Region Beskidu Żywieckiego kojarzy się za pewne ze znanym browarem, rynkiem w Bielsku-Białej i słynnymi ośrodkami sportowymi, jak Wisła czy Szczyrk. Jednak jeśli czas pozwoli, w trakcie pobytu w okolicy warto również wybrać się na wycieczkę po mniejszych miejscowościach. Choć mówimy tu o niewielkich wsiach lub miasteczkach, często wśród zupełnie niepozornych zabudowań skrywają się maleńkie regionalne perełki. Wszakże teren ten ma dość barwną i zróżnicowaną historię- na halach ciągle spotkamy owce czy kozy, namacalny ślad po tradycji pasterskiej Żywiecczyzny, we wsiach gdzieniegdzie zachowały się typowe drewniane chaty (choć czasem przysłonięte przez niegustowną samowolkę architektoniczną), a niewielkie dworki czy obiekty poprzemysłowe przypominają o habsburskich wpływach – gościach z wyższych sfer, rozwoju przemysłu oraz kolei.

Dlatego warto zejść z utartego szlaku i eksplorować również mniej znane miejsca, bo choć może nie są spektakularne, pozwalają spojrzeć na historię czy rozwój społecznej z bardzo lokalnej, jednostkowej perspektywy. Jak sytuacja ekonomiczna wpłynęła na lokalne przepisy kulinarne? Skąd w niewielkiej miejscowości setki grobów Legionistów? Jak dewastacja lasu na skutek rozwoju przemysłu hutniczego w XIX wieku wpływa na ekosystem lasu i turystykę w XXI wieku? Takich pytań można by stawiać więcej, a i nam udało się znaleźć odpowiedź na zaledwie kilka z nich. Cóż, zwiedzamy dalej i nie zaprzestajemy poszukiwań!

Ciekawym pomysłem byłoby wytyczenie trasy rowerowej szlakiem najciekawszych lokalnych perełek, wszakże milej się pedałuje, wiedząc że za pare kilometrów jest coś wartego zobaczenia- my jednak z racji pory roku ruszyliśmy przed siebie koleją.

Rajcza- Pałac Lubomirskich 

Zaczęliśmy od Rajczy, najdalej położonego punktu naszej wycieczki. Do wizyty w Rajczy skłonił nas budynek byłego pałacu Lubomirskich, w którym dziś znajduje się zakład opiekuńczo-zdrowotny. Historia tego zgrabnego obiektu zaczęła się w XIX wieku, a jego przebudowy w 1843 dokonał właściciel huty w Rajczy. Przemysł w tych okolicach nabierał rozpędu, przez Rajczę przechodziła linia kolejowa relacji Kraków-Wiedeń, słowem zaczynało robić się nowocześnie i zamożnie- nic dziwnego, że pałac kupiła włoska familia, aby później odsprzedać włościa Lubomirskim.

Milowka Rajcza-0609

Za Lubomirskich pałac zyskał nowy charakter, a w jego salonie gościli wybitni artyści- Karol Szymanowski czy Artur Rubinstein. Natchnienia do twórczości artystycznej szukano w zaułkach parkowych alejek i w trakcie konnych wycieczek po beskidzkich lasach. Dzięki Lubomirskiemu do tej skromnej, acz wygodnej wiejskiej posiadłości zjeżdzali znamienici goście, zachwycający się pięknem okolicy.

Milowka Rajcza-0608

W 1914 roku pałac przeszedł w ręce Karola Habsburga- arcyksięcia habsburskiego silnie związanego z Żywcem. Przekształcił on w 1916 pałac w sanatorium i szpital, który służyć miał rannym w I wojnie światowej żołnierzom. Od tego czasu, a więc już prawie sto lat, pełni różnorakie funkcje medyczne, w tym momencie ze specjalizacją geriatryczną. Dziś ciągle podziwiać można zgrabną bryłę obiektu, choć z kompleksu parkowego pozostały głównie wspomnienia. Widać wyraźnie ślady po oczku wodnym i ławeczkach, jednak tylko rozkrzyczane stado pawii przywodzi na myśl parkową przeszłość terenu.

Milowka Rajcza-0614

Cmentarz Wojenny w Rajczy 

Po obejrzeniu pałacu, ruszliśmy w stronę stacji kolejowej i cmentarza, na którym pochowano weteranów I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej. Najczęściej byli to pacjenci pobliskiego szpitala, którzy nie przeżyli leczenia, choć kilka grobów należy do żołnierzy zmarłych w późniejszych latach.

Milowka Rajcza-0619

Milowka Rajcza-0620

Jedynie nieliczne nagrobki maja imienne plakietki, większość ofiar pozostaje dziś anonimowa, pogrzebana ramię w ramię w równych szeregach… Wśród cywilów warto poszukać starszych nagrobków carsko-królewskich urzędników, może dojrzycie C.K. pocztmistrza?

Milowka Rajcza-0621

Milówka 

Pociągiem podjechaliśmy niespiesznie do Milówki, która była naszym kolejnym celem. W Milówce udaliśmy się żwawym krokiem wprost do Starej Chałupy, po drodze wypatrując braci Golec robiących zakupy lub zamiatających posesję J – tak, wedle naszych informacji to właśnie z Milówki pochodzą założyciele Golec uOrkiestry. Nucąc więc sobie cichutko pod nosem „Lornetkę”, przyglądaliśmy się  z uwagą mijanym budynkom. Wedle naszych źródeł większość zabudowy Milówki, poza kilkoma kamienicami przy Rynku, była przez długi czas drewniana- gdzieniegdzie spod wątpliwie estetycznego sidingu dało się dostrzec typowo żywiecką chatkę. Choć dziś to niezbyt wyróżniająca się wieś, urzekł nas jej herb- iście walentynkowe serduszko przebite dwoma strzałami!

W skansenie byliśmy niejednym, ale do Starej Chałupy z 1739 roku w Milówce warto zajrzeć. Tego mroźnego dnia byliśmy tam chyba jedynmi gośćmi, ale opłacało się poczekać chwilę na panią z Domu Kultury, z wielkim sercem opowiadającą nam nie tylko o historii chaty, ale również o licznych tradycjach kulinarnych, które do dziś praktykowane są w niektórych milówieckich domach.

Milowka Rajcza-0634

Kuchnia Beskidu Żywieckiego 

Umówmy się, kuchnia tego regionu oparta jest na jak najbardziej podstawowych składnikach. Żywiecczyzna nie oferuje najbardziej urodzajnej ziemi, a i klimat nie rozpieszczał. Gospodarka opierała się głównie na wypasie kóz i owiec, choć często produkty wyrabiane z ich mleka były zbyt cenne, aby włączyć do regularnej diety. O wiele bardziej opłacało się sprzedać ser, niż go zjeść. Na niewielkich polach prace nigdy nie ustawały, ale tak rozdrobnione uprawy rzadko wystarczały całej rodzinie. Zimy potrafiły być długie i mroźne, a zapasy niezbyt obfite. Największą wartość miało to, co się nie psuło- groch, fasola, ziemniaki, cebula, brukiew, len, zboże, kiszonki czy przetwory mleczne. Na co dzień jedzono chleb z bardzo grubej mąki pełnoziarnistej, głównie z żyta i owsa, które lepiej wzrastają w takich warunkach. Mąka pszenna w domu pojawiała się od święta, głównie gdy w domostwie urodziło się niemowlę, któremu trzeba było przyszykować jakąś „zociyrkę”. W półmisku często można było znaleźć kaszę, choć podobnie jak w innych regionach Śląska ziemniaki, pieczone, w formie klusków i placków, wyparły po wojnie wiele dobrych kasz i stały się podstawą codziennej kuchni.

Milowka Rajcza-0633

Więc choć dziś w restauracjach czekają na nas „żeberka bacy” , kaczka z modrą kapustą czy śląskie kluski z gulaszem, to rzeczywistość, którą nasza przewodniczka pamiętała z dzieciństwa i rodzinnych opowiadań niewiele miała wspólnego z sutą ofertą współczesnych karczm. Skrzętnie notowaliśmy przepisy podawane przez panią przewodnik, wszak jeść lubimy równie bardzo, co podróżować. Swoją opowieść zaczęła od prażuchów, które do dziś zdarza jej się przyrządzać na zabytkowym piecu w muzealnym kantorku. Jest to nic innego jak podprażona mąka, kaszka manna lub mieszanka obu, zalana wodą do wchłonięcia i okraszona skwarkami lub tłuszczem. Z zup wspomniała miętówkę, czyli zupę na bazie mięty i śmietany, maślankę, czyli potrawę  z maślanki lub kwaśnego mleka zagęszczanej zasmażką i galas, czyli zupę owocową ze śliwek. Inny przykład to zupa kwakowa, kwakula lub kwaczkowa, robiona z kwaku (białej brukwi) i dużej ilości czosnku. Może po modzie na jarmuż i topinambur czas wylansować kwak?

Milowka Rajcza-0630

Rarytasem było mięso z beczki, peklowane w chłodnym miejscu z duża ilością cebuli i czosnku. Na przednówku natomiast często trzeba było zadowolić się wodzionką, czyli tak naprawdę zupą z jakichkolwiek resztek i odrobiny tłuszczu. Kubuś to z kolei pomysł na kolejne kreatywne zastosowanie ziemniaków- starte ziemniaki zalewano gorącym mlekiem, po czym wylewano je na brytfannę i zapiekano- w wersji słodkiej ze startym jabłkiem lub śliwkami, w wersji wytrawnej ze skwarkami. Kubusia podawano z domową śmietaną lub gorącym mlekiem.

Choć może współczesnemu czytelnikowi częste zastosowanie skwarek i zasmażek z miejsca podnosi cholesterol, to w wersji „bez wkładki” niektóre z tych pozycji z pewnością zrobiłyby furorę na niejednym wiosennym detoksie-  taka przewrotność losu…

Stara Chałupa 

Po wysłuchaniu kulinarnych opowieści, ruszyliśmy oglądać chatę- tu należy zaznaczyć, że tak stara i tak świetnie zachowana drewniana chałupa należy do rzadkości. Obchód zaczęliśmy oczywiście od największej izby, która służyła jako miejsce spotkań, gotowania i jedzenia. Jej rozmiar świadczył o zamożności gospodarzy. Posiłki na codzień konsumowano przy szerokiej ławie, zwaną stolycą, drewnianymi łyżkami ze wspólnej miski. Jedynie od święta wolno było zjeść ze stołu, a co bogatsi mieli nawet na tą okazję po jednym talerzu. Na jednej ze ścian wisiała jeszcze autentyczna rogolka, czyli rozczapirzony kawałek drewna, który służył jako odpowiednik miksera. Robiono go na przykład z resztek po połaźniczce– odświętnej gałęzi iglastej zawieszanej w gody, czyli Boże Narodzenie, w świętym kącie izby i dekorowanej ozdobami z krepiny (pełniła funkcję współczesnej choinki). Nasza przemiła przewodniczka deklarowała, że do dziś używa tego narzędzia przy mniej wymagających czynnościach kuchennych.

Milowka Rajcza-0629

Piec miał podłużny kształt i jego tylnia część, zapiecek, znajdowała się już w osobnym pomieszczeniu . Na takim piecu pozwalano wygrzewać się najstarszym lub najmłodszym mieszkańcom chaty. Gospodarze zaś spali w głównej izbie.

Milowka Rajcza-0631

Natomiast na lewo od wejścia znajdowała się specjalnie wyodrębniona przestrzeń gospodarcza, w której pracowano i trzymano małe zwierzęta, a zamożny właściciel tej chaty miał również do dyspozycji strych i piwnice.

Przy kupowaniu biletów w mniejszej chatce warto przyjrzeć się jej niewielkiej wystawce- wspominkach o lokalnych społecznikach i kolekcji ślicznych bibułkowych bukietów.

Milowka Rajcza-0628

Kirkut w Milówce 

Zdążyliśmy też rzucić okiem na kirkut w Milówce, pochodzący z drugiej połowy XIX wieku. Populacja Żydów w międzywojniu wynosiła zaledwie 10% mieszkańców wsi, ale gmina żydowska w niej ustanowiona służyła również sąsiadującym ośrodkom. Okoliczni Żydzi byli aktywni w handlu i rzemiośle, co ciekawe prowadzili również karczmy, wspomagając tym samym rozwój turystyki.

Milowka Rajcza-0641

W trakcie II wojny światowej zostali wywiezieni do śląskich gett lub do obozu w Oświęcimu, a przez cmentarz przebiegała linia okopów.

Milowka Rajcza-0638

Po długim okresie bezczynności udało się uporządkować cmentarz w latach 90. i poustawiać zachowane macewy. W porównaniu z innymi cmentarzami, które ostatnio widzieliśmy, ten prezentuje się całkiem dobrze. Klucze do jego bramy można otrzymać w Gminnym Ośrodku Kultury przy ul. Dworcowej 1.

Milowka Rajcza-0637

Po Milówce przyszedł czas na Węgierską Górkę i jej słynne bunkry, ale to opisaliśmy osobno TUTAJ.

Wegierska Gorka-0665

Taką kilkugodzinną wycieczkę można rozszerzyć o kolejne miejscowości i zabawa się nie kończy! 

DODATKOWE INFORMACJE 

  • w Milówce organizowane są coroczne gody, czyli impreza mająca na celu przybliżenie odchodzących w zapomnienie tradycji. Jeśli macie ochotę połuskać groch czy poskubać pierze, a potem zabawić się przy regionalnej kapeli, o to i program tegorocznych godów: http://gok.milowka.pl/program-godow-2016/
Opt In Image

Zapisz się do naszego newslettera!

Podobał Ci się artykuł na Polska Po Godzinach? Chcesz mieć pewność, że nie ominą Ciebie najnowsze wpisy? Zamów nasz newsletter by być na bieżąco.