Gdy myślimy o drewnianych zabytkach w Polsce, na myśl przychodzą niewielkie, podlaskie chatki, cebulaste kopuły podkarpackich cerkwi czy pięknie zdobione kościółki i kapliczki Małopolski. No a Wielkopolska? Drewniana architektura zdecydowanie nie jest pierwszym skojarzeniem z tym regionem. A jednak! Takich zabytków tu nie brakuje i właśnie dziś zabieramy Was w podróż po wybranych miejscach w ,,drewnianej” Wielkopolsce.
A zaczynamy od najbardziej ikonicznego ich typu… Czy są na sali jacyś Donkiszoci?

Muzeum Młynarstwa i Rolnictwa w Osiecznej
Osieczna koło Leszna. To tu najmocniej bije wiatrakowe serce Wielkopolski. Znajdziecie tam bowiem Muzeum Młynarstwa i Rolnictwa prowadzone przez rodzinę Jankowskich – pasjonatów, którzy z wiatrakami i młynarstwem związani są od pokoleń.

Wiedzieliście, że wiatraki nazywa się imionami męskimi? W Osiecznej spotkacie trzech przystojniaków – seniora ,,Franciszka” z 1761 roku, ,,Adama Józefa” z 1763 i ,,Leona”, równolatka Rewolucji Francuskiej (czyli z którego roku…;)?). Związane są z nimi fantastyczne opowieści – o kolejnych pokoleniach młynarzy, córkach młynarza ;), a nawet o duchach. Nie będziemy zdradzać wszystkich tajemnic, ale podpytajcie, który z wiatraków był… nawiedzony! Tak jest, nie ma porządnego zwiedzania bez jakiegoś ducha… (lub przynajmniej postaci na biało – choć chyba o to w młynarstwie nietrudno ;)).
A tym, co to lubią błysnąć w towarzystwie nieznaną nomenklaturą, polecamy zaopatrzyć się w kajecik. Czym są zapierzone śmigła? Co ma król do kozła? Gdzie w wiatraku znaleźć kurnik, koło paleczne i mącznicę? Gwarantujemy – po wizycie w Osiecznej czulej spojrzycie na każde opakowanie mąki :).
Ciągnijcie za język, ile wlezie, bo magia muzeum w Osiecznej to nie tylko arcystare wiatraki, ale również niesamowici gospodarze, wywodzący się z rodziny młynarskiej, którzy z wiatrakami związali całe swoje życie. Pan Jarosław Jankowski postanowił iść drogą ekspercką i dziś rekonstruuje oraz konserwuje wiatraki w całym kraju. Niejednokrotnie honorowano go odznaczeniami międzynarodowymi, krajowymi i lokalnymi, a pasję przekazuje kolejnemu pokoleniu. W rodzinie Jankowskich chyba wszystko ,,kręci się” wokół wiatraków, a możliwość obcowania z takimi pasjonatami to niebywały atut tej wizyty. Do tego kawałek domowego ciasta i pyszna kawa w przytulnej kawiarence z ciepłym piecem doskonale zwieńczą wizytę. Aha – jeśli od opowieści i teorii, wolicie praktykę, w muzeum organizowane są różne warsztaty, przybliżające dawne życie na wsi. Spytajcie o szczegóły!

Praktycznie: Muzeum zwiedza się z przewodnikiem, który otwiera zabytkowe wiatraki (oraz swoje serce ;)) i opowiada o ich wnętrzach. Minimum dwóch osób, wejścia o pełnych godzinach. Po sezonie tylko w weekendy. Aktualne godziny otwarcia znajdziecie na Facebooku.
Wielkopolskie wiatraki w terenie
Ale jeśli mało Wam wiatraków, prezentujemy najciekawsze obiekty, które udało nam się zobaczyć w czasie naszej wycieczki (psst! na dole posta mapka z lokalizacjami wiatraków – i nie tylko). Choć poniższe obiekty możecie obejrzeć tylko z zewnątrz, mimo tego warto wycyrklować trasę po Wielkopolsce tak, żeby przejechać koło kilku z nich.
- Koszuty: Przy samej trasie S11 znajdziecie trzy dumne wiatraki z XVIII wieku, przeniesione z innych miejscowości. Oryginalnie znajdowały się w okolicach Środy Wielkopolskiej.
- Śmigiel: Do dziś Śmigiel reklamuje się jako ,,miasto wiatraków” – to nawiązanie do legendy, według której w mieście pracowała kiedyś prawie setka takich urządzeń. Podobno i nazwa miejscowości może czerpać rodowód ze słowa ,,śmigaj” (młynarz) lub śmigi (skrzydła wiatraka). W Śmiglu do obejrzenia są dwa wiatraki – ,,Serwacy” i ,,Pankracy” – przeniesione z innych miejscowości. Przypominają o przemysłowej przeszłości tej okolicy.
- Grodzisk Wielkopolski: Na obrzeżach miejscowości, u stóp XVIII-wiecznego wiatraka ,,Tomasz”, znajdziecie chwilę wytchnienia. ,,Tomasza” przeniesiono z pobliskiego Dąbcza i choć oficjalna data budowy to 1766 rok, niektóre elementy mogą być jeszcze starsze. ,,Tomasza” otacza całkiem spory kompleks wypoczynkowy, z młynem wodnym, ogródkiem ziołowym i niewielkim sadem. Aha, pamiętajcie: przez te okolice przejeżdża parowóz na trasie Poznań-Wolsztyn. Sprawdźcie rozkład jazdy i przypolujcie na ,,ciuchcię” na którymś z przystanków lub wśród pól.
- Pępowo: wiatrak ,,Franciszek” to relokowany zabytkowy koźlak, ostatnio poddany gruntownej renowacji. Spotkacie go na rogatkach miejscowości, malowniczo umiejscowionego wśród pól.
- Rydzyna: Pisaliśmy już o Zamku w Rydzynie, ale po zanim znajdzieicie na miejscu wiatrak ,,Józef”, rekonstrukcję z 1983 roku.
- Sulmierzyce: O Sulmierzycach wspominamy poniżej, przy okazji drewnianego ratusza, ale znajdziecie tu i wiatrak – właśnie czeka na renowację, dzięki której ma szansę odzyskać swoje śmigła. Trzymamy za niego kciuki!
- Wolsztyn: w skansenie w Wolsztynie, opisanym poniżej, również nie mogło zabraknąć wiatraka – i to jakiego! To najstarszy ze wszystkich obejrzanych przez nas – datowany 1603 rok!
To oczywiście tylko część wielkopolskich wiatraków, których do dziś zachowało się kilkadziesiąt. Jeśli ten temat Was ciekawi, polecamy Waszej uwadze Wielkopolski Szlak Wiatraczny – próbę powrotu do wiatracznej tradycji tego regionu i skupienia w spójną trasę najważniejszych jego reliktów.
Praktycznie: Niełatwo jest znaleźć w internecie dokładną mapę Wielkopolskiego Szlaku Wiatracznego, pomocne powinno być więc to papierowe wydawnictwo, które znajdzie tutaj – do kupienia także w muzeum w Osiecznej.
Wielkopolskie skanseny w Dziekanowicach i Wolsztynie
Oczywistym tropem w poszukiwaniu drewnianych zabytków Wielkopolski są skanseny. Dwa, chyba najważniejsze, to Wielkopolski Park Etnograficzny w Dziekanowicach oraz Skansen Budownictwa Ludowego Zachodniej Wielkopolski w Wolsztynie. W Dziekanowicach wrażenie zrobiły na nas zarówno zabytkowe wiatraki (jak widzicie, mamy do nich jakąś słabość), jak i kameralne założenie dworskie, przywodzące na myśl klimaty rodem z ekranizacji ,,Pana Tadeusza”. Warto też zajrzeć do Muzeum Pierwszych Piastów, zasługujego na osobny wpis.


Z kolei w Wolsztynie, raptem kilometr od jeziora Wolsztyńskiego, zebrano kilkanaście obiektów, które odtwarzają klimat dawnej wielkopolskiej wsi. Wiatrak koźlak, karczma czy chłopskie zagrody polecają się do spacerów – najlepiej jednak w sezonie, kiedy muzeum otwiera się w bardziej przyjaznych ramach czasowych. A przy okazji wizyty w Wolsztynie, koniecznie zajrzyjcie także do zabytkowej parowozowni oraz pospacerujcie wokół wolsztyńskiego pałacu, któremu życzymy jakiegoś rozsądnego gospodarza, bo na razie stoi niezaopiekowany.


Praktycznie: Skansen w Wolsztynie jest zdecydowanie mniejszy od tego w Dziekanowicach, możecie więc zarezerwować sobie trochę mniej czasu. Godziny otwarcia różnią się w zależności od pory roku – warto je sprawdzić przed wizytą, szczególnie w Wolsztynie.
Pałac Myśliwski Radziwiłłów w Antoninie
Pałac Myśliwski Radziwiłłów w Antoninie to chyba jedno z ciekawszych miejsc na mapie naszej wycieczki. To wzniesiona w latach 20-tych XIX wieku rezydencja projektu Karla Schinkla – wybitnego pruskiego architekta, autora wielu wspaniałych budynków w Berlinie, który także dołożył swoje ,,trzy grosze” m.in. w Kamieńcu Ząbkowickim czy Kórniku. Z założenia miała być to budowla poza miastem, bo jej fundator, Antoni Radziwiłł, choć na stałe mieszkał w Poznaniu i pełnił tam funkcję namiestnika Księstwa Poznańskiego, lubił przebywać w naturze i do niej, ze stolicy Wielkopolski, tęsknił.


Pałac służył do spotkań zarówno przy okazji polowań, jak i wydarzeń kulturalnych. Bo choć wystrój jednoznacznie wskazuje na myśliwskie zamiłowania Antoniego (od którego imienia, z resztą, miejscowość Szadek ,,przechrzczono” na Antonin), nie oddaje on jednak całej prawdy o tym miejscu- ani o jego gospodarzu. Antoni Radziwiłł był bowiem także artystą i miłośnikiem sztuki, który do pałacyku zapraszał ludzi kultury, w tym samego Fryderyka Chopina. Bywali tu też wielcy ówczesnego świata, z Fryderykiem Wilhelmem, późniejszym cesarzem Rzeszy, na czele.
Z tą ostatnią postacią związana jest z resztą ciekawa historia miłosna – zakochał się on bowiem w Elizie, córce Radziwiłła. Niestety, te progi okazały się za wysokie dla polskiej księżniczki i choć związek trwał kilka lat, młody Fryderyk Wilhelm dostał ultimatum od ojca: albo korona albo Eliza. Skoro nie słyszeliście nigdy o polskiej cesarzowej, możecie tylko domyślać się, jak zakończyła się ta znajomość… Z resztą Eliza nie wyszła nigdy za mąż i kilka lat później zmarła na gruźlicę…


Tyle przeszłości, a teraz słowo o współczesności. Będąc w Antoninie, warto zajrzeć do środka pałacu, bo choć już sama bryła przykuwa uwagę, to właśnie nietuzinkowe wnętrze z potężnym kominkiem w kształcie kolumny i ośmiokątnym sufitem, ozdobione atrybutami myśliwskimi, pozostawia niezapomniane wrażenie. Ciekawostką jest, że przy tym kominku mogło ,,na równi” ogrzewać się 24 gości, również każdy z apartamentów oferował dokładnie ten sam standard – był to wyraz egalitaryzmu, oczywiście wśród wyższych sfer, na który stawiał książę. Tradycja dłuższych spotkań kontynuowana jest to dziś, albowiem miejsce nadal oferuje miejsca noclegowe.
Co prawda nie mieliśmy okazji spać w Antoninie, ale udało nam się dotrzeć tu w porze obiadowej i spróbować restauracyjnego menu. Naszym zdaniem to naprawdę miłe miejsce na kameralne spotkanie, przy stole z białym obrusem, świecami i bukietem świeżych kwiatów oraz utworami Chopina w tle. Zjedliśmy bardzo smacznie, w eleganckiej atmosferze i w naprawdę wyjątkowym miejscu. A po posiłku pospacerowaliśmy po otaczającej pałac zieleni. Następnym razem planujemy zajrzeć do Antonina w czasie organizowanych regularnie koncertów muzyki chopinowskiej – recital w takim miejscu musi być prawdziwą ucztą dla zmysłów!


Praktycznie: Pałac w Antoninie to dziś obiekt noclegowy i restauracja – otwarta dla każdego. Można przyjechać na obiad, wpaść na koncert lub zanocować. Najbliższa okolica to tereny Doliny Baryczy – atrakcyjnego przyrodniczo terenu, który można eksplorować m.in. z Antonina właśnie.
- Strona internetowa Pałacu Myśliwskiego w Antoninie
- Facebook Pałacu w Antoninie

Dwór w Koszutach – Muzeum Ziemi Średzkiej
Jak smakowałaby parująca herbata serwowana w delikatnej fajansowej filiżance? Czy stalówka, ciągnąc atrament po czerpanym papierze, umiałaby oddać uczucia autora listu, zadumanego przy inkrustowanym sekretarzyku? Jak długo pozostawały białe te dziecięce krochmalone koszule, pieczołowicie składane w pensjonarce przez jakąś ,,niech-Marysię”…?
Jeśli tylko uruchomić wyobraźnię, w Koszutach naprawdę można przenieść się w czasie. Sam dwór to kwintesencja tego, co przychodzi nam na myśl na hasło ,,szlachecki dwór polski”. Szachulcowy budynek, datowany na koniec XVIII wieku, to przykład barokowej siedziby szlacheckiej – charakterystyczny, falisty fronton, drewniany ganek, mansardowy dach kryty gontem. Nic dziwnego, że Koszuty trafiły do naszego ,,drewnianego” zestawienia….


Równie ciekawie jest w środku, a to za sprawą bardzo realistycznej wystawy we wnętrzach obiektu, pokazującej wyposażenie takich dworów z przełomu XIX i XX wieku. Choć podobnych wystaw widzieliśmy już sporo, ta naprawdę utkwiła nam w pamięci, dlatego, że zadbano o każdy detal – drobne szpargały na sekretarzyku, zestaw do golenia na toaletce czy podróżne torby i kapelusz na wieszakach przy wejściu. Ma się wrażenie, że niebawem wrócą właściciele, pokoje wypełni fortepianowa muzyka, a brzęk waz, mis i sztućców obwieści zbliżającą się porę obiadu.

Ciekawostką jest, że od czasu wybudowania do 1939 roku dwór pozostawał w rękach jednej rodziny – takiej ciągłości gospodarzy może pozazdrościć Koszutom niejedna rezydencja w Polsce. Choć wojna i dekada po jej końcu nie należała dla tego miejsca do szczęśliwych, wyszło z nich we w miarę dobrym stanie, a już od 1966 zaadaptowano obiekt na cele muzealne, co uchroniło go przed poważniejszym zniszczeniem. Niestety większość wyposażenia to tylko reprezentacja tego, jak mogło wyglądać takie miejsce – oryginalne artefakty w dużej mierze rozkradziono.
Dwór w Koszutach otaczał kiedyś park dworski- teraz odtworzony na podstawie archiwalnych map i relacji mieszkańców miejscowości. W jesiennych barwach sprawiał bardzo miłe wrażenie, a poszukiwanie najstarszych, liczących 150 lat drzew, pozwoliło przewietrzyć głowę po wizycie w muzeum.
Praktycznie: Dwór w Koszutach to dziś siedziba Muzeum Ziemi Średzkiej – wszelkie informacje dotyczące zwiedzania i dostępności znajdziecie na stronie muzeum lub Facebooku. Cena biletu normalnego wynosi 10zł, a ulgowego 6zł. Dobrze jest zadzwonić i upewnić się, że danego dnia muzeum przyjmuje gości – czasami mają w nim miejsce wydarzenia zamknięte (któż nie chciałby ślubu w takiej scenerii…?).

Wyjątkowy drewniany ratusz w Sulmierzycach
Podążając tropem wielkopolskich zabytków architektury drewnianej, nie sposób nie wspomnieć o wyjątkowym ratuszu w Sulmierzycach. To jedyny w Polsce (a inne źródła podają, że nawet w całej Europie), zachowany do naszych czasów, drewniany, małomiasteczkowy ratusz. Wiemy, że to niepierwszy ratusz w Sulmierzycach, których historia sięga aż XV wieku. Jednak uznaje się, że poprzedni obiekt uległ zniszczeniu w jednym z pożarów miasta. Zachowaną do dziś siedzibę władz miejskich datuje się na 1743 rok, o czym przypomina chorągiewka na dachu ratusza. I choć później poddawano go przebudowom, zachował swój oryginalny, XVIII-wieczny charakter.

Warto zatrzymać się w Sulmierzycach i przyjrzeć się dokładniej tej niewielkiej budowli – zabytkowym schodom, dachowi krytemu gontem, subtelnym podcieniom czy beli z wyrytą datą budowy. Na dole ratusza znajdowało się archiwum dokumentów oraz skarbiec ze wszystkimi istotnymi dla miasta ,,skarbami”- wagami, miarami, pieczęciami, a układ pomieszczeń pozostał niezmieniony od setek lat. Dziś to siedziba loka















