Wejście na słynną Sokolicę stanowiło zwieńczenie naszego styczniowego wypadu w Pieniny. Przez dwa pierwsze dni trzymał siarczysty mróz, jednak na doskonałą pogodę nie mogliśmy narzekać. W wspaniałej zimowej aurze, wśród białych stoków, oszronionych drzew i błękitnego nieba, udało się nam wejść na Wysoką i Trzy Korony, a zapierające dech w piersiach panoramy okazały się wspaniałą nagrodą za trud zimowej wędrówki przy -20C. Trzeci dzień był trochę mniej mroźny, za to w powietrzu czuć było unosząca się wilgoć, która potęgowała uczucie zimna. Unosząca się nad okolicą mgiełka spowiła okolicę, mimo tego Sokolica zapadnie nam w pamięć na długo- być może właśnie przez te mniej dogodne warunki.

Wschód słońca koło schroniska Trzy Korony- poranna pobudka wynagrodzona 🙂

Kierunek Sokolica. Szlak ze schroniska ,,Trzy Korony”

Po wyjściu ze schroniska Trzy Korony szybko dotarliśmy do Wąwozu Szopczańskiego, przez który pospiesznie przebiegliśmy poprzedniego dnia.

Obejrzycie się czasem za siebie… 🙂

Tym razem, wypoczęci i najedzeni, wędrowaliśmy pomiędzy wysokimi wapiennymi ścianami, jednego z najpiękniejszych wąwozów w Pieninach, który w delikatnych oparach porannej mgły prezentował się troszeczkę tajemniczo.

Słońce świeciło tylko przez chwilę…

Idąc dalej żółtym szlakiem, dotarliśmy do Przełęczy Szopka- tym razem doskonale widoczne poprzedniego dnia szczyty Tatr spowijała warstwa mlecznej mgły. Ciężko było nam uwierzyć, że stoimy dokładnie w tym samym miejscu, z którego przed kilkunastoma godzinami mogliśmy podziwiać majestatyczne pasma. Tym razem nie było widać nic.

Na całej połaci śnieg…

No cóż, górskie wędrówki to nie tylko idealne warunki pogodowe, czasem całym doznaniem na szlaku jest po prostu przyjemność z ruchu i obcowania z naturą… Nawet mimo tego dość pozytywnego nastawienia trasa odrobinę się dłużyła, a na wyszukiwanie ciekawych ptaków lub śladów zwierząt w śniegu było nam po prostu za zimno.

Trochę cieplej i na pewno ciekawiej, ze względu trudności na szlaku zrobiło się w wyższych partiach Pienin. Poruszanie się niebieskim szlakiem na Sokolicę to w warunkach zimowych prawdziwe wyzwanie.

Może ze zdjęcia tego nie widać, ale po prawej stronie zaczynało się nieprzyjemne urwisko…

Kamienie, stanowiące w lecie doskonały punkt zaczepienia, w zimie pokryte są cienką warstwą lodu, zdradliwą dla stopy piechura.

Mgliście i tajemniczo…

Dodatkowo od Przełęczy Kumikówka szlak prowadził krawędzią wzniesień (Sokola Perć), co tym bardziej zmuszało do ostrożnego stawiania kroków. Nietrudno ześlizgnąć się ze zbocza, a eksponowana do wiatru trasa w takich warunkach była po prostu trudna. Jeśli więc nie czujecie się na siłach na takie przechadzki, proponujemy iść trochę dłuższa trasą, czyli praktycznie równoległym szlakiem niebieskim, na którym unikniecie stromizn i ekspozycji.

Najsłynniejsza polska sosna

Po długim i wymagającym skupienia marszu dotarliśmy w końcu do podnóża Sokolicy. Trasa na sam szczyt, w lecie pokonywana przez setki wycieczek, stanowiła tym razem nie lada akrobatyczny wyczyn, wymagający podciągania się na barierkach i skoordynowania ślizgających się na lodzie nóg. Dotarłszy już tak daleko, nie mogliśmy się jednak poddać i mozolnie, ostrożnie stawiając każdy krok, próbowaliśmy dotrzeć na górę, aby na własne oczy zobaczyć słynną sosnę reliktową, widoczną na prawie każdej pocztówce lub pamiątkowym zdjęciu z Pienin.

Jest i słynna sosna!

Może hasło brzmi zabawnie, jednak jest to interesująca ciekawostka przyrodnicza. Choć wygląda bardzo niepozornie, drzewko ma już ponad 500 lat. Udało mu się zakorzenić i wytrwać w tym miejscu przez kilka stuleci pomimo niesamowicie niesprzyjających warunków – surowych skał i silnych wiatrów.

Rośnie więc tak dzielnie na samym szczycie Sokolicy w towarzystwie innych chronionych sosen.

Czy na Sokolicy mieszkały sokoły?

Jeśli do tego dodać fakt, że nazwa szczytu bierze się od mieszkających tu niegdyś sokołów, wyobraźnia podpowiada doskonały wręcz obrazek: skalistego, trudno dostępnego wzniesienia, z fantazyjnie pokręconymi drzewami, na szczytach których dumnie górują potężne ptaki.

Kiedyś Sokolica była ulubionym miejscem sokołów.

Choć o sokoły tu już trudno, w urwiskach pomieszkują pustułki i pomurniki, a skały zdobią niezwykle rzadkie porosty. 300-metrowe urwisko skalne robi wrażenie, a latem słychać z niego szum płynącego u stóp urwiska Dunajca. Co prawda mgły nie pozwoliły nam cieszyć się widokiem innych górskich pasm, jednak i tak Sokolica zrobiła na nas wrażenie.

Nitka Dunajca

Zimno ciągle dawało się we znaki, więc czym prędzej ruszyliśmy w drogę powrotną.

Czerwone lica w cenie 🙂

Zejście zielonym szlakiem w dół do Dunajca i dalej do Krościenka nad Dunajcem to zaledwie trzy kwadranse, nim się obejrzeliśmy dotarliśmy do doliny rzeki. Ostatni rzut oka na panoramę zamarzniętego Dunajca i z tym obrazem przed oczami, skierowaliśmy się do miasteczka. Na rozgrzewającą herbatę podjechaliśmy do Szczawnicy.

Profil trasy na Sokolicę

Sokolica. Szlak, wskazówki i inne przydatne informacje z Pienin:

  • Wejście na Sokolicę jest płatne, ale bilet umożliwia też wejście na Trzy Korony. W sezonie zimowym nikt jednak biletów nie sprzedaje albo wystraszył się mrozu:)
  • Z Krościenka do Krakowa jeżdżą regularnie bezpośrednie autobusy, aktualny rozkład można sprawdzić na www.e-podroznik.pl
  • Trasa ze Schroniska Trzy Korony do Krościenka przez Sokolicę: długość 8,9 kilometrów, czas przejścia 3 godziny 20 minut (raczej w warunkach letnich), suma przewyższeń 604 metry
  • Przeprawa przez Dunajec na niebieskim szlaku do Szczawnicy funkcjonuje  tylko od 15 kwietnia do 31 października
  • Przeczytaj także o spływie Dunajcem!

Byliście w Pieninach? Jakie są Wasze ulubione szlaki? Dokąd wybieracie się w najbliższym czasie? Dajcie znać w komentarzach!

2 Comments

  1. Witam.
    Pieniny, Pieniny i jeszcze raz Pieniny. Za każdym razem coś innego odwiedzamy.
    Tak po kolei to już kilka miejsc mamy zaliczone. Pierwsze to Palenica następnie Bereśnik, Wąwóz Homole, Wysoka, Trzy korony, Biała Woda.Tak przez trzy lata. W tym roku zaliczona Sokolica i nie spełnione wejście na Przehybę.
    Wejścia tylko w lecie. Sokolice udało się zaliczyć kilka tygodni przed tragicznym wypadkiem na szczycie i wyrwaniem słynnej sosenki.
    Natomiast na Przehybę wybieraliśmy się trzy razy. Ponoć do trzech razy sztuka. I za trzecim razem nie udało się wejść na sam szczyt a to za sprawa zabłądzenia na szlaku.Przed szczytem chcieliśmy pójść na łatwiznę wybierając ścieżkę rowerową która zamiast na szczyt poprowadziła nas kilka kilometrów na Szczawnicę. Ale wszystko przed nami co się odwlecze to nie uciecze.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment