Spływ Dunajcem to niemal symbol i jedna największych atrakcji turystycznych Pienin, a że sezonu właśnie się zaczął postanowiliśmy podzielić się z Wami wrażeniami z naszego spływu, który, jak nietrudno zgadnąć na podstawie zdjęć, miał miejsce jesienią. Trochę żałowaliśmy, że nie byliśmy tam dwa tygodnie później, kiedy drzewa pokryły się kolorowym listowiem, ale wizja wizyty wśród świeżej, wiosennej zieleni też brzmi bardzo kusząco.

Piękno Przełomu Dunajca

Nasza przygoda zaczęła się w Sromowcach-Kątach, gdzie mieści się obecnie przystań flisacka. Ciekawe, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu, przed wybudowaniem zapory, spływy zaczynały się na odcinku Dunajca pomiędzy zamkami w Czorsztynie i Niedzicy. Początek tradycji spływów datuje się na XIX wiek, kiedy węgierscy właściciele zamku zaczęli organizować takie atrakcje dla swoich gości. Pomysł z czasem przejęły pienińskie uzdrowiska, widząc w tym doskonałą rozrywkę dla swoich pensjonariuszy.

Malownicza trasa spływu prowadzi przez liczne zakola rzeki, otoczone wysokimi, wapiennymi skałami, sięgającymi do 300 metrów wysokości. Tajemnica powstania tego niezwykłego, geologicznego tworu do dziś zaprząta głowy naukowców, którzy nie są w stanie udzielić jednoznacznie odpowiedzi na temat genezy takiego kształtu przełomu Dunajca.

Pozostawiając jednak naukowe dysputy mądrzejszym od nas, skoncentrowaliśmy się na podziwianiu widoków – a jest na co patrzeć z flisackiej łodzi, wolno sunącej z nurtem rzeki. Dla przezornych dodamy, że łódź sprawiała wrażenie niezwykle zwrotnej i bezpiecznej ze względu na swoją budowę. W przypadku roztrzaskania  się na skale jednej czy nawet dwóch z pięciu komór, łódź dopłynie do brzegu na pozostałych.

Płynąc Dunajcem, mamy możliwość spojrzenia na Pieniny z innej perspektywy, a naszymi przewodnikami w tej podróży są flisacy, kluczowe postacie dla całego doświadczenia. Aby uzyskać pełnię uprawnień flisackich, potrzeba aż ośmiu lat szkolenia. Flisak nie tylko musi umieć utrzymać kurs łodzi, ale również znać topografię i historię Pienin oraz podstawy ratownictwa. Nie mniej ważne, choć nie objęte egzaminem, jest poczucie humoru.

Nie wiemy, czy to standard, ale nam trafiła się niezwykle wygadana i dowcipna załoga, która przez całą trasę zabawiała nas licznymi góralskimi historyjkami i dowcipami. Panowie flisacy byli wygadani i szybko złapali kontakt ze swoimi pasażerami. Wydawało się, że stopniowo sondują wszystkich z poczucia humoru i dystansu do siebie, serwując im coraz bardziej rubaszne historie z życia flisaków i pienińskich górali.

Na początku spływu po słowackiej stronie ujrzeliśmy Czerwony Klasztor. Z czasem zabudowania znikły i przed nami rozpostarła się panorama Trzech Koron, by następnie wpłynąć między wysokie wapienne skały porośnięte bujną roślinnością. Na pewno warto zwrócić uwagę na szczyty: Siedmiu Mnichów i Sokolicę.

Podziwiając porośnięte drzewami biało-wapienne stoki Pienin, pomyśleliśmy, że późną jesienią muszą wyglądać przepięknie, podobnie jak Dolina Prądnika w Ojcowskim Parku Narodowym, kiedy kolorowe liście pięknie kontrastują z białymi wapiennymi skałami.

Na koniec przypominamy, że czas spływu to ponad dwie godziny, a pogoda w górach potrafi zmienić się błyskawicznie. W momencie naszego wypłynięcia z przystani niebo było lekko zachmurzone, w chwili przybicia do brzegu w Szczawnicy porządnie lunęło. Nam się udało, ale tuż za nami, do pobliskiego baru wchodzili przemoczeni do suchej nitki turyści. Warto zabrać coś przeciwdeszczowego 😉

Kwestie organizacyjne

Spływy Dunajcem rozpoczynają się w Sromowcach-Kątach, gdzie mieści się przystań flisacka, kasy, biuro Pienińskiego Parku Narodowego, restauracja i punkty sprzedaży pamiątek. Turyści do wyboru mają dwie wersje spływu:

  • do Szczawnicy. Spływ trwa 2 godziny i 15 minut a długość trasy to około 18km,
  • do Krościenka. Spływ trwa 2 godziny i 45 minut a długość trasy to około 23km.

W kasie można dodatkowo zakupić bilet autobusowy, który ze Szczawnicy lub Krościenka przewiezie nas z powrotem do Sromowców-Kątów. Bilety odpowiedni kosztują 9 PLN i 10 PLN. Busy nie mają stałych godzin odjazdu, więc trzeba czekać, aż zbierze się odpowiednia ilość chętnych.

Więcej informacji w tym aktualne ceny biletów znajdziesz na stronie Polskiego Stowarzyszenia Flisaków Pienińskich:

Ciekawą alternatywę dla busów stanowią rowery dostępne do wypożyczenia w Szczawnicy, z możliwością pozostawienia ich w Sromowcach. Sami jeszcze tego rozwiązania nie testowaliśmy, ale mamy nadzieję sprawdzić je podczas kolejnego pobytu w Pieninach.

DODATKOWE INFORMACJE:

Podobał Wam się wpis? Zainspirowaliśmy? A może macie inne opinie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, to dla nas bardzo ważne!