Zapytani na jakiejś imprezie o to, kiedy najbardziej lubimy zwiedzać i poznawać, odpowiedzilibyśmy za pewne, że „zawsze”, podlewając naszą buńczuczną wypowiedź kuflem dobrego piwa. Owszem, uprawiamy aktywną turystykę,  w związku z czym w listopadzie spotkacie nas na rowerze, a w zimie na górskim szlaku. Prawda jednak jest jednak taka (ale nie mówcie o tym nikomu),  że i nam się czasami nie chce wyściubiać nosa z przytulnych domowych pieleszy. Jedyne co w takie dni motywuje nas do wyjścia na zewnątrz to perspektywa przemiłego wieczoru w jakiejś knajpie, najlepiej w doborowym towarzystwie obfitej strawy i licznych trunków. Aby więc nie narazić na szwank naszej eksploratorskiej reputacji wymyśliliśmy przebiegłe alibi takiego wieczornego obżarstwa- szukanie ciekawych polskich smaków na restauracyjnych talerzach. Spodziewajcie się więc kolejnych wpisów w tym temacie, bo nie ukrywamy, że małe z nas łakomczuszki :)- tymczasem zapraszamy do stołu…

Rozkwit serowarstwa 

Wiadomo, że kombinacja sera z winem jest równie nieśmiertelna jak Elvis Presley, więc tego słotnego wieczoru wybór był dość prosty. Polskie serowarstwo zmierza ostatnimi czasy w dobrym kierunku, wskrzeszając starodawne sztuki rzemieślnicze i promując zapomniane receptury, niekiedy odświeżone bardziej współczesną nutką. Polskie wino próbujemy konsekwentnie od czasu naszego przyjazdu na południe Polski, bo to właśnie winnice z Małopolski i Podkarpacia rozwijają się najprężniej. Tak więc gdy w jednym z krakowskich lokali na stół wjechała deska różnorodnych serów w nieodzownej asyście dwóch kieliszków wina, nasze twarze natychmiast rozpromieniały, aby zaraz potem przyjąć bardzo fachowy wyraz jakże doświadczonych i tak-zupełnie-niewzruszonych profesjonalnych degustatorów :). Łakomstwo wygrało z koniecznością uwiecznienia smakołyków (wybaczcie) i bez zbędnej zwłoki, starając się spamiętać wszystkie nazwy serów, zabraliśmy się za degustację.

ser2

Zaczęliśmy od dobrze nam znanych serów górskich– gołki (siostra oscypka), redykołki i korboców (wędzonych „warkoczy”) , które, przyznajemy, przesadnie nas nie ujęły, może dlatego, że wolimy ich smak po całodziennej górskiej wędrówce. Choć ser koryciński w wersji z czarnuszką znamy i bardzo lubimy, nowością dla nas były jego pokrewne odmiany- w postaciach sera farmerskiego, koziego i dojrzewającego, każdy ciut inny od poprzedniego. Z kolei niewielki kawałek gremzelki, sera z zakwaszonego mleka, długo podszczypywał na języku swoim ostrym smakiem, dającym złagodzić się jedynie winu. Gremzonzola, z kolei, delikatnie rozpływała się w ustach, mimo zazwyczaj mocnej w smaku niebieskiej pleśni, wygrywając ex-equo z gołdą kozią w naszym prywatnym plebiscycie. Konsumpcję zakończyliśmy kawałkiem gołdy zagrodowej, przegryzając serowe smaki bakaliami – mariaż sera z żurawiną, orzechami czy miodem dodał naszej uczcie dodatkowego rodzimego pierwiastka.

Wina, polejcie wina… 

Równie ważne co sery było tego wieczoru wino. Do jedzenia wybraliśmy dwie polskie czerwone pozycje- Cabernet Cortis z Winnicy Srebrna Góra (2013) i Circo-Rond z Winnicy Hybrydium (2012). Choć Srebrną Górę darzymy pewnym sentymentem, to Hybrydium okazało się milsze naszym podniebieniom. W kategorii win różowych również to Pinky-Regent (2014) z Hybrydium miał naszym zdaniem pełniejszy smak niz Maryna (2014) z Winnicy Sztukówka.

Tym samym udało nam się połączyć podhalańskie smaki z całą gamą słynnych podlaskich serów z Korycina, przepłukując natomiast usta małopolskimi i podkarpackimi trunkami. Czy to nie jest właściwie podróżowanie?

ser1

DODATKOWE INFORMACJE:

Taką deskę serów oraz kilka różnych polskich win można skosztować w nowo otwartej Enotece Pergamin przy ul. Grodzkiej w Krakowie, a serów z Korycina możecie szukać w dobrych sklepach z żywnością. 

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment