Dziś prezentujemy naszą propozycję wypadu na dłuższy weekend w okolice Bieszczad. Poniższy plan zrealizowaliśmy w czerwcu w ramach świątecznego weekendu, do którego dodaliśmy dwa dni urlopu, unikając w ten sposób tłumów, szturmujących niektóre z poniższych miejsc w lecie. Z tej wyprawy jesteśmy naprawdę dumni – udało nam się zawrzeć zarówno górską „rozgrzewkę” w postaci krótszych tras, jeden naprawdę dłuuuuugi dzień intensywnego wysiłku, miły odpoczynek nad jeziorem oraz oczywiście wiele okazji aby zagłębić się w fascynującą historię tych okolic – pochodzić po starych cmentarzach, poszukać śladów nieistniejących wiosek czy odwiedzić jeden z ważniejszych skansenów w kraju. Na dodatek pogoda była dla nas aż nadto łaskawa i zaskoczyła wczesnoczerwcowymi falami ciepła, które dość szybko nauczyły nas czytania mapy pod kątem oznaczeń strumieni górskich… I ta przyjemnie orzeźwiająca woda w Jeziorze Solińskim na sam koniec wyprawy, przynosząca ulgę zmęczonym od plecaków ramionom! Zapraszamy!


Dzień 1. Lesko, Połonina Wetlińska, Chatka Puchatka

Zwiedzanie Leska: synagoga, kirkut, zamek, cmentarz wojenny, kościół. Wyjazd busem z Leska do Kalnicy (1.5 godz). Wyjście na szlak czerwony przezPołoninę Wetlińską do schroniska Chatka Puchatka (długość przejścia: 4 godziny). Nocleg na szlaku, w Chatce.

Nasze wrażenia z Leska opisaliśmy w osobnym artykule, bo z wielką przyjemnością zagłębialiśmy się w różnorodną historię tego jednak niewielkiego miasteczka. Kto by pomyślał, ze można w tak niepozornych miejscach znaleźć tyle ciekawostek…! Akurat nasza wizyta w Lesku przypadała na dzień Bożego Ciała, w związku z czym z ciekawością przyjrzeliśmy się procesji i przykościelnym straganom, które zaskakiwały doborem i, niestety, kiczowatością asortymentu. Tu papież, tam plastikowe karabiny…

Z Leska ruszyliśmy w trasę, wychodząc z Kalnicy w stronę Chatki Puchatka. Piękna to droga, szczególnie po południu, gdy promienie słoneczne łagodnym światłem otulają widnokrąg. Mimo  widoków, które zachęcały do dłuższych postojów, staraliśmy się utrzymać tempo tak, aby wspiąć się pod Chatkę Puchatka przed zachodem słońca i z górującego nad okolicą pasma górskiego móc podziwiać różowy krążek niknący za horyzontem. Zdecydowanie było warto.

Bieszczady-4325

Jeśli Chatka Puchatka kojarzy Wam się z przytulnością i nieskończonymi zasobami miodku, przygotujcie się na to, że to schronisko niewiele ma wspólnego z idyllą Stumilowego Lasu. Trzeba być świadomym surowych warunków – spania na ziemi, braku prysznica, ograniczonego światła i braku prądu. Marudzące Kłapołuchy lepiej będą czuć się w dolinie, jednak my, niczym rasowe Tygryski, bryknęliśmy zagospodarować naszą częścią tak zwanej „gleby”. I choć może wygody są ograniczone, ale klimat retro turystki górskiej jest czymś, po co warto dodać Chatkę do planu noclegów.

Spędzenie nocy na szczycie wiąże się z dwiema dodatkowymi atrakcjami, szczególnie dla mających problem z zaśnięciem. Po pierwsze, w bezchmurną noc doskonale widać usiane gwiazdami niebo, które, cytując Kanta, „napełnia duszę podziwem i czcią”. Bieszczadzkie szczyty są doskonałym miejscem na tego typu obserwacje, gdyż jako jedno z nielicznych miejsc w Polsce jest niezanieczyszczone sztucznym światłem. Po drugie, jeśli po długiej nocy na zewnątrz będziecie mieć jeszcze siły na wschód słońca, te bieszczadzkie wschody zyskują dodatkowego uroku dzięki skąpanym w porannej mgle górskim dolinom. Mimo że podziwianie porannego spektaklu wiązało się z koniecznością bardzo wczesnej pobudki oraz narażenia się na zimne i porywiste wiatry, chętnych na uwiecznienie tego momentu nie brakowało.

Bieszczady-Wschód-Słońca-Puchatek-Wetlińska-4405


Dzień 2. Połonina Caryńska, Brzegi Górne, Połonina Wetlińska, Ustrzyki Górne

Zejście z Chatki Puchatka, przez Połoninę Caryńską do Ustrzyków Górnych (długość przejścia ok. 6 godz). Nocleg w schronisku Kremenaros.

Bieszczady-Polonina-Wetlinska-4385

Całą tą trasę mogliśmy myśleć właściwie tylko o dwóch rzeczach. Po pierwsze, jak fantastycznie byłoby przemierzać połoniny w okresie owocujących jagodników. Dosłownie wzdłuż szlaku rosną ich takie ilości, że może nikt by nie zauważył, gdybyśmy cichaczem splądrowali kilka krzaczków… Oczywiście, widoki przepiękne, ale wizja dzikiego ataku na jagody z każdym krokiem stawała się coraz bardziej kusząca… Po drugie, tego akurat dnia miał Bieg Rzeźnika, jeden z najcięższych biegów ultra w kraju. Zawodnicy mają do pokonania ponad 70km, w górzystym terenie, w określonym limicie czasowym. Startują skoro świt i przez cały dzień właściwie tylko biegną. Niesamowicie oglądało się ich determinację. Niezwykłe pejzaże i towarzystwo „rzeźników” nie pozwalały narzekać na trud marszu…

Bieszczady-Polonina-Wetlinska-4422

Po drodze warto zatrzymać się na starym cmentarzu w Brzegach Górnych, tuż przed wejściem na szlak przez Połoninę Caryńską – kolejnej pozostałości po ludziach i kulturach, których już w Bieszczadach nie ma.

Polonina-Carynska-4481


Dzień 3. Ustrzyki Górne, Wołosate, Rozsypaniec, Tarnica, Muczne 

Przejście z Ustrzyk Górnych do Wołosatego, skąd można wejść na czerwony szlak ciągnący się przez Rozsypaniec (1280m), Halicz (1333m) i Tarnicę (1346m). Nawrót niebieskim szlakiem szlakiem przez Krzemieniec (1335m), zejście do Mucznego. Długość przejścia z przerwami wynosił 13 godzin. Nocleg w Mucznem.

To był zdecydowanie najtrudniejszy dzień, więc zaczęliśmy go wcześnie. Już o 6 rano, posileni śniadaniem, obraliśmy azymut na Wołosate, aby dostać się na czerowny szlak i zdobyć Koronę Bieszczadów. W Wołosatem mijaliśmy dziczejące sady i ruiny cerkwi, niegdyś ważnego ośrodka religijnego w okolicy.

Bieszczady-Cmentarz-Wołosate-4508

Pogoda nie pomagała, gdy z nieba lał się żar, a las, zamiast przynosić ulgę i schronienie przed słońcem, parował całą swoją powierzchnią. Aż do wyjścia z lasu, mimo jego piękna, szło nam się więc trochę ślamazarnie. Do samej Tarnicy poruszaliśmy się dobrym tempem, jednak coraz bardziej doskwierało nam pragnienie. Obładowani ciężkimi plecakami, nie mieliśmy miejsca na więcej niż kilka litrów wody, które dość szybko znikały w wyschniętych gardłach. Jaka była nasza radość, gdy przed samą Tarnicą doszliśmy w końcu do górskiego strumienia, który oferował nam możliwość uzupełnia zapasów zimnej górskiej wody! Chłeptaliśmy ją z czcią, odpoczywając przed podejściem na samą Tarnicę. Następnie, podążając niebieskim szlakiem, udaliśmy się w kierunku Mucznego. Ten odcinek stanowił prawdziwą walkę z sobą, znużeniem, ciążącymi plecakami, podejściami, gorącem, powoli również głodem.

Bieszczady-4619

Używając wysublimowanych psychotechnik motywacyjnych w postaci wizualizacji kufla zimnego piwa, po 13 godzinach udało nam się dotrzeć do Mucznego, zasiąść w pierwszej napotkanej knajpie i właściwie przez resztę wieczoru tylko siedzieć, pić i jeść, tym bardziej, że nic nie smakuje lepiej niż ciężko wypracowana kolacja, popita kuflem zimnego piwa:) W takich okolicznościach można było spokojnie świętować kolejny etap naszej przygody z Bieszczadami.


Dzień 4. Polańczyk

Przejście do Stuposian (ok.10 km), autobus do Polańczyka. Dzień w Polańczyku.

Z rana udaliśmy się marszem do Stuposian celem złapania autobusu do Polańczyka. Zamierzaliśmy pozwolić naszym ciałom na odpoczynek, spędzić jeden dzień relaksując się w wodzie i podziwiając Jezioro Solińskie. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, przeczytajcie o naszych wrażeniach z Polańczyka!

Polańczyk-Jezioro-Solińskie-4755-2

Zanim wsiedliśmy do busa, zdążyliśmy zwiedzić (tak, znów…) cmentarz w Stuposianach, ze zdziwieniem czytając na tamtejszej tablicy informacyjnej o kolejce wąskotorowej, hutach szkła, centrum górnictwa naftowego, czy tartakach parowych, które uczyniły ze Stuposian istotne centrum ekonomiczne. Dziś Stuposiany to właściwie kilka domów wokół głównej drogi, praktycznie zupełnie nowa miejscowość i tylko cmentarz z kilkoma cudem zachowanymi nagrobkami przypomina o minionej świetności miasteczka.


Dzień 5. Sanok 

Wyjazd z Polańczyka do Sanoka. Zwiedzanie skansenu i rynku, wyjazd z Sanoka w połowie dnia do  Krakowa.

Ostatnim punktem naszej wyprawy, tym razem stricte kulturalnym, był skansen w Sanoku, nad którym pochylimy się w osobnym wpisie!

Pełni wrażeń, przyjemnie zmęczeni i z apetytem na więcej wróciliśmy do biurek i planowania kolejnych wycieczek. Kto wie, czy nie będą to znów Bieszczady. Jeszcze tyle tam do zobaczenia…

Podobał Wam się wpis? Zainspirowaliśmy? A może macie inne opinie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, to dla nas bardzo ważne!

Opt In Image

Zapisz się do naszego newslettera!

Podobał Ci się artykuł na Polska Po Godzinach? Chcesz mieć pewność, że nie ominą Ciebie najnowsze wpisy? Zamów nasz newsletter by być na bieżąco.

  • Gosia Bo

    Przyda się bardzo artykuł. Dzięki! Wybieramy się na Majówkę w te okolicę 🙂 Pozdrowienia!

    • Polska Po Godzinach

      dziękujemy!

    • polskapogodzinach@yahoo.com

      i jak majówka?