Pierwszy dzień naszej wycieczki po Kotlinie Jeleniogórskiej, sobotni poranek, dwa kilometry od punktu startowego. Wtedy zobaczyliśmy ją po raz pierwszy i aż zatrzymaliśmy się na ten widok. Na horyzoncie ponad kwiecistą polaną rysował się charakterystyczny stok Śnieżki, który od tej chwili towarzyszył nam każdego dnia. Raz podziwialiśmy go z punktów widokowych Jeleniej Góry, innym razem rysował się znad pola rzepaku [LINK wkrótce], wypatrywaliśmy go na mozolnych podjazdach pod dolnośląskie wzniesienia czy też w drodze z Kowar [LINK wkrótce]. Nie mogliśmy doczekać się przyjazdu do Karpacza [LINK wkrótce] i zdobycia tego szczytu- naszej pierwszej góry Karkonoszy.

Charakterystyczna sylwetka obserwatorium astronomicznego to symbol Karkonoszy.

Ruszamy na szlak!

Kilka minut po wschodzie słońca zmierzaliśmy już w stronę wejścia do parku narodowego, wzbudzając przy tym podziw właściciela jednego z pensjonatów, który o poranku zajmował się swoim ogródkiem (my z kolei nie mogliśmy zrozumieć, jak można zerwać się tak wcześnie rano, żeby siać trawnik, ale najwyraźniej wszyscy mają swoje małe dziwactwa… :)). Planowaliśmy podejście od strony zielonego szlaku, ten jednak okazał się zamknięty z powodu ochrony głuszca, pochłoniętego ekstatycznymi tokami. Z kolei inny szlak był jeszcze nieczynny ze względu na zalegający śnieg, radzimy więc przed wyjściem w góry sprawdzić stronę Karkonoskiego Parku Narodowego i upewnić się, że nic Was po drodze nie zaskoczy.

Szlak raczej nie jest stromy, podejdą więc pod niego również osoby początkujące.

Na tę wiadomość delikatnie zmodyfikowaliśmy plany i poszliśmy czarną trasą w stronę Sowiej Przełęczy. Trasa wiodła najpierw dość szeroką leśną ścieżką, aby po jakimś czasie zamienić się w skalne schodkowe podejście, szczęśliwie nieszczególnie trudne, nawet dla naszych zmęczonych rowerem [LINK wkrótce] nóg. Tuż przed samą Sowią Przełęczą za plecami mogliśmy zobaczyć pierwsze widoki na Karpacz, co zawsze dodaje małego kopa :).

Warto czasem się odwrócić i spojrzeć, co zostało za plecami…

Trochę płaskie te góry… 🙂

Sowia Przełęcz okazała się przyjemnym wypłaszczeniem, pośrodku którego przebiegała polsko-czeska granica. Tak więc podszkoliliśmy nasz czeski (ach, mamy my do niego słabość), zaczytując się w edukacyjne tablice Krkonossky Narodni Park-u :). Zdziwiliśmy się, że z tego miejsca na sam szczyt zostało nam ledwie ponad godzinka. Bliżej było do czeskiego schroniska Jelenka, do którego po chwili doprowadził nas czerwony szlak. To było jeszcze zamknięte- widać w Czechach obowiązują inne zasady niż w przypadku schronisk PTTK-u.

W górach jest sporo rzeczy z tych, które kocham 🙂 (szczególnie, gdy wezmę ze sobą czekoladę :D)

Za Jelenką rozpoczęło się królestwo kosodrzewiny. Momentami mieliśmy wrażenie, że poruszamy się w jakimś kosodrzewinowym tunelu, z którego wystawały tylko czubki naszych głów.

Za schroniskiem Jelenka zaczęły się kosodrzewinowe tunele.

Masyw Śnieżki był już coraz bliżej, dzieliło nas do niego raptem krótkie, acz strome podejście. Szczęśliwie okazało się również niezwykle malownicze- po lewej stronie rozciągał się widok na Czechy, po prawej mieliśmy z kolei Karpacz, Jelenią Górę, a nawet żółte plamy rzepakowych pól.

Widok na Karpacz spod stóp Śnieżki.

Tak, tak, wiosnę w dolinach widać było nawet spod stóp Śnieżki.

Dumny piechur 🙂

Zjeść gofra na Śnieżce

Dzielnie domaszerowaliśmy na górę i… trochę się zdziwiliśmy. Zmierzając w górę spotkaliśmy raptem kilka osób, z kolei na samej Śnieżce, o tej i tak stosunkowo wczesnej porze, aż roiło się od ludzi.

Odpowiednie ujęcie i moment i wygląda jakby na szczycie było raptem kilka osób…

Nie sprawdziliśmy tego, ale Wy powinniście to wiedzieć- na Śnieżkę od strony czeskiej można wjechać kolejką, a z kolei od strony polskiej gondolka wywozi na wysokość 1300 metrów, pozostawiając do pokonania raptem ostatnie 300 metrów do szczytu.

Nasz szlak na Śnieżkę był praktycznie pusty, sytuacja wyglądała trochę inaczej od strony wyciągu…

Nic dziwnego, że musieliśmy przepychać się między tłumem ludzi, złaknionym kawy i gofrów. Może powinni zrobić jakąś priorytetową kolejkę po kawę dla tych, którzy jednak weszli całość trasy :)?

Sznur turystów idzie od strony wyciągu.

Śnieżka- Królowa karkonoskiej turystyki

Charakterystyczne wzniesienie Śnieżki od zawsze intrygowało piechurów, jednak turystyczna moda na Karkonosze nadeszła po wybudowaniu w 1681 roku na szczycie kaplicy, przyciągającej zarówno pielgrzymów, jak i wędrowców. Pierwsze drewniane schronisko na Śnieżce stanęło na szczycie Śnieżki już w 1850 roku, z kolei Towarzystwo Karkonoskie (Riesengebirgsverein), założone pod koniec XIX wieku, przyczyniło się do oznakowania nowych szlaków i zadbało o stan dróg w Karkonoszach. Droga Jubileuszowa, którą w sezonie przemierzają setki turystów, to jeden z projektów Towarzystwa, zrealizowany w 1905 roku. Ciekawostką jest, że ze Śnieżką związana jest postać listonosza Fleissa, który przez 37 lat codziennie, niezależnie od warunków, pokonywał trasę z Karpacza na Śnieżkę (1100 metrów przewyższenia, 17 kilometrów), zanosząc pocztę do schronisk- również tego na Śnieżce. Tradycji staje się zadość i z tego najwyższego szczytu w Karkonoszach dziś również można nadać jakiś list :).

A gdyby wejść inaczej, byłoby puściutko…

Po krótkiej przerwie na pamiątkowe zdjęcie i rzut oka na zabytkową kaplicę, ruszyliśmy czerwonym szlakiem w stronę schroniska Dom Śląski.

Za Spaloną Strażnicą skręciliśmy na niebieski szlak, który łagodnie kierował nas w dół- najpierw do Strzechy Akademickiej, a później do Samotni. Obie nazwy uznaliśmy za dość mylące- ,,strzecha” okazała się ogromnym trzypiętrowym gmachem, a ,,samotnia” pełna była ludzi…

Strzecha Akademicka w Karkonoszach

Kiedy na oznaczeniach szlaku zobaczyliśmy napis ,, Strzecha Akademicka”, wyobrażaliśmy sobie niewielką chatynkę, a w niej grupkę młodych ludzi raczącą się złotym trunkiem. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że ,,strzecha” to kawał schroniska, jak się później okazało największego po polskiej stronie Sudetów…

Nie jesteśmy pewni, czy nazwa ,,strzecha” jest adekwatna dla takiego dużego schroniska.

Choć może ciężko w to dziś uwierzyć, ten spory ośrodek wyrósł z prostej pasterskiej ,,budy”. Ciekawostką jest, że w tym obiekcie, jednym z pierwszych na trasie na Śnieżkę, nocował kiedyś sam Goethe. Zajrzyjcie więc, może i Was natchnie tam do jakiegoś wiekopomnego dziełka ;).

Samotnia nad Małym Stawem

Zaraz za Strzechą czeka kolejne schronisko- Samotnia, urokliwie położone nad Małym Stawem. Niewielu piechurów wie, że stoi w miejscu, w którym początkowo znajdowała się maleńka chatka przeznaczona dla… strażnika pstrągów w stawie arystokratycznej rodziny Schaffsgotschów. Praca strażnika ryb to niewątpliwie duży prestiż (nie śmiać się!), bo pstrągi z tego stawu uchodziły za rarytas, jednak warunki do życia w Samotni bardzo ciężkie.

Mały staw jest piękny.

Nie przeszkadzało to strażnikowi, który podobno nigdy nie schodził do doliny i jakoś radził sobie zarówno w lato, jak i zimą. Dopiero pod koniec XIX wieku, w miarę jak Karkonosze stawały się coraz bardziej popularnym kierunkiem turystycznym, wzniesiono w tym miejscu pierwszy budynek o charakterze schroniska (Teichbaude- czyli ,,budę stawową”)- z ofertą noclegową i gastronomiczną, a ostatnią rozbudowę przeprowadzono w 1934 roku.

Do dziś to jedno z najpiękniej położonych schronisk w całej Polsce- nie mogliśmy oderwać wzroku od tego malowniczego obrazka:

Nasz ulubiony widok z tej wycieczki!

W stronę norweskich nurtów

Po minięciu tych dwóch schronisk do pokonania pozostała nam jedynie prosta utwardzona ścieżka w dół. Szczerze mówiąc trochę się dłużyła, ale cierpliwość wynagrodziliśmy sobie przy świątyni Wang [LINK wkrótce], która zafascynowała nas swoją historią. Jeśli tylko macie czas, koniecznie do niej zajrzyjcie! Ciekawym urozmaiceniem zejścia może być też przystanek przy centrum edukacyjnym Karkonoskiego Parku Narodowego, szczególnie gdyby zatrzymywać się tam z dziećmi :).

Jak się przygotować do wejścia na Śnieżkę?

My na Śnieżce cieszyliśmy się doskonałą pogodą, a szczyt zdobywaliśmy właściwie w krótkim rękawku. Okazało się, że tego samego dnia, raptem kilka godzin później, na szczycie turystów zaskoczył porywisty wiatr, a odczuwalna temperatura wynosiła aż -10C! Pamiętajcie więc, że choć podejście pod Śnieżkę jest raczej łagodne, Karkonosze to jednak ciągle wysokie góry, w których warunki potrafią zmienić się w mgnieniu oka. Szczęśliwie po drodze znajdziecie kilka dużych schronisk, więc w razie potrzeby jest gdzie się schować.

Góry to czy równiny :)?

Z racji tego, że wielu turystów wjeżdża kolejką na Kopę, radzimy wybrać się na szczyt z samego rana, co by nie oglądać tych zabawnych scen i nie tłoczyć się na podejściu pod sam szczyt.

Dla takich widoków warto się zmęczyć!

Jeśli zastanawiacie się, jak przygotować się do wyjścia w góry, polecamy nasz krótki poradnik .

DODATKOWE INFORMACJE:

Opt In Image

Zapisz się do naszego newslettera!

Podobał Ci się artykuł na Polska Po Godzinach? Chcesz mieć pewność, że nie ominą Ciebie najnowsze wpisy? Zamów nasz newsletter by być na bieżąco.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment