Nasi stali czytelnicy wiedzą, że w ostatnie lato udało nam się spełnić nasze wielkie podróżnicze marzenie i przejechać rowerami od Świnoujścia do Helu. Przygoda była to doskonała i z tego miejsca zapraszamy do naszej relacji z nadbałtyckiego szlaku rowerowego R-10.

Wyzwanie samo w sobie stanowiło oczywiście kręcenie na rowerze przez bity tydzień- owszem, uwielbiamy rowerowe wypady, ale tak długi odcinek pokonywaliśmy pierwszy raz i nasze zgrabne pośladki chętnie manifestowały swoją opinię na temat tego pomysłu ;). Kolejną ,,trudnością” była zmienna nadmorska pogoda, która choć w efekcie okazała się dość łaskawa, lubiła nas zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Dodatkowo zaplanowaliśmy małe latarniane ,,wyzwanie”, w ramach którego planowaliśmy wdrapać się na każdą udostępnioną do zwiedzania latarnię morską- w sumie wyszło ich aż 13. Jakby tych ,,wesołych pomysłów” nie było dość, założyliśmy sobie, że codziennie dotrzemy do celu przed zachodem słońca nad naszym Bałtykiem i uchwycimy koniec dnia w najpiękniejszym możliwym nadmorskim kadrze.

Choć czasami zdążenie na zachód słońca oznaczało, że naprawdę solidnie musieliśmy naciskać na pedały, teraz, gdy zimową porą przeglądamy zdjęcia, wiemy, że było warto. Czasami żałujemy, że nie mieliśmy czasu na rozłożenie statywu lub szukanie lepszej miescówki, ale cieszymy się, że mimo głodu lub zmęczenia codziennie docieraliśmy nad morze o tej najpiękniejszej porze dnia, jedynie szkoda , że słońce tak często kryło się za gęstymi chmurami. 

Oceńcie zresztą sami i dajcie znać w komentarzach, który z widoczków przypadł Wam najbardziej do gustu!

Najpiękniejsze bałtyckie zachody słońca na trasie Świnoujście – Hel

 

Międzyzdroje

Po popołudniowych opadach i mocnym zachmurzeniu nie liczyliśmy w ogóle na jakikolwiek zachód słońca, ale chyba aura zdecydowała się wynagrodzić nam trudy jazdy w deszczu i błocie. Nad molo w Międzyzdrojach ukazał się prześwit, który w ostatniej chwili zdążyliśmy uchwycić – tafla morza i ciemny sufit z deszczowych chmur jakby oprawiły ognistą pomarańcz zachodu słońca w bardziej stonowane ramy.

Dźwirzyno koło Kołobrzegu

 

Na ten zachód słońca planowaliśmy dojechać do Kołobrzegu, gdzie tego wieczoru mieliśmy nocować. Jednak dziwnym trafem ,,zabrakło” nam dnia i koniec dnia złapał nas jeszcze całkiem daleko od ,,bazy”. W niewielkim porcie nie brakowało gapiów, którzy również chcieli złapać najlepsze kadry. Ci szczęśliwcy mogli spokojnie dać unieść się artyzmowi chwili- na nas czekała jednak dalsza część trasy, więc po chwili kontemplacji ruszyliśmy dalej, żeby nie jechać za bardzo po nocy. Zamiar ten się trochę nie udał, ale do noclegu jakoś dojechaliśmy :).

Darłówek

 

Ten zachód słońca mieliśmy okazję oglądać z darłowskiej latarni, jednak gdy zeszliśmy do falochronu, naszą uwagę przykuł statek spływający na noc do portu i wędkarz wytrwale czekający na jakąś rybkę… Myślicie, że ,,brała”? W każdym razie urzekło nas to zawzięcie i determinacja – z miasteczka już dobiegały gwary wieczornego życia, a wędkrza dalej trwał na posterunku… A my razem z nim…

Rowy

 

Na zachód słońca w Rowach pędziliśmy, ile sił w nogach. Nie przewidzieliśmy, że po drodze spotka nas tak piaszczysta trasa, więc gdy udało nam się dotrzeć do nowiutkiej, świeżo wyasfaltowanej ścieżki rowerowej, liczniki na kierownicy prawie oszalały – jak na możliwości naszych wysłużonych rowerów ;). Na plażę dotarliśmy dosłownie w ostatniej chwili, ale zdążyliśmy nawet zrobić prywatną sesję zdjęciową. To słońce nie jest jednak aż taaak szybkie! Rowy to jedna z przyjemniejszych miejscowości napotkanych po drodze- kameralna, o dość luźnej i długiej zabudowie – mieliśmy wrażenie, że nie było tam aż tak bardzo tłoczno. Może dlatego, że jechaliśmy tą trasą pod koniec sierpnia?

Łeba

 

Tym razem słońce pięknie ,,zapozowało” nam w łebskim porcie- o tyle ciekawym, że ciągle rzeczywiście bardzo rybackim i żywym. Rano budziły nas odgłosy rybaków wracających z połowów, ale pod wieczór, przy zachodzie słońca, było tam zupełnie spokojnie… Kiedyś trzeba w końcu odespać te eskapady o świcie…

Drugi zachód słońca udało nam się uchwycić już w bardziej konwencjonalnym miejscu, na plaży… Po jednym dniu lenistwa w Łebie już brakowało nam jakiś nowych wyzwań :).

Jastrzębia Góra

 

Do Jastrzębiej Góry dojechaliśmy nie bez przygód – awaria pedała, o której pisaliśmy w naszym tekście znacznie utrudniała jazdę, jednak mimo tego na miejsce dotarliśmy całkiem wcześnie i w dobrej formie. Udaliśmy się więc na spacer w stronie latarni Rozewie, a potem wzdłuż morza ku słynnej Gwieździe Północy- rzeźbie wskazującej na najbardziej na północ oddalone miejsce w kraju. Zachód słońca złapał nas w naprawdę przepięknym miejscu, ciepło oświetlając słynne rozewskie klify. Szliśmy po delikatnym piasku ,,w stronę słońca”, a ciepłe fale obmywały nasze stopy. Czy to nie jest kwintesencja pobytu nad morzem?

Hel

 

Ten zachód słońca był jakby najbardziej smutny, bo… już ostatni… Wiedzieliśmy, że ,,to jest już koniec, nie ma już nic”, więc tak ociągaliśmy się z wyjściem do portu (jeszcze za wcześnie, zdążymy…!), że prawie go przegapiliśmy… Patrzyliśmy jak zachodzące słońce oświetlało port i bazy marynarki, a gdzieś na horyzoncie majaczyły zabudowania Trójmiasta…  Piękny zachód słońca, solidna porcja bałtyckiej ryby w brzuchach i masa dobrych wspomnień w głowie – tak to można kończyć wyjazdy, prawda?

Mamy nadzieję, że nasza galeria zachodów słońca nad Morzem Bałtyckim przekonała Was do upolowania kilku dla siebie. Do zobaczenia na trasie!

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment