Kto powiedział, że sezon rowerowy kończy się w wakacje, ten niewiele jeszcze przebił w życiu dętek. Ostatnio uważnie obserwujemy rozwój kolarstwa i coraz bardziej bezczelne panoszenie się rowerów z wymyślnymi bajerami umożliwiającymi jazdę w każdych warunkach- zimowe opony lub szerokie koła fat bike’ów kuszą pedałowaniem przez cały rok. W kwestii sprzętu daleko nam do rowerowych geek’ów, za jedyne kryterium doboru sprzętu przyjmując wymóg ,,byle jeździł”. Co się jednak tyczy harta ducha, tu staramy się nie zaniżać standardów J. Jest w nas pewna nutka przekory, która mobilizuje do wskoczenia na absolutnie standardowe i nienowoczesne rowerowe siodełko również przy mniej przychylnych niż letnie warunkach. Tak, drodzy Czytelnicy- w listopadzie da się odbywać świetne rowerowe wycieczki! To prawda, że strasznie się nie chce, że trzeba wyjść z domu przed świtem, aby złapać jak najwięcej dnia, owszem jest zimno i warto mieć rękawiczki, tak, ludzie patrzą jak na szaleńców, a i współczynnik ubłocenia jest nieprzyzwoicie wysoki. Jeśli po tym wstępie ciągle macie ochotę na rowerowe szaleństwo, zapraszamy na nasz autorski szlak rowerowy po okolicach Krakowa! [opis trasy i mapa na dole posta]

W drogę! 

IMG_2535

Rower-eksponat z Wygiełzowa. Nasz sprzęt jest niewiele lepszy :). 

Wyruszyliśmy jeszcze o zmroku z samego centrum Krakowa i załadowaliśmy rowery do pociągu regionalnego w stronę Trzebini, kalkulując przyjazd na kilka minut po wschodzie słońca. Rzuciwszy pobieżnie okiem na okolice trzebińskiego dworca, zdecydowaliśmy się udać w przyjaźniejszą stronę, do lasu- wzdłuż ulicy Głowackiego, mijając po drodze Stawy Chechło, przy których zatrzymaliśmy się na chwilę zadumy nad skąpanym w porannej mgle zbiornikiem. Chwilę pogubiliśmy się po okolicznych łąkach i wyrastających z nich w nieładzie nowych posesjach, domkach i przyszłych osiedlowych dróżkach, z których „dziś na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco”, po czym udało nam się trafić na właściwą leśną ścieżkę. Ta doprowadziła nas do Zakładu Wapienniczego w Płazie. Niby nuda i ot, nieciekawy lokalny przemyślik, a jednak było coś intrygującego w tym nieco kosmicznym krajobrazie. Udało nam się również skąpać po kolana w powapiennym błotku, od tej pory będąc postrachem małopolskich szos. Gdy niewiele później weszliśmy do jedynego otwartego w okolicy sklepu, ekspedientka na nasz widok zdawała się być gotowa oddać wszystkie drożdżówki po dobroci.

20141122_093522

Po Płazie trasa prowadziła wzdłuż pól, aby w końcu złączyć się z asfaltową drogą w dół (taaaaak! cudowny zjazd!) do samego muzeum- Nadwiślańskiego Parku Etnograficznego w Wygiełzowie.

Skansen w Wygiełzowie

W parku można wybrać się na spacer wśród 25 eksponatów obrazujących życie Krakowiaków Zachodnich (termin wprowadzony przez Oskara Kolberga), czyli mieszkańców zachodnich okolic Krakowa.

20141122_102216

IMG_2538

20141122_105128

Zapoznawanie się z wnętrzem oryginalnej wiejskiej szkoły, zwiedzanie autentycznego drewnianego kościoła z lekko przekrzywioną konstrukcją czy czytanie historii aspirującego gospodarza Marchewki były nie tylko okazją do odpoczynku po trasie, a przyjemnością samą w sobie.

IMG_2531
20141122_102011

20141122_105147

Wirtualny spacer po Wygiełzowie można odbyć tutaj; http://www.mnpe.pl/images/wycieczka/virtualtour.html – nowoczesne oprowadzanie po skansenie, bardzo nam się podoba!

Zamek Lipowiec

Ogrzani barszczykiem w gospodzie na terenie muzeum, ruszyliśmy zobaczyć dwór oraz Zamek Lipowiec. Usytuowany na porośniętym dziś brzozowym lasem wzgórzu, Zamek Lipowiec w swoim czasie stanowił idealny punkt obronny- przy dobrej pogodzie widać było nawet szczyty Beskidu.

20141122_113859

Najstarsze elementy murów i studnię datuje się już na XIII wiek. Przez pięć wieków, aż do zaborów, zamek był własnością małopolskich biskupów, którym służył w celach obronnych i jako więzienie, między innymi dla zwolenników reformacji. W czasie potopu szwedzkiego zamek został z łatwością zdobyty przez nowoczesną armię szwedzką, która pozostawała w jego okolicach przez kolejne dwa lata. Pod koniec XVIII wieku biskupstwo próbowało jeszcze użytkować obiekt jako miejsce rekolekcji, jednak nie odzyskał on już swojego blasku. Trawiony przez pożary i opuszczony popadał w ruinę, aż w latach 50. XX wieku uznany został za zabytek i poddano pracom konserwatorskim. Dziś można go zwiedzać zarówno w trakcie sezonu, jak i podczas regularnie organizowanych turniejów rycerskich.

IMG_2580

Po obejrzeniu Lipowca wskoczyliśmy znów na nasze rowery i udaliśmy w stronę Kwaczały i Regulic, obserwując przy okazji pewien wyraźny, jakże małopolski, trend w nazewnictwie większych ulic kolejnych mijanych miejscowości- Jana Pawła II na zmianę z Wyszyńskiego. Trzymając się tego klucza i dzielnie pedałując po kolejnych wzniesieniach, minęliśmy intrygujące kopuły studia filmowego w Alwerni, które z daleka przypominają kształty rodem z odległej galaktyki.

alwernia

Zdjęcie z oficjalnej strony Studia Filmowego w Alwerni.

Zamek Tenczyn (Rudno)

Dotarliśmy też w końcu do kolejnego zamku – tym razem we wsi Rudno. Historia podobna do tej z Lipowca, z tą różnicą, że zamek pozostawał w prywatnych rękach rodziny Tęczyńskich. Wieść głosi, że w okolicy zamku często bywały takie znamienitości, jak Rej czy Kochanowski. Również tu dotarli niszczycielscy Szwedzi, wiedzeni nieprawdziwą informacją o schowanym w murach skarbie. W XVIII wieku zamek uległ pożarowi od uderzenia pioruna, jednak we względnie dobrym stanie przetrwał aż do drugiej wojny światowej, w rękach rodziny Potockich. Niestety jest kolejnym zabytkiem na naszych trasach, który popada w ruinę ze względu na toczące się spory własnościowe wynikające z reformy rolnej z 1944. Już w 2009 roku zamknięto obiekt dla zwiedzających, a przypadkowo spotkani na przyzamkowym parkingu pasjonaci i społeczni opiekunowie zamku nie snuli przed nami zbyt optymistycznych wizji.

20141122_151949

Ruiny Tenczyna są tak malownicze, że można by je podziwiać bez końca, jednak ponaglał nas czas i konieczność dojechania do stacji przed zapadnięciem zmroku.

Aktualizacja: Tenczyn otrzymał granty z ministerstwa i powstaje z ruiny, o czym przekonaliśmy się w trakcie tej wycieczki.

W ostatniej chwili udało nam się dotrzeć do stacji w Krzeszowicach, skąd ukontentowani, pełni wrażeń i absolutnie dumni z siebie zadumaliśmy się, kontemplując… czym dopierzemy ciuchy. Nie ma to jak listopadowy rower!

DODATKOWE INFORMACJE:

  • Więcej o zamku w Lipowcu
  • O zamku w Tenczynie pisaliśmy również przy okazji tej wycieczki. 
  • Długość trasy: ok 35km (część trasy pod górę). Czas przejazdu ze zwiedzaniem, przerwą na posiłek itp.- ok 7 godzin.W pociągach regionalnych można przewozić rowery po uprzednim zakupieniu na niego biletu. Radzimy zabrać odblaski!
  • TRASA: Trzebinia – Płaza – Wygiełzów – Lipowiec – Alwernia – Zamek Tenczyn (Rudno) – Krzeszowice. Trasa częściowo leśna lub prowadząca mało ruchliwymi ulicami niewielkich miejscowości.

Podobał Wam się wpis? Zainspirowaliśmy? A może macie inne opinie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, to dla nas bardzo ważne!

6 Comments

  1. Witam
    Proszę o korektę tekstu dotycząca złej odmiany nazwy miejscowości PŁAZA. Mamy tą PŁAZĘ, po tej PŁAZIE ….. nie „płazach” … choć tych na naszych terenach jest dostatek ale nie od tego nazwa się wywodzi 😉

  2. Kiedyś zapragnęliśmy przejść z Rudna do Alwerni a jakoś tak wyszło, że przeszliśmy Puszczę Dulowską aż do miejscowości Dulowa. Od tego czasu mam ogromny sentyment do tych miejsc. Urokliwe zdjęcia, pozdrawiam!

    • Widzę, że podobne „odchyły”, też nam się zdarzają takie”jakoś tak wyszło”- to są chyba najprzyjemniejsze momenty wędrówek. Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment