Ostatnie dni przyniosły nam namiastkę zimy, ale jeszcze w ostatni weekend przed świętami trzeba się było trochę namęczyć by ją spotkać. Udało się nam to na Babiej Górze, niestety dopiero powyżej 1500 metrów n.p.m., mimo to, wyprawę na Diablak zaliczamy do jak najbardziej udanych!

Piekielna Kapryśnica

Babia Góra, położona w Beskidzie Żywieckim, to szczyt owiany licznymi legendami i mrożącymi krew w żyłach historiami. Choć w Tatrach znajdziemy o wiele bardziej strome zbocza, to właśnie Babia Góra nazywana jest Kapryśnicą, Matką Niepogód lub Diablakiem. Niepozorny wygląd potrafi zmylić nawet doświadczonych wędrowców, którzy nie doceniają jej zdradzieckiej twarzy. Na skutek ukształtowania geograficznego na Babiej Górze pogoda bywa niezwykle zmienna, z charakterystycznymi niespodziewanymi opadami, bardzo silnym wiatrem i występującymi, często nawet w lato, burzami. Mimo, iż najbliższa placówka GOPRu położona jest dość wysoko, bo na wysokości 1400 metrów, szczyt ten pochłonął już wiele ofiar, które przy załamaniu pogody nie potrafiły znaleźć drogi do bezpiecznego schroniska.

Etymologia nazwy Kapryśnica jest więc dość oczywista – pytanie więc, skąd wzięły się przydomki „babia” lub „Diablak”. Wedle niektórych legend wierzchołek ten usypała olbrzymka, inne doniesienia wspominają, że w jaskiniach dookoła góry żywieccy zbójnicy przetrzymywali swoje kochanki, co miałoby uzasadniać kobiecy element w nazwie szczytu. Zwolennicy mniej sfeminizowanych teorii przywołują postać diabła, który miał rzekomo budować na górze zamek dla jednego z beskidzkich hersztów, lecz konstrukcja zawaliła się, grzebiąc nieszczęsnego rabusia w gruzach.

Ruszamy na Babią Górę

Odrobiliśmy temat górskich legend poprzedniego wieczoru i z racji niezwykle krótkiego o tej porze roku dnia, w drogę wybraliśmy się dość wcześnie rano, obawiając się, że ewentualny śnieg i lód spowolnią nas w trasie. Obraliśmy kurs z Zawoi zielonym szlakiem i powoli wdrapywaliśmy się do schroniska. Las był przyjemnie pusty, słońce delikatnie przebijało się przez buczynę, a błoto chlupotało pod nogami. 

Babia Góra-0453

Na szlaku do schroniska wciąż króluje jesień.

Babia Góra najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego

Szczyt Babiej Góry widoczny wśród wierzchołków drzew. Pojawia się pierwszy śnieg...

W schronisku na Markowych Szczawinach posililiśmy się szybką kawą, nie tracąc jednak zbyt wiele czasu na rozsiadanie się przy stołach. Może to kawa krążąca w naszym obiegu, a może coraz mocniejsze słońce – dość na tym, że ostatni odcinek od schroniska szło nam się już naprawdę całkiem przyjemnie. Zaraz powyżej Markowych Szczawin pojawił się śnieg – co prawda dość zmrożony, wyślizgany i w gruncie rzeczy momentami utrudniający mocno wędrówkę, ale jednak śnieg – co tej zimy ma swój własny urok. Tuż przed Przełęczą Brona, na granicy ze Słowacją, czekały nas dwa nieco bardziej oblodzone podejścia, ale w miarę sprawnie udało się je pokonać, choć byliśmy świadkami dwóch upadków, co pokazuje, że w takich warunkach każdy krok trzeba stawiać bardzo uważnie.

Babia Góra-0405

Widok na Babią Górę z Przełęczy Brona. Skrzyżowanie szlaków i granica ze Słowacją.

Lądowanie na księżycu

Tu przywitał nas iście księżycowy widok. Warstwa śniegu, regularnie topiona przez słońce o poranku, rozwiewana w ciągu dnia i znów mrożona przez noc, zbiła się w twardą skorupę z ciekawymi kraterowymi wypustkami. Widok skrzącego się w słońcu śniegu dodał nam wigoru, ruszyliśmy więc przed siebie, walcząc z coraz mocniejszym wiatrem, który nabierał siły wraz z wysokością.

Babia Góra-0426

Na brak słońca nie mogliśmy narzekać. 

Nim się obejrzeliśmy, byliśmy już na samym szczycie, mierzącym 1725m n.p.m., z którego roztaczała się przepiękna panorama na Kotlinę Orawsko-Nowotarską z błyszczącymi się w oddali szczytami Tatr, w tym na ich najwyższy szczyt – Gerlach.

Babia Góra-0443

Ze szczytu Babiej Góry rozciąga się wspaniała panorama na Tatry, zarówno po polskiej jak i słowackiej stronie.

Babia Góra-0448

W centralnej części widać Rysy oraz Gerlach, najwyższy szczyt Tatr.

Gdy już nacieszyliśmy się różnorodnością górskich i pagórkowych pejzaży, które rozpościerały się u naszych stóp, stwierdziliśmy z niejakim smutkiem, że w roztaczającym się przed nami pejzażu śnieg widoczny był jedynie na samych czubkach Tatr… No cóż, taki mamy klimat…

Chłonęliśmy więc łapczywie widok śnieżnych kraterków, słońca i monumentalnych szczytów, widniejących w oddali. Na górze wiało, jak to na Babiej, na tyle mocno, że aż trudno było momentami utrzymać w ręce aparat. Nic dziwnego, że dość szybko skapitulowaliśmy przed nieubłaganie smagającym nas lodowatym wiatrem i czym prędzej zaczęliśmy schodzić z powrotem do Zawoi, marząc o gorącej kąpieli i nomen omen ciepło myśląc o wiosennej temperaturze, królującej w dolinie…

DODATKOWE INFORMACJE:

  • Do Zawoi dojechaliśmy busami z Krakowa przez Suchą Beskidzką.
  • Do Zawoi-Widły kursują bezpośrednie autobusy z Krakowa, np. linie Merc-Bus (mercbus.pl). Podróż trwa trochę ponad 2 godziny.
  • Z Zawoi-Widły do wejścia do Parku można podejść mało uczęszczaną drogą (ok. 5km) lub podjechać do Zawoi-Markowej lokalnymi busami.
Opt In Image

Zapisz się do naszego newslettera!

Podobał Ci się artykuł na Polska Po Godzinach? Chcesz mieć pewność, że nie ominą Ciebie najnowsze wpisy? Zamów nasz newsletter by być na bieżąco.

  • Ale wspaniały ten księżycowy widok!

    • polskapogodzinach@yahoo.com

      Zdecydowanie!