Małopolska umie w rowery. Po prostu. Nieraz wspominaliśmy o tym, że w Małopolsce powstaje jedna z najatrakcyjniejszych sieci tras rowerowych w kraju, o czym jednak najbardziej lubimy się przekonać w praktyce. Z wielkim powodzeniem testowaliśmy już odcinki Wiślanej Trasy Rowerowej czy fragmenty tras za Tarnowem. Zachęceni doskonałymi ścieżkami rowerowymi poprowadzonymi wzdłuż Wisły i Dunajca, nabraliśmy ochoty na więcej. Tym razem nasz wybór padł na początkowy odcinek trasy VeloDunajec – od Zakopanego do Nowego Sącza. Po przejechaniu jej wiemy na pewno: gdy trasa będzie już w pełni gotowa, podbije serca każdego cykloturysty! Wyobraźcie sobie tylko: rowerem przez najpiękniejsze zakątki województwa, od Zakopanego przez Gorce, Pieniny, Beskid Sądecki do nizin za Tarnowem. Brzmi bajecznie, prawda? Sprawdźcie szczegóły, bo spory odcinek VeloDunajec już na Was czeka!

VeloDunajec- jaki jest zamysł?

VeloDunajec będzie rowerowym hitem. Dunajec to niezwykle małopolska rzeka- zaczyna bieg w Małopolsce, a do Wisły uchodzi zaraz za granicą województwa. VeloDunajec to planowana, ponad 200-kilometrowa trasa, po której przejedziemy prawie wzdłuż całej rzeki. W zamyśle większość szlaku pobiegnie po odseparowanych od ruchu trasach rowerowych, które budowane są naprawdę w wysokim standardzie: gładki asfalt, bardzo czytelne oznaczenia, Miejsca Odpoczynku Rowerzystów i dobrze przygotowane mapy, które pomogą w planowaniu wyprawy. Spory fragment trasy jest już oznaczony i gotowy do testów, więc właśnie jego wzięliśmy na pierwszy ogień. 

Pomarańczowy kierunkowskaz z informacja o Velo Dunajec i Szlaku Wokól Tatr.
Trasa jest naprawdę dobrze oznakowana

Założymy się, że powyższe informacje zadziałają na wyobraźnię każdego rowerzysty. Jednak w przypadku VeloDunajec nie ograniczalibyśmy się tylko do sportowego przejazdu- wycieczka szlakiem VeloDunajec to doskonała okazja na poznanie najpiękniejszych miejsc w województwie. Zabytkowa drewniana architektura, szlacheckie dworki, średniowieczne zamki i tajemnicze klasztory- to wszystko czeka na Was na trasie VeloDunajec.

Gotowi na krajoznawczą przygodę na rowerze?

Zachód słońca na Velo Dunajec nad Jeziorem Czorszyńskim.
Zachód słońca nad Jeziorem Czorsztyńskim

VeloDunajec: Hej, spod samiuśkich Tater!

Trasa VeloDunajec zaczyna się w samym Zakopanem. Choć w sezonie to miejsce bardzo oblegane przez turystów, ma jedną zasadniczą zaletę- niezłe połączenie pociągowe, dzięki któremu mogliśmy wygodnie dotrzeć pod Tatry z naszymi jednośladami. Jakby nie patrzeć, Zakopane to ciekawy punkt startowy- bo i góry mają przepiękne, i trochę kultury w postaci stylu zakopiańskiego liznąć tu można. A jak się wstanie o 6 rano i po cichu wyjedzie z agroturystyki, to nawet Krupówki dają radę- o tej porze nie spotkaliśmy tam ani jednego dudka! Dawno w Zakopanem nas o tej porze roku nie było, więc z przyjemnością przejechaliśmy się po zrewitalizowanej Równi Krupowskiej i wypiliśmy poranną kawę z widokiem na ,,Śpiącego rycerza”- Giewont. Gdy tylko espresso zaczęło krążyć w naszych żyłach, postanowiliśmy wykorzystać poranną porę i czym prędzej ruszyć w drogę.

VeloDunajec zaczyna się w Zakopanem, u podnóża Tatr.
Zakopane powoli budzi się do życia, a my już w drodze...
Zaczynamy z widokiem na Śpiącego Rycerza!

Była to decyzja  o tyle sensowna, że trasa VeloDunajec od Zakopanego do przedmieść Nowego Targu prowadzi głównie lokalnymi drogami, a nie osobną ścieżką rowerową. Nie zrozumcie nas źle, nie są to złe drogi (no i rano było pusto), ale po tym, jak rozpieściła nas pozostała część trasy, kawałek między Zakopanem a Nowym Targiem oceniamy jako umiarkowanie ciekawy. Kilka interesujących momentów udało się jednak złapać- a to zabytkowe drewniane domy położone z dala od głównych zakopiańskich arterii, a to drewniany kościółek na Szlaku Architektury Drewnianej, w którym pięknie śpiewano ,,Kiedy ranne wstają zorze”, a to znów pierwsze kontakty z nieśmiałym jeszcze Białym Dunajcem…

Drewniane cudeńka na szlaku...
Zabytkowe polichromie na drewnie...
Yay!

Kiedy pod Tatrami powoli budziło się życie, my właśnie dojeżdżaliśmy do Nowego Targu. Na podobny pomysł wpadli chyba kierowcy ze zmieniającego się turnusu, tak więc radzimy przejechać ten odcinek wcześnie rano, ewentualnie zacząć od Nowego Targu. Na jazdę z dziećmi i przyczepkami tego akurat fragmentu nie polecamy, bo wygodna i odseparowana trasa zaczęła się dopiero koło nowotarskiego dworca kolejowego. Tam spokojnie odetchnęliśmy, a VeloDunajec wyprowadziło nas na łagodne łąki i pola. Wśród nich miasto zbudowało ciekawą strefę wypoczynku i relaksu- znajdziecie tam zarówno ścieżki piesze i rowerowe, jak i leżaki oraz… literaturę! Tak, naszemu ,,nerdowskiemu” oku nie umknęła mała biblioteczka na świeżym powietrzu, do której można sięgnąć w chwili relaksu. Na tę chwilę sobie jednak nie pozwoliliśmy, bo drugie oko, to bardziej krajobrazowe, wychwyciło na horyzoncie kilka ruszających się białych plamek. Stado owiec na Podhalu? Ah, co  za to banał! Jednak nie bylibyśmy prawdziwymi mieszczuchami, gdybyśmy nie pognali przyjrzeć się z bliska beczącej gromadce… Przyznajcie, że są urocze… 

Skoro Podhale, to muszą być owce- te lekko golutkie 😉

Nowotarska Hanka wyrusza na flirty (niespiesznie)

W Nowym Targu bywaliśmy nieraz, głównie przy okazji pieszych wycieczek w Gorce– wszak Nowy Targ to niekwestionowana stolica tego pasma. Tym razem mieliśmy czas, żeby na luzie  pokręcić się po rynku i spróbować słynnych nowotarskich lodów, produkowanych tu od dawien dawna. A że tym hasłem posługiwały się dwie sąsiadujące ze sobą lodziarnie, nie mieliśmy wyjścia-  spróbowaliśmy obu ofert (ale naprawdę, tylko ze względu na reporterską obiektywność :)). Spór o to, które są najlepsze, pozostawiliśmy nierozstrzygnięty, a naszą uwagę przykuła rzeźba góralki jedzącej swój słodki rożek. Nowotarżanie nazywają ją Hanką i żartują, że kiedy nowotarska Hanka spotka się w końcu z jej rzeźbionym odpowiednikiem z Krupówek, wtedy cała trasa od Krakowa do Zakopanego będzie w końcu mieć przynajmniej dwa pasma szerokości :). Przyznajcie, że mają poczucie humoru na tym Podhalu, prawda ?

Cisza, spokój sielanka...
Ratusz w Nowym Targu- stolicy Gorców

Ale, ale, przecież nie na lody przyjechaliśmy! Na lodowym gazie wróciliśmy z rynku na trasę VeloDunajec i tym samym zaczęliśmy najciekawszy fragment naszej velo-przygody. To tu Biały Dunajec wpada do Dunajca i to tu przywitała nas elegancka, odseparowana od ruchu drogowego ścieżka rowerowa oraz pierwsze piękne nadrzeczne widoki. Za Nowym Targiem bowiem kończy się konglomeracyjna zabudowa, a zaczynają się widoczki na dolinę Dunajca. Biorąc pod uwagę fakt, że pogoda zdecydowanie dopisywała, a nas co rusz mijali kolejni rowerzyści, poczuliśmy prawdziwego rowerowego bluesa i po raz pierwszy (zdecydowanie nie ostatni!) zrozumieliśmy, jak potrzebna jest taka porządna rowerowa infrastruktura. Kto wie, może  jeżdżenie na rowerze już pobiło piłkę nożną i stało się naszym sportem narodowym? Biorąc pod uwagę liczbę mijanych rowerzystów- jesteśmy na dobrej ku temu drodze!

Za Nowym Targiem zaczyna się rowerowe eldorado

To dworskie, to chłopskie, a to tischnerowskie- witajcie w Łopusznej

Przejeżdżaliśmy przez most na Dunajcu, gdy nagle Tomek gwałtownie zahamował. Coś się zepsuło? Zgubił sakwę? Nie! Jego fotograficzne oko wyłapało szczegół, obok którego przeszło kilka osób. Brzegiem Dunajca brodził niezwykle rzadki już w Polsce ptak- bocian czarny. W przeciwieństwie do białego kuzyna, którego widok w Polsce nikogo nie dziwi, hajstra jest bardzo nieśmiały i niezwykle płochliwy. Spotkać go można raczej w zalesionych przestrzeniach, w pobliżu zbiorników wodnych i rzek. W przeciwieństwie do bociana białego, nie zobaczycie jego gniazda na dachu domu czy słupie elektrycznym- oj nie, za bocianem czarnym trzeba się nachodzić po leśnych ostępach. A tu proszę, nie dość, że pięknie eksponował swoje wdzięki, to jeszcze nic sobie nie robił z przedłużającej się sesji fotograficznej. Oto jej rezultat! 

Bocian czarny- kto widział go kiedyś na żywo?

No ale nie z bocianów Łopuszna słynie. W miejscowości warto zobaczyć Dwór Tetmajerów- filię Muzeum Zakopiańskiego. To zachowana oryginalna bryła szlacheckiego dworku, w którym mieszkała rodzina Tetmajerów. Szczególnie znani są jej dwaj przedstawiciele- Kazimierz Przerwa-Tetmajer, którego ,,wałkowaliśmy” na lekcjach literatury, oraz Włodzimierz Tetmajer, młodopolski artysta i działacz niepodległościowy, autor wielu fresków i m.in. fragmentów słynnej ,,Panoramy Racławickiej”. 

Dwór Tetmajerów w Łopusznej- pamiętacie Kazimierza Przerwę-Tetmajera ze szkoły? Otóż to...

W Łopusznej zajrzeliśmy też do zabytkowego drewnianego kościoła pod wezwaniem św. Trójcy- nam już tak chyba z tymi kościołami zostanie na zawsze, po wycieczce śladem Szlaku Architektury Drewnianej, musimy zajrzeć do każdego. Pomyślcie sobie: ten kościółek datowany jest na drugą połowę XV wieku! To znaczy, że ma dobrze ponad 500 lat, a przy okazji ostatniego remontu znaleziono fragmenty świadczące o tym, że niektóre jego elementy mogą być jeszcze starsze. Polichromie z XX wieku ciekawie komponują się z wnętrzem świątyni, którego największy skarb to gotycki tryptyk z XV wieku.

Polichromie w Łopusznej
Kościółek w Łopusznej

Z Łopuszną związana jest również postać Józefa Tischnera, który był tu księdzem i spoczął na łopuszańskim cmentarzu. W Gminnym Ośrodku Kultury można obejrzeć tzw ,,Tischnerówkę”- izbę pamięci poświęconą filozofowi. Zaś dosłownie kilka kilometrów dalej czekało na nas Dębno Podhalańskie z kolejnym drewnianym kościołem- tym razem tak cennym, że wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Kolarska poezja z Tatrami w tle

Nim jednak do niego ,,dojedziemy”- znów ,,zbliżenie na drogę”. Bo po raz kolejny spotkała nas czysta rowerowa przyjemność w postaci gładziutkiej asfaltowej ścieżki z widokiem na skryte za woalką mgieł czubki tatrzańskich szczytów. Przy lepszej widoczności można by się w nie gapić godzinami- tym bardziej, że gapić się jest gdzie, bo po drodze czeka nowiutki MOR (miejsce odpoczynku rowerzystów )z zadaszeniem, toaletą i miejscem na grilla. Słowem,pełen wypas i to wypas, który nieraz widzieliśmy jeszcze dalej na trasie. Taki standard infrastruktury naprawdę powinien zadowolić nawet wybrednego cykloturystę.

Jedziemy, jedziemy, ale czasem się odwracamy- bo za plecami takie widoki!
Trasa nad samą rzeką? Proszę bardzo, bliżej się chyba nie da 🙂

Podobnie rzecz się miała bliżej Dębna- tam dopiero co zakończono pracę nad następnym kawałkiem asfaltu, poprowadzonym po wale nad Dunajcem. Coś nam się zdaje, że oficjalnie to nawet jeszcze tej ścieżki nie oddano do użytku, ale potwierdzamy, że pomyślnie przeszła nasze testy! Można przecinać wstęgę :).

Tak się rozpędziliśmy tym wałem, że prawie minęliśmy zabytkowy kościół pod wezwaniem św. Michała Archanioła w Dębnie Podhalańskim- uważajcie i bądźcie czujni, bo nie chcecie go przegapić. Wpis na listę UNESCO nie ,,przytrafił” mu się bez przyczyny- niesamowite polichromie datowane na ok. 1500 rok przetrwały do dziś w doskonałym stanie i to bez żadnej poważnej konserwacji. Podobno to najstarsza w całości zachowana polichromia na drewnie w Europie. Ciekawostką jest, że wnętrza malowali obwoźni dworscy malarze, więc malowidła przypominają bardziej roślinne zdobienia sufitów komnat wielmożów niż religijne motywy znajdowane zazwyczaj w takich miejscach. Swoją drogą ciekawe, jakich substancji konserwujących farbę użyli ci artyści… ,,Trzymasz się tak dobrze, jak polichromie w Dębnie!”- taki suchar nam się z tego ułożył :).

Kościół w Dębnie Podhalańskim wpisany jest na listę UNESCO
Te polichromie z XV wieku to jedne z najcenniejszych w naszym kraju!

Jezioro Czorsztyńskie- technika i rekreacja

Za Dębnem brakuje jeszcze co prawda utwardzonego zjazdu pod mostem, ale gdy czytacie ten tekst, prace dalej postępują. Naszym rowerom nic nie jest straszne, wjechały więc i pod most, aby następnie odpocząć na ścieżce na samej krawędzi zapory na Jeziorze Czorsztyńskim. Jaki to kawał konstrukcji, najlepiej widać ze zdjęć z powietrza.

Pięknie!
Takie tam z jeziorem Czorsztyńskim
Trochę wody i autorzy 🙂
Poznajcie Ernesta, owadziego stróża VeloDunajec. Nie lada przystojniak:)

Za campingiem Przystań Wiatr i Woda we Frydmanie jeszcze trwają prace, ale podobno mają zakończyć się w tym sezonie. Już teraz da się tamtędy przejechać (choć oczywiście nie wtedy, gdy trwają roboty), ale lepiej poczekać do ich zakończenia i przeżyć efekt ,,wow”! Bo że taki będzie, to wiemy na pewno- ścieżka prowadzi lasem wzdłuż linii brzegowej jeziora i w prześwitach oferuje takie widoki, że mucha nie siada! Kilka mostków ułatwi pokonywanie brodów i coś nam się wydaje, że staną się  one popularnymi ,,spotami” fotograficznymi. Kto wie, może zakochani rowerzyści będą również tu zapinać miłosne kłódki… 🙂

Już wiemy, że ten mostek będzie hitem!
Asfalt nówka-sztuka, prace jeszcze trwają, ale już wiemy, że będą Państwo zadowoleni!

VeloDunajec- trasa panoramiczna

Najcięższy podjazd na trasie to zdecydowanie ten pod Falsztyn. Ale, ale- widoki, które oferuje  w zamian wynagrodzą wysiłek wspinaczki na tych kilkuset metrach. Otwarta przestrzeń i doskonała panorama na jezioro Czorsztyńskie- spędziliśmy ponad pół godziny, po prostu siedząc i gapiąc się przed siebie. Sztos!

VeloDunajec nad Jeziorem Czorsztyńskim.
Takie widoki wynagradzają podjazd.
Zatoka Falsztyńska robi wrażenie

Kiedy pomyśleliśmy: ,,ok, napatrzone, trzeba cisnąć, bo kilometry same się nie zrobią”, ledwie przejechaliśmy przez Falsztyn i znów… kolejna przerwa. Tym razem urzekł nas niesamowity widok na Pieniny i zamek w Nidzicy, roztaczający się z nowiuśkiego zjazdu. Co mogliśmy zrobić- po prostu rozłożyliśmy się z małym piknikiem i zachwycaliśmy się tym pejzażem…

Z takim widokiem zjazdy mogłyby się nie kończyć...
Nasz ulubiony fragment trasy VeloDunajec

Długi zjazd, niezwykle popularny wśród rowerzystów, doprowadził nas z powrotem nad samą wodę, do plaży w Nidzicy. Z tego miejsca widać doskonale zarówno ruiny zamku w Czorsztynie, jak i nidzickie mury. Zamek w Nidzicy zdecydowanie warto zobaczyć- posłuchajcie historii o szlakach handlowych, rozbójnikach i… ukrytym inkaskim złocie. Tak, tak, podobno gdzieś na zamku ukryte są południowoamerykańskie skarby… Cóż, poszukiwania kosztowności musieliśmy odroczyć na później- w szczycie sezonu pominęliśmy zwiedzanie zamku i popedałowaliśmy w stronę Pienin. Raptem kilka kilometrów, w Sromowcach Wyżnych i Niżnych, było już zdecydowanie spokojniej.

Ruiny zamku w Nidzicy
Ruiny zamku Czorsztyn

Z wizytą u flisaków

Przejechaliśmy czym prędzej na słowacką stronę, w kierunku Czerwonego Klasztoru i Drogi Pienińskiej. W tych rejonach byliśmy już kiedyś na jesieni i w zimę, ale dopiero przy okazji VeloDunajec dotarliśmy tam także latem. 10-kilometrowa szutrowa ścieżka od Czerwonego Klasztoru do Szczawnicy to absolutny klasyk- poprowadzona nad samym brzegiem Dunajca, oferuje spektakularne widoki na pienińskie szczyty. Trzy Korony, Sokolica i wiele innych ciekawych skałek, a przy tym przyjemny baldachim z liści i miły chłód znad wody. Nic dziwnego, że do Szczawnicy dotarliśmy w doskonałych nastrojach, które dodatkowo poprawiła pyszna kolacja. Szczawnica to jedno z tych miejsc, do którego regularnie wracamy co roku- może za sprawą ciekawej historii uzdrowiska, może ze względu na estetyczną kurortową zabudowę, a może po prostu na pyszne ciasto w naszej ulubionej kawiarni. Tak czy siak, wróciliśmy i teraz 🙂

Będąc w Pieninach warto zatrzymać się nadłużej!

Być w Czerwonym Klasztorze i nie zrobić sobie takiej fotki?
Trzy Korony i spływ Dunajcem, czyli pieniński klasyk
Szczawnica ma w sobie coś ze szwajcarskiego kurortu, prawda?

Pięta achillesowa Velo Dunajec

Za Szczawnicą kończy się rowerowe eldorado- trasa do Krościenka wciąż jest odseparowana od ruchu, ale już nie tak wysokiej jakości. Niestety od Krościenka do Zabrzeża szlaku po prostu jeszcze nie ma i niestety nie zanosi się, żeby miało się to szybko zmienić. Wielka szkoda, bo z kolei za Zabrzeżem jest na powrót naprawdę ciekawie, ale taka przerwa może odstraszyć niektórych rowerzystów. Jedyna metoda to chyba ta zastosowana przez nas- pocisnąć ten fragment bardzo wczesnym ranem.  A pocisnąć warto, bo za Zabrzeżem znów jest miło i spokojnie- i tak aż do Nowego Sącza.

Łącko – stolica małopolskich sadów

Czy Łącko z czymś Wam się kojarzy? Może, na przykład, ze śliwowicą łącką? Dobrze, dobrze! Ciepło, ciepło! Okolice Łącka to prawdziwe zagłębie małopolskiego sadownictwa- choć warto zaznaczyć, że rosną tam nie tylko śliwki potrzebne do produkcji tego słynnego trunku. W poszukiwaniu najpiękniejszych małopolskich owoców przekroczyliśmy most na Dunajcu i za plecami zostawiliśmy ruchliwą drogę, oddając się w pełni uroczej  wiejskiej sielance. VeloDunajec biegnie tu bowiem przez niewielkie osady i hektary sadów oraz krzewów owocowych- tu grusza, tam sad jabłoni, zaraz porzeczki i dzikie maliny- nic tylko ukradkiem podjadać owoce :). 

Zbocza sadów koło Łącka

Ten fragment był chyba najspokojniejszy na całej trasie- niewielu rowerzystów, pedałowanie w takt szumu Dunajca i delikatne pofałdowania na widnokręgu. Takie prawdziwe wakacje na wsi, tylko w wydaniu rowerowym. Koniecznie tu zajrzyjcie! Aha, na krótką przerwę polecamy Tłocznię Maurera- prawdopodobnie kojarzycie Soki Maurera, dostępne w wielu ekosklepach w Polsce. W taki upał schłodzony sok gruszkowy czy śliwkowy działał cuda!

Cisza, spokój sielanka...
Trudno policzyć, ile razy przekraczaliśmy rzekę Dunajec

Stary Sącz – miasto św. Kingi

Im bliżej do Starego Sącza, tym bardziej gęstniała zabudowa, a po kolejnych kilku kilometrach, zameldowaliśmy się już na starosądeckim bruku. Stary Sącz to przykład typowego galicyjskiego miasteczka z zachowaną historyczną tkanką miasta i ciekawą historią. Stary Sącz silnie związany jest z postacią św. Kingi, żony Bolesława Wstydliwego, która po śmierci męża wybrała życie zakonne i osiadła właśnie tutaj. Para z Kingi i Bolesława była ciekawa- jego przydomek nie pochodzi od tego, że bał się zabrać głos, ale z tej przyczyny, że jako człowiek niezwykle pobożny ślubował wraz z żoną czystość małżeńską.

Rynek w Starym Sączu

Tereny Sądecczyzny były zastawem za posag, który Kinga wniosła, wychodząc za polskiego księcia. Św. Kinga zasłużyła się Polsce na wiele sposobów. Pewnie pamiętacie ją z Kopalni Soli Wieliczka- tak, ,,pierścień św. Kingi”, który według legendy pomógł zlokalizować pokłady soli, to właśnie jej pierścień. Zasłużyła się też staraniami o kanonizację św. Stanisława, a takie starania umacniały pozycję młodziutkiego wtedy polskiego państwa. Świętą Kingę kanonizował Jan Paweł II, a ciekawostką jest, że świętymi i błogosławionymi jest również kilka innych osób z jej rodziny- ciekawe, co to za geny :). 

Stary Sącz to przede wszystkim założenia klasztorne sióstr klarysek

VeloDunajec- pauza w Nowym Sączu

Nowy Sącz od Starego dzieli ledwie krótka trasa po wale i nim się dobrze obejrzeliśmy, znależliśmy się już na nowosądeckim rynku. Jeszcze rzut oka na Miasteczko Galicyjskie i łapaliśmy pociąg do Krakowa. Tu wypada pauza naszej wycieczki- ,,pauza”, bo to nie jest jeszcze koniec trasy VeloDunajec. W założeniu będzie ona mieć aż 237 kilometry i skończy się w Wietrzychowicach. Sporo odcinków wokół Tarnowa jest już gotowych, jednak trudno jeszcze mówić o płynnym przejeździe między Nowym Sączem a Tarnowem. Dlatego na tę chwilę ,,pauzujemy”- ale o tym, że wrócimy w te strony jesteśmy święcie (Kingo!!) przekonani. VeloDunajec ,,dodajemy do ulubionych”, planujemy śledzić  postępy i za rok przejechać kolejny fragment.

 

Małopolsko, robisz to dobrze!

Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu przenosi nas w minioną epokę...
MOR- Miejsce Odpoczynku Rowerzystów. Wiata, mapa, toalety, grill-jest kultura!
Taką trasę przejedzie nawet ,,niedzielny rowerzysta"

VeloDunajec praktycznie

Mapa VeloDunajec i atrakcje na szlaku

Docelowo trasa VeloDunajec będzie wynosić 237 kilometrów – dokładny postęp prac znajdziecie na VeloMałopolska. Mapa pokazuje również proponowane objazdy nieskończonych jeszcze fragmentów trasy, więc na upartego można próbować pokonać całość. Przejechaliśmy odcinek od Zakopanego do Nowego Sącza o długości 135 kilometrów, a naszą trasę znajdziecie na poniższej mapie wraz z okolicznymi atrakcjami.

Gdzie zacząć i jak dojechać na VeloDunajec?

Na południe Małopolski dotarliśmy pociągami – o ile wakacyjne połączenie PKP miło nas zaskoczyło (3 godziny nowym, pachnącym składem Pesy z Warsem), tak powrót Regio starym taborem (100 km w 3,5 godz z Nowego Sącza do Krakowa) nas nie uwiódł – jedynym plusem jest naprawdę sporo miejsca na rowery. Z drugiej strony – ileż to dobrych książek przeczytaliśmy w tych naszych pociągach. Na tę podróż też weźcie sobie jakąś literaturę.

Gdzie spać?

Na trasie znajdziemy kilka dużych i sporo mniejszych miejscowości turystycznych z niezłą bazą noclegową- choć w tak ścisłym sezonie dobrze jest wcześniej zrobić rezerwację.  My zwykle szukamy Booking – tym razem nocowaliśmy w Zakopanem, Łopusznej i Tylmanowej. Mijaliśmy po drodze kilka pól namiotowych oraz agroturystyk z możliwością rozbicia namiotu w ogrodzie – w przypadku takiej opcji z noclegiem nie powinno być większego problemu.

Najciekawszy odcinek?

Najlepszy odcinek testowanego przez nas fragmentu VeloDunajec to fragment między Nowym Targiem a Szczawnicą- już na jesieni będziecie mogli przejechać nim praktycznie wyłącznie po ścieżkach rowerowych i ciągle asfaltem. Za Krościenkiem do Zabrzeża trzeba przesiąść się na ruchliwą drogę, z kolei fragment od Zakopanego do Nowego Targu również prowadzi może nie aż tak ruchliwymi, ale jednak drogami publicznymi. Jeśli więc jedziecie z dziećmi, proponujemy ograniczyć się na razie do fragmentu Nowy Targ-Szczawnica. Ciekawostką jest planowana trasa wokół jeziora Czorsztyńskiego, która znakomicie dopełni Velo Dunajec. 

Filmowy bonus dla nieprzekonanych!

Wpis powstał we współpracy z Małopolską Organizacją Turystyczną w ramach naszego udziału w Turystycznych Mistrzostwach Blogerów organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną.

12 komentarzy

  1. Genialna relacja!
    Tu jednak mała uwaga „fragment między Nowym Targiem a Szczawnicą- już na jesieni będziecie mogli przejechać nim praktycznie wyłącznie po ścieżkach rowerowych i ciągle asfaltem”

    Nie do końca, bo odcinek słowacki Przełomu Dunajca z Czerwonego Klasztoru do granicy PL/SK pozostanie jednak szutrowy. PIENIAP nie zgodził się tu na asfalt. Szosowcom polecam objazd przez przełęcz Wielki Lipnik/Leśnica.

    • Dziękujemy i skorygujemy. Rekomendacja od VeloMałopolska to jak cenny znak jakości:)
      PS I chyba dobrze, że zostawią obecną nawierzchnię, bo tam jest strasznie tłoczno w sezonie, więc lepiej trzymać rowerzystów w ryzach;) Poza tym beton i asfalt w parku narodowym jest chyba zbędny.

    • Świetny tekst, chyba Wasz najlepszy. Widać że nominacje Was nakręcają, to super, bo będzie więcej takich fajnych materiałów do przeczytania.

      Jedna uwaga. Polichromie i freski to dwie różne rzeczy. W kościołach drewnianych raczej nikt tynków nie kładł, więc mamy polichromie nie freski.

      • Bardzo dziękujemy za miłe słowa :), może to kwestia sprężenia zwrotnego, a może… wyśrubowanych terminów 😉 Wiadomo, nic tak nie działa na poetę jak deadline 🙂 Dzięki również za sprostowanie, w sumie nie wiedzieliśmy, że jest różnica – poprawimy 🙂

  2. Zakopane Nowy Targ można przejechać obok „zakopianki” aż do Szaflar gdzie też po kilku kilometrach uciekamy Szaflarską w prawo i dojeżdżamy do ścieżki rowerowej.

  3. A czy odcinek Nowy Sącz – Kraków też da się pokonać unikając jazdy po drogach publicznych czy niestety tylko taka opcja pozostaje ?

    • W tej chwili da się już dojechać z Tarnowa do Krakowa po ścieżkach rowerowych – częściowo VeloDunajec i potem Wiślaną Trasą Rowerową. Trwają prace na EuroVelo4 Tarnów-Kraków przez Niepołomice.
      Od wsi Wielogłowy nad Nowym Sączem do Tarnowa trwają jeszcze prace.
      Kolejne odcinki są budowane, więc przed wyjazdem warto sprawdzić stan trasy na stronie VeloMalopolska podanej u nas we wpisie w rozdziale „mapa”.

  4. Miałem okazję podziwiać kawałek trasy z powierzchni tratwy. Przyznam szczerze, że żałowałem wtedy, że nie zdecydowałem się na rower… Widziany kawałek prezentował się wyśmienicie. Dzięki analizie tego wpisu muszę stwierdzić, że trasa prezentuje się bardzo okazale. Czasami żałuję, że człowiek wyemigrował i od Polski dzielą mnie setki kilometrów. Muszę pomyśleć nad najbliższym urlopem albo dłuższym weekendem w Polsce 🙂

  5. Poprowadzenie Velo Dunajec przez przełom Dunajca w Pieninach, to niestety porażka – to jest wybitnie deptak spacerowy – choć udostępniony dla cyklisów… kiedyś było tu kameralnie i spokojnie, ale po wejściu do Schengen i przerzuceniu kładki w Sromowcach, trasa jest oblegana i przetłoczona. Wyjściem alternatywnym jest objazd przez Lesnice, Veľký Lipník i Haligowce. W dodatku nawet przy drobnych opadach, wyślizgana wapienna nawierzchnia sprzyja uślizgom i stanowi bardziej trasę enduro. P-m airstreeem20

    • Na trasie w sezonie bywa tłoczno, i jak piszesz, może być tam czasem niebezpiecznie, ale trzeba dostosować jazdę do warunków. Poza tym, nie dziwi nas, że dziś większość ludzi na trasie to rowerzyści, bo na piesze wędrówki Pieniny oferują dużo ciekwszych opcji, a to doskonała rodzinna trasa. Velo Dunajec z proponowanym objazdem stracił by bardzo dużo ze swojej widowiskowości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz