Szwajcaria Kaszubska to naszym zdaniem jedna z najpiękniejszych krain w Polsce. Czym sobie zasłużyła na taką opinię? Czy to zasługa setek czystych jezior? Morenowych wzgórz, z których roztaczają się piękne widoki? Lasów pełnych grzybów i jagód? Czy leniwie płynących, malowniczych rzek? Sami wybierzcie poprawną odpowiedź, jednak pamiętajcie, że przyroda i krajobrazy to nie wszystko. Bowiem Szwajcaria Kaszubska to również region o niezwykle bogatej kulturze i tradycji. Bez wątpienia każdy znajdzie tu coś dla siebie, a wybór Kaszub na wakacje lub majowy weekend będzie strzałem w dziesiątkę!

Na Kaszubach z pewnością doskonale wypoczniecie!

Przygotowaliśmy dla Was długą listę atrakcji, które pozwolą Wam poznać tą niezwykła krainę z różnych perspektyw. I oczywiście gorąco namawiamy do zabrania rowerów, bo Szwajcaria Kaszubska wręcz stworzona jest do rowerowej turystyki. Zatrzymajcie się w Kartuzach, Wdzydzach, Chmielnie lub innej miejscowości i odkrywajcie kolejne pozycje z naszej kaszubskiej listy. Udanej zabawy!

Wdzydze Kiszewskie i okoliczne atrakcje

Kaszubski Park Etnograficzny we Wdzydzach Kiszewskich

Wdzydze Kiszewskie słyną z Kaszubskiego Parku Etnograficznego – sporego skansenu wprowadzającego w świat kultury kaszubskiej.

Drewniane kościółki to to, co tygryski lubią najbardziej!

Miejsce niezwykłe, które trzeba koniecznie odwiedzić podczas wizyty na Kaszubach- w skansenie znajdziemy kilka niezwykłych obiektów, wśród których trzeba obejrzeć stary drewniany wiatrak, przepiękny zabytkowy kościółek czy wypchaną po brzegi spiżarnię z szlacheckim dworku.

Kiedyś na Kaszubach pejzaże z wiatrakami były codziennością, dziś można je oglądać jedynie w skansenach.

Na plus zapisujemy też możliwość wzięcia udziału w warsztatach kaszubskiego rękodzieła – np charakterystycznego dla tego regionu malowania na szkle.

Zabytkowa drewniana architektura w skansenie we Wdydzach Kiszewskich

Niestety w naszym ,,skansenowym rankingu” Kaszubskiemu Parkowi Etnograficznemu brakuje trochę do takich perełek jak skanseny w Tokarni czy Sanoku. Może na nasza ocenę wpływa to, że naprawdę ile sił w pedałach jechaliśmy do Wdzydz aby na zwiedzenie obiektu mieć jak najwięcej czasu. Na miejscu okazało się jednak, że wizyta trwała krócej niż zakładaliśmy, gdyż wiele obiektów było nieczynnych (podobno ze względu na problemy ze znalezieniem personelu), a te zgromadzone na terenie wypadały trochę blado. Mimo tego zachęcamy do zajrzenia na teren obiektu, szczególnie z zamiarem udziału w jakiś ciekawych etno-warsztatach.

Teodora i Izydor stanowili niesamowitą parę pasjonatów- do dziś spoczywają na terenie stworzonego przez nich skansenu we Wdzydzach Kiszewskich.

Swoją drogą ciekawa jest też historia miłości założycieli muzeum- związek Teodory Fethke z 14 lat młodszym Izydorem Gulgowskim wywołał skandal w obu rodzinach. Z ich pasji do folkloru, sztuki i pedagogiki zrodził się pomysł pierwszego na ziemiach polskich muzeum ,,pod chmurką”. Gulgowscy systematycznie nabywali kolejne zabytkowe obiekty i całe życie poświęcili na wskrzeszanie i promowanie kaszubskich tradycji. Z muzeum nie rozstali się nawet po śmierci- oboje pochowani są na jego terenie.

Wieża Widokowa we Wdzydzach

Polecamy również zajrzeć na wieżę widokową we Wdzydzach– doskonale widać z niej polodowcowe ukształtowanie terenu, z zielonymi lasami i wdzydzkimi jeziorami. Ogrom otaczającej wody robi wrażenie! Ranne z nas ptaszki, a wejście o wczesnej porze pozwala cieszyć się widokiem w samotności i ciszy.

Nawet pochmurny poranek nad jeziorem Wdzydzkim potrafi być malowniczy.

Gdy Stanica PTTK, na terenie której znajduje się wieża, dopiero leniwie budzi się do życia, ptaki już od rana wyprawiają harce nad taflą sennego jeszcze jeziora.

Wdzydzki Park Krajobrazowy

Wdzydzki Park Krajobrazowy (lub też po kaszubsku ,,Wdzydzczi Park Krajòbrazny”) chroni unikatowy polodowcowy krajobraz- typowe dla północy rynnowe jeziora i piaszczyste wzniesienia. W tym akurat parku dwa duże zbiorniki fantazyjnie się krzyżują, a ponad ich taflę wystaje kilka urokliwych wysepek. Co ciekawe, jezioro Wdzydze jest tak duże, że zwyczajowo nazywano je ,,kaszubskim morzem”.

Kaszuby wodą, lasami i pagórkami stoją!

Wiele

Wiele to może nie najważniejszy punkt w okolicy, ale dla niektórych może wydać się interesujący. To miejsce słynie bowiem z pochodzącej z lat 20. XX wieku Kalwarii Wielewskiej– kompleksu kapliczek, rzeźb drogi krzyżowej i ambony rozlokowanych na Białej Górze przy miejscowości Wiele. Miejsce przyciąga co roku wielu pielgrzymów, szczególnie w trakcie odpustów. Oprócz tych obiektów sakralnych w Wielu można zrelaksować się na przyjemnie zrewitalizowanym brzegu jeziora Wielewskiego. Do dyspozycji turystów jest kąpielisko (duże i dość płytkie, idealne dla rodzin!), wiaty wypoczynkowe, zaplecze sanitarne i ławeczki przy niedużych bulwarach. Słowem wszystko, czego potrzebuje strudzony rowerzysta do niedługiego pikniku :). Przy całodziennym pedałowaniu można nawet zaszaleć z goframi sprzedawanymi tuż za kościołem, przy ulicy Głównej. Dobrze zbierać siły na kolejne rowerowe kilometry!

Robaczkowo

Po co gubić się na trasie i zawijać do Robaczkowa, wioski składającej się z raptem czterech chat? My mieliśmy bardzo dobry powód- to tam znajduje się Gospodarstwo ,,Kaszubska Koza”, producent jednych z najpyszniejszych kozich serów w Polsce, a do nich, o czym musicie wiedzieć, mamy słabość… Słowem wstępu – ,,Kaszubska Koza” to maleńka rodzinna firma prowadzona przez niesamowitych pasjonatów, którzy rzucili dotychczasowe miejskie życie i zrealizowali swoje marzenie o niewielkiej serowarni. Wszystkiego uczyli się samodzielnie, powoli osiągając- nie bójmy się dużych słów- perfekcję w serowym przetwórstwie. Robota to niełatwa i uwiązująca do ziemi, ale po gospodarzach nie było widać tego wysiłku.

Wytwory gospodarstwa ,,Kaszubska Koza” były rewelacyjne!

Z pasją opowiadali o testowaniu nowych receptur, wzbogacania serów sezonowymi dodatkami, ręcznym wykonywaniu produktów i licznych nagrodach wieńczących lata prób i błędów. Choć przyjechaliśmy cokolwiek niezapowiedziani, zostaliśmy przez gospodarzy przyjęci wyjątkowo ciepło. Niesamowicie słuchać jest ludzi z pasją, którzy szmat życia i serca włożyli w tworzenie takiego miejsca. Jeśli chcecie spróbować ich doskonałych serów, popytajcie w najlepszych (slowfoodowych) restauracjach w Warszawie, Gdańsku i Krakowie – poszukiwania nie są proste, ale dla smaku koziej rury czy pijanej kozy warto się potrudzić.

Kościerzyna i okolice

Kościerzyna to nieduża miejscowość, pobyt w której przypadł mniej więcej w połowie naszej trasy rowerowej Tuchola-Kartuzy. Po kilku dniach jazdy przez niewielkie wioski i wioseczki, miasto jawiło się nam niczym metropolia, w której niczego nie brakuje ;). To był idealny moment aby zejść z siodełka, rozejrzeć się po mieście, wypić dobrą kawę i rozprostować nogi:). W Kościerzynie pretekstów do powyższych aktywności nie zabraknie.

W menu Starego Browaru w Kościerzynie znajdziecie wiele wariacji na temat lokalnej kaszubskiej kuchni, np. ze śledziem w roli głównej.

Poznawanie miasta zaczęliśmy od posiłku, wszak kto to widział zwiedzać na głodnego;). Z tego miejsca polecamy Stary Browar w Kościerzynie, ulokowany, co nie zdziwi, w niegdysiejszym browarze. W kompleksie znajdziecie pizzerię, bar i restaurację – nasz posiłek w restauracji był ciekawą wariacją na temat lokalnych rybnych smaków i choć ceny w Starym Browarze mają się ,,miejsko”, warto poluzować pasa. Na deser wszamaliśmy lokalne ,,ruchanki” (zapytajcie na miejscu, cóż to ;)), popijając posiłek piwem lokalnej produkcji.

Muzeum Ziemi Kościerskiej

Ale, ale – żeby nie było. Zaraz po tym przeszliśmy do ,,meritumu”. Na tapetę poszły aż trzy kościerskie muzea- spokojnie, nie każdy musi zanudzać tak jak my :P, choć wspólny bilet umożliwiający wejście do trzech obiektów zachęca do choćby pobieżnej wizyty. Zaczęliśmy od klasyka, a więc Muzeum Ziemi Kościerskiej –  mamy małą słabość do wystaw pokazujących lokalną historię. Tę ogólnopolską kojarzy mniej więcej każdy, a co z regionalnymi opowieściami?

W Muzeum Ziemi Kościerskiej można ugruntować wiedzę na temat historii i kultury Kaszub.

Jakie ślady zawieruchy dziejów zostawiły w lokalnej społeczności? Ta ekspozycja, choć szczerze mówiąc nieco skostniała, prowadzi po kolei przez poszczególne etapy historii okolic Kościerzyny. Nam najciekawsze wydawały się zagadnienia związane z ,,kaszubskością”- no bo skąd właściwie wzięła się kultura kaszubska i jej język i jak udało im się przetrwać do dziś- mimo akcji germanizacyjnych zaborców, wyniszczających wojen i monokulturowej polityki władz PRLu? W podziemnej części wystawy dowiecie się więcej o kaszubskich bohaterach, krzewicielach kultury i postaciach z kaszubskiej literatury- np Remusie, którego pomnik znajdziecie przed muzeum, na kościerskim rynku.

Remus, który według lokalnego eposu, wybierał się do Pucka po sieci, załapał się na swój pomnik na rynku w Kościerzynie.

Muzeum Akordeonu w Kościerzynie

Kaszubi uwielbiają muzykę akordeonową, tak więc lokalizacja pierwszego takiego muzeum w sercu Kaszub nie jest przypadkowa. Choć wielkimi koneserami harmonii nie jesteśmy, było to zdecydowanie ciekawe doświadczenie.

A może czas odkryć swój talent muzyczny w Muzeum Akordeonu?

A komu akordeon kojarzy się tylko z weselnymi przygrywkami, zdziwi się oryginalnym wyglądem zabytkowych instrumentów- niektóre tak bogato zdobione, że aż strach byłoby na nich próbować grać… Atrakcją dla małych i dużych będzie niewątpliwie możliwość spróbowania gry na dostępnych w muzeum akordeonach- spróbowaliśmy i jednak pozostaniemy przy pisaniu bloga… Tak będzie chyba najlepiej ;).

Muzeum Kolejnictwa w Kościerzynie

Trzeci obiekt na naszej trasie to Muzeum Kolejnictwa, szczycący się największą kolekcją pojazdów szynowych w tej części kraju. Obiekty gromadzone są od 1991 roku, kiedy stało się jasne, że czas parowozów powoli dobiegał końca. W Kościerzynie wiele zabytkowych pojazdów odzyskuje swój blask i zaprasza turystów do ,,przejażdżki”.

Kolejowy tabor zaciekawi nie tylko małych chłopców…

Makiety, zabudowania dworcowe, potężne lokomotywy i wiele więcej atrakcji czekają na pasjonatów kolejnictwa- i to chyba głównie do nich kierowana jest oferta muzeum. Ta część naszej drużyny, która nie zna się na temacie, po wizycie w muzeum… nie zna się w dalszym ciągu.

Relaks w Kościerzynie

Poza oglądaniem tych obiektów w Kościerzynie zafundowaliśmy sobie również chwilę relaksu. Lody zjedzone na kościerskim rynku spaliliśmy na fajnym, nowoczesnym basenie, traktując  nasze obolałe mięśnie delikatnym wodnym masażem. Jeśli akurat nie będzie pogody na kąpiele w którymś z sąsiadujących z Kościerzyną jezior, czemu nie pójść na basen?

Sikorzyno – rodowe gniazdo Wybickich

Sikorzyno znajduje się ledwie 10 kilometrów od Kościerzyny i jest miejscem na tyle niepozornym, że prawie je minęliśmy. Z Kościerzyny wyjechaliśmy wcześnie rano i nie mieliśmy w planach zatrzymywać się po tak krótkiej jeździe, jednak znaki wskazujące na ,,Dwór Wybickich” okazały się wystarczająco intrygujące. Choć na miejsce dojechaliśmy sporo przed otwarciem obiektu, przemiłe panie z obsługi wpuściły zziębniętych rowerzystów do środka, częstując napitkiem w przytulnej herbaciarni.

Dworek Wybickich w Sikorzynie to doskonały przykład na to, że zabytki w rękach prywatnych mogą się mieć bardzo dobrze!

Dwór Wybickich to posiadłość, która rzeczywiście należała do rodziny Wybickich- to tu mieszkali rodzice autor polskiego hymnu, Józefa Wybickiego. Najstarsze elementy dworku pochodzą z XVIII wieku, a obiekt otacza park z zabytkowym drzewostanem i ciekawym roślinnym labiryntem.

Wnętrze dworkowej kuchni zachęca do pozostania w jej przytulnych czterech ścianach.

Co ciekawe, dwór Wybickich pozostaje w prywatnych rękach- jego właściciele włożyli niewiarygodnie dużo wysiłku, serca i pieniędzy w podźwignięcie obiektu z ruiny. 10 lat trwały prace konserwatorskie, naprawa mebli i kompletowanie wyposażenia. Efektem jest klimatyczne miejsce z unikatowymi obiektami takimi jak niezwykle bogato zdobiony ceramiczny piec, w którym można podejrzeć, jak żyło się kiedyś w dworze.

Wnętrza z pasją odrestaurowano, a dworek przyjmuje również gości na nocleg.

Zwiedzać można pokoje i kuchnię, a do odpoczynku zachęcają ogród i herbaciarnia. Istnieje również możliwość noclegu na terenie dworu czy odwiedzin przy okazji koncertu muzyki klasycznej. Sikorzyno to zdecydowanie mała perełka w okolicy Kościerzyny, można też zajrzeć do pobliskiego Będomina, gdzie urodził się Józef Wybicki.

Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku

Z Sikorzyna do Szymbarku dzieliło nas raptem kilka kilometrów. Choć trasa przebiega wzdłuż większej drogi, spieszymy donieść, że prace nad fajną, oddzieloną od szosy ścieżką rowerową były już całkiem zaawansowane. Niebawem dojedziemy więc do Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku elegancką i bezpieczną trasą. To tu stoi słynny na całą Polskę ,,Dom do góry nogami”, który regularnie promowany jest w różnych mediach. Czy warto jednak zajrzeć do tego miejsca i zapłacić 20 złotych za wejście? Cóż, nasze uczucia były mocno mieszane. Ale od początku…

Słynny dom do góry nogami naprawdę potrafi zmylić błędnik 🙂

Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku to prywatna inicjatywa dobrze znanego na Kaszubach przedsiębiorcy, który przy tworzeniu tego obiektu wykazał się niezwykłą kreatywnością i gestem. Na terenie centrum znajdziecie pełen miszmasz obiektów – od ,,Domu do góry nogami” i ,,najdłuższej deski świata” po ,,dom Sybiraka” z odtworzeniem łagrów, dom powstańca polskiego z tureckiego Adampola, dom kaszubskiego migranta do Kanady, drewniany kościółek, kaszubski świat bajek i rekonstrukcje bunkrów.

Rekonstrukcja wojennego bunkra w Szymbarku.

Niektóre z tych obiektów były na swój sposób ciekawe, choć słynny Dom do góry nogami chyba najmniej z tego wszystkiego:)  Z pozytywów: wiele dowiedzieliśmy się na temat kaszubskiej migracji do Ameryki Północnej czy też lepiej uzmysłowiliiśmy sobie dramat wywózek na Syberię.  Niestety różnorodność obiektów przyprawiała o zawrót głowy. Płynne przechodzenie z ciężkich tematów historycznych w kaszubski świat bajek, przy śmiechu dzieci biegających przy tablicy ofiar Katynia, aromacie kiełbasy i dźwiękach ludowych przyśpiewek wydobywających się ze stylizowanej na tradycyjną chatę strefy jedzeniowej – dla nas było to jednak trochę za dużo… Jeśli tu nie chodzi tylko o pieniądze, ale i edukację i upamiętnienie, to może warto by oddzielić część folwarczno-rozrywkową od ciekawych, ale i ciężkich gatunkowo wystaw.

Wieżyca – najwyższe wzniesienie polskich nizin

Wieżyca to najwyższe wzniesienie Kaszub i Pomorza. Pod samą górkę udało nam się podjechać rowerami, po czym wspieliśmy się na wieżę widokową, z której podziwialiśmy całą okolicę. Niestety pogoda nie rozpieszczała (podobnie jak i przez resztę majówki), a tego dnia dodatkowo straszył nas nieprzyjemny deszczyk.

Majówka do najcieplejszych nie należała, ale przyroda na Wieżycy powoli budziła się do życia.

Tym niemniej nie straciliśmy humoru i z wielką przyjemnością zjeżdżaliśmy przez budzący się po zimie bukowy las w kierunku stacji kolejowej Wieżyca. Intensywna zieleń błyszcząca się od deszczu robiła mimo wszystko naprawdę fajne wrażenie- chyba że to tylko my jesteśmy aż tak zboczeni, żeby dostrzegać piękno nawet w takich warunkach :). Następnie przez Ostrzyce i Szklaną Hutę dotarliśmy do Chmielna.

Lasy, lasy, lasy…! Idealne na rowerowe wypady.

Po drodze mijaliśmy pola truskawek, z których słynie ten region- niestety w trakcie majówki i tak nie było szans na podjadanie owoców z krzaczków :). Będziemy więc musieli wrócić na coroczną imprezę Truskawkobrania, odbywającą się w okolicach mijanej przez nas Złotej Góry.

Lizaki- kościółek ukryty w lesie

Kościółek w Lipuszu

Dodatkowo, pedałując leśnymi drogami w okolicach Kościerzyny, warto odszukać w lesie niezwykły zabytkowy kościółek w Lizakach z 1755 roku. Trochę się pokręciliśmy, nim natrafiliśmy na jego trop, ale przyznajcie, jest uroczy :)!

Chmielno – w środku kaszubskiej krainy jezior

Chmielno stało się naszą bazą na dwie noce i gorąco polecamy tę niewielką miejscowość. Chcieliśmy trochę odpocząć, pokręcić się po okolicy i skorzystać z uroków jezior- Chmielno w roli takiej ,,bazy” sprawdziło się bardzo dobrze.

Wschód słońca nad jeziorem Kłodno w Chmielnie

Wieś otaczają trzy jeziora, znajdziecie tam kilka smacznych knajpek, sklep, bankomat i atrakcje kulturalne. Czemu więc nie zostać na dłużej?

Pracownia ceramiczna rodziny Neclów

Najważniejszym kulturalnym miejscem w Chmielnie jest pracownia ceramiczna rodziny Neclów. Z powodzeniem, mimo zawieruchy dziejowej, działa w Chmielnie od 1897 roku (choć pokoleń garncarzy  w rodzinie Neclów było do tej pory już 10).

Ceramiki z pracowni Neclów nie da się pomylić z innymi wyrobami.

Początkowo firma odnosiła spore sukcesy, rozsławiając kaszubskie rękodzieło, jednak w trakcie I wojny światowej utrzymanie warsztatu produkującego ceramikę okazało się wyzwaniem- został więc on na chwilę zamknięty.

Szczęśliwie dzięki pomocy państwa Gulgowskich, których sylwetki poznaliśmy we Wdzydzach, prace zostały wznowione a specjalizacją stały się naczynia ozdobne. Co ciekawe, do zdobienia używa się w pracowni wyłącznie siedmiu wzorów, dziś nazywanych nawet mianem ,,neclowskich”. Wojny i czasy PRLu odbiły piętno na tej małej rodzinnej firmie, jednak najgorsze czasy warsztat zdaje się mieć za sobą.

Zdobienie dzbanuszków to ciężka, ręczna robota.

Dziś to niezwykle ciekawe i turystycznie interesujące miejsce, otwarte na gości i adeptów sztuki garncarskiej. Karol Elas Necel oprowadzał nas po domu, okraszając spacer ciekawostkami dotyczącymi rodzinnej tradycji. Na piętrze znajduje się również niewielkie muzeum, a przy piecu garncarskim można zakupić neclowskie wyroby.

Muzeum Tabaki w Chmielnie

Zdecydowanie nowszym muzeum jest Muzeum Tabaki w Chmielnie, nieduża prywatna inicjatywa miłośnika tabaki, Tadeusza Makowskiego. W sklepiku oferowane są między innymi pamiątkowe tabakiery z krowiego lub bawolego rogu (oraz masa różnego innego mniej lub bardziej pięknego rękodzieła), zaś w części ,,muzealnej” gospodarz raczy gawędą o znaczeniu tabaki w kulturze kaszubskiej.

Można pooglądać zdobione tabakiery, można spróbować ich zawartości…

Gdy padnie tradycyjne ,,Chceme le so zażec”, cóż, trzeba będzie wciągnąć ;). Miłośnikom tabaki polecamy wizytę w Chmielnie w czasie corocznych Mistrzostw Świata w Zażywaniu Tabaki- serio, jest taka impreza :).

Gdzie zjeść w Chmielnie?

Naszym faworytem była zdecydowanie Checz u Kaszuba– nieduża restauracja położona nad samym brzegiem jeziora Białego, serwująca wyśmienite ryby- grillowane, smażone jak i konserwowane w occie. Przychodziliśmy tu każdego wieczoru i nigdy nie wyszliśmy niezaspokojeni- a po długich rowerowych trasach apetyt potrafimy mieć niemały ;).

Tego drobiu prosimy nie jeść 😉

Przypadkiem natrafiliśmy również na Karczmę Krzewi Róg przy drodze kartuskiej. Ku naszemu zaskoczeniu, bo i niewiele oczekiwaliśmy od przydrożnego przybytku, serwowane tu pierogi okazały się naprawdę przepyszne.

Aktywnie w Chmielnie

Choć pogoda podczas naszej majówki nie zachęcała przesadnie do pływania wpław, skusiliśmy się na wypożyczenie łódki w Stanicy Wodnej przy ulicy Grodzisko i dzielnie przewiosłowaliśmy dookoła jeziora Białego. Vis-a-vis Stanicy jest też publiczna plaża z piaskiem, która przy wyższych temperaturach jest niewątpliwie ciekawą opcją.

Plaża w Chmielnie w sezonie musi być doskonałym miejscem do rekreacji.

Wokół Chmielna zrobiliśmy również kilka krótkich wycieczek rowerowych- między innymi do wiatraka w Rębiszewie, kaszubskiego Rzymu (poszukajcie takiej miejscowości na mapie), dworku i kapliczki w Mirachowie, Sanktuarium Sianowskiego czy do Łapalic i Kartuz.

Kartuzy i okolice

Łapalice- niespełnione marzenie o własnym zamku

Zamek w Łapalicach to jedna z najdziwniejszych budowli jaką ostatnio widzieliśmy. Niezrealizowana myśl genialnego wizjonera? Chory sen szaleńca? Aby się przekonać trzeba przyjechać, zobaczyć tę budowlę i samemu ocenić ten pomysł. Wznoszenie budowli zaczęto w 1979 roku, jednak z powodu problemów finansowych właściciela nigdy jej nie ukończono. Inspektor nadzoru budowlanego postulował o zburzenie obiektu, jako że nie był on zgodny z zatwierdzonymi planami, ale rozbiórka również nie doszła do skutku.

Projekt szaleńca czy wizjonera? Zamek w Łapalicach ciągle wzbudza kontrowersje.

Potężne mury, 12 wież niczym 12 apostołów, sala balowa, basen i malownicze położenie nad jeziorem Rekowo- zamek w Łapalicach intryguje swoim rozmachem, nawet tyle lat po zawieszeniu prac. Teren ten jako plac budowy, jest niedostępny dla turystów, ale gdy podjechaliśmy do niego rowerami, akurat trwała paintballowa strzelanina. Na widok turystów zawieszono ostrzał, a my korzystając z otwartej bramy, postanowiliśmy zerknąć do środka. Przy zachowaniu ostrożności udało nam się trochę pomyszkować…

Kartuzy- zakonna stolica

Leżące nad czterema jeziorami Kartuzy były ostatnim punktem naszej rowerowej majówki przez Kaszuby. Przyjechaliśmy tu zobaczyć przede wszystkim słynną kolegiatę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zakonu Kartuzów oraz regionale muzeum.

 
Kolegiata Kartuzów

Nietrudno domyśleć się, że właśnie od nazwy tego zgromadzenia pochodzi nazwa miasta – Kartuzy. Na zaproszenie kaszubskiego szlachcica Jana z Rusocina zakonnicy wybudowali tu swoją kartuzję – zakonny kompleks kościelno-mieszkalny. Bardzo szybko osiągnęli niewątpliwy sukces ekonomiczny – posiadali włości nawet w Gdyni i Gdańsku oraz zarządzali prawie 7000 ha ziemi. Jednocześnie w klasztorze panowały bardzo surowe zasady- asceza, zakaz rozmów, jarska dieta. Cóż, najwyraźniej warto by czasem przestać paplać i skupić się na robocie ;).

Kolegiata Kartuzów z Alei Filozofów.

Polecamy zwiedzić pozostałości po klasztorze- czasami można zajrzeć do ostatnich budynków eremu, w sumie metrażu można było zakonnikom pozazdrościć… Ciekawe jest również wnętrze kościoła, najbardziej charakterystycznego punktu w mieście. Dobrze widać go z szumnie nazwaną ,,Aleją Filozofów” ścieżki spacerowej nad jeziorem Klasztornym Małym. Filozofów raczej się tu nie spotka (może poza tymi, którzy zastanawiają się, czy butelka jest pół pusta czy jednak pełna ;)), warto jednak podejść kawałek wokół jeziora i z tej perspektywy spojrzeć na imponujące gotyckie mury.

Precjoza w kartuskiej kolegiacie.

Muzeum Kaszubskie w Kartuzach

Poza klasztorem warto również zajrzeć do Muzeum Kaszubskiego – szczególnie jeśli przedtem nie mieliście okazji być w muzeum w Kościerzynie. Ekspozycja jest raczej skromna, ale dobrze porządkuje wiedzę o Kaszubach- szczególnie jeśli o różne szczegóły podpytacie personel muzeum. My mieliśmy okazję wciągnąć kaszubską tabakę, obejrzeć zabytkowe sieci czy nauczyć się odśpiewywać słynny alfabet kaszubski- Kaszebscze nuty. Po tej wizycie do ,,kompletu” muzeów kultury kaszubskiej ,,brakuje” nam tylko muzeum w Wejherowie ;).

Kartuzy były też ostatnim akcentem w trakcie naszej wycieczki, bo to właśnie stąd złapaliśmy pociąg do Gdańska – SKMki do stolicy województwa kursują z Kartuz średnio raz na godzinę. W Gdańsku czekała nas jeszcze wizyta w Muzeum II Wojny Światowej i pełni wrażeń mogliśmy wracać do Małopolski.

Jak zorganizować rowerową wycieczkę po Szwajcarii Kaszubskiej?

W przypadku opcji stacjonarnej za bazę można wybrać Kościerzynę, która sprawdzi się jako start i meta szczególnie dla bardziej ambitnych kolarzy- w takim wypadku trzeba liczyć się z dziennym kilometrażem powyżej 50 kilometrów jeśli chcieć zobaczyć większość opisanych przez nas miejsc. Jeśli zaś interesuje Was tylko północna część Szwajcarii Kaszubskiej, Chmielno i okolice Wdzydz powinny sprawdzić się w roli wygodnej bazy noclegowej. Z obu tych miejsc do konkretnych szlaków można dojechać rowerem lub samochodem. Też brzmi fajnie :)!

Sami na szlaku!

W opcji ,,wędrownej”, polecamy niespieszne przemieszczanie się wzdłuż pasa parków krajobrazowych (jak na mapie) i nocowanie w kolejnych miejscowościach na trasie. My pokonanie etapu od południowego krańca Wdzydzkiego Parku Krajobrazowego (okolice Wiela) do mniej więcej wysokości Kartuz rozłożyliśmy na trzy dni jazdy (połączonej ze zwiedzaniem), po czym zatrzymaliśmy się na dodatkowe dwa dni w Chmielnie aby na spokojnie rozejrzeć się po okolicy. Dziennie pokonywaliśmy koło 40-50 kilometrów. Początkujący rowerzyści powinni zarezerwować sobie więcej czasu i na spokojnie wytyczać trasę, rozbijając ją na sensownie niedługie odcinki.

Może nasza MAPA ułatwi wytyczenie Waszej wakacyjnej trasy…?

 [MAPA]

Kiedy przyjechać na Kaszuby?

Najlepiej wtedy, gdy jednak jest pogoda ;). My po prostu nie mieliśmy w tym roku z nią szczęścia, ale okres od majówki do późnej jesieni to dobry czas, aby przyjechać na Kaszuby. Im cieplej, tym większa przyjemność z korzystania z jezior- gdybyśmy mieli wracać w te strony, wybralibyśmy lato lub wczesną jesień właśnie ze względu na kąpiele.

Relaks nad kaszubskimi jeziorami- zasłużony!

Ciekawie brzmią organizowane w okolicy imprezy– od wspomnianych już Mistrzostw Świata w Zażywaniu Tabaki czy Truskawkobrania po Rodzinne Rajdy Rowerowe,  Święto Sielawy czy Tydzień Kuchni Kaszubskiej. Czemu więc nie zajrzeć na jedną z nich…?

Warto rozglądać się po okolicy, może na Kaszubach właśnie czeka Twój książe?

 Dodatkowe informacje:

 

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment