Dziś po raz kolejny odbyliśmy ważną turystyczną lekcję. Prognoza pogody nie była przesadnie obiecująca- pierwszy zimowy weekend nowego roku miał upłynąć pod znakiem roztopów i opadów deszczu ze śniegiem. W Tatrach czwarty poziom zagrożenia lawinowego, w Bieszczadach zalecenia by nie wychodzić na szlaki, a w Beskidach nieprzetarte szlaki i słaba widoczność. Po serii takich komunikatów myśleliśmy już tylko o tym, żeby spędzić ten weekend w burrito z koca :). Choć wiedzieliśmy, że na naszą oryginalnie zaplanowaną trasę raczej się w takich warunkach nie pokusimy, zebraliśmy resztki samozaparcia i zdecydowaliśmy pojechać chociaż do Bielska-Białej. W planie minimum chcieliśmy rozruszać się po świętach, wchodząc pod Szyndzielnię. ,,Jeśli warunki będą słabe, wrócimy”- pomyśleliśmy.

Z Bielska-Białej na Szyndzielnię

 

Dojeżdżając do szlaku na Szyndzielnię, rozważaliśmy jeszcze wyjazd kolejką (albo chociaż powrót), ale zdecydowaliśmy się podejść kawałek o własnych siłach. Ten ,,kawałek” okazał się całą trasą do góry i z powrotem, a my mieliśmy z tego zimowego spaceru masę radochy! Tak, śnieg był mokry, tak padało i zacinało, owszem, przemokliśmy do najbliższej ciału warstwy. A jednak endorfiny zrobiły swoje :). Przyjemność z nietrudnego, acz miło rozgrzewającego spaceru, przepiękny ośnieżony krajobraz (zimo, tęskniliśmy!) i gorący barszczyk w nowym miejscu- to właśnie lubimy w tym wszystkim najbardziej!

Na Szyndzielnię wyszliśmy niebieskim leśnym szlakiem, który raz kluczył między drzewami, innym razem prowadził wzdłuż górskiego strumienia. Choć podejście pod Szyndzielnię to generalnie trasa na ,,niedzielny spacer”, udało nam się na samym początku przeoczyć zakręt niebieskiego szlaku… Tak więc uważajcie, szczególnie w zimowych warunkach. Po jakimś czasie szlak niebieski połączył się z czerwonym, który wyglądał na techniczną drogę leśną. Szeroki, równy i przetarty idealnie sprawdził się na styczniowy rozruch. Nie musieliśmy się wiele zastanawiać, zamiast tego po prostu wędrowaliśmy i podziwialiśmy iście zimowy pejzaż. Gałęzie drzew aż uginały się pod ciężarem mokrego śniegu, pnie pokrywała cienka warstwa zimowego nalotu, a nietkniety puch w niektórych miejscach nawiało do imponującej wysokości. Jaki piękny kontrast do nieciekawej ,,zimy w mieście”!

Szyndzielnia- najstarsze schronisko w Beskidach

 

Fotografując, rzucając się śnieżkami i dzielnie walcząc z płatkami śniegu, dotarliśmy do celu naszego spaceru- schroniska PTTK na Szyndzielni. Schronisko na Szyndzielni to już ponad stulatek, co czyni je najstarszym murowanym schroniskiem w Beskidach. Kiedyś obok obiektu znajdował się tor saneczkowy, skocznia narciarska czy winiarnia na parterze- dziś niestety takich atrakcji na Szyndzielni nie uświadczymy. Na pocieszenie w lecie można przyjrzeć się ciekawemu ogrodowi skalnemu- ,,alpinarium”, w którym zgromadzono rodzime i alpejskie rośliny górskie. Schronisko na Szyndzielni oferuje noclegi dla prawie 50 osób, no i oczywiście przysmaki górskiej kuchni, dla których warto zadać sobie wysiłek i podejść o własnych siłach. Aromatyczny barszczyk i grzane piwo dopełniły poczucie zimowego szczęścia :).

Wracaliśmy już tylko czerwonym szlakiem, który w miarę upływu czasu stopniowo się zaludniał. Co ciekawe, doskonale nadaje się on do skitourów. Sporo śmiałków zjeżdżało również na dół na sankach- może pokusimy się o któreś rozwiązanie następnym razem :).

Informacje praktyczne:

  • Pod wyjście na szlak można dojechać autobusem nr 8 (do ostatniej stacji) lub 7 (wtedy trzeba jeszcze kawałek dojść niebieskim szlakiem)
  • Polecamy nasz tekst o bezpiecznych zimowych trasach– może ułatwi wybór celu zimowej wędrówki 🙂

10 Comments

  1. A znam, znam i z zimy i z deszczu (miksa nie pamiętam) i z lata. Byłem tam w czasach licealnych i wcześniej i później. Spacerek, niemęczący, ale jednak spacerek i swoje robi.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment