Czy wyjazd nad morze oznacza tylko plażing, smażing, gofring i czytanie kryminałów? Niekoniecznie! Można też zażyć porządnej dawki kultury i historii, wystarczy tylko trochę się rozejrzeć. W Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach, do którego trafiliśmy w ramach naszego rajdu rowerowego wzdłuż Bałtyku, nie zabrakło ani solidnej dawki kultury, ani porządnej porcji historii!

Słowem wstępu

Wieś Kluki powstała najpewniej koło XVII wieku, jednak pierwsze dokładniejsze wzmianki o miejscowości pochodzą z połowy XIX wieku i wymieniają 36 właścicieli ziemskich. Jeśli zajrzycie na pobliski XVIII-wieczny cmentarzyk, znajdziecie zresztą wiele nazwisk typu Kleka czy Klukken, brzmiących podobnie jak nazwa wioski. Pokazuje to, jak hermetyczną i osadzoną w tym miejscu była lokalna społeczność. Grupę zamieszkującą takie wsie właśnie wsie jak Kluki, zlokalizowane w okolicy jezior Gardno i Łebsko, nazywano Słowińcami lub Kaszubami Nadłebskimi. Mimo wielu przeciwności losu udało im się do drugiej wojny światowej utrzymać odrębną kulturę, której pamięć pielęgnuje teraz Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach.

Jak wyglądało życie na tym niegościnnym pomorskim terenie? Jak udało się Słowińcom zachować kulturalną odrębność? Jak ratowano wspomnienia o Słowińcach po II wojnie światowej?

Jak udało się zachować odrębną kulturę słowińską?

Na skutek uwarunkowań geograficznych- podmokłych i niegościnnych terenów- słowińskie wsie były mocno odizolowane od świata. Osady rzeczywiście znajdowały się na ,,odludziu” i przez sporą część roku ciężko było nawet dojechać do sąsiedniej miejscowości. Dzięki tej izolacji udało się w okolicach jezior Gardno i Łebsko zachować tradycje i odrębny język o słowiańskim rodowodzie, które niektórzy klasyfikują jako odłam kultury kaszubskiej. Mieszkańcy swatali się z sąsiadami, a tak niewielkiej społeczności nie sięgały przesadnie akcje germanizacyjne. Wyobraźcie sobie, że dopiero w latach 20-tych XX wieku zbudowano bitą drogę do Smołdzina- wcześniej pokonanie 9-kilometrowego odcinka do tej niewielkiej miejscowości zajmowało aż 3 godziny, o wyprawach do większych ośrodków nie wspominając..

Aby zrozumieć unikatowość kultury słowińskiej, trzeba cofnąć się do XVIII wieku, kiedy na terenie pruskiego Pomorza nasiliły się działania germanizacyjne. Ludy rdzennie słowiańskie w różnym tempie ulegały germanizacji- zdecydowanie szybciej postępowała ona w miastach, w których dominowała ludność niemiecka, z kolei na wsiach proces zachodził wolniej. Oprócz mniejszości takich jak Kaszubi  czy Mennonici, gdzieniegdzie uchowały się ,,wysepki kulturowe”, m.in. Słowińcy nad jeziorami Gardno i Łebsko, Jamneczyńcy nad jeziorem Jamno czy Przyrzyczanie koło Szczecina. O tych małych kulturach słyszy się dziś niewiele, a jedynie odrębność kulturowa Kaszubów przebija się jakoś do naszej świadomości.

Okolice Słupska nazywa się Krainą w Kratę
Witajcie w Krainie w Kratę

Co zobaczymy w Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach?

Tym, co zwraca uwagę przy wjeździe do Muzeum Kultury Słowińskiej w Klukach, jest ,,krata”, czyli typowy mur pruski używany w konstrukcji szkieletowej słowińskich chałup. Biało-czarne chaty prezentują się naprawdę ładnie, a hasło ,,Kraina w Kratę”, której używa lokalna organizacja turystyczna, rzeczywiście działa na wyobraźnię. Chodziliśmy więc sobie niespiesznie między domostwami, oglądając przydomowe ogródki, ostrzyżone owce i starannie ułożone kostki torfu. Lubimy skanseny, w których dba się nie tylko o wnętrze chałup, ale również o ich otoczenie.  

Większość chałup to domy dwurodzinne, często z kilkoma pomieszczeniami. Z jednej strony są to budynki dość skromne, z drugiej, w porównaniu z niektórymi chatami które oglądaliśmy w świętokrzyskim, podkarpackim czy w Toruniu, całkiem jednak spore… Dwa obiekty stoją dziś dokładnie w oryginalnej lokalizacji, pozostałe przeniesiono z opustoszałych po wojnie wsi.

Wyposażenie domów, które możemy ujrzeć w Klukach, to nie tylko oryginalne przedwojenne elementy, ale również przedmioty przywiezione przez przesiedleńców z Wileńszczyzny, którzy nierzadko w nowe miejsca zabierali najcenniejsze ich sercu przedmioty z ojcowizny. Rozmieszczenie artefaktów jest tak naturalne, że momentami można łudzić się, że zaraz do domu wróci właściciel i skarci za myszkowanie po pokojach…

Chaty w muzeum w Klukach
Wnętrze jednej z chat w Klukach

Z wizytą u rybaka i karczmarza

Dodatkowo, skoro mówimy o społeczności żyjącej nad jeziorami, nie zaskoczy wystawa magazynów rybackich i szałasów. Podobno w takich szałasach Słowińcy nocowali, gdy udawali się na dalsze łowy, nad Bałtyk. W muzeum zgromadzono najróżniejsze sprzęty używane do połowów, których nawet nie umielibyśmy użyć…

Oczywiście na plus zapisujemy to, że w Muzeum działa karczma Wilhelma Dargoscha, która istniała jeszcze przed wojną. Dziś kontynuuje tradycję, karmiąc wygłodniałych turystów. Postanowiliśmy i my spróbować słowińskich przysmaków, ładując się przed kolejnymi etapami trasy pysznymi plackami ziemniaczanymi ze śledziem (oraz paroma innymi przysmakami, które przyprawiłyby niejednego dietetyka o zawał serca. Cóż, podobno w trasie wolno więcej…).

W kilku chatach zamiast standardowej ekspozycji wnętrz urządzono historyczną wystawę, z której można dowiedzieć się więcej o kulturze Słowińców i próbach jej ratowania.

Muzeum Wsi Słowińskiej pokazuje przedmioty rybackie
Rybackie sieci, schowek zrobiony ze starej łodzi czy rybackie szałasy- m.in. takie pamiątki po słowińskich rybakach zachowały się do naszych czasów.
Ziemniaki i śledzie
Karczma na terenie muzeum nawiązuje do tradycji karczmy funkcjonującej we wsi przed wojną- komu placka ze śledziami?

Jak ratowano kulturę Słowińców?

Pod koniec XIX wieku kultura Słowian, która ostała się na Pomorzu mimo wszechobecnej germańskiej dominacji, stała się obiektem zainteresowań etnografów. Intrygowało ich jakim cudem udało się zachować lokalną mowę, zastanawiali się jak sklasyfikować regionalne różnice i o jakim stopniu odrębności można w ogóle mówić. Praktycznie w ostatniej chwili utrwalono kulturę Słowińców i Kaszubów Północnych, spisując pieśni, tradycje i m.in. stwierdzając, że słowiński i kaszubski to osobne języki. W ostatniej chwili, gdyż z czasem niemieckie wpływy doszły również i w te tereny, a po wojnie ich mieszkańców zaklasyfikowano jako Niemców.

II wojna światowa i wielka polityka omijała te regiony aż do marca 1945, kiedy to do Kluk przybyli pierwsi sowieci. Słowińcy traktowani byli jak Niemcy, a szykany, gwałty i rabunki stały się przykrą rzeczywistością. Część mieszkańców przymusowo deportowano do Niemiec, pozostali wyjeżdżali na własne żądanie, a na ich miejsce sprowadzono Kresowiaków z Wileńszczyzny.  Po wojnie ostało się w okolicy ledwie 100 osób pochodzenia słowińskiego, a poczucie krzywdy i powojenna bieda spowodowały, że nawet oni decydowali się wyjechać z okolicy. W latach 70-tych okolicę opuścili ostatni rdzenni Słowińcy. Nietrudno sobie wyobrazić, że choć wiosek takich jak Kluki było kiedyś więcej, stopniowo pustoszały, a do dziś zachowała się tylko ta jedna miejscowość. Sąsiednie miejsca są tylko wspomnieniem, ujętym w nawias na turystycznej mapie.

Opuszczone domy trzeba było szybko ratować i chronić dziedzictwo kulturalne tej niezwykłej grupy. Stworzono więc muzeum w Klukach, do którego powstania przyczyniła się między innymi Maria Znamierowska-Puefferowa- znana etnograf, zasłużona w tworzeniu muzeum etnograficznego w Toruniu W smutnych politycznie okolicznościach udało się pozyskać dla muzeum najcenniejsze pamiątki  i uratować drewnianą zabudowę, która dziś przypomina o historii tego terenu. Ciekawy wydał nam się też rys ideologiczny- z jednej strony zainteresowanie powstaniem muzeum można tłumaczyć tym, że władzy bardzo zależało na wykazaniu rdzennej słowiańskości tych terenów, z drugiej strony działania tej samej władzy w stosunku do pozostałych na miejscu Słowińcow zmusiły ich do opuszczenia terenów.  Młody kraj w zmienionych granicach szukał swojej nowej tożsamości, co niestety spowodowało lokalne spięcia…

I słoneczniki!

Jak żyli Słowińcy? Życie wśród jezior i bagien

Czym może zajmować się społeczność osiadła w pobliżu jeziora i morza? Oczywiście filarem domowej gospodarki było rybołówstwo, głównie na jeziorze Łebsko. W połowie brała udział cała rodzina- najpierw rybak po ciemku jeszcze wypływał na jezioro, a gdy wracał koło południa do domu, wspólnym rodzinnym wysiłkiem sortowano ryby, czyszczono sieci i sprzedawano nadwyżkę surowca. Brzmi dobrze? W Klukach dowiedzieliśmy się, że dochód z tego handlu był nieduży, a wsie rybackie były o wiele biedniejsze niż te rolnicze. Jezioro dawało też ,,budulec”- powszechnie wykorzystywana materiałem budowlanym była trzcina.

Ze względu na słabe gleby, rolnictwo było praktycznie przysłowiową ,,orką na ugorze”- wysiewano głównie mniej wymagający owies, a prawdziwym wybawieniem okazały się ziemniaki, które wprowadzono do uprawy w połowie XVIII wieku. Poza tym rosły tu raczej ,,bieda-warzywa” (choć dziś wracające do łask i traktowane nawet jako superfoods ;))- buraki, brukiew i rzepa. Słowińcy trudnili się też hodowlą owiec- szczególnie w celu pozyskania wełny, używanej do produkcji odzieży.

Tereny bagniste utrudniały też komunikację (o czym przekonaliśmy się na własnej skórze, jeżdżąc po okolicy rowerem), co powodowało, że nawet dojście na łąki czy pole po opadach deszczu było wyzwaniem. Często za zwierzęta pociągowe robiły nie konie, a krowy- koń był istnym luksusem. O takiego konia trzeba było należycie zadbać- aby łatwiej było mu poruszać się na grząskim terenie, obuwano zwierzę w specjalnej drewniane nakładki na kopyta, zwane klumpami. Ciekawostką jest, że po holendersku klompen znaczy chodaki, a więc może jest powiązanie między słynnymi holenderskimi butami a ,,chodakami” dla koni. Z kolei w zimę przydawały się prymitywne łyżwy lub raki, które pomagały poruszać się po zamarzniętych terenach.

Warto zajrzeć do Kluk i pooglądać uratowane domostwa

Czym jest Czarne Wesele?

Czy są więc jakieś zalety mieszkania w tak trudnym i niedostępnym terenie? No może oprócz małej konkurencji ;)? Otóż tak: torf! Naturalne pokłady torfu na tych terenach położone są dość płytko, dzięki czemu bez zastosowania skomplikowanych technologii pozyskiwano go zarówno na opał, jak i do użyźniania słabych gleb. Dlatego też przy większości chat prezentowanych w Muzeum Wsi Słowińskiej znajdziecie charakterystyczne kostki torfu. Kopanie torfu było wspólnym wysiłkiem wsi- w maju wszyscy mieszkańcy udawali się na torfowiska i wykrajali z ziemi porcje torfu potrzebne każdemu gospodarstwu. Po pracy wspólnie jedzono i świętowano, a ta tradycja doczekała się nawet swojej własnej nazwy- Schwarze Hochzeit, czyli Czarne Wesele. Co ciekawe, muzeum co roku kultywuje tą tradycję, organizując w trakcie majówki imprezę tematyczną- z torfem w tle, ale ukazującą również inne tradycje Słowińców.

Zachęcamy więc do wizyty w Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach – choć nie jest to może największe i najbogatsze muzeum, w jakim byliśmy, opowiada niezwykle fascynującą historię, którą ciekawie jest odkryć a prezentowane tu budownictwo ,,w kratę” też wyróżnia się na tle większości polskich skansenów. Ciągle coś potrafi nas w Polsce zaskoczyć :)!

Torf czy słowińskie czarne złoto
Torf był w Klukach na wagę złota- w muzeum odtworzono nawet takie detale, jak kostki suszącego się przed domem torfu.

Jezioro Łebsko

Aha, nie wyjeżdżajcie z Kluk bez zajrzenia na platformę widokową na jezioro Łebsko- to raptem krótki spacer od muzeum! To trzecie największe jezioro w kraju (po Mamrach i Śniardwach) i największe przybrzeżne, które stanowiło trzon funkcjonowania kultury słowińskiej. Z wieży doskonale widać nie tylko jezioro Łebsko, ale również wydmy Słowińskiego Parku Narodowego- od Czołpina po Łebę. Warto poczytać o zagrożenia dla ekosystemu Łebska wynikających z zanieczyszczenia nawozami i zarastania jeziora oraz o próbach ochrony jeziora poprzez objęcie go rezerwatem biosfery UNESCO. Ciekawostką jest fakt, że przez cienką nitkę rzeki Łeby dochodzi do mieszania się wody jeziora z morską, szczególnie podczas sztormów. Jeśli chcecie poznać jezioro z naprawdę bliska, polecamy rozważyć rejs do Muzeum Wsi Słowińskiej z Rąbki k. Łeby. W sezonie kursują statki, które oferują pakiet atrakcji, w tym właśnie rejs jeziorem (np. taki ).

wydmy słowiński park narodowy

Z wieży widokowej w Klukach widać już zarys wydm w Słowińskim Parku Narodowym


kładka od strony Kluk

Kładka na jeziorze Łebsko

Brzmi dobrze? Polecamy również nasze inne teksty o atrakcjach województwa pomorskiego!

2 Comments

  1. Ciekawe że władza która na sztandarach miała internacjonalizm, robiła czystki etniczne na skalę i w sposób nie rozważany nawet przez radykalnych nacjonalistów… ?

    A miejsce przepiękne, bylismy wiele lat temu, nie było wiezy widokowej i kladek, skansen był zamknięty, ale za to dopadł nas miliard komarów…
    Tego nie da się zapomnieć 😉

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment