Ostatnio przeżyliśmy wspaniałą świętokrzyską przygodę, której ogólny przebieg opisaliśmy w TYM WPISIE. Chcecie poznać szczegóły? Zapraszamy!

Naszą czterodniową podróż po Kielecczyźnie zaczęliśmy od krótkiego przejazdu pociągiem (nowoczesnym i idealnie przystosowanym do przewozu rowerów) do stacji w Wolicy, po drodze analizując emocje jadących z nami maturzystów (mamy nadzieję, że dobrze Wam poszło!). Dosłownie pięć kilometrów od stacji ulokowane jest Muzeum Wsi Kielieckiej w Tokarni, tak więc dojazd do tego miejsca nie stanowił większego problemu.

Tokarnia- gdzie czas płynie wolniej

W niejednym skansenie już byliśmy, ale dawno żaden nie zrobił na nas takiego wrażenia. Może to fakt, że byliśmy w nim praktycznie sami, a może odurzyły nas niesamowite zapachy wiosny. Właściwie nawet w niedalekim lesie, leżącym na terenie rozległego kompleksu skansenu, czuć było słodycz owocowych drzewek.

DSCF2119Z przyjemnością opiszemy muzeum w osobnym poście, bo wrażeń było co niemiara! Sielanka, pianie kura i świetnie zachowane obiekty naprawdę pozwalają przenieść się w czasie.

DSCF2102 Z jednej strony niechętnie opuszczaliśmy to piękne i niezwykle spokojne o tej porze dnia miejsce, z drugiej zaś już nie mogliśmy się doczekać jakiegoś rowerowego wyzwania.

DSCF2111
Chęciny-parowiec czy elektrownia?

Choć od Tokarni do Podzamcza Chęcińskiego droga prowadziła wzdłuż dość nieprzyjemnej ekspresówki (szczęśliwie z szerokim i bezpiecznym poboczem), od Podzamcza zaczął się podjazd mało uczęszczaną boczną drogą, który w końcu pozwolił rozgrzać nasze mięśnie. Dzielnie pedałowaliśmy pod górę, widząc w oddali dumne chęcińskie mury. Potężne baszty z daleka wyglądały niczym kominy elektrowni albo sporego parowca.

DSCF2187Rzuciliśmy szybko okiem na zegarek (oraz na Karola Bieleckiego, którego minęliśmy na parkingu, pozdrawiamy!) i zdecydowaliśmy jechać dalej. Tym razem musieliśmy minąć zamek, spiesząc się na umówione wcześniej oprowadzanie po Jaskini Raj- jednak wiedzieliśmy, że wrócimy tu później. Przemknęliśmy więc szybko przez Chęciny i bocznymi trasami, omijając kolejną drogę szybkiego ruchu (przebiliśmy się do czerwonego szlaku pieszego), dotarliśmy na miejsce zaledwie kilka minut przed wyznaczonym na bilecie czasem.

W jaskini byliśmy już kiedyś, przy okazji szkolnej wycieczki, i mimo że było to prawie dwadzieścia lat temu, mieliśmy wrażenie, że niewiele się w jej otoczeniu zmieniło. Te same wypchane zwierzęta przy kasach, charakterystyczny zapach z barku szybkiej obsługi i antypatyczna przewodniczka. Tylko dzieci trochę lepiej ubrane :). Szkoda, że w tak interesującym miejscu nie ma jakiś przyjaznych planszy edukacyjnych albo informacji w języku angielskim, zamiast tego przypadkowy i trochę naruszony przez mole borsuk…

Jaskinia Raj

Co tu dużo mówić, Raj to chyba jedna z najsłynniejszych jaskiń naszego (k)raju i rzeczywiście robi piorunujące wrażenie. Sala Stalaktytowa z setkami stalaktytów (ponad 200 na m2!), przeróżne (i dziwnie nazwane) formy nacieków krasowych oraz opowieści o naszych neandertalskich przodkach, którzy zamieszkiwali wejście do jaskini- to po prostu musi się podobać. Ciekawostką tego miejsca są jaskiniowe perły, a więc formacje w kształcie malutkich kuleczek, które namiętnie wyrywano kiedyś z podłoża, licząc że mają jakąś większą wartość… Szczęśliwie dziś teren jaskini jest pilnie strzeżony, dzięki czemu kolejne pokolenia będą się mogły cieszyć tymi cudeńkami.

Choć wizyta jest dość krótka i przebiega w sporym rygorze i tempie, warto tu zajrzeć, bo geologia w takim wydaniu jest o wiele ciekawsza niż ta z nudnych tablic wiszących w pracowni geograficznej. A skoro robienie zdjęć jest zakazane, nie możemy Wam pokazać, jak jest tam ładnie- musicie się więc wybrać na miejsce osobiście!

DSCF2193Dopełnieniem wizyty w Jaskini Raj jest Centrum Neandertalczyka. Wystawa, jak nazwa wskazuje, ma opowiadać więcej o dziwnym i trochę tajemniczym homoidzie, jakim był neandertalczyk. Choć mamy wyobrażenie, jak wyglądał (mało przystojny) i jak żył (polowanie na zwierzęta w śnieżnych zaspach), do końca nie wiadomo, jak przebiegły jego stosunki z Homo sapiens sapiens i czy przypadkiem nie występowało krzyżowanie się tych dwóch gatunków. U większości grup ludzi doszukać się można kilku procent genów pochodzenia neandertalskiego, jednak szczegóły pozostają w domenie sporów naukowych. Co ciekawe, w niektórych krajach Europy, jak na przykład w Portugalii, ślady Neandertalczyka datowane są nawet na 28-24 tys. lat temu, a więc względnie współcześnie (a przynajmniej tak nam się wydawało po lekcji tysiącletnich procesów geologicznych w jaskini). Ile mamy w sobie z tego ,,jaskiniowca”…?

Wystawa W Centrum jest relatywnie krótka i wystarczy pół godziny, aby odsłuchać opowieść audioprzewodnika. Nie jest też przesadnie bogata w walory estetyczne, a miejscami nawet trochę uproszczona. Jeśli więc wiecie już coś na ten temat, możecie trochę się rozczarować–  jednak jeśli Wasz ostatni kontakt z antropologią miał miejsce w szkole średniej, warto wpaść do tego miejsca. Informacja dla rodziców: na wystawie znajdziecie potężnych rozmiarów prawie-całkowicie-prawdziwego mamuta! Radzimy uważać ;).

Zamek w Chęcinach

Po tym przystanku ruszliśmy dalej, znów ku historii, tym razem nieco nam bliższej. Tak, tak, nadszedł czas by przyjrzeć się z bliska ruinom zamku w Chęcinach. Wiedząc, że niedawno przeszedł on gruntowną renowację, wdrapaliśmy się na szczyt wzgórza, aby sprawdzić jej efekty.

Choć początki istnienia warowni nie są do końca jasne, mury datuje się już na XIII wiek. Król Łokietek w XIV wieku uczynił z tego miejsca lokalny ośrodek władzy, gdzie zbierano się debatować o losie kraju czy przygotowywano do walk z Krzyżakami. Król Kazimierz Wielki dołożył również swoją cegiełkę, czyniąc z miejsca potężną królewską warownię. Niestety w XVI wieku twierdza zaczęła podupadać, a potop szwedzki dopełnił dzieła spustoszenia (który to już raz?). Od XVII wieku lokalni chłopi podbierali kamień z zamku, a ruiny zabezpieczono dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Zupełnie niedawno przeprowadzono tu gruntowna renowację, więc udaliśmy się sprawdzić jej efekty!

DSCF2200Cóż, na nas zamek w Chęcinach wywarł mieszane uczucia. Pewnie dlatego, że z zewnątrz warownia wygląda imponująca i bardzo malowniczo, pięknie wtapiając się w okoliczny krajobraz.  Nasz początkowy zachwyt opadł jednak lekko po wejściu do wnętrza zamku. Miejsce jest napewno warte zobaczenia, wszak warownia była to spora i na dodatek o dość nietypowym kształcie, a widok z wieży na okolicę wart jest pokonania setek drobnych schodków. Jednak brakuje nam jakiś wyraźniejszych działań, które pozwoliłyby wyobrazić sobie tą twierdzę i rolę, jaką odgrywała.

DSCF2206Może nieduża rekonstrukcja albo bardziej zachęcające do lektury plansze byłyby trafionym pomysłem? Na dziedzińcu znajdziemy kilka komercyjnych nawiązań do średniowiecza, na przykład postać konia, na której można zapozować do zdjęcia lub tarczę do strzelania z łuku (również odpłatnie). Nas takie rozrywki trochę odstraszają, a i estetycznie kłóciły się z zamkowymi murami- choć pewnie dla dzieci są ciekawą atrakcją. My jako dorośli niewiele dowiedzieliśmy się z tej wizyty…  Na plus trzeba Chęcinom zaliczyć regularne nocne imprezy na zamku, które są z pewnością gratką zarówno dla małych, jak i dużych- w końcu można samemu przekonać się czy po północy naprawdę straszy…

DSCF2199

Widok na Chęciny z jednej z baszt

Po wizycie w Chęcinach, polecamy przekąsić coś w Poziomie Smaku– lokalu umieszczonym obok parkingu przy zamku. Świetne, świeże i niedrogie bistro ze znakiem ,,slow foodu” zaspokoi głód każdego gościa. Nie spodziewaliśmy się w takim miejscu tak ciekawego i oryginalnego miejsca- przyzwyczailiśmy się do nieciekawych bud z frytkami i lodami, które zwykliśmy spotykać w takich miejscach, a tu proszę- zaskoczenie!

Piekoszowskie ruiny

Po wizycie na zamku ruszyliśmy dalej w drogę, kierując się na Piekoszów. Kawałek trasy jechaliśmy wzdłuż E77,  po drogach dojazdowych do pól i budów. Nie była to łatwa droga, rozjechana przez sprzęt rolniczy i ciężarówki, więc do miejscowości Szewce lub Jawornia Fabryczna sugerowalibyśmy obrać inną drogę. Ta natomiast była najprostszym i bezpiecznym, choć średnio atrakcyjnym, rozwiązaniem, więc skoro czas naglił, zabawiliśmy się w off-roadowych rowerzystów. Od powyższych miejscowości można już spokojnie poruszać się chodnikami i trasami rowerowymi. Ba, nawet udało nam się wpaść na szlak Green Velo, który doprowadził nas do pałacu w Piekoszowie, wybudowanym przez ród Tarłów w XVII wieku na wzór kieleckiego Pałacu Biskupów.

DSCF2211Rezydencja znajduje się w stanie tak zwanej ,,trwałej ruiny”, czyli w takim, w którym nie podejmuje się żadnego wysiłku konserwatorskiego poza utrzymaniem statusu quo,  zabezpieczeniem murów, właściwą ekspozycją w terenie i ewentualnie umożliwieniem obsługi ruchu turystycznego.

DSCF2229,,Trwała ruina” nie jest terminem prawnym, a jedynie konceptem w konserwacji. Klucząc po zakamarkach piekoszowskiej rezydencji, odnosiliśmy wrażenie, że termin ,,trwała ruina” w tym przypadku jest wymówką do zapuszczania obiektu.. Wyższe kondygnacje pałacu zdążyły się już zapaść, a na ostatnim zachowanym lokalna młodzież urządza sobie pijatyki. Po ostałych się gdzieniegdzie podłogach lepiej nie stąpąć, o ile nie chce się wylądować w historycznych piwnicach. Z kolei nad wejściem do pałacu ktoś zawiesił tablicę do gry w koszykówkę, która w takim miejscu wygląda naprawdę żałośnie…

DSCF2224Jest tu na swój sposób pięknie– i ciepły odcień murów skąpanych w wieczornym, zachodzącym już słońcu, i bezkresne pola, które można podziwiać z pałacowych okien. Tu kawałek łuku, który kiedyś musiał tworzyć oś sklepienia (jak było pomalowane?, co przedstawiały freski?), tam ogromne okna, które pewnie wychodziły na imponujący balkon (kto na nim bywał? do czyjej przylegał sypialni?), jeszcze gdzie indziej dwie kręte, ciasne i symetryczne klatki schodowe, dziś prowadzące do nikąd.

DSCF2220 Jest pięknie, ale ciężko przechodzi przez usta fraza ,,trwała ruina”- jeśli to miejsce tak dalej będzie niszczało, niebawem okaże się, jak bardzo jest ona nietrwała.

DSCF2221Po Podzamczu Piekoszowskim pozostało nam jedynie dotrzeć w okolice Miedzianej Góry, w której planowaliśmy zakończyć ten dzień. Sunęliśmy więc przez otwarty teren, pospieszani przez zachodzące słońce, ciesząc się przepiękną panormą na delikatnie oświetloną okolicę. I choć ciało się męczyło, my czuliśmy, że odpoczywamy…

DSCF2230

DODATKOWE INFORMACJE:

  • Pociąg z Krakowa do Wolicy jedzie 1h10 min, w nowszych składach są bardzo wygodne systemy do wieszania rowerów.
  • Jeśli planujecie odwiedzić zarówno Jaskinię Raj, jak i Centrum Neandertalczyka, polecamy kupić bilet combi, dzięki czemu zaoszczędzicie kilka złotych.
  • Polecamy nocleg w Cisowej, koło Miedzanej Góry i niedaleko Oblęgorka- gospodarstwo agroturystyczne u p. Alicji. Bardzo gościnne miejsce z pysznym domowym śniadaniem.
  • Tego dnia pokonaliśmy ok 30 km

Podobał Wam się wpis? Zainspirowaliśmy? A może macie inne opinie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, to dla nas bardzo ważne!