Następnego dnia wstaliśmy pełni energii i pożegnawszy się z naszymi przemiłymi gospodarzami, ruszyliśmy z Suśca w stronę Rezerwatu Czartowe Pole.

Na spotkanie z czartem

Roztocze czartowe pole

Przy dużym parkingu (czy to znaczy,że normalnie jest tu tłoczno? My byliśmy na szlaku sami 🙂 ) można spokojnie zaparkować rumaki i dla odmiany wybrać się na spacer po rezerwacie bez rowerów na plecach. Magiczna nazwa powstała z ludowego przekonania, że „jeno czarci tam hasali”- czyż nie brzmi to intrygująco? Przesadnie diabelsko nie było, raczej uspokajająco i odrobinę romantycznie. Malownicze przełomy, maleńkie piaskowe wysepki i wszędobylską roślinność można podziwiać przemierzając trasę wzdłuż drewnianych kładek i mostków.

Roztocze czartowe pole józefów

Podobno rzekę zamieszkują nawet pstrągi górskie, bo jej bystry charakter tak zbliżony jest do warunków górskich, a w drzewach śpiewa liczne borowe ptactwo. Na trasie znajdują się też ruiny papierni, która była istotnym punktem przemysłowym na mapie Ordynacji Zamojskiej.Roztocze czartowe pole papiernia

To właśnie tu produkowano 80% papieru w województwie, głównie dla józefowskiej drukarni hebrajskich książek (o której pisaliśmy TU). Roztocze czartowe pole józefówNa tym krótkim 1.5- kilometrowym szlaku znajdziemy też mogiły partyzantów II wojny światowej, tak więc wycieczka dostarczy różnorodnych wrażeń :).

Roztocze rezerwat czartowe pole

Kto potrzebuje jednak ochłonąć, powinien podążyć naszym śladem i wyruszyć do Majdanu Sopockiego Drugiego. Byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni tym miejscem. W czasie gdy pół narodu tłoczyło się na plażach Łeby, w Majdanie Sopockim było mnóstwo miejsca na opalanie i kąpiele.

majdan sopocki kąpielisko

Koło strzeżonego kąpieliska zadbano o elegancki piasek, a stroniący od ludzi mogli rozbić się gdziekolwiek wzdłuż długiego brzegu zalewu i ewentualnie schować się przed słońcem w cieniu leśnych drzew. Naprawdę można tu złapać oddech i zebrać siły na kolejne kilometry.

W poszukiwaniu kirkutu…

Jadąc przez Starą Ciotuszę i Las Zimny Dół (hihihi, urocze nazwy, co nie?) dotarliśmy do Krasnobrodu. Na mapie dostrzegliśmy małą gwiazdę Dawida oznaczającą cmentarz żydowski, więc z ciekawością zaczęliśmy rozglądać się za tym obiektem. Kręciliśmy się po drodze w kółku, pytaliśmy miejscowych i wydzieraliśmy sobie z rąk mapę, ale cmentarza nie mogliśmy znaleźć. Zdecydowaliśmy się wdrapać na leśną skarpę, bo zaintrygowała nas jedna ścieżka, ale natknęliśmy się tylko na butelki po alkoholu. Dopiero po przedarciu się przez chaszcze gdzieniegdzie mogliśmy dostrzec resztki kamiennych macew, wyłamane i powalone płyty…

Roztocze krasnobród kirkut cmentarz żydowski

Widok smutny, bo brakuje chociażby niewielkiej tablicy i symbolicznego kamienia, który upamiętniałby miejsce pochówku setek ludzi.

W Krasnobrodzkim zalewie udało nam się trochę ochłodzić (tu plaża była już bardziej zaludniona) i pojechaliśmy do krasnobrodzkiego pałacu, w którym dziś mieści się sanatorium.

Roztocze Krasnobród sanatorium

Krasnobród (czyli piękny bród na rzece) znany był już od dawien ze swoich leczniczych właściwości, a oddychać świeżym powietrzem przyjeżdzała tu sama Królowa Marysieńka, żona Jana III Sobieskiego. To dzięki niej powstał w Krasnobrodzie piękny kościół i przyjął się kult św. Rocha, popularnego we Francji patrona. Badania mikroklimatu Krasnobrodu wykazały, że są jest on szczególnie korzystny do leczenia chorób dróg oddechowych, a niedaleko Krasnegostawu odkryto duże pokłady złóż borowinowych, których używa się przy leczeniu reumatyzmu, chorób stawów oraz ostatnio w kosmetologii.

Roztocze Krasnybród

Podziemne labirynty w Senderkach?

Ostatnim punktem naszej wycieczki były sztolnie w Senderkach, do których dojechaliśmy przez Hutki i Bondyrz a później lasem. Co wiedzieliśmy o Senderkach? Tu znajdować się miały jamy drążone przez okolicznych mieszkańców w poszukiwaniu solidnego kamienia. Mozolnie kopano przez pokolenia dziury i korytarze, aby pozyskać materiał do kamieni młyńskich i żarn. Ta prymitywna produkcja była dodatkowym źródłem dochodu dla wielu rodzin w okolicy.

Roztocze sztolnie senderki

Podobno w Sanderkach, których nazwa bierze się od końskich derek, którymi okrywali się wyrobnicy, znajduje się ponad 50 jam i mini-jaskiń, a niektóre połączone są ze sobą siecią korytarzy- dziś ulubioną kryjówką nietoperzy. Niestety większość jam kopanych w ziemi częściowo zapadła się lub została zakopana i tylko gdzieniegdzie można było dostrzec pozostałości tego wydobycia- niebezpiecznego, męczącego i w dużej mierze wykonywanego ręcznie. Te jamy, w których mieszkają nietoperze, objęte są ochroną, a ich zwiedzanie jest zabronione. Choć nie zobaczyliśmy tego, co chcieliśmy, po raz kolejny musieliśmy w lesie szukać śladów ludzkich działań, czując się jak prawdziwi Indiana Jonesi. Polecamy raz na czas takie zabawy- nagle na zwykłą kępę drzew zaczyna patrzeć się w zupełnie inny sposób.

Zasłużony relaks…

Po Senderkach pomknęliśmy czym prędzej do Józefowa, aby zaraz po oddaniu rowerów zdążyć jeszcze popływać w zalewie józefowskim.

Józefów Roztoczański zalew

Ah, co za przyjemność to była dla ciała, zrelaksować mięśnie, zmyć z siebie leśny kurz i odpoczać od palącego słońca! Kto by pomyślał, że na Roztoczu można tak świetnie odpoczywać!

DODATKOWE INFORMACJE: