ja tez bawie sie fotografia,ale amatorsko.Ciekaw jestem jakim aparatem+obiektywami najczesciej fotografujesz. Od dzis jestem WASZYM fanem
    KAROL z MOGILNA kuj-pom.kk

    Odpowiedz

Dodaj komentarz