Mimo całego (nieprzesadnie groźnego) ADHD, o który niektórzy czasami lubią nas posądzać, mamy takie dni, że ciężko usiedzieć nam w domu, a jednocześnie brakuje już sił na poważniejsze outdoorowe aktywności. Którejś jesiennej niedzieli, po sobocie spędzonej na intensywnej wycieczce rowerowej, wciąż mieliśmy jakby niedosyt świeżego powietrza, jednocześnie nie chcąc porywać się na przesadnie wyczerpujące wyzwania. Wodząc palcem po mapie miejsc nieodległych, acz interesujących, za cel kolejnej eskapadki obraliśmy więc Lanckoronę.

Do Lanckorony przeszliśmy marszem z Kalwarii Zebrzydowskiej, do której to z Krakowa jeżdzą regularnie pociągi (ok. 50 minut- uwaga: ostatnio torowisko jest remontowane i różnie to bywa…). Spacer niespiesznym tempem z Kalwarii zajął godzinę, choć dzięki pagórkowatemu ukształtowaniu terenu całkiem dał się we znaki obolałym od aktywności dnia poprzedniego nogom. Już na początku trasy stanęliśmy przed nielada dylematem, bo jak inaczej nazwać taki wybór:

lanckorona kalwaria zebrzydowska

Zawsze wydawało nam się, że te dwie dróżki są w miare zbieżne, ale widać nie w okolicach Kalwarii… Obraliśmy azymut na czerwony szlak, zahaczając po drodze o mały kościółek. Trasa prowadziła ponad kościółkiem, przez bardzo spokojne miejscowości i niewielkie laski. Jedynie ostatni krótki odcinek przed samą Lanckoroną biegł wzdłuż trochę bardziej ruchliwej drogi, reszta trasy pozwalała spokojnie napawać się dojrzałą i niezwykle łaskawą jak na listopad jesienią. Klucząc tak niespiesznie bocznymi dróżkami, doszliśmy do Lanckorony od strony ul. Krakowskiej.

W samej Lanckoronie, zaraz przed ryneczkiem, uwagę przykuła Arka – kawiarnia prowadzona przez właścicieli niedużej pracowni ceramicznej, ulokowanej po sąsiedzku.

lanckorona arka cafe

Powszechnie wiadomo, że podstawą każdej udanej wycieczki jest łyk dobrego espresso (tym większy nasz podziw dla Wikingów, Marco Polo czy Kolumba, którzy musieli radzić sobie jakoś bez małego termosiku z tym aromatycznym naparem), więc niewiele myśląc, postanowiliśmy uraczyć się kawą w Arce – w końcu w niedzielę należy nam się jakieś małe świętowanie. Pijąc przepyszne latte i zajadając pyszne domowe ciasto (a w kwestii ciast naprawdę niełatwo nam dogodzić), pomyśleliśmy, że spokojnie można by w tym miejscu przetrwać każdy ewentualny potop. Wnętrza urządzone ze smakiem, delikatna jazzowa muzyczka, odgłos drewien w kominku i jesienne słońce sączące się przez okna w poddaszu – kwintesencja leniwej niedzieli, której nie spodziewaliśmy się w takim miejscu. Gdyby Arka otworzyła swoje podwoje w Krakowie, z pewnością bywalibyśmy tam częstym gościem.

Posileni ruszyliśmy podziwiać słynne drewniane domy wokół rynku wywodzące się z końca XIX wieku i wpisane na listy UNESCO.

lanckorona domki

Zostały wybudowane w podobnym okresie, po pożarze w latach 90. XIX wieku, który strawił znaczną część miasta – dzięki temu architektura jest mile spójna i jednolita. Charakterystyczne daleko wysunięte dachy to efekt lokalnego prawa, które głosiło, że posesja kończyła się na linii dachu, tak więc w interesie mieszkańców było te możliwie wydłużyć. W jednym z ocalałych w pożarze lokali przy rynku działa Izba Regionalna, w której można obejrzeć przedmioty obrazujące życie codzienne regionu.

lanckorona woz strazacki

Co ciekawe, Lanckorona prawa miejskie nabyła dość wcześnie, bo w roku 1366, ale utraciła je w 1934 i do dziś ma wyłącznie status wsi.

lanckorona 2

Lanckorona

Podchodząc ścieżką ponad kościołem, dotarliśmy do ruin lanckorońskiego zamku, ufundowanego jeszcze przez Kazimierza Wielkiego. Aż do czasów zaborów pełnił istotną funkcję, broniąc dróg handlowych do Krakowa i służąc jako centrum lokalnej administracji, zarządzającej bogatymi łowiecko terenami. To właśnie w jego murach zamieszkiwały rody Lanckorońskich i Zebrzydowskich, którzy z rycerzy przeistoczyli się w familie możnowładców i doradców na królewskich dworach. Choć zamek od rozbiorów popada w ruinę, jego mury poruszają wyobraźnię, pozwalając odtworzyć w myślach wygląd twierdzy w czasach jej świetności.

Lanckorona zamek

Według lokalnej legendy ze szczytu Góry Lanckorońskiej Michał Zebrzydowski dojrzał przeciwległą górę Żarek, która tak przypominała mu Wzgórza Jerozolimskie, że postanowił wybudować tu kalwarię – zespół kaplic, kościołów i zabudowań symbolizujących mękę pańską i topografią przypominające właśnie Jerozolimę. Była to pierwsza taka kalwaria w Polsce, od początku zamierzona jako miejsce kultu i centrum pielgrzymek – wizyta w takim miejscu, szczególnie w okresach, gdy podróż do Ziemi Świętej była niebezpieczna, była ekwiwalentem pielgrzymki do samej Jerozolimy.

Wiedzeni ciekawością, udaliśmy się w tym kierunku, schodząc drugą stroną Góry Lanckorońskiej. Zanim weszliśmy w gęsty las, z tak pięknie brzmiącymi szlakami jak Aleja Cichych Szeptów czy Aleja Zakochanych, minęliśmy kilka dorodnych willi- pamiątek po uzdrowiskowo-letniskowej przeszłości Lanckorony z okresu międzywojennego.

Lanckorona las

Spacer laskiem był przyjemnością samą w sobie i z pewnością łącząc różne szlaki, można by cieszyć się nim przez całe popołudnie. My jednak szliśmy dalej i wróciwszy z powrotem na szlak Dróżek Matki Boskiej, dotarliśmy do Kalwarii, która przywitała nas listopadowym deszczem. Po szybkiej wizycie w Bazylice, czas było maszerować na stację, bo ponaglał nas zapadający zmrok i coraz bardziej zacinający deszcz.

kalwaria zebrzydowska lanckorona

I tak właśnie z wycieczki, która miała być miłym odpoczynkiem po poprzednim dniu, zupełnie przypadkiem (chyba już nikt w te przypadki nie wierzy…) zrobiła nam się całodzienna piesza wędrówka. A pewnie gdybyśmy mieli jeszcze ciut więcej dnia, wydreptalibyśmy wszystkie alejki lanckorońskiego lasu- z pewnością wrócimy tam któregoś dnia na rowerowe podjazdy!

DODATKOWE INFORMACJE:

  • Dojazd: Samochodem do Lanckorony lub pociągiem z Krakowa do stacji Kalwaria Zebrzydowska, dalej pieszo.

Podobał Wam się wpis? Zainspirowaliśmy? A może macie inne opinie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, to dla nas bardzo ważne!

Opt In Image

Zapisz się do naszego newslettera!

Podobał Ci się artykuł na Polska Po Godzinach? Chcesz mieć pewność, że nie ominą Ciebie najnowsze wpisy? Zamów nasz newsletter by być na bieżąco.