,,Lubomir- klejnot w Koronie Gór Polski”- czyżby?

Jakiś czas temu rzuciliśmy sobie wyzwanie- zdobędziemy Koronę Gór Polski! Słowo się rzekło, trapery na nogi…!

Z Lubomirem mieliśmy problem- niby geograficznie bardzo blisko Krakowa, ale z różnych względów nie mogliśmy do niego dotrzeć. Od Myślenic, Pcimia czy Lubienia, gdzie zaczynają się szlaki na Lubomir, dzieli nas raptem godzina drogi, słowem ,,rzut kamieniem”. Jednak wyliczana trasa do przejścia wychodziła całkiem ,,konkretna” – około 25 kilometrów. Na zimę trochę za długa, w lato z kolei naszą uwagę rozpraszały inne kierunki. Czuliśmy lekką presję- czemu ciągle nie możemy dotrzeć na bodaj najbliższy domu szczyt Korony Gór Polski? Dłużej nie chcieliśmy czekać, padło więc na wczesno wiosenną wycieczkę- w ramach rozgrzewki przed sezonem.

Lubomir szczyt

Warto wejść na Lubomira :)!

Z Lubomirem jest jeszcze jeden problem: trochę niejasnym pozostaje kwestia tego czy ten szczyt zaliczać do Beskidu Wyspowego czy Makowskiego. Według autorów spisu Korony Gór Polski Lubomir to najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego i dlatego znalazł się w zestawieniu. Jednak według regionalizacji prof. Kondrackiego Lubomir to część Beskidu Wyspowego i wygląda na to, że ta wykładnia jest dziś obowiązującą.

Buczyna na stokach Lubomira.

Jeśli tak, to najwyższym szczytem tego pasma jest raczej Mogielica niż Lubomir, nie powinno być go więc w ogóle w zestawieniu. Ta dyskusja pokazuje jedynie, że wykaz szczytów Korony to ,,tylko” umowna lista- jednak wystarczająco motywująca, żeby zachęcić nas do odwiedzenia niepoznanych jeszcze szlaków!

Wiosna w Beskidzie Wyspowym

Trasę zaczęliśmy na żółtym szlaku z miejscowości Lubień.

Widok z punktu piknikowego pod szczytem Lubomira.

Spokojnie, przy niezbyt dużym nachyleniu, przemieszczaliśmy się do góry, co jakiś czas zatrzymując się i podglądając przyrodę.

Praca wrze w mrowisku!

Zaskakująco ciepłe wiosenne słońce ożywiło rośliny i zwierzęta. Niepozorne kwiaty dna lasu wykorzystywały swoje ,,pięć minut” aby czerpać ze słońca nim dostęp utrudni warstwa liści.

Skoro kwitły kwiaty, wokół ich kielichów krzątały się pierwsze pszczoły, motyle i trzmiele, te zaś z kolei stanowiły przysmak pochłoniętych w zalotach ptaków…

Krokusy można znaleźć nietylko w Dolinie Chochołowskiej…

Krąg przyrody w wydaniu beskidzko-wyspowym! Wędrowaliśmy budzącym się do życia lasem, raz na czas wychodząc na beskidzkie hale.

Wiosna w Beskidzie Wyspowym!

Większość trasy przebiega jednak wśród buczyny, która jeszcze nie zdążyła się zazielenić- z tego względu polecamy tę trasę na lato lub jesień, kiedy widok drzew z kolorowymi liśćmi z pewnością będzie milszy oku. Szczególnie na jesieni, kiedy można się spodziewać kolorów podobnych jak w trakcie naszej wycieczki na Czantorię, podejście pod Lubomir będzie niezwykle malownicze.

Szczyt Lubomir z obserwatorium astronomicznym

Naszym celem było jednak głównie przygotowanie się do,jakby to ujął jakiś Szpakowski,  ,,wyzwań nachodzącego sezonu” i tu żółty szlak sprawdzał się doskonale. Trasa nie była przesadnie trudna, ale delikatne nachylenie miło męczyło nogi. Na przecięciu szlaku żółtego i czerwonego odbiliśmy w stronę samego szczytu- od Lubomira dzieliło nas raptem 20 minut.

Widok z punktu piknikowego pod szczytem Lubomir.

Jeśli na szczycie oczekujecie wieży widokowej z panoramą całego pasma, niestety trochę się zawiedziecie… Szczyt Lubomira porosły drzewa, najlepszą panoramę widać z miejsca piknikowego oddalonego kilka minut od szczytu. Co jest jednak na Lubomirze ciekawe, to obserwatorium astronomiczne- pierwsze polskie górskie obserwatorium utworzone w 1922 roku. Do drugiej wojny światowej działało ono bardzo prężnie- przykładowo z Lubomira wypatrzono i odkryto dwie nowe komety.

Na szczycie Lubomira 🙂

Jednocześnie do obserwatorium można było dojść tylko pieszo lub na powozie ciągniętym przez muły- ot takie kontrasty…:).  W 1945 roku hitelerowcy puścili z dymem obserwatorium i dokumentację z 20 lat obserwacji- szczęśliwie w 2007 roku ponownie otwarto placówkę, która dziś współpracuje z czołowymi wydziałami astronomii w Polsce. Co ciekawe, z obserwatorium związana jest dzisiejsza nazwa szczytu, który wcześniej nosił miano ,,Łysiny”. Otóż szczyt ,,przechrzczono” na Lubomira po tym, jak książę Kazimierz Lubomirski podarował obserwatorium dom, który zaadaptowano na pomieszczenie mieszkalne dla astronomów. Przyznajcie, że nazwa Łysiny była mniej nobilitująca… ;).

Beskid Wyspowy na spacery z rodziną i psami

Na szczycie Lubomira i na czerwonym szlaku prowadzącym do schroniska na Kudłaczach spotkaliśmy zaskakująco dużo rodzin z niedużymi dziećmi- okazuje się, że łagodne trasy tego wzniesienia to bardzo dobry pomysł na pierwsze piesze wycieczki z dziećmi. Młodzi wędrowcy dzielnie pokonywali kolejne kilometry podejścia, być może z myślą o zabawie w schronisku na Kudłaczach- tam na najmłodszych czeka plac zabaw i zagroda z ozdobnymi kurami (śliczności!). Kto woli w ciszy kontemplować panoramę, może rozłożyć się na trawie w bezpiecznej odległości od placu zabaw lub rozpalić ognisko na schroniskowej polanie. Ponadto obiekt na Kudłaczach szczyci się tym, że to jedyne górskie schronisko, do którego można pieszo dotrzeć z Krakowa w zaledwie jeden dzień- to taka sugestia dla chodziarzy-hardcore’ów :).

W schronisku na Kudłaczach można się doskonale posilić.

Psiarzom trasy dookoła Lubomira również przypadną do gustu- przede wszystkim nie ma tu ograniczeń jakie spotyka się w parkach narodowych, psy są mile widziane, szczególnie te na smyczy ;). Jedynym minusem naszej wędrówki były spotkane kilka razy motory terenowe- to chyba jedna z tych rozrywek, których nigdy nie zrozumiemy… Szaleństwo na pieszych szlakach, ryk silników i smród benzyny to z pewnością nie są doznania, po które idzie się w góry… Szczęśliwie takich spotkań było tylko kilka.

Czerwony szlak w stronę Myślenic

Po krótkim odpoczynku na Kudłaczach, czas było ruszać w stronę Myślenic, wszak z Kudłaczy to jeszcze kawałek drogi. Posileni pyszną zupą z czosnku niedźwiedziego, lekko ruszyliśmy przed siebie aby po chwili zorientować się, skąd wzięła się nazwa ,,Beskid Wyspowy”. Spodziewaliśmy się, że do Myślenic będzie prowadziło delikatne zejście w dół, jednak szybko okazało się, że raz po raz musieliśmy wdrapywać się i schodzić z małych ,,wysepek”. Podejścia i zejścia nie były przesadnie ostre, ale przebyte tego dnia kilometry powoli dawały się we znaki. Zmobilizowaliśmy w sobie wszystkie pokłady motywacji i po dwóch godzinach marszu dotarliśmy do Myślenic-Zarabia.

Na dobry koniec dnia dotarliśmy do ruin tajemniczej warowni- pozostałości po zamku z XIII wieku, który prawdopodobnie miał strzec drogi handlowej na Węgry. Czy kazał ją wznieść sam Kazimierz Wielki? Czy rzeczywiście zamek w Myślenicach i ten w pobliskich Dobczycach łączyło podziemne przejście? W jakich okolicznościach zniszczono zamek nad Rabą? Dokładnych informacji brakuje, można więc puścić wodze wyobraźni i pofantazjować na temat przeszłości myślenickiego zamku…

DODATKOWE INFORMACJE:

  • Przekrój trasy:Do Lubnia (Lubień) można dojechać busami z Krakowa, np w stronę Mszany, Rabki czy Zakopanego, z Myślenic do Krakowa kursuje
  • Więcej o zamczysku w Myślenicach pod tym linkiem 

 

Opt In Image

Zapisz się do naszego newslettera!

Podobał Ci się artykuł na Polska Po Godzinach? Chcesz mieć pewność, że nie ominą Ciebie najnowsze wpisy? Zamów nasz newsletter by być na bieżąco.

2 Comments

  1. Ja zawsze uznawałem tamte okolice za „Makowszczyznę”, jadnak doceniam autorytet prof. Kondrackiego. To on w końcu wymyślił miano Beskidu Wyspowego po tym jak pewnego ranka mgły zeszły w doliny i wyglądał krajobraz niczym morze z wystajacymi tu i ówdzie wyspami.

    W Myślenicach mamy do czynienia ze stołpem, czyli kamienną wieżą (reszta zamku, ta mieszkalna była drewniana) obronną. Rzecz jasna przejścia podziemnego nie było (to częste legendy) bo nawet dziś w tamtejszych warunkach geologicznych było by to nie lada wyzwanie inżynierskie. Natomiast często w późnym średniowieczu i renesansie kopano kontrminy (zabezpieczenie przed podkopem ze strony oblegajacego) które potem obrastały w legendy (taj jak w Tarnowie, mamy legendę o podziemnym przejściu z zamku na Górze św.Marcina aż do Klasztoru Bernardynów (dawnego).

    Sam rajd świetny, mamy z kolegą w planie ale w odwrotną stronę, co z tego wyjd,ie zobaczymy.

    Ps. Zapraszam do Rzepienników, mamy tu prywatne obserwatorium astronomiczne prowadzone przez Prof. Wszołka z Żoną Mega sympatyczni ludzie.

    • Jejku, ,,stołp”, takiego słowa nawet nie znaliśmy :)- dzięki! W kwestii podziemnych tuneli nie mieliśmy złudzeń, że to raczej mity, ale jakie pobudzające wyobraźnię!

      Taki krajobraz we mgłach nam się marzy… Nie wiesz może, gdzie najlepiej się na niego na jesieni zaczaić?

      Rzepienniki mamy na liście, zachciało nam się rowerów w okolicach pasma Brzanki. Zahaczymy więc i obserwatorium, dzięki za podpowiedź!

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Post comment