W czasach, gdy noc była długa, a portfel cienki, picie alkoholu ,,na mieście” sprowadzało się raczej do szybkich szotów, dających natychmiastowe ,,efekty”. Teraz, gdy ,,efekty” są raczej niewskazane, a picie wina przyjemnością samą w sobie, naturalnie poszukujemy miejscówek, w których możemy spotkać się ze znajomymi i powspominać te szalone, zamierzchłe już dzieje.

Uprzedzamy- żadni z nas rasowi somelierzy, a nasz ,,nos” jest raczej aspirujący niż w pełni dojrzały. Nie znaczy to jednak, że nie umiemy docenić dobrego trunku, a docenić miłą atmosferę i towarzyszące jedzenie umiemy z pewnością! Jeśli więc szukacie miejsc z dobrym winem, ale dostępnych dla ,,normalnych” ludzi, polecamy nasze subiektywne zestawienie:

Bar a Wino to dziecko (wnuczę?) samego Marka Kondrata. Gdy to usłyszeliśmy, wyobraziliśmy sobie lokal bardzo ,,aę” i wysublimowany do bólu. Szczęśliwie miło było się pomylić- to normalne, niezobowiązujące miejsce, w sam raz na spotkanie z grupą znajomych czy koleżanką. Bardzo szeroki wybór wina na kieliszki i jeszcze szerszy wachlarz butelek na ścianach- każdą można oczywiście skonsumować na miejscu. Do tego kilka prostych przekąsek- deski z mięsistymi oliwkami, chleb z oliwą, tarta, jakiś deser- uwaga skupia się na winie (i słusznie), ale głodnym człowiek z Bar a Wino nie wyjdzie. W lecie miłe są stoliki na zewnątrz, wtapiające się w życie Mostowej, ulicy-łącznika między Kazimierzem a Podgórzem. Kto więc lubi przy winie pogapić się w dal, może lustrować spacerujących przez placu Wolnica. Na lekki minus zapisujemy obsługę- odrobina więcej zainteresowania klientem i zaangażowania w robotę i będzie bardzo dobrze.

W Klimatach Południa mówimy już właściwie o restauracjo-winotece. Jeśli więc nadszedł czas zaspokoić konkretne potrzeby, Klimaty Południa staną na wysokości zadania. Polecamy szczególnie na niewielkie okazje, bo lokal jest całkiem przestronny i zapewnia intymność również grupkom. Jak nazwa wskazuje w karcie pojawia się sporo nawiązań do kulinariów południa, choć zadbano również o rodzime akcenty- delikatne pasztety, królika czy kaczkę. Choć nie jest to może nasza ulubiona restauracja w Krakowie, serwowane dania są na przyzwoitym poziomie. Pole do popisu zdaje się być większe w przypadku karty win- zarówno na kieliszki, jak i na butelki można doszukać się swoich ulubionych etykiet. Pomyślano również o przekąskach ,,pod kieliszek”- oprócz typowych ,,desek” kusząco brzmią antipasti w postaci wędzonego pstrąga czy hummusu- do spróbowania przy następnej okazji.

Za siedmioma osiedlami, za siedmioma dużymi skrzyżowaniami, między brzydkimi blokami, było sobie maciupkie miejsce. W tym maciupkim miejscu, na malutkich krzesełkach, przy wąziutkich stoliczkach i przyciemnionym świetle, co chwilę potrącając kolejne bibeloty, siedzieli rozanieleni smakosze gruzińskiej kuchni, tłuszcząc  palce ciepłym plackiem drożdżowym podanym prosto z pieca, z którego ciągnął się słonawy, roztopiony ser, ściekało prawdziwe masło i płynne jeszcze żółtko jajka… Tak zaczynałaby się nasza krakowska bajka o gruzińskich smakach schowanych w unikalnej knajpce w tzw. ,,środku niczego”. Bajkę tę opowiadalibyśmy, racząc słuchaczy tradycyjnym gruzińskim winem z qvevri (zakopywanych w ziemi glinianych amfor), bo to zdecydowanie wino godne niejednej historii. W GMT Georgian WineArt zjecie nie tylko masę pysznych, domowych ,,przekąsek do wina” (które w rzeczywistości są smakowitymi porcjami najlepszych gruzińskich dań, a nazywanie ich przekąskami jest prawie karygodne), ale i napijecie się dobrze ponad 20 rodzajów gruzińskiego wina. Najlepiej wciągać je od razu na butelki, bo wybór pozycji ,,kieliszkowych” jest niestety bardziej ograniczony. Do GMT ma więc sens przyjść z grupą pijących przyjaciół i dać zaprosić się na prawdziwie gruzińską ucztę, gdzie wino (niedrogie!) szczodrze się leje, a gruzińscy gospodarze miejsca raz po raz donoszą parujące garnuszki domowych przysmaków.

To miejsce z pewnością już dobrze zakorzenione na krakowskim gruncie, a jednak dla nas dopiero odkrycie ostatnich miesięcy. Specjalizacja to szeroko rozumiana Europa Środkowo-Wschodnia, a do win na kieliszki (lub butelki, oczywiście), przegryźć można przysmaki z lokalnymi akcentami lub potrawy z gruzińskiego food trucka. Miejsca na Lipowej jest całkiem sporo, a w lato rozrasta się dodatkowo o kilka stolików na zewnątrz. Lokalizacja takich klimatycznych miejsc na Zabłociu bardzo pozytywnie wpływa na okolicę, która żyje nie tylko za sprawą odwiedzających muzeum turystów, ale również mieszkańców, którzy w końcu mogą zaspokoić swoje najróżniejsze potrzeby- w tym winne- dosłownie po sąsiedzku.

To absolutna nowinka na naszej liście i to taka, której gorąco kibicujemy. Kochamy Podgórze miłością szaloną i niezrozumiałą ;), więc przytulny wine bar z widokiem na najbardziej ikoniczną bryłę krakowskiego Podgórza- kościół św. Józefa- od razu przykuł naszą uwagę. Przechodząc, po prostu weszliśmy do Miro z ciekawości i okazało się, że… akurat wbiliśmy na otwarcie. Ależ my mamy nosa! W Miro leją się wina z najróżniejszych części świata, a nas zaintrygowała silna reprezentacja win morawskich. Do tego antipasti, drobne przekąski, piękne plakaty na ścianach i doskonała miejscówka w oknie, z widokiem na Rynek Podgórski. To chyba będzie całkiem przyjemna jesień…!

Mercatino (dawniej: Słoneczny Kredens), ul. Karmelicka [uwaga: od grudnia 2019 zamknięte!]

EDIT: Mercatino niestety zamknięte- niepowetowana to strata, bo ogródek i winka mieli pierwszorzędne. Zostawiamy tu ten wpis, bo kto wie, może ktoś gdzieś-tam nas wysłucha i wskrzesi w tym miejscu klimatyczną winiarnię.

Mercatino to ciągle ,,młodziak” na mapie winnego Krakowa- podpatrujemy go od jego pierwszych (chwiejnych) kroków i ogromnie kibicujemy! Dlaczego? Bo to niezwykle klimatyczny lokal z dala od krzykliwych turystów, a jednak na tyle blisko, żeby delikatny alkoholowy rausch można było rozchodzić spacerując po najpiękniejszych uliczkach Krakowa. Uwiodła nas też obsługa, a szczególnie przemiły pan właściciel, który zawsze idealnie odczytuje nasz humory. Dodatkowo miejsce to wyróżnia ,,specjalizacja”- produkty sycylijskie, węgierskie i… polskie! A że dla polskiego wina straciliśmy ostatnio głowę, to tym cieplej nam się robi na sercu, kiedy widzimy palcem po ,,patriotycznej” liście trunków. Butelki można kupić też ,,na winos”, a warto, bo wybór małopolskich ( i nie tylko) winnic mają imponujący. No i wielki ,,as w rękawie” Mercatino, na który ostrzymy ząbki każdego pogodnego dnia: absolutnie wspaniały ogród na tyłach kamienicy. Lampka rose w ciepły wieczór pod baldachimem bluszczu czy może pierwszy grzaniec w październikowym słońcu? My się na to piszemy! Aha, dla ciekawych różnych eno-anegdotek Mercatino organizuje spotkania z winiarzami i winomaniakami

No dobrze, ale co zjemy i wypijemy w Mercatino? Oczywiście wino na kieliszki, do tego deskę serów lub wędlin, o których obsługa chętnie opowiada. Na większy głodek zawsze znajdzie się jakiś kawałek lasagni lub gnocchi, a do tego deser, dobra kawa i luźna atmosfera.

Trudno uwierzyć, że to przy Karmelickiej.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz