Aktywna turystyka to zdecydowanie coś, co kręci nas najbardziej i w tej dziedzinie bardzo chętnie eksperymentujemy. Nowe górskie schroniska, powrót do wycieczek z namiotem, kilkudniowe rowerowe wypady czy kajaki- w lecie jesteśmy pełni pomysłów. Dlaczego więc nie spróbować czegoś ciekawego również w zimę? Ta myśl towarzyszyła nam, gdy decydowałyśmy się, tym razem w babskim składzie, na kobiecą skitourową sobotę… Gdy po bardzo krótkiej nocy, przerwanej o 3:50 dzwonkiem budzika, czekałyśmy przed wypożyczalnią sprzętu na naszego instruktora, odwagi stopniowo ubywało… Na co myśmy się w ogóle porwały? Czy damy radę? Jak w ogóle obsługuje się ten sprzęt?

Szczęśliwie na odwrót było już za późno, a zanim się zorientowałyśmy, przemiły TOPRowiec Jasiek, zapakowawszy nas i sprzęt do auta, powoli podjeżdzał do Kuźnic. To stąd wyruszyłyśmy na naszą pierwszą w życiu skitourową wycieczkę.

Z czym to się je? Skitoury to w sumie dość wymyślny rodzaj nart- można na nich zarówno podchodzić pod górę, jak i zjeżdzać- na i poza trasą. Przy podchodzeniu na ślizg narty zakłada się foki, które generują tarcie i zapobiegają obsuwaniu się narty w dół zbocza, natomiast piętę wypina się z wiązania, co ułatwia prowadzenie nogi w miarę naturalny sposób. Do zjazdu zdejmuje się foki, dopina wiązania jak do nart zjazdowych i, voila, śmiga w dół.

Zaczęłyśmy zielonym szlakiem, prowadzącym bezpiecznie przez las- najpierw wzdłuż nartostrady, potem już z dala od amatorów białego szaleństwa. Powoli przyzwyczajałyśmy się do dziwnego ruchu ,,posuwania” stopy po ziemi, próbując jednocześnie skoordynować pracę rąk, dla ułatwienia odmienną od ruchu nóg. Obyło się bez spektakularnych przewrotek, a nawet szło nam całkiem nieźle, no może poza niechlubnymi wyjątkami w postaci bardziej stromych wejść. Narty kojarzyły nam się zwykle z wysiłkiem nóg, w tym przypadku jednak najbardziej odczułyśmy mięśnie rąk i korpusu– wszak trzeba było pomagać sobie kijkami przy każdym kroku do góry.

Porządnie rozgrzane dotarłyśmy do stóp wyciągu w Goryczkowej i z ulgą przyjęłyśmy do wiadomości, że nikt nie każe wchodzić nam pod sam Kasprowy. Z gracją usadziłyśmy się na krzesełkach i łapiąc spokojnie oddech, oddawałyśmy się przyjemności podziwiania spektakularnych zimowych widoków.

Jakby na zachętę do nowego sportu i rekompensatę sportowego wysiłku pogoda dopisała jak rzadko kiedy.

Doskonała widoczność, miłe, jakby marcowe słońcem, i pustki na stoku. Aż ciężko było się zmobilizować, aby nie spędzić reszty dnia na szczycie Kasprowego, kontemplując otaczające nas piękno…


Jednak nie mogło być tak lekko i po przepięciu sprzętu na tryb zjazdowy, sunęłyśmy w dół
trasą zjazdową z Kasprowego. Po dłuższej narciarskiej przerwie sprawiło to sporo przyjemności, jednak najciekawsze miało dopiero nastąpić. W połowie trasy zjechaliśmy wraz z Jaśkiem z wyratrakowanego stoku i udaliśmy się na prawdziwy off-track. I-haaa! Szus po zmrożonym śniegu, zaraz znów po delikatnym dziewiczym puchu. Tu skałka, tu kosodrzewina, a między tym wszystkim dwie szczęśliwe narciarki, próbujące czegoś nowego. Tak to może być co weekend 🙂

Po zjeździe, wedle ogólnie panujących praw przyrody, a szczególnie biorąc pod uwagę topografię terenów tatrzańskich, czekało nas kolejne podejście. Tym razem wędrując ,,na dziko”, kierowałyśmy się w stronę Kościelca, który dumnie prężył się w promieniach słońca.

Nie obyło się nawet bez kilku wywrotek przy próbie nauki chodzenia zakosami, jednak satysfakcja i ochota na więcej rosła z każdym krokiem.

Poziom sił i skala obtarć w wypożyczonych butach ostudziły jednak zapały i rzuciwszy po raz ostatni okiem na malowniczą panoramę, zjechałyśmy w stronę schroniska Murowaniec. Tam czekały na nas zasłużona herbata i szarlotka, w sam raz dla dodania energii przed ostatnim etapem naszej wycieczki.

Krótkie podejście do Kopy Królowa Wielka i o to sunęłyśmy leśną nartostradą aż do samiutkich Kuźnic. Długa wąziutka nitka trasy delikatnie kręciła się po zboczu, a my, zmęczone po całym dniu wrażeń, dałyśmy się jej spokojnie prowadzić, to w prawo, to w lewo, to w prawo, to w lewo…

DODATKOWE INFORMACJE:

  • Skitoury to ciekawy i atrakcyjny sport, dzięki któremu można poruszać się na nartach poza szlakami. Niezwykle istotne są wiedza, doświadczenie i ostrożność- na off-tracku ryzyko lawinowe jest o wiele wyższe niż na górskim szlaku czy trasie narciarskiej. Stanowczo odradzamy próbowanie tego sportu na własną rękę, a zainteresowanym sugerujemy odbycie dobrego kursu lawinowego. Bezpieczniej jest zaczynać na grupowych kursach / wycieczkach, prowadzonych przez doświadczonych przewodników-instruktorów.
  • Szkół skitourowych jest w Zakopanem kilka, my korzystałyśmy z oferty Skitourowe Zakopane i jesteśmy zadowolone
  • Inne nasze tatrzańskie wpisy znajdziecie tu

Podobał Wam się wpis? Zainspirowaliśmy? A może macie inne opinie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, to dla nas bardzo ważne!

Opt In Image

Zapisz się do naszego newslettera!

Podobał Ci się artykuł na Polska Po Godzinach? Chcesz mieć pewność, że nie ominą Ciebie najnowsze wpisy? Zamów nasz newsletter by być na bieżąco.