Czas na kolejną trasę rowerową po Krakowie i okolicach! Tym razem zdecydowaliśmy się wyjechać poza miasto i skierować w kierunku zachodnim. Podążając naszym śladem, zobaczycie kilka ciekawych miejsc, aby zwieńczyć podróż wizytą w Dolinie Mnikowskiej. Czy warto tam jechać? Sami musieliśmy się o tym przekonać, gdyż o tej dolince niewiele można przeczytać w internecie. Miała być więc to mała wycieczka w nieznane….

Proponowana przez nas trasa prowadzi po zróżnicowanym terenie. Przez większą część drogi będzie to asfalt, ale trafi się też szutr i leśne drogi, zabierzecie więc ze sobą rower terenowy.

A to cel naszej rowerowej wycieczki.

Rowerem wzdłuż Wisły

Wycieczkę zaczęliśmy nad Wisłą i to właśnie wzdłuż ,,Królowej Polskich Rzek” prowadzi początkowy odcinek proponowanej przez nas trasy. Nie będziemy jednak jechać najpopularniejszym śladem wzdłuż Wisły przez Kolną do Tyńca, tylko po drugiej stronie rzeki. Od Wawelu aż po śluzę Kościuszko na rowerzystów czeka piękny asfalcik  oraz kilka ciekawych obiektów.

Po obu stronach Wisły można jechać po doskonałej jakości ścieżce rowerowej.

Zamek w Przegorzałach

Na wysokim wapiennym wzgórzu nad Doliną Wisły wznosi się Zamek w Przegorzałach. To chyba jedna z nielicznych ,,dobrych” rzeczy, które zostały po niemieckiej okupacji Polski z czasów II wojny światowej. Zamek wybudowano w stylu alpejskim dla hitlerowskich notabli, tuż przy wieży słynnego architekta Szyszko-Bohusza, który pod przymusem zaprojektował również i zamek. Polecamy taras widokowy restauracji, z której roztacza się piękny widok na Dolinę Wisły, a przy dobrej pogodzie również na  beskidzkie szczyty.

Zamek w Przegorzałach ma ciekawą historię.

Klasztor Kamedułów w Bielanach

Jadąc dalej rowerem po wale wiślanym, mijamy wybudowany z XVII wieku Klasztor Kamedułów na Bielanach. Z tą pięknie położoną budowlą bezpośrednio związane są nazwy: Srebrna Góra, Bielany i Las Wolski, o czym na pewno kiedyś napiszemy. Kościół i klasztor można zwiedzać, ale trzeba to dobrze zaplanować… Mężczyźni wpuszczani są  na teren klasztoru przez cały rok w określonych godzinach, a z kolei niewiasty, tylko kilkanaście razy w roku, w wybrane święta.

Klasztor Kamedułów na Bielanach

Klasztor Benedyktynów w Tyńcu

Tego miejsca przedstawiać nie trzeba. Przejeżdżającc rowerami po tej stronie Wisły, będziemy podziwiać go jednak z daleka – niestety obecnie nie ma za bardzo jak dostać się na drugą stronę. Były wprawdzie lata, kiedy pomiędzy dwoma brzegami kursował prom, ale ostatnio nie mogliśmy liczyć na takie usługi.

Dla nas nie był to jednak problem, gdyż panorama z tego brzegu jest chyba nawet ciekawsza niż oglądanie kompleksu z drugiego brzegu Wisły. Z dalszego odcinka polnej drogi klasztor prezentował się nadwyraz malowniczo, a do tego, w jednym kadrze złapać go można było wraz z Klasztorem Kamedułów na Bielanach! Zainteresowanych zapraszamy do tekstu o Klasztorze w Tyńcu.

Klasztor w Tyńcu z lotu ptaka.

Skałki Piekarskie

Najbardziej fotogeniczny z całej grupy piekarskich skałek jest Okrążek, który pięknie odbija się w tafli stawu u jego podnóża. Przede wszystkim jednak  to doskonały punkt widokowy, z którego roztacza się panorama na Wisłę i oba wspomniane klasztory.

Jeśli rozejrzysz się po okolicy, znajdziecie tu więcej skałek oraz niewielkie jaskinie, a w jednej z wapiennych ścian kawernę, wykutą na polecenie właścicieli pobliskiego pałacu w celu przechowywania żywności – była to taka XIX-wieczna lodówka. Z tego miejsca zawróciliśmy w stronę pałacu w Piekarach.

Skałka Okrążek. Roztacza się z niej piękny widok na Wisłę i klasztor.
Ze Skałek Piekarskich widać nie tylko klasztor w Tyńcu, ale i na Bielanch.

Pałac w Piekarach

Wejście na teren zespołu pałacowo-parkowego stoi otworem, choć kompleks oficjalnie ma właścicieli, którzy zakupili go od gminy w latach 90-tych. Okazało się jednak, że transakcja dokonana została z naruszeniem prawa, a do sądu z roszczeniami zgłosili się potomkowie ostatnich właścicieli. Ten scenariusz nie jest dla nas czymś nowym i przypomniała nam się podobna historia Pałacu w Pilicy. Niestety w Polsce dużo mamy podobnych sporów, których nieskończenie długie rozwiązywanie działa na niekorzyść niszczejących obiektów.

Tak więc bez problemu można podejść bliżej pałacu by z bliska przyjrzeć się XIX- wiecznemu pałacowi  wybudowanemu w stylu neogotycki i. Rezydencja z licznymi ozdobnymi wieżyczkami i wysoką wieżą, bez wątpienia jest jednym z piękniejszych obiektów w tym stylu w Polsce. Niestety ponoć wnętrza  już tak dobrze się nie prezentują. Nie pozostaje nam nic innego, jak liczyć na rozwiązanie konfliktu pomiędzy stronami i wyremontowanie tego pięknego obiektu i przylegających doń także oranżerii, spichlerza i parku.

Opuściliśmy Piekary i skierowaliśmy się w stronę kolejnej podkrakowskiej miejscowości – Kryspinowa. Trasa prowadziła w miarę spokojną wiejską drogą, ale jednak czym bliżej Zalewu, tym  bardziej ruch się nasilał.

Pałac w Piekarach czeka na lepszy czasy…

Kierunek Dolina Mnikowska

Zostawiamy Wisłę za plecamy i kierujemy się w kierunku zachodnim.

Zalew Kryspinów

Z czym w Krakowie kojarzy się Kryspinów? Z ochłodą w letni upalny dzień! A po kilkunastu kilometrach na rowerze, to doskonała frajda wskoczyć do chłodnej wody! Tym razem darowaliśmy sobie tą przyjemność by przypadkiem nie rozleniwić się po kąpieli i nie zasnąć w cieniu jakiegoś drzewa… Przecież przyjechaliśmy wytyczyć dla Was kolejną trasę rowerową:). Ale jeśli interesują Was krótsze wycieczki w to miejsce – polecamy wpis o ,,szybkiej” trasie z Krakowa do Kryspinowa.

Skąd wzięło się kąpielisko w Kryspinowie? Dwa zbiorniki wodne powstały w miejscu wyrobiska piasku i po zalaniu służą celom rekreacyjnym. W powszechnej świadomości to Zalew Kryspinowski lub Kryspinów, choć tak naprawdę to leżą na terenie sąsiednich miejscowości Budzynów i Cholerzyn, a oficjalne nazwy zbiorników to Zalew Budzyński i Zalew na Piaskach.

Na terenie samego Kryspinowa znajduje się jeszcze Jaskinia Kryspinowska, będąca jedną z najdłuższych na Jurze. Jest wprawdzie ogólnodostępna, ale podobno  trudna i wąska – więc to chyba nie dla nas. Z kolei miejscowy pałac jest ogrodzony i niestety na tę chwilę w fatalnym stanie.

Latem potrafi tu być bardzo tłoczno.

Dolina Mnikowska

No ale nie mieliśmy przecież jechać nad wodę :). Nie marnując czasu, skierowaliśmy się w stronę Doliny Mnikowskiej. Przejechaliśmy  przez Mników, gdzie na końcu wsi normalna droga zwężyła się w leśną, błotnistą i wąską ścieżkę biegnąca wzdłuż strumienia. Do pokonania mieliśmy dwa wąskie, drewniane mostki. W sumie to bardzo przyjemny odcinek, wśród zieleni i szumu wody. Jeśli na trasie spotkacie pieszych turystów najlepiej przeprowadźcie rower pierwsze kilkaset metrów, po których jazda będzie już bezproblemowa. To najdzikszy fragment tej dolinki.

Terenowy odcinek Doliny Mnikowskiej.

Dolina Mnikowska na kolejnym odcinku naszej trasy okazała się dosyć mocno przetworzona przez człowieka- dostrzegliśmy ławeczki, szutr na ścieżce i parkowe kosze na śmieci, więc nie doświadczycie tu dzikości podobnej do innych Dolinek Krakowskich . Mimo tego jest to miejsce z klimatem, energetyzujące zielenią i pozwalające podziwiać piękne wapienne skałki wzdłuż doliny. Dolina Mnikowska  to doskonałe miejsce na rodzinny spacer,  nawet z wózkiem.

Skałkę przy ołtarzu nazwaliśmy mini Maczugą Hekrulesa;)
Od parkingu do obrazu na skale propowadzno ścieżkę.

Dolina Mnikowska słynie z obrazu Matki Boskiej Skalnej namalowanego w 1863 roku przez krakowskiego malarza Walerego Eljasza-Radzikowskiego. Okoliczności powstania pracy opisują dwie legendy. W pierwszej wersji pracę malarzowi zlecili powstańcy styczniowi, którzy podczas obławy wojsk carskich utknęli w  ślepej odnodze Doliny Mnikowskiej. W chwili zagrożenia pojawiła się tajemnicza kobieta, która wskazała im jaskinię za skałą. Jako wotum za uratowanie życia zlecili namalowanie obrazu na skale, zakładając, że ową damą musiała być Matka Boska. Według drugiej wersji pracę zleciła hrabina Potocka, która w ten sposób zapragnęła podziękować za uzdrowienie córki.

Obraz Matki Boskiej Skalnej w Dolinie Mnikowskiej.
Matka Boska Skalna.

Rowerem do Krakowa

Cel osiągnięty. Udało nam się zobaczyć kolejną z jurajskich dolinek w pobliżu Krakowa. Czas wracać.

Wąwóz Półrzeczki i widok na Tatry

Po opuszczeniu dolinki skierowaliśmy się do Wąwozu Półrzeczkiego, do którego wjazd znajduje się po drugiej stronie drogi. Rozejrzyjcie się za niebieskim szlakiem pieszym, gdyż to nim dalej podążaliśmy. Leśna droga prowadziła wysoką skarpą nad wąwozem, porośniętym głównie buczynowym lasem (musi tu być pięknie jesienią), za którego gęstym listowiem skrywały się wapienne skały, wyrastające z wysokiego zbocza. Trzeba pochwalić kreatywne nazewnictwo, jakim zostały ,,okraszone” te kamienie: Księżycowa Skała, Dębowe Skałki czy Kanapa – może ktoś chce odpocząć?

Poza tym wąwóz skrywa niewielkie jaskinie. Pod jedną ze skałek dojrzeliśmy parę wspinaczy, więc pewnie i tu, w spokoju, można się powspinać. Przejazd przez Wąwóz Półrzeczki był bardzo przyjemny, a pod drodze nie spotkaliśmy żywej duszy – poza wspomnianymi wspinaczami. Na końcu wąwozu nie obyło się jednak bez prowadzenia rowerów pod górę.

Zabytkowa, drewania zabudowa.
Przez wąwóz prowadzi wąska, leśna droga.
Jedna z skałek skryta za drzewami.

Jadąc dalej szlakiem, dotarliśmy w okolice autostrady A4, wzdłuż której poruszaliśmy się szutrowym traktem. Przy ładnej pogodzie rozglądajcie na prawo- kto wie, może zobaczycie w oddali takie piękne tatrzańskie widoki, jakie udało nam się złapać.

Podążając za niebieskim szlakiem, przejechaliśmy pod autostradą A4, by po krótkim odcinku asfaltowej drogi, minąć parking i wjechać na leśną drogę prowadzącą przez kolejną na naszej trasie jurajską dolinkę.

Polna droga wzdłuż autostrady A4.
Początek czerwca i ta soczysta zieleń na polach!
Taki widok kilkadziesiąt metrów od autostrady.

Dolina Brzoskwinki

Dziś droga przez dolinę prowadzi lasem i aż trudno uwierzyć, że dawniej tereny te wykorzystywane były do wypasu zwierząt. Wraz z zaprzestaniem tej działalności zbocza zarosły, zasłaniając wapienne skałki, wykorzystywane dziś przez wspinaczy skałkowych.

Jeśli macie ochotę rozprostować kości, można zostawić rowery i udać się na kilkukilometrową ścieżkę edukacyjna ,,Chrośnianeczka”, prowadzącą pomiędzy wapiennymi ostańcami rozrzuconymi po dolinie. Wyjeżdżając z Doliny Brzoskwinki, natrafiliśmy na czerwony szlak rowerowy, którym dojechaliśmy już do samego Krakowa.

Ścieżka przez Dolinę Brzoskwinki.

Szlakiem Orlich Gniazd i VeloRudawa do Krakowa

Wspomniany szlak to słynny Szlak Rowerowy Orlich Gniazd, który prowadzi m.in. do Zamku Tenczyn czy Klasztoru w Czernej w Dolinie Eliaszówki. A oczywiście wszyscy ambitni rowerzyści mogą wybrać się nim aż do Częstochowy. Ech… rozmarzyliśmy się!

Dobrej jakości asfaltowa droga biegnie lasem, a że jej nachylenie sprzyja rowerzystom, był to niezwykle przyjemny fragment trasy. Po wyjechaniu z lasu, po drugiej stronie drogi wpadniecie na ślad Velo Rudawy, czyli jedną z tras rowerowych w ramach projektu Velo Małopolska, stawiającego sobie ambitny cel utworzenia ponad 1000 km ścieżek rowerowych wzdłuż małopolskich rzek.

Ten krótki, ale dobrej jakości odcinek VeloRudawa, biegnie wzdłuż ruchliwej drogi z Zabierzowa do granic Krakowa. Na razie to  zaledwie kilka kilometrów, ale dzięki temu można poczuć się bezpiecznie, jadąc wzdłuż mocno samochodowego odcinka, który i tak pokonać trzeba. Nie możemy się doczekać końca inwestycji, którą połączy kiedyś Kraków i Trzebinię.

Podążając dalej za czerwonymi oznaczeniami, dojechaliśmy do Bronowic, a stamtąd ścieżkami rowerowymi aż na Błonia, gdzie kończy (lub zaczyna się) Szlak Orlich Gniazd, prowadzący przez piękne tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej i wybudowane na jej terenie zamki (,,orle gniazda”) króla Kazimierza Wielkiego.

To już koniec tej rowerowej przygody, ale jeśli szukacie fajnych pomysłów na trasy rowerowe wokół Krakowa, sprawdźcie nasze inne wpisy.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz