Choć w marcu już wszyscy wyglądają bardziej oznaków wiosny niż zimy, tym tekstem pragniemy oddać ostatni zimowy hołd tego sezonu. Jeszcze raz chcemy, choćby na piśmie i zdjęciach, poczuć mróz na policzkach, skrzypienie śniegu pod butami i rzucić okiem na ośnieżone tatrzańskie szczyty… Uwierzcie, szlak, o którym dziś piszemy był naprawdę godnym zakończeniem sezonu! Patrząc na ostatnie zdjęcie ze szlaku, aż trudno uwierzyć, że jeszcze pod koniec lutego mieliśmy tam prawdziwą zimę. Zapraszamy na… Lubań.

Który szlak na Lubań wybrać?

 

Kiedy przyjechaliśmy do Krościenka, byliśmy właściwie zdecydowani: podejdziemy czerwonym szlakiem pieszym spod samego Dunajca i zejdziemy zielonym do Tylmanowej, zahaczając po drodze o najważniejszy punkt programu- wieżę widokową na Lubaniu. Szczęśliwe od tego planu odwiódł nas gospodarz u którego zatrzymaliśmy się na noc, sugerując o wiele bardziej widowiskową i, co w zimie ważne, krótszą trasę niebieskim szlakiem z Przełęczy Snozka, z zejściem czerwonym szlakiem do Krościenka. W rozmowie okazało się, że wszystkie busy z Krościenka do Nowego Targu muszą przejechać przez Przełęcz Snozka- jeśli dogadamy się z kierowcą, nie powinno być problemu z wysiadką zaraz koło szlaku.

Już przy opuszczaniu autobusu wiedzieliśmy, że to był naprawdę trafiony pomysł- naszym oczom ukazał się jeden z najlepszych widoków na zimowe Tatry, jaki udało nam się kiedykolwiek upolować. Wiedzieliśmy, że przy tak dobrej widoczności, w miarę wchodzenia będziemy mogli cieszyć się panoramą Tatr w pełnej rozciągłości. To zdecydowanie motywowało do wchodzenia pod górę- im wyżej byliśmy, tym lepiej widzieliśmy nie tylko Tatry, ale również Pieniny, z charakterystycznym szczytem Trzech Koron w roli głównej. Słońce milutko rumieniło lica, a zagrzewający narciarzy do slalomowego boju głos spikera niósł się po okolicy, motywując również i nas.

Widoki, widoki, widoki…

Niebieski szlak jest o tyle miły, że duża jego część prowadzi odsłoniętymi halami, pozwalając naprawdę cieszyć się doskonałym widokiem. Dopiero bliżej szczytu szlak wprowadził nas do lasu, w którym dzielnie walczyliśmy z częściowo zmrożonym, a częściowo już całkiem miękkim śniegiem, klucząc zimowym lasem już do samego szczytu. Choć w lecie przebieglibyśmy taki odcinek niczym rącze kozice ;), w zimie porządnie się zgrzaliśmy, a przez sesję fotograficzną na szczycie wieży (ale tam zimnem wiało…) i jej podnóża w rezultacie zmarzliśmy. Tak, tak, góry w zimowych warunkach bywają przekorne. Szczękając zębami, ogarnialiśmy niesamowity widok, który roztaczał się z wieży- poza wspomnianymi Tatrami i Pieninami, widać było Babią Górę oraz pasma Gorców i Beskidu Sądeckiego.

Ciekawostką jest, że na Lubaniu działa w lecie baza namiotowa- już planujemy, żeby przywędrować tu kiedyś z namiotem i na wieżę wdrapać się o wschodzie słońca. To byłoby coś, prawda? Wtedy bez pośpiechu dałoby się cieszyć takimi pysznymi widokami i dopiero po nasyceniu się nimi w pełni ruszyć dalej, np. czerwonym Głównym Szlakiem Beskidzkim (o długości aż 517 km), który właśnie przez Lubań przechodzi.

Tymczasem nie mogliśmy dłużej bawić na szczycie, bo zimny wiatr coraz bardziej nas wyziębiał. Brnąc przez nawiany na szczycie śnieg, trochę się rozgrzaliśmy, jednak czucie w palcach odzyskaliśmy dopiero po wejściu w las. Czerwony szlak do Krościenka idealnie nadaje się na powolne (ok 2.5 godz) schodzenie, jednak ze względu na zalesienie, nie sprawiłby większej przyjemności przy podchodzeniu. Po drodze małą ciekawostką są ,,grzybki”- charakterystyczne zadaszone miejsca odpoczynku, ulokowane w miejscach z ciekawym widokiem. To nawiązanie do przedwojennych obiektów, które miały zapewnić schronienie w czasie niepogody mieszkańcom niewielkich wiosek, regularnie pokonujących pieszo drogę do Krościenka. Przed samym Krościenkiem przysiedliśmy więc pod takim ,,grzybkiem”, rzucając ostatnie spojrzenie na zamglone już o tej porze dnia Tatry, i zeszliśmy w ,,niziny”, zabierając z powrotem do Krakowa prawdopodobnie ostatnie w tym sezonie zimowe wspomnienie…

5 komentarzy

  1. Świetny pomysł miał ten gospodarz. Wiecie że choć teren znam nieźle, to taka trasa do głowy mi nie przyszła, a przecież teraz gdy przeczytałem o niej u Was, wydaje się absolutnie oczywista!

  2. Uwielbiam Gorce i Pieniny 😉 Pomysł z wejściem od strony przełęczy i zejściem do Krościenka wpadł mi do głowy kilka lat temu 🙂 widoki ze szczytu super, ja tam nigdy na pogodę trafić nie mogę ;P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz