Architektura, świątynie, historia i sztuka. To niewątpliwie pierwsze skojarzenie z Krakowem, ,,Miastem Królów”. Choć niewątpliwie w Krakowie można spędzić sporo czasu w obrębie ścisłego centrum, tym razem zachęcamy do wyjechania poza ciasne uliczki i ich kocie łby. Choć uwielbiamy się snuć po śródmieściu, w stolicy Małopolski cenimy również to, że łatwo uciec od miejskiego gwaru, a na wyciągnięcie ręki są miejsca niczym nie ustępujące atrakcyjnym wakacyjnym destynacjom. Zapraszamy na sportową wycieczkę po Krakowie, którą wypróbowaliśmy w ciepły letni dzień. Jeśli marzy Wam się wakacyjny odpoczynek, a dysponujecie jedynie krótką weekendową przerwą, ta trasa pozwoli Wam na maksa wykorzystać letnią aurę. A więc w drogę!

 

Z wielkiej łąki na wielki kopiec

Zaczęliśmy na największej krakowskiej łące, a więc na słynnych Błoniach, które bez problemu zlokalizuje w mieście każdy. Patrząc na ten ulubiony przez Krakowian teren do rekreacji, trudno uwierzyć, że jeszcze całkiem niedawno, bo do 1885 roku, pasły się tu… krowy. Rozgrzewka na Błoniach nie trwała długo, gdyż dość szybko odbiliśmy z ul. Focha w Malczewskiego i Zaścianek, podjeżdżając pod Kopiec Kościuszki.

Ten charakterystyczny pomnik ku czci przywódcy insurekcji kościuszkowskiej doskonale widać z wielu miejsc w mieście, jednak rzadko nadarza się okazja aby zwiedzić do z bliska. Warto zadać sobie trud i wspiąć się na jego wierzchołek, gdyż roztacza się z niego doskonały widok na całą okolicę. Samą historię kopca można poznać dzięki niewielkiej wystawie przybliżającej szczegółowo historię obiektu. Kopiec Kościuszki stanowi też jeden z najlepiej utrzymanych krakowskich fortów Twierdzy Kraków, które niegdyś ściśle otaczały miasto.

Adrenalina w Lasku Wolskim

Z Kopca Kościuszki podążyliśmy szlakiem pieszym w stronę ulicy Starowolskiej i Jodłowej, gdzie zaczyna się niebieski szlak rowerowy. Ostrzegamy- to dość wymagająca trasa o nieco górskim charakterze, więc trzeba przygotować się na podjazdy i slalom między drzewami, jednak spokojnie daliśmy radę na naszych niezbyt wypasionych rowerach.

Momentami bezpieczniej jest zejść z siodełka i przeprowadzić rower, jeśli jednak macie ochotę na odrobinę adrenaliny, koniecznie wypróbujcie ten szlak. Trasa kręci po przegorzałskich zboczach i prowadzi przez naprawdę dzikie zakątki Lasu Wolskiego, dostarczając tym samym masy endorfin! Spokojniejsi rowerzyści mogą dojechać szlakiem rowerowym na wysokość ZOO i tam przesiąść się na szerokie piesze ścieżki. Tak czy siak, zapuszczając się w te okolice, nie unikniecie kilku podjazdów i troszkę się rozruszacie :).

Pedałując w stronę oazy

Na wysokości mniej więcej adresu Ks. Józefa 120 zdecydowaliśmy się wyjechać z Lasku Wolskiego i przesiąść na rowerową ścieżkę wzdłuż wiślanego wału- jeśli zaś macie ochotę pobuszować dłużej po kompleksie leśnym, można również spaść w kierunku rzeki na wysokości ul.Orlej, zahaczając uprzednio o górujący na wzgórzu klasztor Kamedułów. Wzdłuż ul.Mirowskiej prowadzi trasa rowerowa i chodnik, tak więc bezpiecznie można udać się w kierunku Piekar, a tam, za numerem 140, odbić w prawo w asfaltową polną drogę, wiodącą w stronę Budzynia.

Ten skrót został nam doradzony przez mieszkankę Piekar i rzeczywiście okazał się strzałem w dziesiątkę. Praktycznie żadnego ruchu, złociste pola i doskonałe widoki na klasztor Kamedułów oraz (w drodze powrotnej) opactwo w Tyńcu. No i ta wizja kąpieli po intensywnej przejażdżce rowerowej w 30-stopniowym upale…

Relaks nad wodą- Zalew w Kryspinowie

Do Zalewu w Kryspinowie dojechaliśmy po kilkunastu minutach i sprawnie znaleźliśmy wolne miejsce. Teren do plażowania jest naprawdę spory i jeśli tylko nie musicie koniecznie leżeć na piasku, z pewnością znajdziecie jakąś dyskretną miejscówkę. Nie czarujemy, że nie było tłumów- wiadomo, letnia pogoda w sobotę rządzi się swoimi prawami, ale wody i brzegu starczy dla wszystkich.

Wystarczyło odpłynąć trochę od płycizny, aby na spokojnie kręcić pływackie długości w czystej i przyjemnie chłodzącej wodzie. Jeśli pływanie to nie Wasza specjalność, można wypożyczyć rowerek wodny, kajak albo deskę windsurfingową. Jednocześnie pływającego sprzętu jest na tyle mało, że nie przeszkadza on w swobodnym pływaniu.

Jak dla nas bardzo na plus! Dzieciaki spokojnie mogą się pluskać na płytkim strzeżonym kąpielisku, a infrastruktura daje radę. Czuliśmy się jak na klasycznych plażingowych wakacjach (na które, swoją drogą, zawsze szkoda nam czasu), a to wszystko właściwie rzut beretem od wawelskiego wzgórza. Za to właśnie kochamy Kraków- tu jest, kurczę, wszędzie blisko!

Najpiękniejszy widok na Wisłę- Zamek w Przegorzałach

Gdy potrzeba plażowania została zaspokojona, znów wybraliśmy opcję aktywną, wracając wałem wiślanym w stronę Krakowa. Zakole Wisły o tej porze roku wygląda niezwykle malowniczo, a trasa po północnej stronie rzeki jest o wiele mniej oblegana niż jej południowa odpowiedniczka, prowadząca do Tyńca. Rzeka delikatnie meandruje, a z trasy doskonale widać najpierw klasztor Kamedułów, a następnie zamek w Przegorzałach. W tym ostatnim postanowiliśmy się posilić, gdyż oprócz bardzo dobrego jedzenia mieliśmy chrapkę na jeszcze coś- jedną z najpiękniejszych panoram Krakowa. Po dość stromym podjeździe ulicą Jodłową, bez problemu udało nam się zaspokoić obie te potrzeby.

Zamek w Przegorzałach wzniesiono w trakcie II wojny światowej na działce należącej do Adolfa Szyszko-Bohusza. Szyszko-Bohusz, ceniony architekt zaangażowany w odbudowę i renowację wawelskiego zamku, wykupił na początku XX wieku piękny teren od zakonu kamedułów i zbudował na nim niewielki budynek w kształcie rotundy. Gdy naziści zajęli Kraków, terenem zainteresował się starosta krakowski Otto van Waechter, który przejął działkę i wzniósł na niej imponujący pałac nazywany Schloss Wartenberg (dosłownie: zamek ,,góry strażniczej”) W niektórych źródłach można przeczytać, że mieszkał w nim sam Hans Frank, jednak według badaczy wypoczywał on w jednej z sąsiednich willi. Po wojnie rodzinie Szyszko-Bohuszów nie udało się odzyskać prawa do majątku, który przeszedł w państwowe ręce. Dziś teren wykorzystuje Uniwersytet Jagielloński, a na parterze zamku rozgościła się restauracja i kawiarnia ,,U Ziyada”, serwująca między innymi kurdyjskie smaki. Warto wpaść tu chociażby na kawę, bo w pogodny dzień z tarasu restauracji można dojrzeć Tatry. Uczta dla wzroku i dla podniebienia :)!

Po takim odpoczynku sprawnie wróciliśmy na wał wiślany i mijając masywny klasztor Norbertanek górujący nad brzegiem Wisły, wróciliśmy na Błonia. Kto by pomyślał, że taki spontaniczny wypad dostarczy nam tyle nowych wrażeń w, wydawałoby się, doskonale znanym nam mieście… Polecamy raz na czas wybrać się w nową trasę po swojej najbliższej okolicy- kto wie, co za cudeńka czekają po drodze 🙂

Opt In Image

Zapisz się do naszego newslettera!

Podobał Ci się artykuł na Polska Po Godzinach? Chcesz mieć pewność, że nie ominą Ciebie najnowsze wpisy? Zamów nasz newsletter by być na bieżąco.